piątek, 20 czerwca 2014

9. Nie zbliżaj się do mnie. Zapamiętaj to sobie.

Gdy weszliśmy na backstage trzymając się za ręce, wszystkie oczy zwróciły się na nas. Maryse, April, Nicole i Paige siedziały przy swoich bożyszczach, Jo siedziała obok Mike'a wtulona w niego. Cudowny widok.
- O już jesteście. - Joe usiadła na kolanach braciszka robiąc nam miejsce na sofie. Chester dał autografy dziewczynom i usiadł ciągnąc mnie na swoje kolana. Spojrzał na mnie i dał mi buziaka. Uśmiechnęłam się i odwzajemniłam gest.
- Siostra, czy ja o czymś nie wiem? - zapytał Mike z cwanym uśmiechem na twarzy.
- Twoje proroctwo się spełniło, Spike. - Chester uśmiechnął się jeszcze szerzej do przyjaciela.
- Jesteście razem? - niemal wypiszczała Jo.
- Tak. - uśmiechnęłam się i wplotłam palce w dłoń ukochanego spoczywającą na moim udzie.
- Wiedziałem! - krzyknął mój brat i podszedł nas przytulić. Tak samo zrobiła reszta zespołu i dziewczyny. - Skrzywdź mi ją tylko, a zapomnę, że jesteś moim przyjacielem i będziesz miał przejebane. Czy to jasne? - spoważniał. Michael na każdym kroku dawał mi odczuć, że jestem dla niego najważniejsza. Wiedziałam o tym doskonale. Teraz obok mnie była JoJo. I cieszyłam się z tego jak jasna cholera.
- Jasne, że tak Mike. Nie skrzywdzę jej. Ona jest moim życiem. - Chester spojrzał w oczy mojemu bratu, a potem mi i znów mnie pocałował. Odwzajemniłam gest obejmując go jedną ręką za szyję. Phoenix zrobił nam zdjęcie. Kiedy się od siebie oderwaliśmy zwróciłam się do Dave'a.
- Jak z Ciebie taki fotograf, to zrób nam jeszcze jedno. - uśmiechnęłam się. Chester całował mnie w szyję, a ja uśmiechałam się do obiektywu obejmując go . Kolejne było takie, że Chaz patrzył na mnie zza mojego ramienia, a ja oparłam swoje czoło o jego i patrzyliśmy sobie w oczy.
- Gołąbki. - Joe uśmiechnął się w naszą stronę.
- Wyślij mi te fotki. - zwróciłam się do Farella i gdy tylko dostałam je na telefon, wysłałam je Chazzy'emu.
- Idą na fejsa. - powiedział i pocałował mnie w czubek nosa.
- Już widzę tych skurwieli pod hotelem. Ale mam to w dupie, niech robią te zdjęcia jak ich to tak jara. - pocałowałam swojego Skarba w policzek. - Sama im jeszcze zapozuję. - zaśmiałam się.
- Cóż za luźne podejście. - odezwała się April.
- Jak się ma sławnego chłopaka, trzeba się poświęcać. - wtuliłam się w Chazza.
- Jak już będzie za dużo, na pewno zareaguję. - obiecał patrząc mi w oczy. - Kocham Cię. - wyszeptał.
- Ja sama wtedy zareaguję. - uśmiechnęłam się. - Ja Ciebie też, Kochanie. - zamknęłam powieki.
- Aż mi niedobrze od tej słodyczy. - burknął Brad żartobliwie.
- To wyjdź. - Joe się do nas wyszczerzył. - Jak oni pięknie wyglądają.. - powiedział.
- Dziękujemy, Joe. - uśmiechnęłam się do niego. Hahn ma strasznie miękkie serce. Wrażliwiec z niego okropny. Ale pośmiać się z nim można. Raz aż się przez niego pół godziny po podłodze tarzałam.
- Za prawdę się nie dziękuję, Nattiś. - odwzajemnił uśmiech.
- Dobra, cicho. Zaczyna się przedstawienie. - do moich uszu dobiegł głos Farrell'a. Od razu spojrzałam na wielki telewizor stojący w pomieszczeniu. Złapałam Chestera za rękę i delikatnie ją ścisnęłam. Bennington zaczął mnie całować po szyi, co utrudniało mi koncentrację.
- Miałeś mnie wspierać, nie dekoncentrować. - wyszeptałam mu do ucha. Zaśmiał się cicho najwyraźniej dumny z tego, że tak na mnie działa.
- Wolę, żebyś myślała o mnie, niż o nim. - wymruczał mi do ucha całując mnie za nim.
- Skarbie, ja cały czas o Tobie myślę. - przejechałam palcem po jego wardze. - Uspokój się. Chcę obejrzeć, jak się kompromituje. - puściłam mu oczko i skupiłam wzrok na ekranie. Matko Boska, to była jakaś żenada. Śmiałam się, a wszyscy razem ze mną. Fanów jednak mieli.. Ale naszych Soldiersów tam nie było, tego jestem pewna... Nie. Chwila. Ktoś rzucił w niego pomidorem. Och, jednak chyba się pomyliłam. Soldiersi tam są.
- Boże, jak ja ich Kocham. - Chazz dusił się ze śmiechu.
- Są fantastyczni. - opierałam się o ukochanego.
- Ja to doskonale wiem. - wydukał przez śmiech.
Kiedy Sebastian i jego pożal się Boże zespół zakończyli występ, większa połowa publiki zaczęła się wydzierać, że chcą z powrotem Linkin Park. Spojrzałam na Chestera. Uśmiechnął się z satysfakcją.
- Bo ludzie wiedzą, co to jest PRAWDZIWY ROCK. - Phoenix objął Maryse.
- No baa. - poparłam go i przybiliśmy sobie żółwika. - Oo cicho, będzie coś gadał. - powstrzymałam kolejny wybuch śmiechu.
- Widzę, że są tu sami Soldiersi. - zaśmiał się. - No trudno, będę wiedział, że nie powinienem przyjeżdżać do Londynu. Ale powiem Wam coś. Linkin Park to zwykłe ciecie, nie znają się na muzyce i na dodatek jeden z nich, niejaki Chester Bennington omotał moją dziewczynę i teraz jest z nim w związku. - mówił.
- Ja go zabiję.. - spojrzałam na Chestera.
- Skarbie, to nie ma sensu. - uspokajał mnie.
- Co nie ma sensu, Chester?! - Maryse mnie poparła. - Nie będzie jakiś zjeb Was wyzywał! - krzyknęła wstając. - Idziemy mu zajebać?! - spojrzała na mnie.
- No pewnie, że tak. - wyrwałam się swojemu chłopakowi. - Soldierki! Za mną. Trzeba komuś obić ryj! - objęłam dziewczyny ramionami. - Mike, przepuść nas. - zwróciłam się do brata i bez żadnych trudności odepchnęłam go od drzwi robiąc nam przejście. Wzięłam zapasowy mikrofon leżący na głośniku i weszłam na scenę razem z dziewczynami, a publiczność od razu zaczęła piszczeć i krzyczeć z radości.
- Ty frajerze! - krzyknęłam.
- Nattie?! - zmierzył mnie wzrokiem. - Co Ty tutaj robisz? - dukał.
- Co JA tutaj robię?! - spojrzałam na niego wściekła. - Raczej co taki śmieć jak Ty robi na scenie ja się pytam?!  Psujesz koncert charytatywny tym swoim wyciem, które nazywasz śpiewem! - darłam się. - A co do Linkin Park. Ta Twoja marna kapelka nawet do opuszków palców im nie dorasta. - zaśmiałam się. - I choćbyście nie wiem jak się starali, NIGDY, powtarzam Wam. NIGDY nie dorównacie Linkin Park! - wydarłam się, a publiczność zaczęła piszczeć i skakać. Nawet ktoś z publiki krzyknął, że mam rację. - A co do Chestera... - zaczęłam. - Tak. Jesteśmy razem. - powiedziałam patrząc Sebie prosto w oczy. - I Kocham go jak nikogo innego na świecie. Nie zniszczysz tego. Nie pozwolę na to ani Tobie, ani tej pieprzniętej Talindzie, którą właśnie zauważyłam pod sceną w lewym sektorze. Cześć. - pomachałam jej. - Chyba pomyliłaś daty, już dawno po Halloween. - zaśmiałam się, a ze mną publika. - Zapomniałabym. - odwróciłam się do swojego byłego twarzą i zaczęłam go po niej okładać " z placka ".
- To za Chester'a. - kolejny cios. - To za Mike'a. - I kolejny. - Za Brad'a - następny. - Za Dave'a. - Kolejny. - Joe'go. - kolejny. - Rob'a. - kolejny. - A ostatni, Kochanie, będzie za mnie. - tutaj uderzyłam go z pięści prosto w nos. Zachwiał się. Zalała go krew i upadł na scenę.
- Nie zbliżaj się do mnie. Zapamiętaj to sobie. - warknęłam rzucając w niego swoim mikrofonem i nim ochrona zdążyła wejść na scenę, by zabrać stamtąd mnie i moje towarzyszki, zniknęłyśmy jak kamfora w tłumie przybijając sobie piątki z Soldiersami. Kiedy znalazłyśmy się wreszcie za stadionem, a naszym oczom ukazało się skryte za budynkiem czarne BMW Benningtona, wsiadłyśmy do niego. Jak dobrze, że Chazz dał mi klucze..
- Najchętniej bym go zajebała. - warknęłam opierając się o kierownicę.
- Ja też. - JoJo mnie poparła.
- Ja chcę już być w hotelu. Przytulić się do Chestera i zapomnieć co wydarzyło się niecałe.. - spojrzałam na wyświetlacz telefonu . - Dziesięć minut temu.
- Kochasz go, co? - zapytała nagle Nikki.
- I to bardzo. - przyznałam.
- A Brad w realu jest taki słodki... - westchnęła z rozmarzeniem. Zaczęłam się śmiać.
- Owieczka jest nie tylko słodka z wyglądu, ale zajebista z charakteru. Szczery, oddany przyjaciel, zawsze ma czas, żeby ze mną pogadać. Zresztą sama się przekonasz, jak go jeszcze bliżej poznasz. - puściłam oczko nowej koleżance. - A no i lubi dłuuugo spać. - wybuchłam śmiechem.
- A Joe? - zapytała April.
- Hahn? - zaśmiałam się. - To jest taki aparat, że szook. - śmiałam się. - Uwielbia  słodycze, żelki najbardziej. Nienawidzi kłamstwa, jest strasznie wrażliwy, ma konsolę na której często razem gramy. To taki mój Misiak, lubię się do niego przytulać. Zawsze ma jakąś dobrą radę. - uśmiechnęłam się.
- A Dave? - zapytała Maryse. - Znasz go dobrze?
- Phoenix'a? - zaśmiałam się. - No baa. Ja wszystkich doskonale znam. - powiedziałam dumna. - Chcesz wiedzieć, jaki jest, tak?
- No.. Mniej więcej. - zaśmiała się.
- Jak z każdym z zespołu da się z nim pośmiać i popłakać. Można z nim o wszystkim pogadać. Jak on coś wymyśli, klękajcie narody. Mieliśmy niecny plan przeciwko byłej Chazzy'ego, ale chyba się nie przyda na razie. Na szczęście. Jak każdy z zespołu lubi poimprezować. W Arizonie często robiliśmy domówki. - zaśmiałam się na to wspomnienie.-  Phoenix jest strasznie uparty, ale umie przyznać się do błędu. Jest szczery. Nienawidzi materialistek. Dlatego Talinda miała z nim najgorzej. - zachichotałam.
- Robił jej jakieś żarty? - dopytywała blondynka.
- Żeby to jeden. - machnęłam ręką znów wybuchając śmiechem. - Jak z nim pogadasz, sam Ci wszystko powie. - uśmiechnęłam się.
- A Rob? - zapytała Paige.
- Robby? - zaśmiałam się . - A z tego gagatka to jest taki nasz klown. Zawsze nas rozśmiesza. Potrafi być czasem wkurwiający, ale rzadko. Na każdego ma jakąś ciętą ripostę, ale zawsze mówi, że czasami lepiej milczeć, dlatego rzadko się odzywa kiedy się kłócimy. Chyba, że widzi przegięcie. Jak w każdym mam w nim wsparcie. I to wielkie. Cały zespół jest dla mnie jak rodzina. - powiedziałam.
- A Mike to Twój rodzony brat? - Paige się do mnie uśmiechnęła.
- Tak. - powiedziałam. - Jego znam najlepiej z całej zgrai. Wkurwia mnie, jak każdy starszy brat. Rządzi się jak cholera, ale gdybym go nie miała, już dawno wylądowałabym w bidulu. Po śmierci rodziców on się mną zajął. - odgarnęłam włosy do tyłu.
- Wasi rodzice nie żyją? - April przyłożyła dłoń do ust.
- Od trzech lat. Zginęli w wypadku. Każde kolorowe pisemko o gwiazdach trąbiło o tym, że Mike Shinoda z Linkin Park został sierotą. - przewróciłam oczami.
-  Kłócicie się, czy jesteście na dobrych relacjach? - zapytała Nikki.
- Bywa różnie, ale Kocham go i wiem, że on mnie też. Gdybym mu kazała odejść z Linkin Park, jestem pewna, że by to zrobił. - powiedziałam.
- A Chazz? Kiedy go poznałaś? - pytanie Maryse. I jeszcze imię mojego szczęścia w jej ustach. Uśmiechnęłam się oczami wyobraźni widząc jego twarz.
- Wtedy kiedy i cały zespół. - zaśmiałam się. - Jak miałam 17 lat. Mike wreszcie przyprowadził ich do domu. Nawet nie wiecie, jak się cieszyłam. Spełnił moje marzenie i to w urodziny. Nigdy nie zapomnę tego dnia. Był najszczęśliwszy w moim życiu, nie uwzględniając oczywiście dzisiejszego, kiedy to sam Chester Bennington wyznał mi miłość. - uśmiechnęłam się szeroko na wspomnienie naszego pocałunku. Jego język sunący delikatnie po moim podniebieniu i napotykający mój... Cudowne uczucie.
- A jaki on jest? - zapytała nagle Nikki.
- Kochany, czuły, uparty jak osioł, szczery do bólu, przystojny, ale to wiadome, zarąbiście gotuje, wygląda seksownie bez koszulki, to niestety też wiecie, świetnie całuje, o tym nie wiecie i się nie dowiecie, a jak któraś zechce, to już może sobie kopać grób, chociaż wątpię, żeby Chazz był zdolny do zdrady, sam już się przejechał, jak śpiewa bez muzy ma taki sam głos jak z muzyką, uwielbia szybką jazdę, kocha się wydzierać, a ja uwielbiam tego słuchać. - mówiłam.
- Podobno dużo przeszedł, to prawda? - zapytała blondie.
- Tak, ale nie chcę o tym gadać. - westchnęłam.
- Rozumiem. - uśmiechnęła się delikatnie. - Idą. - powiedziała i przesiadła się do tyłu. Po chwili przy aucie pojawili się chłopcy. Przeniosłam się na miejsce pasażera, a mój chłopak zajął siedzenie kierowcy.
- Chazz, jesteś zły? - zapytałam cicho.
- Kochanie, oszalałaś? - Bennington się zaśmiał. - Nie sądziłem, że wyzwanie nas od najgorszych doprowadzi Cię aż do takiej furii. - powiedział.
- Zawsze się wkurwiałam, jak ktoś Was mieszał z błotem. - spojrzałam w szybę.
- I tak jest chyba do dzisiaj. - Phoenix poklepał mnie po ramieniu.
- Tak, tak jest do dzisiaj, David. - uśmiechnęłam się do niego. - A dzisiaj miałam wkurwa do granic. - oparłam czoło o szybę. - Jedźmy stąd, błagam.. - A wieczorem z chęcią bym poszła na jakąś imprezkę. Jutro sobota, mamy luz, a ja mam ochotę się najebać. - wyznałam.
- Ja też. - przyznała Paige. Wyjęła swój telefon i włączyła " Crawling".
- Dawaj na fulla. - poleciłam. Moja głowa bezwładnie opadła na oparcie siedzenia, a powieki samodzielnie się zamknęły. Poczułam ciepłą dłoń na swojej. Chester. Powoli rozluźniłam palce, by wplótł między nie swoje. Nie otworzyłam jednak oczu. Wciąż byłam wściekła. Miałam ochotę płakać. Nie dość, że wyzwał moich idoli, mało tego, że idoli, najbliższych mi przyjaciół, w tym mojego chłopaka, to jeszcze nie wiadomo po co pojawił się w moim życiu po pół roku nieobecności i przypomniał sobie, że byłam jego dziewczyną. Za jakie grzechy, ja się pytam?! Byle do wieczora...
 

