Obudził mnie stukot deszczu o dach i rynny. Przetarłam oczy i
zerknęłam na drugą połowę łóżka. Chester spał spokojnie odwrócony do
mnie twarzą. Uśmiechnęłam się delikatnie i pocałowałam go w czoło. Mój
uśmiech natychmiast znikł, kiedy spojrzałam na wyświetlacz budzika. I
nie znikł dlatego, że urządzenie wskazywało 6:30 i raptem 15 stopni na
dworze. Ta data. 30 czerwca Dzisiaj mija 4 lata od śmierci rodziców.
Wciąż mam przed oczami ten dzień.
~ Retrospekcja ~
Mama i tata
już kolejny dzień leżą w szpitalu. Przychodzimy do nich z Mike'm kiedy
tylko się da. Lekarze pocieszają nas, że wszystko będzie dobrze, jak
zwykle. Mike do końca się łudził, ja jednak wiedziałam, że to już
koniec... Że mama i tata zamkną oczy, ich serca przestaną bić i już
nigdy więcej ich nie zobaczymy. Nigdy nie przytulę się do mamy, nigdy
nie usłyszę z jej ust " Kocham Cię, córeczko".... Każdego dnia budząc
się czułam, że ten koszmarny dzień nastąpi właśnie dziś. I tak było
właśnie wtedy, trzydziestego czerwca. Siedząc na sali przy śpiącej matce
miałam wrażenie, że ona już się nie obudzi, choć aparatury wciąż dawały
mi znak, że jest jeszcze cień nadziei.
- Córeczko.. - usłyszałam
cichy głos. Zerwałam się z krzesła i usiadłam na łóżku, w którym leżała
czarnowłosa 46-latka. Miała mało zmarszczek, a w czarnej gęstwinie dało
się zobaczyć trochę siwizny. Jej brązowe źrenice obserwowały mnie.
Dostrzegłam w nich ciepło, troskę i.. smutek?
- Tak, mamo? -
zapytałam szeptem. W moich oczach momentalnie pojawiły się łzy, kiedy
tylko poczułam, jak łapie mnie za dłoń i delikatnie ją ściska.
- Wiesz, że musisz być teraz silna? - zapytała.
- Tak wiem. - pogłaskałam ją po ręce. - Jestem. - wysiliłam się na uśmiech.
- Obiecasz mi coś? - uniosła lekko brew.
- Co tylko chcesz, mamusiu. - ucałowałam z szacunkiem jej drobną dłoń zamkniętą w mojej.
- Zaopiekuj się Spike'm, kiedy mnie już nie będzie, dobrze? - wyszeptała.
- Mamo, co Ty mówisz?! - wykrzyknęłam. W tym momencie zamknęła oczy, a
po sali rozległ się jednostajny pisk. Mama zmarła. - Mamo nie! -
krzyknęłam. - Mamo! Mamusiu nie!! - łkałam jak dziecko tuląc się do
brzucha rodzicielki. Nie reagowała na moje krzyki. Nagle do sali wszedł
Mike. Spojrzałam na niego.
- Ona... - nie dokończył zdania.
Przytulił mnie, a ja się rozpłakałam.- Ojciec też. - wyszeptał. Odeszli
razem. Nie mogłam przestać płakać. Lekarzy zaalarmował pisk respiratora,
niestety już nic nie mogli zrobić.... Straciliśmy rodziców...
~ Koniec retrospekcji ~
- Kochanie... - z zamyślenia wyrwał mnie głos Chestera. - Nie płacz. -
ukochany pocałował mnie w policzek. - Jestem przy Tobie. - zaczął
delikatnie mną bujać na boki.
- Ale ich już nie ma. - spojrzałam na
niego. - Dzisiaj mija cztery lata. - wydukałam. - Cholerna pustka.. -
wtuliłam się w niego.
- To samo czułem, kiedy 7 lat temu zmarł
ojciec. - wyznał. - Nawet napisanie piosenki mi nie pomogło. Nadal
nienawidzę Walentynek. - pocałował mnie w głowę.
- Ja nigdy ich nie
lubiłam. Te pieprzone zakochane pary liżące się na mostach. -
wzdrygnęłam się z obrzydzeniem. - Wiesz, co zawsze robiłam w ten dzień? -
spojrzałam na niego.
- Co? - zapytał.