Witam z kolejnym rozdziałem. Nie wierzę. Niedługo okrągła dziesiątka! Że Wam się chce czytać te moje pierdoły.. Dziękuję Wam za to <3 KOCHAM WAS <3

czwartek, 19 czerwca 2014

8. Miłość uskrzydla, uczy latać. Za Tobą pójdę w ogień, lub na koniec świata.

Stanęłam razem z Jo przy samej scenie. Widziałam wszystkich. Całą szóstkę. Pomachałam im, gdy wchodzili na scenę wśród pisku i krzyku fanów.
- Jak znowu rzuci koszulkę w publiczność? - szepnęła mi na ucho przyjaciółka.
- To ją złapię i będzie moja, jak prawie każda. - zaczęłam się cicho śmiać.
- I będziesz w niej spać? - Offeman szturchnęła mnie biodrem.
- No chyba nie wycierać podłogę. - uśmiechnęłam się cwanie. - Cii, Chester będzie gadał. - uciszyłam ją.
- Witajcie Kochani! - po stadionie rozległ się jego głos. - Jak się bawicie? - znowu pisk. - Widzę, że dobrze. - zaśmiał się. - Ej, Nattie, nie szczerz się tak, nie dam Ci mojej koszulki. - zwrócił się do mnie. Wszyscy spojrzeli w moją stronę. Pokiwałam palcem patrząc na niego. - No co? - zaczął się śmiać.
- Brat! Mikrofon! - krzyknęłam do Spike'a. Jego mikrofon znalazł się w mojej ręce i weszłam na scenę przysuwając sprzęt do warg.
- Ty mi jej nie musisz dawać, ja ją sobie złapię. - uśmiechnęłam się zadziornie.
- A skąd wiesz, że ja ją zamierzam ściągać? - zaśmiał się.
- Ej, dziewczyny, słyszałyście?! Chester powiedział, że nie zdejmie koszulki! - krzyknęłam do jego fanek. Natychmiast zaczęły wyrażać swój protest piszcząc, krzycząc i bucząc. Wysłałam całusa Benningtonowi i położyłam mu opuszki palców na wargach. Oddałam mikrofon bratu i zeszłam ze sceny.
- Masz przerąbane, Chazz. Z Shinodami lepiej nie zadzierać. - usłyszałam w głośnikach głos Spike'a. Zaczęłam się śmiać. Zrobiłam dzióbek w jego stronę i zaczęłam cmokać. - A teraz gramy " Rebellion" . -powiedział i zaczęli grać. Od razu wszyscy zaczęli skakać, a ja razem z nimi.
 " Final Masquerade" i wszyscy szaleją, " Until it's Gone" i wszędzie śpiew, "Wastelands" to samo..
" In The End" " Numb", " Faint", " When They Come For Me "....

Przyszedł czas na " The Catalyst". Chazz pozwolił śpiewać fanom większą połowę swoich kwestii.. " Lost in The Echo "- wskakuje na głośnik. " Burn it Down " tak samo. " Powerless" i " Leave out all the rest", - spokój. Od "Victimized", się zaczęło. Skakał po scenie, a my razem z nim pod nią. Ten jego cudowny krzyk. Po prostu poezja. " Breaking the Habit "- nareszcie zdjął koszulkę i rzucił nią w publiczność. Dostaje się w moje ręce. Pokazuję ją wokaliście z dumną miną i chowam ją do torby, żeby nikt mi jej nie ukradł.  " Roads Untraveled" Przy tej piosence miałam wrażenie, że Chazzy cały czas na mnie patrzy i śpiewa tylko do mnie. Uśmiechnęłam się do niego. Czułam, że to widzi. Czułam. Moje serce mi to mówiło..
Lying from you. Na początku Hahn na prawdę dał czadu! Jeszcze zadedykował to mi! Kocham go za to! W ogóle Kocham Linkin Park. Nogi zaczynały mnie boleć, ale zignorowałam to. Skakałam jak szalona małpa, zresztą nie ja jedna.
" One Step Closer " . Chessi i Mike zeszli ze sceny i wbiegli w publikę. Oczywiście mnie nie pominęli. Chazz wariat przerzucił mnie sobie przez ramię i wszedł ze mną na scenę. Kiedy skończył piosenkę postawił mnie na ziemi.
- Chazz zwariował, ratujcie mnie! - krzyknęłam rozbawiona do fanów.
- Też Cię Kocham! - Benningtona to bawiło.. - I specjalnie dla Ciebie dedykuję " Given up ". - powiedział z tym swoim wielkim wyszczerzem.
- Ale po co Ci ja na scenie? - zaśmiałam się.
- Upiększasz mi występ. - objął mnie. - Piękna, co nie? - zwrócił się do Soldiersów. Oczywiście wszyscy potwierdzili. - Bo moja. - dodał i pocałował mnie w głowę.
- No chyba nie. - Spike natychmiast zaprotestował. - To jest MOJA siostra. - powiedział przybierając groźny ton głosu.
- Ej, nie kłóćcie się tu, tylko grajcie! Ja chcę się bawić! - krzyknęłam wesoło. - Wy pewnie też, co nie?! - krzyknęłam do fanów i zeskoczyłam ze sceny między jakieś Soldierki. Było ich cztery. Wydały się nawet spoko. Śmiałyśmy się skacząc przy " Given up " i " Don't Stay.
" Musiałam zagrać na pianinie swoje " Numb version ". Chazz nie dałby mi spokoju. A dziewczyny? Obiecałam im, że załatwię autografy Phoenix'a, Hahn'a, Brad'a i Rob'a, bo okazało się, że za nimi szaleją najbardziej. Miały na imię po kolei : Maryse( czyt. Maris), April, Nicole i Paige. Od razu znalazłam z nimi wspólny język. Wymieniłyśmy się numerami telefonów. Obiecały, że zobaczymy się na meczu charytatywnym.
~ Po koncercie ~
Kiedy publika zaczęła się zbierać po autografy i koszulki ja także postanowiłam odnaleźć Jo, która gdzieś poszła z nowo poznanymi koleżankami. Pewnie po autografy. Uznałam, że zbiorę je później. W końcu płytę już mam. Ucałowałam okładkę i niczym najdroższy skarb schowałam ją do torebki. Nagle poczułam, jak ktoś łapie mnie za dłoń. Odwróciłam się i ujrzałam twarz Chestera. Od razu się uśmiechnęłam i przytuliłam go.
- Mistrzunio Mój. - zaśmiałam się.
- Tęskniłaś? - ten jego zabójczy uśmiech.
- Zgadnij. - spoważniałam. - Bardzo. - wyszeptałam.
- Ja też.. - zaśmiał się. - Jesteś zła za to " Numb "? - zapytał.
- Nie, dlaczego miałabym być zła? - uśmiechnęłam się. - Wręcz przeciwnie. - powiedziałam.
- Przeszłabyś się ze mną? - Bennington spojrzał mi w oczy.
- No pewnie. - od razu się zgodziłam. - Ale rozdałeś już autografy? - zapytałam.
- Tak, już dawno, za dwie godziny ma grać ta pożal się Boże kapelka Twojego byłego. - przewrócił oczami.
- Nie chcę tego słyszeć. - odgarnęłam kosmyk włosa za ucho.
- Niestety będziesz musiała i ja też. Wszystkie kapele w trakcie występów muszą być na backstage'u. - westchnął.
- Przeżyję. - powiedziałam i zmusiłam się na uśmiech.
- To co? Idziemy na ten spacerek? - zapytał.
- A gdzie chcesz mnie zabrać? - zaciekawiona nie odrywałam od niego wzroku.
- Na koniec świata, najdalej od ludzi. - udzielił wymijającej odpowiedzi, ale to mi wystarczyło.
- Lecimy na Marsa? - zaczęłam się śmiać, a Chazzy mi zawtórował.
- Troszkę bliżej. - powiedział przez śmiech. Wyjął telefon i napisał sms'a do Dave'a że na dwie godzinki zabiera auto. - Gotowa? - spojrzał na mnie.
- No jasne. - złapałam jego dłoń i splotłam nasze palce. Śmiejąc się pobiegliśmy za stadion, gdzie stało auto Chestera, do którego wsiedliśmy. Bennington z piskiem opon ruszył i już po krótkiej chwili jechaliśmy zatłoczonymi ulicami Londynu.
- Gdzie mnie porywasz? - zapytałam po 20 minutach jazdy.
- Zobaczysz. - usłyszałam w odpowiedzi. Nie pytałam więcej i tak bym się nie dowiedziała. Po chwili samochód się zatrzymał. Staliśmy w jakimś małym lasku, a z daleka widoczna była pusta plaża. Otworzyłam drzwi i wyszłam na zewnątrz. Chaz też. Z oddali było słychać krzyki mew. Poczułam, jak Chester bez słowa ujmuje moją rękę i wplata w nią swoje palce. Uśmiechnęłam się do niego i milcząc ruszyliśmy w stronę plaży. Kiedy dotarliśmy na miejsce, usiedliśmy na brzegu.
- Nathalie... - zaczął Bennington i utkwił wzrok we mnie.
- Słucham? - uśmiechnęłam się do niego.
- Wiesz, że jesteś dla mnie ważna, prawda? - zapytał. Serce zaczęło mi mocniej bić z nerwów. Co on chce mi powiedzieć?!
- No.. Wiem... - powiedziałam łamiącym się głosem. - Chester? - chciałam zapytać, czy coś się stało, ale brunet powstrzymał mnie ruchem dłoni.
- Błagam Cię, nie przerywaj mi, bo zaraz będzie klops. - zaśmiał się. - Mogę mówić? - spojrzał na mnie pytającym wzrokiem. Kiwnęłam twierdząco głową. - Boże.. Nie wiem, jak to ubrać w słowa. Ja pierdolę, jest gorzej, niż kiedy nie mam weny do tekstów. - jęknął.
- Chazzy, stało się coś? Co mi chcesz powiedzieć? - zapytałam rozgorączkowana.
- Nie! - natychmiast zaprzeczył, ale na chwilę się zatrzymał. - Znaczy... Tak... - szepnął. Boże. Znowu wrócił do ćpania?! Tylko nie to..
- No to powiedz mi, bo mój mózg wytwarza bardzo złe obrazy i zaczynam się bać. - wyznałam.
- To nic złego. Ja po prostu... - znów się zaciął. - Nie no ja już nie wytrzymam. - warknął. Przybliżył się do mnie i delikatnie musnął moje wargi. Potem jeszcze raz.. I jeszcze raz.. Aż wreszcie poczułam, jak jego język pieści moje podniebienie i mój język. Odwzajemniłam to przyciągając go do siebie bliżej. Poczułam, jak wplata jedną dłoń w moje włosy, a drugą błądzi po moich plecach. Po dłuższej chwili usłyszałam słowa, o których tylko śniłam.
- Kocham Cię. - wyszeptał Chaz patrząc w moje oczy. Nie mogłam w to uwierzyć. Uśmiechnęłam się szeroko, a w moich oczach pojawiły się łzy. - Ej, nie płacz... - zaśmiał się.
- Chester.. - wydukałam śmiejąc się i płacząc na zmianę. Nic więcej nie zdążyłam powiedzieć, bo Bennington zatkał mi usta pocałunkiem, który odwzajemniłam sadowiąc się na jego kolanach. Moje dłonie z pleców powędrowały na jego policzki. Czułam, jak się uśmiecha, kiedy mój język zaczął błądzić po jego podniebieniu. Po dłuższej chwili oderwaliśmy się od siebie lekko zdyszani.. Oparłam swoje czoło o jego i patrzyliśmy sobie w oczy uśmiechając się do siebie.
- Kocham Cię. - znów usłyszałam te piękne słowa.
- Ja Ciebie też. - wyszeptałam.
- Nie wiem czym ja sobie na to zasłużyłem. - uśmiechnął się. - Jestem strasznie.. Trudny. - westchnął.
- Twoja przeszłość nie ma znaczenia. Razem możemy zbudować lepszą przyszłość. - powiedziałam. Wierzyłam w nas. Wierzyłam, że możemy zbudować trwały związek.
- Wierzysz w to? - wyszeptał niemal niesłyszalnie Chester.
- Tak. - zdecydowany ton mojego głosu mnie samą zdziwił. - Oczywiście, że tak. - uśmiechnęłam się. - A Ty nie? - zapytałam patrząc w jego oczy.
- Wierzę, ale szczerze to się boję. - wyznał.
- Będzie dobrze, jeśli oboje tego zechcemy. - pocałowałam go delikatnie w usta.
- Przytul się. - Chazz rozłożył ramiona, w które mocno się wtuliłam i pocałował mnie w głowę. - Kocham Cię, wiesz? - wyszeptał w moje włosy.
- Mówiłeś mi to przed chwilą. Ja Ciebie też. - spojrzałam mu w oczy.
- Wspólna fotka na tapetę? - zapytał nagle wyjmując telefon.
- No jasne. - zaśmiałam się i pocałowaliśmy się, a Chazzy zrobił fotkę.
- Śliczna. - skomentowałam, gdy ją zobaczyłam. Na prawdę wyszła cudnie. Wiatr rozwiał mi na niej włosy. Jeszcze te ostatnie promienie słońca padające na nasze twarze. - Wyślesz mi ją? - zrobiłam słodkie oczka.
- Jasne, że tak. Przecież jesteśmy na niej razem. - uśmiechnął się i po chwili zdjęcie zdobiło nasze wyświetlacze. - Jeszcze dzisiaj wstawię je na fejsa. - powiedział dumny. - Moje zdjęcie w tle. - przytulił mnie do siebie.
- Moje też. - zaśmiałam się i wtuliłam się w niego zamykając powieki. - Oj Chazzy Chazzy. - pogłaskałam go po wytatuowanej ręce.
- Słucham Cię, Perełko? - mój ukochany spojrzał na mnie uważnie.
- Nawet nie wiesz, jak długo na to czekałam. - zrobiłam mu noski. - Teraz bezkarnie będę mogła Cię całować, jak mnie wciągniesz na scenę. - zaczęłam się śmiać i dałam mu soczystego całusa.
- Ukartowałaś to sobie, spryciulo? - wyszeptał w moje wargi.
- To takie moje wyjście awaryjne, jakby jakaś Soldierka nie chciała trzymać łapek przy sobie. - wymruczałam i zagryzłam lekko jego dolną wargę zasysając ją delikatnie.
- Tylko nie rób mi scen zazdrości. Będziesz musiała mi zaufać. Dobrze wiesz, że mam fanów różnej płci, Skarbie. - pogłaskał mnie po policzku. Uwielbiałam czuć, jak dotyka mojej skóry.
- Przecież wiem. - uśmiechnęłam się. - Nawet cztery fanki poznałam osobiście. - pochwaliłam się.
- Taak? - zdziwił się. - Kiedy? - zapytał odgarniając mi włosy z twarzy.
- Na koncercie. Udało mi się wskoczyć między nie. -  zaśmiałam się.
- Ooo widzisz. Nie dziw się, że często skaczę w publikę. - puścił mi oczko.
- Ty chcesz mnie zdenerwować? - uniosłam lekko brwi do góry. Chaz zaczął się śmiać.
- Zazdrośnico Ty... - przyciągnął mnie do siebie i pocałował namiętnie. Odwzajemniłam pocałunek, a Chester podniósł mnie do góry. Zaśmiałam się i oplotłam nogami wokół bioder oddając się całkowicie czułościom. Gdy się od siebie oderwaliśmy, znów odbiła mu palma i zaczął się drzeć.
- KOCHAM SOBIE NAAAATTT!!! - darł się kręcąc się ze mną w kółko.
- A NATT KOCHA SOBIE CHESTERA!!! - krzyczałam najgłośniej jak umiałam. - Odbija Ci. - zaczęłam się śmiać, kiedy Beniuś obcałowywał mnie po całej twarzy.
- Z miłości. - zaśmiał się i zaczął cmokać mnie w usta. Odwzajemniałam to. - Mogę tak cały dzień. - powiedział między cmoknięciami.
- Jutro mamy luz, więc możesz to wykorzystać. - zagryzłam dolną wargę.
- Oj... Kusisz. - zamruczał. - Zaplanuję coś dla nas. - powiedział.
- Dzień sam na sam? - spojrzałam głęboko w jego śliczne oczka.
- I wieczór też. - zagryzł płatek mojego ucha.
- Brzmi ciekawie. - wyszczerzyłam się.
- A na razie musimy wracać na stadion, do chłopaków. - westchnął.
- Nie chce mi się stąd jechać. - marudziłam.
- Mi też nie, ale niestety. - objął mnie. - Dawaj całusa na poprawę humoru. - zrobił dzióbek, a ja cmoknęłam go w usta.
- Kocham Cię, Nathalie. - usłyszałam kolejny raz z ust Chestera, gdy staliśmy przy aucie.
- Ja Ciebie też Kocham Chester. - odpowiedziałam. Znów mnie pocałował. Nie liczyłam, który raz dzisiaj, ale mógłby nawet co pięć sekund. Zaśmiałam się i zawiesiłam mu ręce na szyi odwzajemniając i pogłębiając pocałunek. W końcu jednak musieliśmy się od siebie oderwać i wsiedliśmy do auta, gdzie znów dałam mu całusa. Nie mogłam się powstrzymać.
- Słodko mi od tych całusów. - śmiech Benningtona rozszedł się po aucie. - Oby tak już było zawsze. - szepnął ruszając, a ja się tylko uśmiechnęłam.

Kochani witam z kolejnym rozdziałem. Jak widzicie, pojawiły się nowe postacie. Zostaną z nami na stałe. :) 

środa, 18 czerwca 2014

7. Mam najlepszego brata pod słońcem. Bezwarunkowo.

Wstałam rano w świetnym humorze. Koncert! Przeciągnęłam się i wyjęłam z szafy ciuchy na dziś 
Stylizacja Natt, a ze skrzynki moje bransoletki i kosmetyki. Poszłam pod prysznic. Szybko się umyłam i już po chwili stałam przed lustrem susząc włosy. Rozczesałam je, ale nie związywałam. Czarny cień i tusz do rzęs, czerwona szminka i gotowe. Wrzuciłam je do czarnej torby z białym napisem LINKIN PARK. Wyszłam z pokoju i wpadłam na JoJo. Wyglądała bosko.
Stylizacja Jo-Jo
- AAA!! - krzyczałyśmy i zaczęłyśmy się śmiać. Jo miała rozpuszczone włosy, jak ja, a makijaż też miała taki, jak ja.
- Wyglądasz bosko! - wykrzyknęła przyjaciółka.
- Ty też! - zaśmiałam się i obie założyłyśmy okulary przeciwsłoneczne.
- Gdzie chłopaki? - rozejrzałam się.
- Są już na śniadaniu. Chodź! - Offeman pociągnęła mnie za rękę. Zbiegłyśmy na dół.
- Wielkie wejście? - spojrzałam na nią.
- Czemu by nie? - zaśmiała się i ścisnęła moją dłoń, po czym weszłyśmy do restauracji. Wszystkie oczy były zwrócone w naszą stronę. Spojrzałyśmy na siebie uśmiechając się cwanie i usiadłyśmy przy stoliku chłopaków. Tosty z dżemem i kakao już stały na stole.
- Nasze śliczne Soldierki. - Chazz się wyszczerzył.
- Cześć, Chester. - dałam mu całusa w policzek, a potem reszcie. Jo usiadła sobie na kolanach Mike'a przenosząc swój talerz i stawiając obok jego. Pocałowała go w usta i zaczęli jeść. Wszyscy poszliśmy za ich przykładem.
- O 20.00 zaczynamy! - powiedział podekscytowany Mike.
Wyszczerzyłam się do niego jak głupia do sera. a on zrobił do mnie dzióbek wydając odgłosy całowania. Odwzajemniłam to.
- Całuśnie się tu zrobiło. - Phoenix'owi dopisywał nastrój. Zaśmiałam się.
- Aż mi słodko i jak będziemy jeść obiad nie wezmę deseru. - Hahn się wyszczerzył.
- Już to widzę. Już to widzę. - Rob pokręcił głową śmiejąc się.
- Sugerujesz coś?! - Joe spojrzał na kumpla wzrokiem zabójcy.
- Ja?! - Bourdon położył rękę na klatce piersiowej. - No skąd! - prychnął oburzony.
- Jasne, jasne, oczywiście. -  ton głosu Joe'go  po prostu ociekał ironią. Czułam, że zaraz zaczną się kłócić.
- Ej, chłopaki, uspokójcie się, no. Luz blues! - zareagowałam. - Pomyślałam, że po śniadaniu moglibyśmy pojechać do studia, zrobilibyście sobie jeszcze jedną próbę, potem byśmy wyskoczyli na jakiś soczek czy coś.. - zaproponowałam.
- To całkiem dobry pomysł. - Chazzy objął mnie ramieniem i pierwszy raz dzisiaj pocałował w czoło. Uśmiechnęłam się. - I przy okazji powiecie mi, coście wczoraj wykombinowali z Phoenix'em. - spojrzał mi w oczy.
- Stary, ale o co Ci chodzi? - Phoenix spojrzał na niego, jak na UFO-ka. -My nic nie kombinujemy. - dodał przewracając oczami. Na prawdę grał świetnie. Szybko dokończyłam śniadanie.
- Poczekajcie na mnie przed hotelem, wezmę jeszcze kurtkę z pokoju. - wstałam.
- Jasne siostra. - Mike wystawił do mnie rękę, bym przybiła mu piątkę. - Nie za długo. - pokiwał palcem.
- Pół minutki, ja tylko po kurtkę. - dałam mu całusa w policzek i odwróciłam się na pięcie po czym ruszyłam na górę. Wyjęłam z torby klucze i otworzyłam swój pokój. Wzięłam z wieszaka klucze i napisałam sms'a do Davida.
Phoenix. Ani mru mru, rozumiesz? 
Schowałam telefon do torby, założyłam kurtkę i wyszłam z pokoju. Zbiegłam na dół przeskakując co drugi schodek.
- Pst! - usłyszałam. Po chwili poczułam, jak ktoś ciągnie mnie za ścianę.
- Dave! - szepnęłam cicho. - Oszalałeś?! - spojrzałam na niego. - Domyślą się, kretynie. - warknęłam.
- Talinda. - spojrzał na mnie.
- Co Talinda do jasnej cholery?! Dowiedziałeś się czegoś? - zapytałam.
- Ona tu jest! - wysyczał.
- Co?! Gdzie?! - pytałam.
- Tutaj. W hotelu. Widziałem ją dopiero. Ma pokój. - mówił.
- I dlaczego Ty mi do kurwy nędzy nic nie powiedziałeś?! - omal nie wybuchłam.
- Przy Chesterze tak miałem?! - oburzył się.
- Już dobra, dobra, rozumiem. - uspokoiłam się. - Gdzie ją widziałeś? - zapytałam.
- Poszedłem na fajkę za hotel. Stała parę metrów ode mnie z jakimiś trzema kolesiami. - prychnął.
- Dziwka. - mruknęłam. - Słyszałeś o czym gadali? - oparłam się o ścianę.
- Nie, ale boję się, że coś kombinują. - usiadł na ławce przed moimi drzwiami.
- To jest pewne. - stwierdziłam.
- Jeśli nam spierdoli koncert, zabiję sukę. - warknął.
- Uspokój się. Nie dopuszczę do tego obiecuję Ci to. - uśmiechnęłam się. - A teraz chodź już. - powiedziałam i ruszyliśmy przed hotel, gdzie czekała na nas reszta zgrai.
- No nareszcie! Dwadzieścia minut na Was czekamy! Gdzie wyście byli?! - JoJo zaczęła na nas wrzeszczeć.
- Offeman, uspokój się. Zaciął się zamek w łazience! - skłamałam.
- Co ma z tym wspólnego Phoenix? - zapytał Brad.
- To, że po nią poszedłem, znalazłem ją i zawołałem boy'a, który nam pomógł, półgłówku. - warknął Dave. Spojrzałam na niego. Rozumieliśmy się bez słów. - Idziemy? - przeniósł wzrok na resztę. Kiwnęli tylko głowami i ruszyliśmy na próbę. Milczeliśmy przez całą drogę. Gdy dotarliśmy do studia, Brad dał mi klucze. Otworzyłam drzwi i zapaliłam światło.
- Trzeba zaśpiewać kilka utworów z THP. - Bennington się wyszczerzył.
- Co proponujesz? - Joe się uśmiechnął.
- Na sto procent " Rebellion", potem możemy zagrać " Final Masquerade", " Until it's Gone", "Wastelands".. - mówił. - Trochę starszych piosenek też by się przydało.
- " In The End" " Numb", " Faint", " When They Come For Me " " The Catalyst" " Lost in The Echo " " Burn it Down " " Powerless" " Leave out all the rest", "Victimized", " Breaking the Habit " " Roads Untraveled." " I'll Be Gone" " A Light That Never Comes" - wyliczałam, a chłopaki patrzyli na mnie.
- Dodajmy do tego jeszcze " Lying From You ". - wtrącił Mike.
- I koniecznie " One Step Closer " - odezwał się Joe. - Uwielbiam tą nutę. - powiedział, a wtedy ja wstałam i przybiłam mu żółwika.
- Wyobraża ktoś sobie nasz koncert bez " Don't Stay ", "Given up" i " From The Inside "? - zapytał Phoenix. - Bo ja nie. - dodał. - Nattie by szalała ze złości, jakbyśmy tego nie zagrali! - zaczął się śmiać.
- Odwal się. - zawtórowałam mu.
- Też Cię Kocham. - Farrell wysłał mi całusa.
- Pff... - fuknęłam.
- Żadne " Pff " Kochanie. - zaśmiał się.
- Żadne " Kochanie " Baranie. - odgryzłam się.
- Baran to jest Brad. - spojrzał na Delsona.
- Spierdalaj. - syknął Braddy w odpowiedzi.
- Bradzio to Owieczka, a nie Baran. - uśmiechnęłam się.
- Nie jestem Baran, nie jestem Owieczka, jestem Brad! - zaśmiał się.
- I lepiej zaczynajmy tą próbę, mamy tylko siedem godzin. - Mike oparł się o głośnik.
- Poza tym my wiemy swoje, Ty wiesz swoje. - dodał Rob.
Już nikt nic na to nie odpowiedział, bo Chester zarządził rozpoczęcie próby. Po kolei od " Rebellion" do "From the Inside " według ściśle ustalonego planu, który Chazzy nawet przepisał na kartkę. Dostałam zakwasów karku od ruszania głową. Jak dobrze, że wzięłam lusterko! Szopa, jaka zrobiła się na mojej głowie to istny armagedon!
- I oto tak wygląda Soldierka! - powiedział uroczystym tonem mój brat wskazując na mnie palcem.
- Shut up! - pokazałam mu język starając się doprowadzić moje kudełki do ładu. - Tak powinna wyglądać każda szanująca się fanka. - uśmiechnęłam się.
- Widać, że nas Kocha. - Joe objął mnie ramieniem, a ja się do niego przytuliłam.
- I to bardzo Was Kocham. - uśmiechnęłam się.
- Która jest godzina? - zapytał Spike.
- Czekaj. - Chaz spojrzał na zegarek w telefonie. - 17.00. - powiedział.
- JoJo, słyszałaś to!? Trzy godziny! - wstałam.
- Ja pierdolę ja pierdolę ja pierdolę! - przyjaciółka się do mnie przytuliła i zaczęłyśmy skakać powodując rozbawienie naszych idoli.
- Ej, ja bym coś zszamał przed koncertem. - Chester się zaśmiał.
- Mamy jeszcze kupę czasu. Wracamy po auto, jedziemy na kebaba, a potem od razu na Wembley. - uśmiechnęłam się szeroko. Wyszliśmy ze studia obejmując się i śmiejąc. Wyśmienite humory przed dobrą zabawą to podstawa. Zostało tylko trzy godziny do koncertu Linkin Park.
- MIKE! - krzyknęłam wesoło.
- Co się stało, Siostrzyczko? - Shi uśmiechnięty przycisnął mnie bardziej do siebie tym samym odsuwając mnie od Chazza.
- Kocham Cię najmocniej na świecie! - rzuciłam mu się na szyję.
- Za jakieś cztery godziny powiesz, że mnie nienawidzisz. - zaśmiał się przytulając mnie.
- Ale prawda zawsze będzie inna. Kocham Cię po prostu, no. - pocałowałam go w policzek.
- Oj wiem wiem Kochanie, ja Ciebie też Kocham. Nie wiem, co bym bez Ciebie zrobił. - przytulał mnie cały czas.
- Dziękuję. - szepnęłam wtulona twarzą w jego bluzę.
- Za co? - brat spojrzał na mnie z góry.
- Za wszystko. - uśmiechnęłam się.
- Tam gdzie ja, to i Ty. Pamiętaj. - wyszeptał Mike'y do mojego ucha wciąż nie przestając mnie przytulać. I jak tu go nie kochać?...


Wiem, że dzisiejszy rozdział bez romantyzmów, ale spokojnie. Czekajcie do jutra, a nie zawiedziecie się :* Całusy :*

wtorek, 17 czerwca 2014

6. Z nadzieją na lepsze jutro.

~ Perspektywa Chestera~
W nocy nie mogłem zasnąć przez tą całą jatkę z Natt i Talindą. W uszach wciąż brzmiały mi słowa siostry Mike'a...