- Ubierałam się na
czarno. Legginsy lub rurki, jakaś bluzka, skóra i glany. Wychodziłam z
domu i chodziłam ulicami klnąc cicho na zakochane pary wokół. -
zaśmiałam się. - Chodziłam do kwiaciarni, kupowałam czerwoną różę i
kładłam ją na grób rodziców. Zawsze wtedy był zasypany śniegiem, więc
musiałam go posprzątać. Zawsze tak było. Każdego czternastego lutego. -
oparłam głowę na jego ramieniu. - A Ty? Co robiłeś? - pogłaskałam go po
policzku.
- Ja? Zazwyczaj pół dnia przesiadywałem przed grobem taty.
- powiedział. - Później jechałem na próbę z chłopakami i byłem w studiu
do wieczora. - uśmiechnął się lekko. - Byłem tak zmęczony, że
zasypiałem z piwem przed telewizorem. - powiedział.
- Biedactwo.. - przytuliłam go. - Ciekawe, jak teraz będziemy je spędzać. - spojrzałam mu w oczy.
- Też jestem tego ciekaw, wiesz? - pogłaskał mnie po włosach.
- Zastanowimy się nad tym potem. Teraz się muszę ubrać. Iść spokojnie na zakupy, a potem na cmentarz. - westchnęłam .
- Pójdę z Tobą. Przy okazji wstąpię do ojca. - uśmiechnął się.
- Oki. - uśmiechnęłam się i wstałam. Podeszłam do szafy, wyjęłam z niej
czarną tunikę z LP, czarne legginsy i czarną skórę, spod szafy wzięłam
glany, a z szuflady kosmetyczkę. Wzięłam wszystko w dłoń. - Idę pod
prysznic. - powiedziałam i skierowałam się do łazienki. Wzięłam szybki
prysznic, wytarłam się i ubrałam w naszykowane ciuchy:
Stylizacja Natt
.
Z kosmetyczki wyjęłam czarne pieszczoszki i założyłam je sobie na
nadgarstki. Włosy wysuszyłam i związałam w wysoki kucyk, zrobiłam sobie
mocny makijaż, pomalowałam na czarno paznokcie i wymachiwałam przez 15
minut rękoma, żeby lakier wysechł. Gdy się upewniłam, wzięłam skórę w
dłoń i wyszłam z łazienki kierując się do sypialni, gdzie siedział Chaz.
Wyszczerzył się mierząc mnie z góry na dół i z dołu do góry.
- No co?! - spojrzałam na niego.
- Nic. Świetnie wyglądasz. - pocałował mnie w niepomalowane usta. - Nie nałożyłaś błyszczyku, ani szminki. - mruknął.
- Po co mi szminka na cmentarz? - mruknęłam.
- A no tak. To teraz ja idę. - powiedział i poszedł do łazienki. Po
dwudziestu minutach wrócił. Miał na sobie czarną koszulę, spodnie i
glany, a w dłoni trzymał skórę. - Będziemy wyglądać prawie tak samo. -
zaśmiał się.
- Nom. - uśmiechnęłam się do niego. - Widziałeś gdzieś Spike'a i Małą? - zapytałam.
- Nie. Jakaś cisza na dole. - mruknął.
- Zadzwonię do niego. Chyba nie jest aż takim idiotą, żeby zapomnieć,
jaki dzisiaj dzień. - rzuciłam się na łóżko trzymając telefon w ręce.
Wykręciłam numer do brata i po kilku sygnałach usłyszałam po drugiej
stronie głos brata.
- Halo?
- Cześć. - przywitałam się. - No gdzie Wy się podziewacie? - zapytałam.
- Na zakupach, przecież lodówka pustkami świeci! - powiedział.
- Przecież umówiliśmy się wczoraj, że to ja miałam jechać. -
przewróciłam oczami. - Kiedy będziecie? - przytuliłam się do Chestera,
który przysłuchiwał się naszej rozmowie.
- Za jakąś godzinkę, zrobiłem sporą listę zakupów. Jak wrócę pojedziemy na cmentarz. - powiedział.
- Okej. - westchnęłam.
- Trudno uwierzyć, że to już czwarty rok, nie? - zapytał.
- Ja ciągle w to nie wierzę. - zamknęłam na chwilę oczy.
- Jestem z Ciebie dumny, wiesz? - dałabym głowę, że się uśmiecha.