~Retrospekcja~
- Ja go Kocham za serce, a nie za portfel, głupia dziwko! To jej spojrzenie. Pełne bólu... Rezygnacji? Nim zdążyłem je rozszyfrować, dziewczyna odwróciła wzrok szybko wiążąc swoje tenisówki i zaczęła biec naprzód. Spojrzałem w stronę Talindy, która wyszła z wody krzycząc w moją stronę coś, co do mnie w ogóle nie docierało. Wydawało mi się, jakby jedynie poruszała ustami.
- Nienawidzę Cię!! - warknąłem prosto w jej twarz  i szybko ruszyłem w kierunku hotelu. Byłem pewien, że ją tam znajdę. Gdy znalazłem się na miejscu szybko wbiegłem do budynku. Wpadłem na Phoenix'a.
- Cześć stary! - krzyknął i zmierzył mnie wzrokiem. - A coś Ty się kąpał w ciuchach? - zaczął się śmiać.
- Nie Twój interes. - warknąłem. - Widziałeś Nathalie? - zapytałem od razu.
- Nie. - odpowiedział. - Stało się coś? - uniósł zaciekawiony brew. Nie odpowiedziałem. Wyminąłem go i ruszyłem dalej. - Chester!! Co się stało?! - słyszałem za sobą krzyk przyjaciela. Zignorowałem to.  Biegłem dalej przez hol. Znów na kogoś wpadłem. Spike. Wychodził z jej pokoju.
- Stary, co z nią?! - krzyknąłem w jego stronę.
- Niedawno zasnęła. - szepnął Shinoda. - Cały czas płakała. W kółko powtarzała. " Chester, Talinda, ja nie mogę im stać na drodze.. " - zacytował. - O co chodzi, Chaz? Wyjaśnij mi to. - powiedział ciągnąc mnie do swojego pokoju. Usiedliśmy obaj na jego łóżku. Spike'y cały czas świdrował mnie wzrokiem. - Mów! Skrzywdziłeś ją!? - wstał. Dla Michaela Natt była najważniejszą osobą. Zabiłby mnie za nią. Wybiłby cały zespół, gdyby się okazało, że przez nas płakała. Nie mieliśmy prawa z nią konkurować o jego uwagę.
- Pojebało Cię człowieku!? - oburzyłem się. - Ja ją Kocham do chuja! - krzyknąłem. To była prawda. Kochałem tą dziewczynę jak nikogo innego na świecie.
- Co? - Shi patrzył mi w oczy. - Czy Ty wiesz, co Ty teraz powiedziałeś? - zapytał.
- Powiedziałem, że Kocham Twoją siostrę. - schowałem twarz w dłoniach. - Kocham ją Mike. - szepnąłem.
- Chester, no nareszcie człowieku!! - Mike zaczął się śmiać i mnie przytulać. - Nareszcie! - krzyczał.-
- Mike, uspokój się. - odsunąłem się. - No już, przestań! - sam zacząłem się śmiać.
- Dobra, dobra, już jestem spokojny. Dlaczego ona płakała? - zapytał Spike'y.
- No bo byliśmy na London Eye. Potem poszliśmy nad Tamizę. Zaczęliśmy świrować i... - urwałem.
- No i!? - krzyknął zniecierpliwiony Michi.
- I pocałowałem ją. - spojrzałem mu w oczy.
- Co zrobiłeś?! - mój przyjaciel wyraził swoje zdziwienie tak głośno, że aż zatkałem uszy.
- No słyszałeś przecież. Pocałowałem ją. - opadłem na łóżko kumpla.
- Nie powiesz mi chyba, że płakała dwie godziny w moją bluzę tylko dlatego, że ją pocałowałeś, Bennington. - przyjaciel ciągle świdrował mnie wzrokiem. - Musiało się coś stać. - powiedział.
- I stało. - westchnąłem. - Talinda. - spojrzałem na niego.
- WHAT?! Co Ty pierdolisz?! - Michael schował twarz w dłonie. - Co ta dziunia tu robi? - zacisnął dłonie w pięści.
- Też się jej o to pytałem. - osunąłem się na podłogę podsuwając kolana pod brodę.
- I? Powiedziała Ci? - Shi usiadł obok.
- Niewiele. Ponoć z kimś tu przyjechała. - oparłem dłoń na czole.
- Coś mi tu śmierdzi. - przyznał.
- Mi też. - spojrzałem na niego.
- Myślę, że powinniśmy pogadać z chłopakami. - stwierdził Spike's.
- Boję się reakcji Phoenix'a. On jej nienawidził. - westchnąłem.
- Żaden z nas jej nie trawił. - Mike lekko się skrzywił. - Z każdym miała na pieńku. - dodał. - Pamiętasz, jak wyzwała Joe'go od pulpetów, a on jej pojechał od tlenionych materialistek?
- Weź mi nie przypominaj. - machnąłem ręką. - Potem przez dwa tygodnie się nie widywaliśmy. - mruknąłem.
- Zajebisty okres. - Spike uśmiechnął się do siebie. Ciągłe imprezki i odpały. - wspominał. - Ach te czasy. Wywalanie jej drogich odżywek do klozetu.. - chichotał.
- Stary, to byłeś Ty? - spojrzałem na niego.
- Nie do końca. Pomysł Brada, ja tylko wykonywałem. - zaczął się śmiać.
- Jesteście nienormalni. - szturchnąłem go w ramię wtórując mu śmiechem. Pomysły mieli iście szatańskie, to im trzeba było przyznać. Nigdy nie zapomnę reakcji Talindy. Zaczęła rozpaczliwie wrzeszczeć, aż się echo rozchodziło. Darła się na mnie, a ja najzwyczajniej w świecie włożyłem słuchawki w uszy. Widząc moje zachowanie Talinda rozpłakała się ze złości i poszła do swojej równie niedorozwiniętej przyjaciółeczki Suzan. Obie myślały tylko o spa i zakupach. Ja miałem szczęście - byłem z nią jedynie na relacji chłopak - dziewczyna. Niestety partner Suz, Steven założył jej obrączkę na palec i do dzisiaj siedzi pod jej drogim pantoflem. Kretyn. Ja na szczęście się uwolniłem. Niestety mam wrażenie, że nie na długo.
- Tylko walczyliśmy o przyjaciela. - Spike objął mnie ramieniem.
- I wygraliście. - uśmiechnąłem się. - Teoretycznie. - dodałem zaraz przewracając oczami.
- Chester.. Ja znam Nathalie od dziecka. Będzie wojna. - Mike uśmiechnął się cwanie. - I ja już z góry wiem, kto wygra. - zachichotał.
- Mi się wydaje, że ona po tym wszystkim zrezygnuje ze wszystkiego. Z naszej przyjaźni. - żaliłem się.
- Chyba Cię pogrzało. Jeśli mojej siostrze na czymś zależy, walczy do końca. Jak wszyscy z rodu Shinodów, uwierz w to. - Spike'owi uśmiech nie schodził z tej jego mordki.
- A jeśli się mylisz? - wyszeptałem cicho. Bałem się tych słów. Bałem się odejścia Natt.
- Chaz do cholery jasnej weź się w garść! Krzyk w tej bandzie to nie moja działka, ale chyba muszę zacząć używać swoich strun głosowych w innych celach niż rapowanie! - krzyknął Shinoda wstając. On krzyknął. Podniósł głos. U niego to była nowość. Oj chyba nie znałem Mike'a. Patrzyłem na niego wielkimi oczami. - Z Ciebie taki cieć się zrobił po tej całej Talindzie, czy jak?! Nie no szlak mnie zaraz jasny trafi! Co ona z Tobą zrobiła?! Co ta sylikonowa Barbie zrobiła z naszym Chazzem?! - darł się. Jego głośną przemowę przerwało nagłe pojawienie się chłopaków.
- Co tu się dzieje? - zapytał wesoło Phoenix. - Czyżby zamiana ról? - zażartował patrząc na nas obu.
- Zamknąć dupy i siadać! - Spike na prawdę bardzo wczuł się w rolę. Powstrzymałem się od śmiechu. Prychnąłem tylko. Shi spojrzał na mnie, jakby chciał mnie zabić.
- Już już, tylko się nie drzyj. - powiedział rozbawiony Brad. - Bo zaczynam się bać. - dodał siadając.
- Bać to Ty się zaczniesz, jak nie zamkniesz tej swojej buzi! - warknął wściekły Spike'y.
- Spokojnie. - Joe jak zwykle próbował nas uspokoić. - O co chodzi, Mike? - zapytał patrząc na brata Nattie.
- Czasami wydajesz mi się jedynym normalnym w tym towarzystwie. - Shi poklepał Hahn'a po ramieniu. - Mamy problem chłopaki. - usiadł na łóżku i spojrzał na mnie. - Mów. - wywarczał.
- Talinda tu jest. - spojrzałem na przyjaciół.
- CO?! - krzyknęli wszyscy chórem, oprócz Mike'a.
- Talinda jest w Londynie. - powiedział spokojnie Spike.
- Ale jakim cudem?! - wybuchł Phoenix. Spodziewałem się po nim takiej reakcji.
- David, spokojnie. - powiedziałem próbując uspokoić kumpla.
- Jakie kurwa spokojnie Chester?! - krzyknął. - Ta zdzira coś knuje, ja Wam to mówię. - spojrzał na wszystkich. - Z kim ona w ogóle tu przyjechała?! - spojrzał na mnie oczekując informacji.
- To może od początku. - zacząłem. Szczegółowe streszczenie całej historii zajęło mi chyba z dwie godziny. Nie mogłem opanować emocji. Wyznałem wszystko co mną targało od dłuższego czasu. Poczułem ulgę, a chłopaki nie przerywali. Po prostu słuchali z poważnymi wyrazami twarzy. Mike czasami dopowiedział słowo od siebie. Głównie cytował powtarzane przez zapłakaną Nathalie zdanie. Cierpiała z mojej winy. Wiedziałem, że tak będzie. Tą refleksją również podzieliłem się z chłopakami. Od razu wstaliśmy. Zespołowy przytulas był u nas normalką. Nagle do moich uszu dotarły dźwięki " Given up ". Wstała. Spojrzałem na chłopaków, oni na mnie. Nie odezwałem się ani słowem. Słuchałem tylko jej śpiewu zmieszanego z moją radiową wersją.
- Idź tam. - szepnął mi na ucho Robert.
- Nie wiem, czy to dobry pomysł. - spojrzałem na niego. Niepewność w moich oczach i głosie dało się łatwo dostrzec i wyczuć.
- Bennington, a przyjebał Ci ktoś kiedyś? - Phoenix do mnie podszedł i spojrzał mi w oczy.
- Właśnie?! - krzyknął Spike.
- Shinoda, przestań się drzeć. - Brad zwrócił mu uwagę.
- Do niego inaczej nie dociera. - spojrzał na mnie. - Idź tam, Zjebie Genetyczny!!! - kumpel wyrzucił swoje decybele prosto w moją twarz. - Albo Cię tam zaniosę. - dodał ciut spokojniej.
- Ale co ja mam jej powiedzieć? - spojrzałem na nich.
- To, co Ci leży na sercu. - Joe jak zwykle miał dla mnie uśmiech w zanadrzu. Delikatny, ale jednak.
-  Nie powiem jej, co do niej czuję. To za szybko moim zdaniem. - westchnąłem.
- Myślisz, że moja siorka jest taka, jak Talinda? Jej nie trzeba nic literować jak w przedszkolu, ona jest inteligentną i twardą laską. Na pewno zrozumie, że potrzebujesz czasu. - Shin'y obdarzył mnie szczerym, szerokim uśmiechem. - Daj jej po prostu pewność, że to, co czujesz jest szczere. Nie musisz jej dawać co minutę całusów i kwiatów. Przytul ją po prostu. Pocałuj w czoło, w czubek nosa, pogłaszcz po policzku, zaczesz jej kosmyk włosa za ucho, spójrz w oczy.. Ona zrozumie. Wszystko. - poprawił kaptur od bluzy.
- A skąd Ty wiesz, jak ona odbiera takie gesty? - zapytał Dave.
- To moja siostra, debilu. Znam ją jak nikt inny. - powiedział. - Idź, mówię Ci. - poklepał mnie po plecach.
- Dobra, idę. Trzymajcie kciuki. - uśmiechnąłem się do nich i wyszedłem z pokoju Spike'a kierując się prosto do Natt.
~ Perspektywa Nathalie ~
- Jo, ja już mam dosyć.. - od godziny płakałam w ramię mojej przyjaciółki. - Dlaczego ja zawsze muszę się zakochiwać w kimś, w kim nie powinnam? - spojrzałam na nią zapłakana.
- Skarbie cii... - Jo głaskała mnie po głowie. - Skąd wiesz, że Chester czuje jeszcze coś do tej szmaty? - wsunęła mi kosmyk włosa za ucho.
- Takie rzeczy się wie, Jo. - szepnęłam. - Nawet nie drgnął, kiedy mówiła, że nie mam z nią szans... Nawet nic nie powiedział. - po policzkach spływały mi łzy.
- Może był w szoku. - usprawiedliwiała go moja przyjaciółka. - Mike mi mówił, że przybiegł za Tobą, ale spałaś. - powiedziała.
- Może chciał mi powiedzieć, że niepotrzebnie robiłam sobie nadzieję. - wycierałam policzki kolejną chusteczką.
- Ja myślę, że jego intencja była zupełnie inna. - uśmiechnęła się.
- Może się mylisz. - spojrzałam jej w oczy.
- A ja idę o zakład, że to Ty jesteś Myszko w błędzie. - powiedziała nadal się uśmiechając.
- Skąd ta pewność? - zmieniłam pozycję z leżącej na siedzącą i skrzyżowałam nogi.
- Ze mną i z Twoim braciszkiem jest dokładnie tak samo. - zaśmiała się. - Czuję, że Mike mnie kocha, ale coś mi mówi, że się boi. - uśmiechnęła się.
- To dlaczego nie zrobisz pierwszego kroku? - zapytałam.
- Chcę mu dać czas. Wolę, żeby to się rozwinęło na spokojnie, niż potem miało się rozpaść. - położyła się wygodnie na moim łóżku.
- Myślisz, że Chester boi się mi wyznać uczucia? - spojrzałam na nią. To mogła być prawda. Chazzy jest wobec mnie taki czuły, opiekuńczy, rozśmiesza mnie, czuję się świetnie w jego towarzystwie. I już dwa razy się pocałowaliśmy. To się na pewno nie wzięło z niczego.
- Tak. - przyznała. - Tak właśnie myślę. Popatrz na to z jego perspektywy. Dużo przeszedł. Nałogi, nieudane związki, jeszcze ten szum wokół niego. Kocha to, co robi, ale chwilami na pewno ma dość, chciałby odetchnąć. - mówiła. Jej słowa miały sens. Dużo na ten temat rozmawiałam z Benningtonem. - Myślę, że jak sobie wszystko poukłada, to będziecie idealną parą. - przytuliła mnie.
- Tobie i Mike'owi też tego życzę. - pocałowałam ją w policzek.
- Oby Twoje i moje marzenie się spełniło. - uśmiechnęła się i zmierzyła mnie wzrokiem. - A teraz leć się ładnie ogarnij. - powiedziała. - Nie będziesz siedziała cały dzień w łóżku, chłopaki mają dzisiaj ostatnią próbę, jutro przecież koncert. - wyszczerzyła się. No tak. Przez ten wir negatywno - pozytywnych wydarzeń zapomniałam o jutrzejszym koncercie i niedzielnym meczu.
- Mądra ze mnie Soldierka, pogratulować chłopaki. - powiedziałam do siebie chichocząc cicho i kucnęłam przy szafie. Akurat w radiu leciało " Faint". Zaczęłam szaleć.
I can't feel,
The way I did before.
Don't turn your back on me,
I won't be ignored.
Time won't heal,
This dramage anymore.
Don't turn your back on me,
I WON'T BE IGNOOORED!
Śpiewałam .

 - O jasna cholera, basówka Dave'a! - krzyknęłam. Spojrzałam w kąt pokoju. Stał tam czarny futerał z nazwą zespołu. W środku była gitara. Szybko popędziłam do łazienki zmyć resztki wcześniejszego make-upu i poprawić go. Ciuchy? czarne legginsy, granatowa koszulka ze zdjęciem Linkin Park i ich nazwą na przodzie i białe tenisówki. Rozczesałam włosy i związałam je w koński ogon. Wzięłam futerał ze sprzętem i założyłam go na ramię po czym ruszyłam do wyjścia. Otworzyłam drzwi. Wmurowało mnie. Pod ścianą siedział Chester. Podeszłam do niego.
- Chazzy.. - wymówiłam cicho jego zdrobnione imię. Spojrzał na mnie smutnymi oczami. Kucnęłam przy nim trzymając jego dłonie.
- Nathalie, ja... - zaczął, ale położyłam mu palec na usta.
- Wszystko rozumiem. - uśmiechnęłam się. - Wstawaj, nikt za Ciebie nie będzie na scenie jutro wrzeszczał, a bez próby ani rusz! - wyciągnęłam dłoń w jego stronę. Brunet ją ujął i podniosłam go z ziemi. - Muszę oddać bas Phoenix'owi. - wyjaśniłam, gdy spotkałam się z pytającym spojrzeniem Benningtona. - Idziesz ze mną? - uśmiechnęłam się do niego.
- Jeśli chcesz. - odwzajemnił mój uśmiech.
- Głupie pytanie. - zaśmiałam się i wzięłam go pod rękę, po czym ruszyliśmy pod drzwi Phoenix'a. Zapukałam. Gdy Dave nam otworzył, zmierzył nas wzrokiem i uśmiechnął się szeroko. Chyba się ucieszył widząc nas razem.
- A, Ty z gitarką? - spojrzał na mnie. Kiwnęłam twierdząco głową i oddałam mu sprzęt. Nagle niespodziewanie wyszedł za drzwi i przytulił mnie.
- David, co Ci jest? - zapytałam śmiejąc się i odwzajemniając uścisk.
- Dobrze, że jesteś, wiesz? - spojrzał na mnie.
- I nie zamierzam Was opuszczać, nie martw się. - znów go przytuliłam, tyle, że mocniej.
- A Talinda? Boisz się jej? - zapytał. Roześmiałam się.
- Nie ma kogo. Będę przy Was i ona tego nie zniszczy. Kocham Was. - to zdanie powiedziałam przy całym zespole. - Kocham Linkin Park i żadna głupia cizia tego nie zmieni. - powiedziałam. - Bo jesteście tutaj. Głęboko. - położyłam dłoń na sercu.
- My Ciebie też Kochamy. - powiedzieli chórem. Zaśmiałam się.
- Zespołowy przytulas? - spojrzałam na nich. Nagle Chester złapał jakąś pokojówkę.
- Mam lepszy pomysł. - uśmiechnął się i podał dziewczynie aparat. Otoczyli mnie, a ja odwróciłam się plecami ukazując napis jaki na nich widniał. Następne było zespołowy przytulas. Potem Chesterowi odwaliło i posadził mnie na plecach. Chłopaki i Jo stanęli z jego dwóch stron, a ja zrobiłam znak rock'a obiema dłońmi unosząc je do góry. Następnie pocałowałam Benningtona w policzek, a reszta pokazywała na nas palcami uśmiechając się cwanie. Następnie wszyscy zrobiliśmy miny, jakbyśmy się darli. Potem Phoenix podał mi swój bas, a ja założyłam go na ramię znów odwracając się plecami, żeby napis na futerale był widoczny. Pokazałam do tyłu dwa środkowe palce. Kolejne zdjęcie było takie, że wszyscy się do siebie przytuliliśmy robiąc buziaki do obiektywu. Następnie oparliśmy się o ścianę, a Chester położył głowę na moim ramieniu udając, że śpi, a Brad zrobił mu rogi z palców śmiejąc się do obiektywu. Następnie było takie, że Chester dawał mi całusa w policzek, a ja uśmiechałam się szeroko.. Kolejne było z Mike'm. Dawaliśmy sobie buziaka w usta. Następne było z Bradem. Stanął obok mnie i objął ramieniem szczerząc się. Potem Dave. Temu odwaliło! Wziął mnie na ręce i przechylił do tyłu. Zaśmialiśmy się oboje. Kolejne było z Hahnem. Świr wyjął paczkę Haribo, złapał zębami za jeden koniec paczki. Zaczęłam się śmiać i złapałam za drugi. Pokazywaliśmy na siebie palcami robiąc zeza. Chłopaki mieli ubaw z tej fotki. Rob. Ach Rob . Sweet Buziaki do obiektywu zawsze spoko. Po tej sesji umówiliśmy się przed hotelem, żeby pojechać na ostatnią próbę przed koncertem. Chaz dał mi aparat, żebym przegrała sobie te fotki, a potem Mike mu go oddał, żeby każdy z chłopaków mógł je mieć na kompie. Wstawiłam te zdjęcia od razu na fejsa tworząc nowy album : " Kocham Ich <3. Anglia 2014. <3 " Poprzypinałam wszystkich uśmiechając się do siebie. Zamknęłam laptopa i odłożyłam go na miejsce, po czym podeszłam do szafy, żeby znaleźć sobie coś w miarę luźnego. W końcu zdecydowałam się na jeansowe rurki, białą bokserkę- tunikę, czarną katanę na wierzch i czarne conversy. Poszłam do łazienki by wziąć szybki prysznic. Po 10 minutach wyszłam z kabiny, szybko osuszyłam ciało i włosy ręcznikiem . Pomogłam sobie jeszcze suszarką. Ubrałam się i stanęłam przed lustrem. Rozczesałam włosy i wyprostowałam je prostownicą. Następnie zajęłam się delikatnym makijażem. Gdy już byłam gotowa, założyłam okularki na nos, wzięłam torebkę w której miałam wszystko co mi niezbędne. Dodatkowo wrzuciłam tam kosmetyki, których niedawno użyłam. Przejrzałam się jeszcze raz w lustrze.
Ubranie Nattie
- No i to rozumiem. - wysłałam buziaka swojemu odbiciu, zaśmiałam się i wyszłam z łazienki. Wzięłam skórę i położyłam ją na torebce w razie, gdyby padało czy coś, wzięłam też swoją czarną czapkę, którą dostałam od Phoenix'a na urodziny. Na przodzie miała oczywiście nazwę zespołu. Przejrzałam się jeszcze przed wyjściem w lusterku w " korytarzu" i opuściłam pokój. Wpadłam na Jo i Mike'a, którzy... Całowali się! Chrząknęłam. Gdy oderwali się od siebie, wyglądali jak przyłapani na niedozwolonych rzeczach nastolatkowie. Moja przyjaciółka miała błękitne rurki, białe conversy i katanę podobną do mojej, ale białą. Włosy miała związane w koczek, a okulary miała na głowie. Mike miał białą koszulę i czarną skórę. kawowe rurki i białe adidasy. Włosy miał na żel, jak zwykle, a okulary trzymał w dłoni.
- My... Ten... - JoJo zaczęła się jąkać.
- Spokojnie. - zaśmiałam się. - Nie musicie się ukrywać. - obdarzyłam ją uśmiechem.
- Ale my nie chcemy rozgłosu. No sama rozumiesz... - Mike spojrzał na mnie błagalnie.
- Rozumiem. A chłopaki? - spojrzałam na niego.
- Im powiem w odpowiedniej chwili. - uśmiechnął się.
- Czyli mam rozumieć, że wiem pierwsza? - wyszczerzyłam się.
- No.. Tak. - Jo się zaśmiała. Spojrzałam na nich. Promienieli. Oni po prostu promienieli, a ja cieszyłam się razem z nimi.
Po chwili z pokoi wyszli chłopcy. Rzuciłam się bez słowa na szyję Chesterowi. Tęskniłam za nim.
- Nattie, a co z Ciebie się taki czepiaczek dzisiaj zrobił? - zapytał Bennington chichocząc cicho.
- Stęskniłam się. - szepnęłam mu do ucha.
- Ja też Kochanie. - odszepnął i pocałował mnie w czoło. Mike tylko się uśmiechnął.
- Taak? - zawiesiłam mu ręce na szyi i spojrzałam głęboko w jego tęczówki.
- Mhm.. - uśmiechnął się. - Nawet nie wiesz, jak bardzo. - dodał poważniejąc i pocałował mnie w nos. - Maleństwo moje. - spojrzał na mnie z góry śmiejąc się.
- Bardzo zabawne. - przewróciłam oczami. Tak serio uwielbiałam, gdy mnie tak nazywał. I okazał mi tyle czułości w parę minut.
- Nie złość się, Prosiaczku... - uśmiechnął się słodko.
- Że co?! - zaczęłam go bić torebką. - Zabiję! - krzyknęłam przez śmiech. Gdy się schylił, żeby uniknąć kolejnego ciosu, wskoczyłam mu na plecy. - No i takiego wokalistę Linkin Park lubię najbardziej. - wyszczerzyłam się. - Wio, Benningtonku. - zaśmiałam się.
- Ludzie, ta Soldierka mnie wykończy! - jęczał Chazz.
- Żadna inna tak nie może, zapomniałeś jej to powiedzieć. - Rob się zaśmiał, a ja spojrzałam to na niego, to na Chazza.
- Cicho siedź, Bourdon, bo Ci strzelę. - Chester podsunął mnie bardziej na swoje plecy.
- Ale serio, żadnej fance nie pozwolił wskoczyć sobie na barana? - zapytałam patrząc na chłopaków. Wszyscy potwierdzili skinieniem głowy. Poczułam się wyjątkowa. Wtuliłam się bardziej w jego plecy i spojrzałam na niego zza jego ramienia. Odwrócił głowę robiąc dzióbek. Dałam mu całusa i zaśmiałam się.
- Na takie coś też żadnej nie pozwala. - powiedział Phoenix. - To podejrzane. - poruszył brwiami.
- Cicho siedź! - warknął Bennington. - Natt nie jest TYLKO Soldierką, jakbyście nie zauważyli. Ona jest dla mnie kimś dużo ważniejszym. - powiedział. Przełknęłam ślinę. Spojrzałam na kamienną twarz przyjaciela.
- Chester?? - patrzyłam na niego.
- Nie teraz, Natt. Nie teraz. - uśmiechnął się. Spojrzałam w stronę Mike'a i Jo. Trzymali się za ręce. Westchnęłam cicho. Chazz spojrzał w tą samą stronę, a potem na mnie.
- Oni są razem? - zapytał szeptem.
- Dopiero to zauważyłeś? - prychnęłam. - Tak, są parą. - powiedziałam ostatni raz patrząc na zakochanych. - Chodźcie już na tą próbę. - krzyknęłam w ich stronę zeskakując z pleców bruneta. Wszyscy bez słowa ruszyli naprzód. Nie śpieszyło mi się wcale, więc zostałam w tyle. Wyjęłam słuchawki z torebki i założyłam je na uszy, po czym podłączyłam sprzęt do MP 4. Leciało akurat " Lying from you, więc zaczęłam sobie nucić.
( No. no turning back now)
I wanna be pushed aside
So let me go
( No, no turning back now)
Let me take back my life.
I'd rather be all alone
( No turning back now)
Anywhere on my own
Cause I can see
( No, no turning back now)
The very worst part of you
Is me.
Nuciłam, a w moich oczach pojawiły się łzy. Za jakie grzechy?! Chcesz, żebym poczekała? Poczekam. Choćby do samej śmierci. Szłam powoli ze spuszczoną głową. Jakoś odechciało mi się iść na tą całą próbę, ale postanowiłam, że nie zawiodę chłopaków, więc wlokłam się za nimi. Nagle poczułam na plecach czyjąś dłoń. Przystanęłam i odwróciłam głowę. Dave?! Wysiliłam się na lekki uśmiech.
- Wszystko będzie dobrze... - objął mnie ramieniem.
- Ale jest dobrze. - skłamałam i uśmiechnęłam się szerzej.
- Nelson, nie okłamuj mnie, błagam Cię. - westchnął.
- Phoenix, serio jest gites! - wykrzyknęłam wesoło i wysiliłam się na jeden z moich mega wyszczerzy.
- Tsa, a ja jestem Św. Mikołaj... - ironia w jego głosie niemal porażała. - Widzę co się ostatnio dzieje między Tobą, a Chazzem. - powiedział.
- Jest wszystko tak jak było. - uniosłam jeden kącik ust ku górze.
- Nie kłam, widzę przecież. - spojrzał na mnie. Ech. Przed Farrellem nic się nie ukryje..
- Dobrze widzisz. - westchnęłam. - Nic nie jest tak, jak było. Jest znacznie gorzej. - zdjęłam okulary, a słone kropelki w moich źrenicach niemal paliły.
- Ej, chyba nie będziesz płakać? - zapytał i przycisnął mnie do siebie. - Nattie... - gładził mnie po plecach.
- Nie będę płakać, to nie w moim stylu. - uśmiechnęłam się.
- Kochasz go, prawda? - zapytał szeptem patrząc prosto w moje oczy.
- Chestera? - wyszeptałam cicho jego imię.
- No chyba nie mnie. - zaśmiał się. - To znaczy ja nie wątpię, że mnie też, ale nie w ten sposób. Wiesz, o co mi chodzi. - przycisnął mnie do siebie bardziej i wlekliśmy się oboje za chłopakami i Jo.
- Tak. Kocham go. I to bardziej, niż sama się po sobie spodziewałam, niestety. - oparłam głowę na jego ramieniu.
- Niestety? Dlaczego niestety? - zapytał Phoenix obserwując uważnie moją twarz. - Zaś coś nawywijał? - zapytał.
- Nie, no skąd. - zaprzeczyłam. - Po prostu trudno go odczytać. - westchnęłam.
- Chodzi Ci o to, że ma dziwne wahania? - uniósł do góry brew.
- Zależy, co masz na myśli. - zagryzłam lekko wargę.
- Chodzi mi o to, że raz zachowuje się tak, a raz inaczej. - wyjaśnił.
- Tak, dokładnie tak właśnie jest. - potwierdziłam.
- Cały Chester. Cały Chester. - Dave przewrócił oczami. - Boi się. - uśmiechnął się pobłażliwie.
- JoJo ma taką samą teorię. Sądzi, że Chaz boi się mi wyznać miłość. - powiedziałam.
- No i ma dziewczyna rację. Bennington dużo przeszedł z tą... Ekhm. - chrząknął. - Wiesz, o kogo mi chodzi. - spojrzał w sufit.
- Nie musisz się męczyć z wymawianiem imienia tej piranii. - uśmiechnęłam się do niego.
- Dziękuję. - odwzajemnił uśmiech. - Nienawidzę jej. Zniszczyła go bardziej niż narkotyki i alkohol. - westchnął ciężko.
- Też tak sądzę. I uwierz mi, że sami nie jesteśmy. - uniosłam jeden kącik ust ku górze.
- Boję się, że ona coś knuje. - wyznał.
- Dałabym sobie rękę uciąć, że masz rację. - powiedziałam. - Ale co? - zapytałam drapiąc się lekko w podbródek.
- W tym właśnie tkwi problem. Nie wiemy. - skrzywił się. - Ale mam przeczucie, że to ma związek z jutrzejszym koncertem. - spojrzał na mnie.
- Ej, weź nie kracz, bo zacznę się bać, zamiast cieszyć. - spojrzałam na wyświetlacz telefonu.
- Ja już się boję, że nam spierdoli wszystko, bitch. - warknął.
- Niech tylko spróbuje, a zobaczy. - zacisnęłam pięść.
- Co Ty chcesz zrobić? - zapytał David.
- Zajebię jej w tą wytapetowaną, kocią mordę. - uśmiechnęłam się cwanie.
- A jak wyjdzie na scenę? - pytał.
- To z niej spadnie. - odpowiedziałam.
- A jak pójdzie na backstage?
- To ją zamknę w magazynku z gratami. Tam jest chyba miejsce śmieci, prawda? - zaczesałam włosy za ucho.
- Ty już masz wszystko zaplanowane! - wykrzyknął zadowolony.
- Ciicho. - zaśmiałam się. - Jak się Chester dowie, to będzie mnie pilnował i mi wszystko zniszczy. - zaczęłam się śmiać.
- Mistrzunio kurwa! - wziął mnie na ręce i wyprzedził wszystkich, bo biegliśmy. Chichrałam się jak pojebana.
- Phoenix! Postaw mnie! - śmiałam się.
- Mistrzunio!!! - darł się - Prawdziwa Soldierka! Kocham Cię! - krzyczał.
- Ej, no ja Ciebie też, ale umiem chodzić sama! - krzyczałam przez śmiech.
- Jak to Ci się uda, pożyczę Ci mój bas na cały rok! Albo kupię Ci nowy! - obiecywał.
- Żeby mi się udało, to musisz się zamknąć, Ciołku! - śmiałam się.
- Co ma się udać? - uśmiechnięty Chester nas dogonił.
- NIIC. - powiedzieliśmy oboje z Farrellem uśmiechając się niewinnie.
- Co Wy knujecie? - zapytał Bennington.
- My? Niic.. - Dave spojrzał na mnie powstrzymując śmiech.
- Coś kombinujecie. - Chester próbował przewiercić nas wzrokiem.
- Nie. - uśmiechnęłam się do niego.
- Świry. - brunet machnął ręką i wrócił do gromady.
- Uff.. - zaśmiałam się i przybiłam kumplowi piątkę. Dalej trzymał mnie na rękach. Przeniosłam się na jego plecy.
- Ej, ale będę mógł Ci pomóc? - poruszył zabawnie brwiami.
- Przecież sama w razie czego jej nie uniosę, no nie? - puściłam mu oczko.
- Tego trupa w żabiej skórze? - wybuchł śmiechem. Bez problemu dałabyś radę. - wyszczerzył się.
- Ciicho! - wycedziłam przez zęby uśmiechając się do Chazzy'ego, który na nas patrzył.
- Błagam Cię, pozwól mi zobaczyć jej zakneblowany ryj! - zrobił słodkie oczka.
- Jak się nie zamkniesz, sama się tym zajmę, poza tym nie wiadomo, czy ta interwencja będzie potrzebna. - zaśmiałam się.
- Ale będzie jatka. - zachichotał.
- Jeszcze nie wiadomo. - uśmiechnęłam się.
- Znając życie to będzie. - westchnął.
- Poradzimy sobie. - poklepałam go po ramieniu. Po chwili dotarliśmy na miejsce. Dave poprawił mi humor. I to bardzo. Zaczęłam się śmiać na wspomnienie jego słodkich oczek.
Po próbie od razu wróciliśmy do hotelu. Wzięłam szybki prysznic, założyłam piżamę i wskoczyłam pod kołderkę. Nagle usłyszałam dźwięk sms'a. Wyjęłam telefon spod poduszki i spojrzałam na wyświetlacz. Uśmiechnęłam się widząc na nim wielki napis.
Masz wiadomość od : CHAZZY <3
Nacisnęłam OK i pojawiła się treść sms'a.
Słodkich snów, Kochanie :*  
Zaśmiałam się cicho i odpisałam
Nawzajem Skarbie :*
Położyłam telefon na miejsce i zasnęłam z nadzieją na lepsze jutro.

Przepraszam, że tak późno. Problemy z netem :/

poniedziałek, 16 czerwca 2014

5. A Ty skąd się tu wzięłaś?!

Czwartkowy poranek. Jak zwykle wstałam z łóżka i udałam się do łazienki, gdzie wzięłam rozbudzający prysznic. Ubrałam się, ogarnęłam włosy, zrobiłam make- up. Ubranie Natt Włożyłam na nogi tenisówki, a na grzbiet dodatkowo wsunęłam przez głowę moją białą bluzę z kapturem, która miała na przodzie wielki, czarny znak LP. Na kark założyłam moje słuchawki, które kiedyś dostałam od Joe'go. Wzięłam telefon, klucze do pokoju i oczywiście MP 4, do której były podłączone słuchawki. Wzięłam w rękę butelkę wody mineralnej i wyszłam z pokoju. Powoli szłam na śniadanie. Wcale nie byłam głodna. Dopadła mnie jakaś melancholia. Czułam, że dzisiaj stanie się coś złego. Coś, co mnie wkurzy, albo wywoła łzy. Nagle ktoś zakrył mi oczy. Stanęłam jak słup.
- Ślicznotko... - usłyszałam nad uchem znajomy głos.
- Bennington, ja przez Ciebie zawału dostanę! - krzyknęłam.
- Dzień Dobry, Panno Shinoda. - Chazz odwrócił mnie w swoją stronę. Miał na sobie białą koszulę z 3/4 rękawka, czarne jeansy i adidasy. Włosy miał na żel, jak zwykle. - Zgodzi się Panna towarzyszyć mi przy śniadaniu? - ukłonił mi się. Zaczęłam się śmiać. - No co?! - minka zbitego psa w wykonaniu Chestera.. Bezcenny widok.
- Nic rozbawiłeś mnie. - przyznałam dalej się śmiejąc. - Oczywiście, Paniczu Bennington. - powiedziałam niemniej uroczystym tonem i wysunęłam w jego stronę swoją dłoń, którą ten natychmiast ujął i ucałował. - Jesteś niemożliwy. - ścisnęłam delikatnie jego rękę, by rozluźnił palce i wplotłam między jego swoje. - Chodź. - powiedziałam i zaczęłam machać delikatnie naszymi dłońmi.
- Ślicznie wyglądasz. - uśmiech Chestera z rana... Niebo. Ile bym dała. żeby widzieć go zaraz po przebudzeniu.. Takie tam marzenie.
- Dziękuję. - uniosłam kąciki ust ku górze. - Chłopaki i Jo są już w restauracji? Podobno mieli nam przynieść posiłek do pokoi. - przewróciłam oczami.
- Kelner zachorował. - westchnął.
- Co za szczęście. - odetchnęłam z ulgą. Kiedy weszliśmy na stołówkę nasz stolik był oblegany przez jakieś dwie laski. Fanki, bo chłopaki robili sobie z nimi fotki. Przewróciłam oczami, a Benny tylko zachichotał i pogłaskał opuszkami palców moje palce. Znowu ten dreszcz. Spojrzałam w jego stronę i powoli zaczęliśmy zmierzać w obranym wcześniej kierunku. Gdy te dwie cizie zobaczyły Chazza od razu podbiegły do niego z piskiem. Jedna z nich, która mnie zauważyła, zgasiła entuzjazm ich obu szturchając koleżankę i wskazując na nasze splecione dłonie wzrokiem . Uśmiechnęłam się cwanie. Myślą, że jestem jego dziewczyną, a ja ich z błędu wyprowadzać nie zamierzam. Wręcz przeciwnie.
- Chazzy, dasz nam autografy? - zapytała jedna.
- No jasne. - Bennington wyjął wolną rękę z kieszeni spodni i wziął długopis od jednej z nich. - Dla kogo? - spojrzał na nie.
- Dla Amy... - blondynka zaczęła podskakiwać do góry, jakby jej się chciało do WC.
- Oczywiście. - Ben szybko napisał dedykację i podpisał się. Postanowiłam się ulotnić. Oczywiście w dobrym stylu.
- Na co macie ochotę? - zapytałam siedzących przy stole przyjaciół. - Może naleśniki z serem i sosem czekoladowym? - spojrzałam na nich. Wszyscy kiwnęli głowami uśmiechając się porozumiewawczo. Podeszłam do Chestera. - Kochanie, masz ochotę na naleśniki? - zapytałam. - Bo wszyscy się skusili, ale nie wiem, co byś zjadł. - uśmiechnęłam się.
- Może być. - Bennington uśmiechnął się w moją stronę.
- Okej. - spojrzałam mu w oczy i pocałowałam go namiętnie. Odwzajemnił ! Po dłuższej chwili się oderwałam przejeżdżając palcem po jego wargach. Jego mina była bezcenna, a te laski. Masakra.  Uśmiechnęłam się do niego, a potem w stronę zdziwionych chłopaków i Jo. Jak gdyby nigdy nic ruszyłam w stronę bufetu niby niechcący trącając tą całą Amy łokciem.
- Przepraszam. - posłałam jej swój fałszywy uśmiech i krokiem modelki ruszyłam dalej. Gdy wróciłam z zamówionym jedzeniem, tych kretynek już nie było . Postawiłam przed wszystkimi talerze i jak gdyby nigdy nic usiadłam obok Chestera i zaczęłam jeść.
- Siostra, co to miało być? - Minoda patrzył na mnie z tryumfującym uśmiechem.
- Nie widziałeś? - włożyłam widelec z naleśnikiem do ust.
- Widziałem. - zaśmiał się.
- My WSZYSCY widzieliśmy. - Rob uśmiechał się pod nosem patrząc na zszokowanego Chestera.
- To dobrze, bo to znaczy, że macie dobry wzrok. - zaśmiałam się odgarniając kosmyk włosa za ucho. Pierwsza skończyłam śniadanie. Wstałam od stołu.
- Idę pobiegać. - powiedziałam. - Idzie ktoś ze mną? - spojrzałam na wszystkich. Kiwnęli przecząco głowami. Chyba nikt nie kwapił się do rozmowy. Nawet lepiej. Zawsze wolałam biegać sama. Poza tym musiałam przemyśleć to, co się stało przed chwilą. - Okej, to idę sama. - obdarzyłam wszystkich uśmiechem.
- Tylko się nie zgub. - Bradford puścił do mnie oczko.
- A co, tęskniłbyś? - wystawiłam mu koniuszek języka.
- Baa. - zaśmiał się. - Kogo bym uczył wymiatać na gitarce, ha? - uszczypnął mnie w biodro.
- A perkusja to co? - wtrącił Rob. - O mojej działce zapominasz. - udał urażonego. - A dzięki komu wiesz, jak się gra na pianinie? - dodał.
- Robby, Mistrzu mój, chodź no tu. - przytuliłam go.
- O przepraszam chłopaki, ja jestem jej bratem, przy mnie wzięła do rąk pierwszą gitarę, to ja ją uciszałem jak się darła udając, że śpiewa! - zaprotestował Spike'y.
- Ja się darłam?! - oburzyłam się. - To Ty rapowałeś " Pieski Małe Dwa " przy trzepaku pod blokiem i to Tobie mama musiała zszywać bluzę, bo żeś polazł na blokowiska! - zaczęłam się śmiać. - Więc zamknij buzię, rapujący Szczurze. - powiedziałam. Wszyscy przy naszym stoliku wybuchli śmiechem.
- Ale to Ty dostałaś szlaban, bo tak śpiewałaś "Numb", że aż dziecko sąsiadce obudziłaś. - przypomniał.
- Może i tak, ale ja miałam wtedy 15 lat! - prychnęłam oburzona.
- Już wtedy miała fisia na punkcie Linkin Park. - spojrzał na chłopaków. - Dlatego nie zapraszałem Was do domu. - dodał.
- Świnia. - palnęłam go w tył głowy.
- Psychol. - powiedział.
- Idiota ! - pokazałam mu fakera.
- Kretynka. - uśmiechnął się.
- Frajer. - wykrzyczałam mu prosto w twarz.
- Odszczekaj to gówniaro. - Mike zrobił poważną minę.
- Oho, lecę. - uśmiechnęłam się chamsko.
- Jestem Twoim starszym bratem. Zasługuję na szacunek. - powiedział.
- Gadasz teraz jak ojciec. - powiedziałam.
- Może dlatego mnie lubił bardziej. - uśmiechnął się chamsko. Uderzył w mój czuły punkt. W moich oczach stanęły łzy, które natychmiast spłynęły na policzki. - Natt, przepraszam. - dopiero po chwili się opamiętał. Spojrzał mi w oczy.
- Dla Ciebie byłoby najlepiej, gdybym zginęła razem z nimi! - wykrzyczałam. - I wiesz co? Dla mnie też! Chciałam się zabić. Chciałam być z nimi! Już tyle razy brałam do rąk opakowanie z tabletkami. - mówiłam przez łzy. - Nie zrobiłam tego. A wiesz, dlaczego? Bo mama zawsze mówiła, że jestem Ci potrzebna! " Dbaj o Mike'a, będzie Cię teraz potrzebował . " To były ostatnie słowa, jakie od niej usłyszałam! Zawsze wiedziałam, że ojciec wolał Ciebie, więc nie poszłam do drugiej sali się z nim pożegnać. Pewnie zaś nawijałby, że " Mike'y się Tobą zajmie. " Mike'y to, Mike'y sramto ! Nawet z Linkin Park był dumny! Raz nawet zapomniał o moim konkursie w szkole muzycznej, bo Wasz koncert leciał w telewizji! Rozumiesz?! Nigdy nie myślał o mnie! Wiesz, jak się czułam? Jak półsierota! Jak nic nie warty śmieć. To Ciebie od dziecka chwalił za złoty medal na zawodach w nogę, czy drugie miejsce w zawodach pływackich. A ja? Ja byłam tylko kopią mamy krzątającą się po domu bez potrzeby! I dziękuję, że mnie w tym utwierdziłeś! - wykrzyczałam przez łzy i wybiegłam z restauracji, a potem z hotelu.
~ Perspektywa Chestera. ~
- No to pojechałeś stary.. - Joe spojrzał w stronę Spike'a.
- Spierdalaj. - fuknął Spike i wstał. - Idę jej poszukać. - powiedział.
-  Myślisz, że może sobie coś zrobić? - spojrzałem przerażony w oczy przyjaciela.
- Ja nie myślę stary. Ja to wiem. - Spike'y spojrzał na mnie ze łzami w oczach. - Jeśli coś jej się stanie, to będzie moja wina, rozumiecie? TYLKO MOJA. -  po jego policzkach spłynęły łzy.
- Ej Mike. Wszystko będzie dobrze. - przytuliłem go.
- Chester, a jak ona się... - urwał.
- Nawet tak nie myśl! - Brad od razu zabrał głos.
- Idziemy jej szukać. - zarządził Robert wstając z krzesła. - Zbieramy dupy, zanim będzie za późno... - dodał patrząc na nas.  - Jo, zostań tu, gdyby wróciła. Oby się nic nie stało. - spojrzał na załamaną Offeman.
~ Perspektywa Nathalie~
Biegłam. Biegłam płacząc, a włosy rozwiewał mi wiatr. Niekiedy czerwona gęstwina zasłaniała mi widok, ale ignorowałam to. Często się potykałam, ale łapałam równowagę. Chciałam być jak najdalej od tego miejsca i od własnych myśli, które próbowałam zagłuszyć dźwiękami z słuchawek. " Given up " idealnie opisywało mój nastrój. Miałam ochotę krzyczeć, jak Chester. Wejść w jakiś zaułek i drzeć się do upadłego. Drzeć, tłuc w ściany i płakać. Chciałam bólu. Fizycznego bólu. Miałam ochotę rzucić się pod pociąg... Pociąć się. Właśnie, żyletka. Sięgnęłam do kieszeni bluzy. Mały, czerwony kwadracik znalazł się w mojej ręce. Zamknęłam oczy i już miałam go użyć, kiedy nagle poczułam czyjąś dłoń na swojej. Otworzyłam oczy. No nie. Sebastian był ostatnią osobą, którą spodziewałam się tutaj spotkać.
- Nie rób tego. - wyszeptał.
- A Ty co, śledzisz mnie, czy co? - wybuchłam. - Przestań mnie prześladować! - krzyknęłam.
- Tylko spacerowałem. - zaczął się tłumaczyć. - W piątek mamy koncert. Podobno Linkin Park też. - powiedział.
- Dobrze słyszałeś. A teraz możesz mnie zostawić? - uśmiechnęłam się do niego chamsko.
- Będziesz tam? - zapytał.
- Zawsze jestem. - odgarnęłam kosmyk włosa za ucho.
- A co się stało, że teraz Cię z nimi nie ma? - dopytywał, czym coraz bardziej mnie irytował.
- Nie Twój zasrany interes. Zostaw mnie wreszcie! - krzyknęłam chowając żyletkę na jej stare miejsce, - Daj mi kurwa święty spokój człowieku! Nienawidzę Cię! I Twoja marna kapelka przy Linkin Park to śmiecie, zresztą jak Ty sam. - zaśmiałam się.
- Kochasz mnie. Po prostu zaprzeczasz przed samą sobą, Skarbie. - powiedział Seba i dotknął mojego policzka. Zepchnęłam jego rękę i zaczęłam się śmiać.
- Jesteś żałosny człowieku. - śmiałam się. - Kocham Cię, ale od tyłu, czytaj nienawidzę. - uśmiechnęłam się chamsko. - Więc żegnam. - przesłałam mu całusa i odwróciłam się na pięcie zmierzając w drogę powrotną do hotelu.
- Jeszcze będziesz moja. - usłyszałam krzyk za sobą. Nie odwracając się pokazałam autorowi zdania mój środkowy, boski i niezastąpiony paluszek i ruszyłam przed siebie zasłuchana w " Lying From You" brzmiące w słuchawkach. Głos mojego brata zmieszany z głosem Chestera wywołał łzy, Potem znów Mike, Chester.... Bezsilna usiadłam na jakiejś dróżce opierając się o ścianę budynku.
- The very worst part of you is me. - zanuciłam i wyjęłam z torby paczkę papierosów. Odpaliłam jednego i zaciągnęłam się napierając całymi plecami bardziej na ścianę. Łzy znów zaczęły płynąć po moich policzkach rozmazując resztę make-up'u.
- Nathalie! - usłyszałam zrozpaczony głos Spikey'a. Wyłączyłam odtwarzacz i schowałam go do torebki. - Natt!? - Shi podbiegł do mnie i podniósł mnie z ziemi. - Boże, nic Ci nie jest.. - zaczął mnie przytulać.
- Nie, nic, niestety. - uśmiechnęłam się delikatnie. - A teraz skończ tą szopkę i przestań udawać kochającego braciszka, okej?- spojrzałam mu w oczy.
- Wiem, zachowałem się jak kretyn mówiąc to. Wcale nie miałem tego na myśli... - powiedział. - Nigdy nie było tak, że ojciec kochał mnie mocniej. - mówił.
- Taak? - zaśmiałam się. - No to wyjaśnij mi, jak było, bo najwyraźniej ja jestem na tyle głupia, że przez całe życie właśnie takie miałam wrażenie. - odgarnęłam kosmyk włosa za ucho.
- Tata po prostu chciał, żebyś nauczyła się samodzielności i wytrwałości. Zawsze mi powtarzał, że to Ty będziesz moją podporą w życiu, kiedy jego i mamy zabraknie. Uważał, że będzie Ci lepiej pod skrzydłami mamy, że nauczy Cię, jak się mną zająć. - zaśmiał się cicho. - I nauczyła. - dodał. - On natomiast nauczył mnie rzeczy, które są na głowie faceta. Naprawiłabyś kiedyś kran? - uniósł brew.
- Puknij się koleś. - zaśmiałam się. - Za to Ty nawet jajecznicę przypalasz. - docięłam mu pokazując język. Zaczęłam powoli wszystko rozumieć.
- Cicho, nie przy chłopakach. - puścił mi oczko. To oni tu są. Wszyscy. Spojrzałam na ich twarze. Chester, Rob, Brad, Joe,Dave... Martwili się. Wstałam i przytuliłam brata.
- Przepraszam. - wyszeptał Mike'y do mojego ucha.
- Kocham Cię. - spojrzałam na niego z dołu. Byłam stanowczo za niska. - Kocham Cię, Mike. - powiedziałam łamiącym się głosem wypuszczając kolejną porcję łez na policzki.
- Ja Ciebie też, Siostrzyczko. - pocałował mnie w czoło. - Nie rób mi tego więcej, proszę. - spojrzał na mnie ze łzami w oczach.
- Obiecuję. - uśmiechnęłam się delikatnie. - O szlak. - spojrzałam w lusterko. Miałam całą czarną twarz od tuszu. - Jak ja wyglądam?! - krzyknęłam, a chłopaki zaczęli się śmiać.
- Nasza Natt. - Joe jak zwykle wyszczerzył się jak mysz do nowej porcji sera.
- Spoko Mała, jesteśmy autem. - Chester jak zwykle mnie pocieszył.
- Kocham Cię, człowieku. - przytuliłam go, a potem resztę. - Was też, Lamusy o wielkim talencie. - zaśmiałam się, a gdy Chazzy założył mi kaptur i objął mnie ramieniem, wplotłam swoją dłoń w jego i obdarzyłam go uśmiechem. Wiedziałam, co do niego czuję. Kochałam go, ale nie jak fanka idola. Zdecydowanie bardziej. Ale czułam, że jeśli mu to wyznam zniszczę naszą przyjaźń. Z drugiej strony ten pocałunek w restauracji... Odwzajemnił go... Nie wiem, co mam o tym myśleć. Muszę z nim porozmawiać, ale na pewno nie teraz. Jeszcze nie.. Poczekam na odpowiedni moment.
Spokojnie wróciliśmy pod hotel i ogarnęłam swoją cudowną mordkę. Zrobiłam nowy makijaż i postanowiłam pójść do Chestera. Miałam ochotę z nim pogadać. Jeśli poruszy temat pocałunku, nie wiem co zrobię, ale brakuje mi takich chwil sam na sam. Tylko z nim. Zapach perfum, kiedy wtulam się twarzą w jego bluzę. Promienny uśmiech, kiedy na siebie patrzymy. Te brązowe tęczówki. Ten powalający śmiech. Dobre rady, rozmowy do późna. Nie wiem, co bym bez niego zrobiła. On nawet nie wie, co ja robiłam przy jego piosenkach. Gdyby wiedział, że cięłam się między innymi przy " Lost in The Echo " " In My Remains" " Roads Untraveled " " The Catalyst " czy " Powerless", chyba nigdy więcej nie zaśpiewałby tych piosenek. A tak je Kocham.. Stanęłam przed drzwiami jego pokoju i zapukałam. Słysząc donośne " Proszę " weszłam do środka. Zobaczyłam Benningtona przed telewizorem. Nie miał koszulki. Mogłam podziwiać jego tatuaże w pełnej okazałości. Po chwili spojrzał na mnie. Uśmiechnął się. Ten zabójczy smile.
- Nattie! - krzyknął. Uwielbiałam jego krzyk, chociaż nieraz bolały mnie uszy.
- Cześć, Chazy. - uśmiechnęłam się i delikatnie go przytuliłam gładząc dłonią jego wytatuowane plecy.
- Co Cię tu sprowadza? - zapytał odgarniając mi włosy z twarzy.
- Nudzi mi się. - zaśmiałam się . - JoJo się nie odzywa, pewnie gdzieś polazła. - stwierdziłam przewracając oczami.
- Wiesz, że chłopaków też gdzieś wywiało? - wybuchł śmiechem. - Pewnie poszli na piwo. - spojrzał na mnie.
- Może Jo jest z ekipą. - uśmiechnęłam się.
- To całkiem możliwe. - posunął się. - Siadaj. - uśmiechnął się do mnie. Od razu usiadłam.
- Nie poszedłeś z nimi? - zapytałam podsuwając rękawy bluzy do góry.
- Nie. - westchnął. - Czasami wolę pobyć sam. - spojrzał na mnie. - Przemyśleć parę spraw. - położył się. Wiedziałam, do czego pije. Bałam się, że zaraz podejmie niewygodny dla mnie temat.
- Też tak czasem mam. - spojrzałam w sufit. Wstałam i podeszłam do okna. Oparłam się o parapet i podziwiałam London Eye.
- Wiesz, że stamtąd można podziwiać połowę Londynu? - wyszeptał brunet do mojego ucha.
- Idziemy? - spojrzałam na niego z cwanym uśmiechem na twarzy.
- A chciałabyś? - zapytał całując mnie w policzek.
- No pewnie. - odwzajemniłam buziaka. - Kiedy ten mecz? - spojrzałam mu w oczy.
- W niedzielę, a w piątek koncert. - uśmiechnął się. - Zagrasz z nami? - zapytał.
- Caroline podobno gra z One Direction, to ja z Wami. - powiedziałam i przybiłam mu piątkę.
- Damy radę. - uśmiechnął się. - I tak gramy o jeden cel, więc nieważne, kto wygra. - puścił mi oczko.
- I tak wiadomo, że my. - powiedziałam dumna.
- Nie wiadomo. Horan podobno jest dobry w te klocki. - zaśmiał się.
- Nikt nie ma szans z Linkin Park. Nikt. - uśmiechnęłam się szeroko ukazując swoje ząbki.
- Cieszę się, że w nas wierzysz Słońce. - pocałował mnie w czoło. - To co? Widzimy się przed Twoim pokojem? - puścił mi oczko. - Nasza Soldierko. - dodał śmiejąc się i patrząc na moją bluzę.
- Może być. - zaśmiałam się i pocałowałam go w policzek po czym udałam się do siebie. Oparłam się o drzwi i położyłam dłoń na wielkim logu. Pokręciłam głową i podeszłam do szafy i wyjęłam z niej spodenki, bluzkę i czarną torebkę, a do tego czarny sweterek na guziki w serek. Spod szafy wzięłam białe tenisówki i udałam się do łazienki. Wyszłam z niej gotowa. 

 Ubranie Natt 
 Zapięłam sweterek, poprawiłam usta na czerwono i wyszłam z pokoju. Pod drzwiami czekał na mnie Chazzy. Zmierzyłam go wzrokiem. Miał na sobie białą koszulę z czarną czachą na przodzie czarne jeansy i adidasy. Wziął okulary przeciwsłoneczne tak samo jak ja. Zaśmiałam się.
- Bu! - krzyknęłam. Aż podskoczył! Zaczęłam się śmiać.
- Bardzo śmieszne! - przytulił mnie. - Chcesz, żebym poniósł śmierć na miejscu? - śmiał się razem ze mną.
- Zrobiłeś mi tak samo niedawno. - spojrzałam na niego z udawanym wyrzutem.
- Chodź już lepiej. - objął mnie i ruszyliśmy do wyjścia. - Idziemy piechotą? - spojrzał na mnie.
- Nie chcę mi się grzać w aucie. - powiedziałam.
- Paparazzi mogą się czaić pod hotelem. - ostrzegł mnie.
- Niech nas fotografują, mam już to głęboko w swojej sexy dupce. - wystawiłam język.
- Faktycznie sexy. - Bennington delikatnie klepnął mnie w tyłek.
- Ej! - spojrzałam na niego śmiejąc się. - Zboczeńcu, łapki przy sobie, bo Ci je poupierdalam. - spojrzałam na niego.
- I czym ja będę trzymał mikro? - udał smutnego.
- Oj nie smutaj, najwyżej ja Ci potrzymam. - zażartowałam.
- Ha ha ha bardzo śmieszne. - Chaz przewrócił oczami. - Oj Ty Ty. - zaśmiał się obejmując mnie ponownie ramieniem i przysuwając bardziej do swojego boku.
- Co? - wplotłam swoją dłoń w jego i spojrzałam mu w oczy.
- Nic. Śliczna jesteś. - uśmiechnął się do mnie.
- Przestań. - zarumieniłam się.
- Mówię prawdę. - spoważniał.
- Ja uważam inaczej. - uśmiechnęłam się.
- Bo masz niską samoocenę, Księżniczko. Chodź już. - wyszliśmy na zewnątrz. Chaz miał rację. Przed hotelem czekał na nas tłum mężczyzn z aparatami. Uśmiechnęłam się do Benningtona, a on ku mojemu zdziwieniu dał mi buziaka w usta.
- Będą pisać. - szepnęłam mu do ucha.
- Wiem, ale mam to gdzieś. - powiedział i pogłaskał mnie po policzku. - Przynajmniej skończy się wypisywanie bzdetów o mnie i Mike'u. - uśmiechnął się.
- Ale zaczną pisać, że niby my.. No wiesz. - westchnęłam.
- Popiszą popiszą i przestaną. - przycisnął mnie lekko do siebie.
- Jakoś w to wątpię, ale okej. - delikatnie uniosłam kącik ust ku górze. - Chodź już na to London Eye. - zaśmiałam się i ruszyliśmy.
- Wasza Wysokość Nathalie Ognista Pierwsza!!! - Chaz wydarł się na cały głos i zaczął się śmiać.
- Chester stul japę ludzie patrzą. - szepnęłam mu na ucho.
- To dla nich nie nowość, zawsze krzyczę i im się to podoba. Tobie też. - skubnął mnie w bok.
- Tak, ubóstwiam Twój boski głos i w ogóle i w szczególe to się już zamknę bo powiem za dużo. - zaśmiałam się. Po chwili doszliśmy na miejsce. Chaz kupił nam obojgu bilety mimo moich protestów.
- Jestem facetem. A facet płaci za kobietę. - powiedział tonem nieznoszącym sprzeciwu i pociągnął mnie na nasze miejsca. Znowu te jego fanki. Ugh. Sama do nich należę, ale bez przesady, no ludzie. Jedna Soldierka w koszulce z LP jak go zobaczyła, to zaczęła piszczeć zwracając na siebie uwagę innych. I zaczęło się. "Ludzie, ja chcę mieć dzisiaj Chestera dla siebie, spadać! " - cisnęło mi się na usta, ale nie miałam odwagi powiedzieć tego na głos. Był taki szczęśliwy, gdy po tych 30 minutach podziwiania połowy Londynu z góry zeszliśmy na ziemię i podpisywał autografy, robił sobie zdjęcia. Nawet niektórzy chcieli też ze mną . Wow. I mówili, że jestem piękna. Ja piękna. Pff. Wiedzieli, że jestem siostrą Mike'a. Niektórzy znali mnie z koncertów. Pytali, co u niego słychać. Odpowiadałam z uśmiechem momentami przytulając się do Benningtona. Modliłam się, żebyśmy w końcu zostali sami. I moje modlitwy po jakimś czasie zostały wysłuchane. Szliśmy razem. - Tylko ja i On. Brzeg Tamizy. Zachód słońca. Niemalże pusta plaża. Robiliśmy sobie zdjęcia. W pewnej chwili Chazzemu odbiła palma i wziął mnie na ręce.
- Co Ty odwalasz?! - pisnęłam i zaczęłam się śmiać.
- Take everything from the inside, and throw it all away!!! - zaczął się drzeć.
- SHUT UP!! - krzyknęłam.
- Oo widzę, że podjeżdża One Step Closer. No to dawaj! - śmiał się. Zeskoczyłam z jego rąk i cofnęłam się kilka kroków w tył. Brunet założył na siebie ręce i patrzył na mnie. - Dawaj Słoneczko. - śmiał się.
- Shut up when I'm talking to you! - krzyknęłam.
- Shut up ! - krzyknął głośniej śmiejąc się.
- Shut up! - krzyknęłam jeszcze głośniej.
- Shut up! - darł się. Uwielbiałam to.
- Shut up when I'm talking to you! - pokazałam na niego palcem.
- Shut up! - On wskazał na mnie.
- Shut up! - krzyknęłam.
- Shut up! - jego krzyk rozszedł się echem.
- Shut up! - nie pozostałam mu dłużna. Mój krzyk również poniosło echo.
- I'm about to break. - zakończył i przytuliliśmy się. - Uczeń przerósł mistrza. - zaśmiał się podnosząc mnie do góry.
- Ja Tobie nigdy nie dorównam. - zaśmiałam się i wtuliłam się twarzą w jego ramię.
- Przestań, nie jestem wcale taki zajebisty. - przewrócił oczami.
- Jesteś jesteś. - pocałowałam go w policzek. Czesio zaczął się ze mną kręcić. Oboje się roześmialiśmy Moje długie, czerwone włosy zasłaniały mi momentami widok. Często jednak oczy moje i Chazza się spotykały. Uśmiechaliśmy się do siebie. W pewnym momencie Benny przechylił mnie w tył. Roześmiałam się jeszcze bardziej. - Jesteś nienormalny! - krzyknęłam przez śmiech.
- To ja, Chester Charles Bennington, moje złotko. - powiedział dumny i postawił mnie na ziemi.
- Miło poznać, a ja nazywam się Nathalie Juliette Shinoda. - zaśmiałam się zdjęłam buty, po czym wbiegłam do wody. - Chodź! - krzyknęłam. - Ciepła woda jest! - krzyczałam rozbawiona.
- Zwariowałaś?! - usłyszałam głos śmiejącego się wniebogłosy bruneta. - Nie wejdę tam, jestem w jeansach. - krzyczał.
- Oj co za problem, podwiń je sobie. - odpowiedziałam. - Chodź, nie cykaj się. - zaczęłam się śmiać i ochlapałam go dość dużym strumieniem wody. Był cały mokry. - Ups.... - zrobiłam minę niewiniątka i zaczęłam uciekać jak najdalej od plaży brechtając się. Ledwo biegłam.
- NATHALIE! JUŻ NIE ŻYJESZ! - słyszałam za sobą jego głos. Po chwili poczułam silne ręce oplatające mnie wokół talii i unoszące mnie do góry. - Wrzucę Cię w sam środek. - usłyszałam przy uchu. Prychnęłam.
- Umiem pływać. - powiedziałam z uśmiechem. Nie spodziewałam się jednak, że po chwili na prawdę wyląduję w wodzie. - Chesteeeeeeeeeeeeer!!!! - wydarłam się na cały głos . Poczułam lekkie pieczenie w gardle, ale zignorowałam to. Jego śmiech zmieszał się z moim krzykiem. - Zabiję Cię! - krzyknęłam jeszcze głośniej niż poprzednio.
- Mówiłem, że uczeń przewyższył mistrza! - zatkał uszy śmiejąc się. - Mogłaś powiedzieć, wziąłbym słuchawki! - śmiał się. Po chwili byłam przy nim. Nasze twarze dzieliło tylko kilka centymetrów. Patrzyliśmy sobie w oczy. W pewnym momencie poczułam jego wargi na swoich. - Nadal zła? - szepnął. Kiwnęłam przecząco głową. Ani na moment nie otworzyłam oczu. Czułam jego ciepły oddech na swojej twarzy. I jego wargi krzywiące się w uśmiechu, kiedy tym razem to ja musnęłam jego wargi, by po chwili złączyć je w pocałunku. Poczułam, jak przejeżdża trochę niepewnie językiem po mojej dolnej wardze. Uśmiechnęłam się i przysunęłam się bliżej dając mu znak, że pozwalam. Delikatnie zaczęłam wodzić palcem po jego karku. Zamruczał. Zaśmiałam się łącząc nasze języki w jedność. Nasz pocałunek zapewne trwałby trochę dłużej, gdyby nie znajomy głos.
- Och gołąbki, chyba przeszkodziłam.. - ten śmiech. Natychmiast się od siebie oderwaliśmy i skupiliśmy nasz wzrok na wysokiej czarnulce patrzącej na nas z daleka.
- TALINDA?! - krzyknęliśmy patrząc to na nią, to na siebie zdziwieni.
- Mi też miło Was widzieć Słoneczka Wy moje. - uśmiechnęła się chamsko. - A zwłaszcza Ciebie, Chesterku. - jej przesłodzony głos przyprawiał mnie o mdłości. - Pewnie zastanawiacie się skąd się tu wzięłam, prawda? - ciągnęła dalej. - Ano widzicie, przyjechałam z kimś. - spojrzała na Chazy'ego. - Widzę, że u Was sporo się zmieniło.... - westchnęła. - Chyba zapomniałeś, o czym rozmawialiśmy ostatnio. - wsunęła kosmyki włosów za uszy. Wzrok wciąż miała utkwiony w Benningtonie. Po chwili przeniosła go na mnie. - Kochanie, jakaś Ty naiwna. Myślisz, że takie coś jak Ty ma ze mną szanse... - zaśmiała się. - Szkoda mi Cię. Będziesz cierpiała. - spojrzała na mnie wzrokiem przypominającym politowanie. Wiedziałam jednak, że to nie było szczere. Nic w wykonaniu byłej Chestera nie było nigdy szczere.
- Czyżby? - zaczęłam podchodząc do niej. - Oj Talinda, Talinda.. - zaczęłam się szczerze śmiać, co zbiło moją rywalkę z tropu. - Myślisz, że ruszył mnie Twój monolog o tym, że jestem przy Tobie szarą myszką? - mówiłam przez swój szyderczy, pełen pogardy śmiech. - Żałosna jesteś. - spojrzałam na nią z obrzydzeniem. - Mam ochotę napluć na tą Twoją wytapetowaną mordę, ale wiesz co? Szkoda mi śliny. - oparłam się o drzewo. - W ogóle nie wiem, po co ja z Tobą rozmawiam w tym momencie. Powinnam z miejsca dać Ci w ryj za to, że potraktowałaś Chestera jak śmiecia. On na to nie zasługuje. Nigdy nie zasługiwał. Jest cudownym facetem i niejedna chciałaby być na Twoim miejscu. Uwierz, że zmarnowałaś największą szansę w swoim życiu, kobieto. - spojrzałam jej głęboko w oczy.
- Co? Od dzisiaj to Tobie będzie kupował sukienki warte 4.000 dolarów? - uśmiechnęła się.
- Myślisz, że mi chodzi o kasę?! - krzyknęłam. - Dla mnie on mógłby zarabiać jak normalny Amerykanin, mieszkać w bloku i kupować mi kwiaty raz na tydzień! Ja w przeciwieństwie do niektórych patrzę na charakter, nie na to, czy ktoś ma oryginalne ciuchy i czy łażą wokół niego pismaki pytając o datę wydania kolejnej płyty! - darłam się. - Ja go Kocham za serce, a nie za złotą kartę głupia dziwko! - wepchnęłam ją do wody i spojrzałam na Chestera. Wyznałam mu właśnie miłość. Co prawda to było w stronę Talindy, ale z serca. Patrzyłam na niego dłuższy czas. Po chwili założyłam szybko tenisówki, odwróciłam się na pięcie i pobiegłam w stronę hotelu najszybciej jak potrafiłam, a po moich policzkach spływały łzy. Płakałam. To była prawda. Nie miałam szans z Talindą. Byłam zwykłą,szarą dziewczyną. Prawda. Siostrą gwiazdy, ale to nic nie znaczyło. Byłam nikim Tylko zakochaną po uszy dziewczyną...

Hej :* Witam Was z nowym rozdziałem :) Podoba się? Mi też, co dziwne x D

niedziela, 15 czerwca 2014

4. Całe życie z wariatami.


  Przez resztę podróży oboje z Chesterem siedzieliśmy w ciszy i tylko co chwila uśmiechaliśmy się do siebie. Nagle bus się zatrzymał. Zakrztusiłam się shake'm, którego po drodze kupił mi Mike w McDonaldzie. Bennington zaczął się śmiać, a ja patrzyłam przez szybę wielkimi oczami. 
Hotel  
- Co TO jest?! - spojrzałam na Benningtona kompletnie ignorując piski radości mojej przyjaciółki. - Hotelu nie widziałaś? - Chazy'ego rozbawiła moja reakcja.
 - Widziałam, ale takie znam jedynie z gazet. - wyszeptałam.
 - Teraz będziesz je widywała znacznie częściej. - uśmiechnął się. - Podoba się? - zapytał obejmując mnie w pasie.
 - Człowieku, Ty się jeszcze pytasz?! Jest cudowny. - niemal wykrzyczałam. - Jedna doba tutaj kosztuje pewnie fortunę, a co mówić całe trzy miesiące! - pokręciłam głową.
 - Nie przesadzaj. - zaśmiał się. - To co, idziemy? - spojrzał na mnie.
 - No pewnie. - uśmiechnęłam się i odwróciłam się na pięcie, by ruszyć do busa po walizki.
 - A Ty gdzie? - Chazz dusił się ze śmiechu. - Walizki wziął boy hotelowy, czekają na Ciebie w pokoju, Księżniczko. - śmiał się. 
- Wybacz Kotku. Masz do czynienia z pustą laską, która się nie zna na luksusach! - krzyknęłam. - Bardzo zabawne, kup sobie popcorn ! - dodałam strzepując włosy na drugie ramię. Odwróciłam się na pięcie i szybkim krokiem ruszyłam w stronę hotelu.
 - Nathalie! - słyszałam za sobą krzyki bruneta, ale nawet się nie odwróciłam. Pokazałam mu tylko "fuck you ". tak jak temu pismakowi i weszłam do środka. Byłam tak wściekła, że nie rozejrzałam się nawet. W recepcji dostałam klucze i jakiś frajer w garniaku zaprowadził mnie pod drzwi. - Dzięki. - uśmiechnęłam się delikatnie. Skłonił mi się, jak królowej. Spojrzałam na niego robiąc swoje słynne " aha " i puknęłam się kilkakrotnie w czoło, po czym weszłam do pokoju z trzaskiem zamykając za sobą drzwi. Rozejrzałam się. Przeważał tu brązowy i beżowy. Miałam wejście na balkon, a stamtąd idealny widok na Big Bena. Na wielkim łożu była kartka o treści : 
" Rozpakowałam Ci rzeczy i poukładałam w szafie. Nie dziękuj. Tu jest cudownie, prawda? Jestem na spacerze ze Spike'yem. Masz prywatną łazienkę, zaniosłam Ci tam wszystko. Za dwie godziny mamy obiad, przyniosą nam do pokoi. Wieczorem wszyscy całą ekipą mamy iść na spacer. Potem chłopaki mają próbę. Idziemy z nimi, no nie?  Kocham Cię Słoneczko. Twoja Jo. " 
Uśmiechnęłam się do siebie i odłożyłam kartkę na szafkę. Zdjęłam szpilki. Wyjęłam z szuflady MP4. Włożyłam swoje wielkie słuchawki na uszy i rzuciłam się na łóżko. " Lost In The Echo . " w słuchawkach. Leżę z zamkniętymi oczami i wsłuchuję się pilnie w każde słowo, choć znam piosenkę na pamięć. Czuję się senna, zła, przytłoczona... Powieki stają się ciężkie. Zamykają się. Zasypiam. Nie wiem ile spałam, ale obudził mnie bardzo przyjemny zapach. Powoli otworzyłam oczy. Zobaczyłam przed sobą wielki bukiet róż. Trzymały go wytatuowane dłonie. Po chwili nieśmiało wyłonił się zza niego Chessie. - Przepraszam. - wyszeptał i podał mi bukiet. Skorzystałam z flakonu stojącego na regale. Nalałam do niego wody i włożyłam tam kwiaty. - Wybacz mi, proszę Cię... - Chess patrzył na mnie smutno. - Zachowałem się jak kretyn, dobrze o tym wiem.. - mówił. - Nie zaprzeczę. Poczułam się jak idiotka. - wyznałam. - Będę Cię przepraszał każdego dnia po pięćdziesiąt razy, będę Ci kupował kwiaty, śpiewał piosenki, przynosił śniadanie do łóżka... - wyliczał a ja zaczęłam się śmiać.   - Kuszące, ale nie będę Cię męczyła. - powiedziałam przez śmiech. - Czyli wybaczasz? - zapytał łapiąc mnie za dłonie. Kiwnęłam twierdząco głową nie mogąc zapanować nad śmiechem. - Jesteś Kochana, wiesz? - powiedział przytulając mnie. - Nie przesadzaj - pogłaskałam go po plecach. - Mike ma szczęście, że ma taką zajebistą siostrę. - szepnął mi do ucha. - Jemu to powiedz. - uśmiechnęłam się do niego. - Zawsze mówi, że go wkurzam. - prychnęłam. - Bo się nie zna. - stwierdził Chester. Nagle do pokoju wszedł Spike z Jo. - Wszystko słyszałem, Hieno wstrętna. - powiedział patrząc na Chazza. - Pozew rozwodowy już jest w sądzie. - dodał robiąc komicznie poważną minę, niczym dziecko. Wszyscy zaczęliśmy się śmiać. - Czy ja o czymś nie wiem? - spojrzałam na brata i na Benningtona. - Mówiłem Ci, że ona jest kosmitką. - Spike spojrzał na przyjaciela. - Nie czyta newsów. - zrobił dzióbek. Rzuciłam w niego leżącym na łóżku jaśkiem. - Ała, Świnko Chudzinko! - krzyknął i odrzucił. - Jak ja Ci zaraz dam świnię to zaczniesz rapować  po japońsku! - zaczęłam się śmiać. - Nie grozi mi to. - przytulił mnie do siebie. - Moja Świnka Chudzinka. - powiedział. - Mój Rapujący Szczurek. - zaczęliśmy chodzić po pokoju przytulając się. - Idziesz z nami na próbę? - zapytał ciągle trzymając mnie w swoich ramionach. - No pewnie, że idę. - uśmiechnęłam się do niego. - To się tu elegantuj, ja porywam Krzykacza na papieroska. - puścił mi oczko i pocałował mnie w czubek nosa. - Nie za dużo szału. - pokiwał palcem. - Jo, pilnuj mi jej tu. - uśmiechnął się do mojej przyjaciółki i złożył pocałunek na jej policzku. - Jasne. - JoJo obdarzyła go szerokim uśmiechem. - A ze mną to się nie pożegnasz? - Chazz zrobił tą swoją minkę. - Chodź tu. - przyciągnęłam go do siebie i przytuliłam mocno. Dałam mu całusa w kącik ust. - Zaraz się widzimy, leć. - puściłam mu oczko. - Na koncercie chcę mieć czad ! - pokiwałam palcem. - To dopiero w piątek - uśmiechnął się. - Ale obiecuję, że na próbie też będzie. - podniósł dwa palce do góry w geście przysięgi. - No ja myślę. - zaśmiałam się. - Do zobaczenia przy aucie, Ślicznotko. - usłyszałam na odchodne. -  Pa dziewczyny. - Mike pocałował Jo w policzek, a mnie znów cmoknął w nos. - Złaźcie zaraz. - dodał. - Jasne ! - krzyknęłyśmy i Jo poszła do siebie się przyszykować. Natt
 Jo 
 - Wzięłaś kurtkę? - zapytała Offeman, gdy wyszłam z pokoju. - O ja pierdziele zapomniałabym. - krzyknęłam i wróciłam się po moją skórę. Szybko ją na siebie założyłam i zapięłam. Poprawiłam torebkę, która spadała mi z ramienia i zamknęłam pokój. Nagle rozległy się dźwięki " Until It's Gone. " Wyjęłam telefon z torebki. - Chester. - powiedziałam w stronę zdziwionej przyjaciółki i odebrałam. - My już wychodzimy z hotelu, stało się coś? - zapytałam wesoło. - Nie ruszajcie się stamtąd, zaraz po Was przyjdziemy. Wyczaiłem pismaków, musimy się wydostać tylnym wyjściem. - mówił. - Zajebiście kurwa ! - krzyknęłam. - Ruszajcie się. - powiedziałam i rozłączyłam się. Wrzuciłam telefon do torebki. Od razu wyjęłam z niej paczkę fajek. Oparłam się o ścianę, wyjęłam jedną i odpaliłam. - Coś się stało? - zapytała JoJo podchodząc do mnie. - To się stało, że te hieny  z " Bravo " są już pod hotelem. - zaciągnęłam się i po dłuższej chwili wypuściłam dym z ust. - Ja tam zaraz pójdę i im łby poupierdalam do kurwy nędzy ja chcę spokoju! - krzyknęłam. - To takie trudne do zrozumienia?! - obsunęłam się na podłogę. W tej samej chwili w holu pojawili się Chester i Michael. - Ej, siostra... - Mike od razu do mnie podszedł i kucnął przy mnie. - Będzie dobrze. - podniósł mnie z ziemi. - Jasne kurwa, a krowy latają! - darłam się. - Ty nawet własnego kumpla przytulić nie możesz, bo zaraz na pedała wychodzisz! To normalne raczej nie jest, nie uważasz?! - znów zaciągnęłam się fajką. - Nie pal już. - Brat próbował zabrać mi papierosa, ale cofnęłam się. - Będę palić, jestem wkurwiona! - krzyknęłam. - Mnie to już dobija, rozumiesz to? I nie tylko mnie ! - spojrzałam w stronę Chestera. Miał na sobie biały T- shirt z nazwą zespołu, czarną skórę,  jeansy i adidasy.  -  Ale poruszymy ten temat później, teraz trzeba się dostać na próbę. - powiedziałam. - Chesterek, jakiś plan? - uśmiechnęłam się w stronę przyjaciela. - Gdzie w ogóle jest reszta?! - rozejrzałam się. - Czekają na nas w aucie. Chodźcie już. - Chester pociągnął mnie za rękę. Szliśmy chwilę przez jakiś korytarz. Rozejrzałam się. Za nami biegli JoJo i Mike. Po chwili skręciliśmy w prawo. Kolejny korytarz. Kolejny i kolejny. W końcu dotarliśmy do wielkich szklanych drzwi, które jakiś facet nam otworzył. Bennington kiwnął głową w podziękowaniu i wyszliśmy na zewnątrz. - Zapłaciłeś mu? - spojrzałam na bruneta.
 - Ważne, że jakoś dostaniemy się na próbę. - uśmiechnął się do mnie lekko. - Wsiadajcie, zanim ktoś nas zobaczy. - Chazz nerwowo rozejrzał się wokół i wszyscy wsiedliśmy do wynajętego przez chłopaków czarnego BMW. Kierował Loczek. Ruszył z piskiem opon. 
- Owca, nie szarżuj. - wywarczałam. - Jak nas usłyszą to będzie Twoja wina. - powiedziałam.
 - Spokojnie, Wampek. Będzie dobrze. - usłyszałam w odpowiedzi. Westchnęłam i przytuliłam się do Chazza. 
- Ja też mam już dość. - wyszeptał Beniuś w moje włosy. 
- Wiem, Chazy. Wiem. - westchnęłam i zaczęłam głaskać go po wytatuowanej dłoni. 
- Mam ochotę się wyżyć. - szepnął mi do ucha. Bez zawahania wyjęłam telefon. Włączyłam " Victimized " na fulla. Oparłam się bardziej o Chestera i zamknęłam oczy. Bennington zaczął  uderzać pięścią o siedzenie pasażera, na którym siedział Rob. 
- Ej, nie tak mocno ! - Bourdon odwrócił twarz w naszą stronę. 
- Robby, błagam Cię. - szepnęłam nie otwierając oczu. - Zrób coś dla mnie i zatkaj buzię, okej? - dodałam szeptem i dalej błądziłam dłonią po ręce Chazzy'ego, żeby go jakoś uspokoić.
 - Dobra, ale robię to z sympatii do Ciebie, Wampirku. - powiedział cicho Rob. - Dziękuję Słoneczko. - uśmiechnęłam się do niego. - Nie słódźcie sobie tak, bo cukrzycy dostanę. - Joe cicho chichotał zajadając żelki. - Cukrzycy to Ty dostaniesz od słodyczy, Mr Hahn. - Mike uśmiechnął się do niego pobłażliwie.
 - Spike, zatkaj się, bo jak zaraz tam do Ciebie przyjdę, to zobaczysz Big Bena z lotu ptaka. - Hahn rzucił żelkiem w stronę mojego brata. - Cytrynka. - zaśmiał się. 
- Dzięki. - Spike włożył sobie żelka do ust.
 - Widzisz? Sam to wpierdalasz, a się Joe'go czepiasz. - prychnęłam i usiadłam między Chesterem, a Hahn'em. 
- Proszę Królewno. - Joe wysunął w moją stronę paczkę niezawodnych Haribo. Poczęstowałam się jednym. - Pomoże na stres. - uśmiechnął się.
 - Obyś miał rację. - odwzajemniłam uśmiech wkładając żelka do ust. Usiadłam sobie między nogami Chestera, a jego dłonie położyłam sobie na swoim brzuchu. - Zaśpiewaj mi coś. - powiedziałam cicho.
 - Gołąbki, opanujcie się z czułościami przy ludziach ! Bennington, sio z łapami od mojej siostry. - Mike'a nie opuszczał dobry humor.
 - Joe, Skarbie, masz jeszcze żelusie? - zapytałam. - No pewnie. - Hahn wyciągnął paczkę w moją stronę. Wzięłam całą garść i włożyłam do ust braciszkowi. - Shut up. - wsunęłam włosy za ucho.
 - Ty jeszteś nenormana . - mój brat zaczął mamrolić z pełną buzią.
 - Skarbie, nie mów z pełną buzią, udławisz się. - powiedziałam z przesadzoną słodyczą w głosie. - Co ja zrobię bez takiego cudownego brata.... - udałam, że załamuję ręce. - A my bez takiego drugiego wokalisty. Kto mi będzie tak pięknie rapował.. - Chess się dołączył. Wszyscy, oprócz Minody zaczęli się śmiać. Mike'uś już szykował jakąś cudowną ripostę, ale na jego nieszczęście dotarliśmy pod studio. - Wysiadka ludzie, czas dać czadu. - krzyk Brada doszedł błyskawicznie do moich uszu. Wszyscy posłusznie opuściliśmy auto. Delly otworzył studio i weszliśmy do środka. Ogarnęła nas ciemność. Szybko jednak znalazłam włącznik światła. 
- I stała się światłość. - powiedział Shi uroczystym tonem obejmując mnie od tyłu i podnosząc do góry. Ach ten mój brat..
 - Postaw mnie, Lamo. - pisnęłam. 
- Tak bez buziaka? - spojrzał na mnie. - Ani myślę. Albo nie. Mam lepszy pomysł. Idź do swojego męża. - podał mnie Chesterowi.
 - To nie jest mój mąż. - powiedziałam. - Chester, bądź człowiekiem. - spojrzałam na Benningtona
. - Dobrze, ale jak dostanę buziaka. - Chazzy uśmiechał się cwanie robiąc dzióbek w moją stronę
. - CAŁUJ, CAŁUJ CAŁUJ ! - chłopaki wraz z JoJo zaczęli się drzeć.
 - Mordy, Szczyle. - śmiałam się i dałam buziaka w usta Chesterowi. W tym momencie Bradzio  zrobił nam zdjęcie ! Zabiję Hienę, ale to po próbie.
 - Zaczynamy " From the inside. " - zarządził Bennio i rozległa się znana mi melodia. Zaczynał Chaz, potem dołączył do niego Mike i tak minęła cała piosenka. Potem przyszedł czas na " Until it's gone ". Zaczęłam śpiewać. Chester nie przerywając refrenu pociągnął mnie do nich. Do końca śpiewałam z nim całą piosenkę. Musieliśmy siedzieć w studio aż do wieczora. Cała " Meteora " została przećwiczona do perfekcji. Chłopaki dadzą czadu na tym charytatywnym koncercie w niedzielę. Linkin Park i One Direction na rzecz fundacji wspierającej dzieci chore na raka. Podobno ma też być jakiś mecz w siatkówkę.
- Kochani, czas uciekać. - Joe uśmiechnął się do nas ukazując swoje ząbki. - Jestem padnięty, nie wiem, jak Wy. - westchnął.
- Ja też padam na ryj. - Phoenix oparł się o ścianę.
- No to czas wracać do hotelu. - Mike zgasił światło i wyszliśmy z budynku. Wsiedliśmy do auta. Tym razem kierował Chazz, więc usiadłam z przodu. Chłopaki i Jo jak zwykle zaczęli odwalać. Spojrzałam na Chestera.
- Całe życie z wariatami. - westchnął i zaczął się śmiać nie spuszczając wzroku z oświetlonych ulic Londynu.