- Ze mnie? - zdziwiłam się. - Dlaczego?
- Byłaś w totalnej rozsypce. Już Cię chciałem wysłać do psychologa. - wyznał.
- Wiesz, że i tak bym tam nie poszła. - zamknęłam na chwilę oczy.
- Wiem i dlatego Ci nic nie mówiłem. Chciałem jakiś czas poczekać.
Miałem nadzieję, że sama sobie z tym poradzisz i nie zawiodłem się. -
powiedział.
- No niekoniecznie byłam sama. Miałam Ciebie i
przyjaciół . I dziękuję, że nie straciłeś we mnie wiary. - uśmiechnęłam
się delikatnie.
- We własną siostrunię? Kochanie, w życiu! - wykrzyknął wesoło. - Kocham. - wysyłał mi cmoki.
- Ja też . - odsyłałam mu je. - Wracajcie szybko. - ponagliłam ich. -
Pa. - nie czekając na odpowiedź rozłączyłam się i wstałam. - Idziemy się
przejść? - wyciągnęłam dłoń w stronę Chestera.
- No chodź. - wziął
moją rękę i podniosłam go. Pomógł założyć mi skórę i sam założył swoją.
Wyszliśmy z domu. Nie padało już, ale było zimno. Wzdrygnęłam się lekko.
Chazz to zauważył i objął mnie przyciskając delikatnie do siebie.
Szliśmy w milczeniu, nie potrzebowaliśmy słów, wystarczyła obecność.
Szliśmy sobie spokojnie, kiedy nagle Benny przerwał ciszę.
- Nattie, patrz. - szturchnął mnie lekko.
- Co? - spojrzałam na niego, a potem w stronę, którą mi wskazał. Wryło mnie w ziemię. Talinda. Ale co ona robi pod aresztem?!
- Myślisz, że do niego poszła? - zapytał Chester, gdy poszliśmy dalej.
- Ja jestem tego pewna. - powiedziałam.
- To wróży kłopoty.
- Wiem o tym. - złapałam go za dłoń. Była zimna, zupełnie jak moja, ale nie przeszkadzało mi to. - Boję się. - wyznałam.
- Musimy stąd wyjechać jak najszybciej. - spojrzał na mnie. - Pod namioty. Mi jutro zdejmują opatrunki.
- Masz rację, trzeba się stąd na razie wynieść. - przyznałam. - Pogadajmy o tym z ekipą.
- Co by się nie działo, pamiętaj, że Cię Kocham. - usłyszałam. Spojrzałam na autora tych słów i pocałowałam go czule.
- Wiem. A ja Ciebie. - powiedziałam.
UDAŁO
SIĘ. UDAŁO! Może nie jest świetny, ale jest <3 Przepraszam za tak
długą przerwę, ale nie miałam ani weny, ani czasu. Mam nadzieję, że zrozumiecie <3 KOCHAM WAS <3
czwartek, 10 lipca 2014
piątek, 4 lipca 2014
21. Nie skarb jest przyjacielem, lecz przyjaciel Skarbem.
Byłam leniuchem. W weekend uwielbiałam długo spać. Ogólnie
uwielbiałam długo spać, ale weekend to czas, kiedy pozwalałam sobie na
maximum. Tak też było tej niedzieli. Przebudziłam się punkt 9.00, ale
gdy tylko spojrzałam na budzik, natychmiast schowałam głowę pod kołdrę.
Jeszcze chwila, a bym zasnęła. No właśnie. Zasnęłabym, ale uniemożliwił
mi to pewien mały Ktoś, skaczący jak kangur po łóżku, na którym obie
spałyśmy.
- Nattie! Wstawaj! - jej pisk przewiercał mi głowę niczym wiertarka dziurę w ścianie. Niechętnie zsunęłam z siebie ciepłą kołderkę i przeciągnęłam się.
- Co się stało, Młoda? - wydukałam pytanie mrucząc rozleniwiona. - Pali się gdzieś, czy jak? - zaśmiałam się cicho.
- Nie mów, że zapomniałaś. - spojrzała na mnie z poważnym wyrazem twarzy.
- O czym? - zgięłam się delikatnie w tył, by ukoić delikatny ból w kręgosłupie.
- Dzisiaj, punkt 13.00 odbieramy Chestera ze szpitala!!! - każde słowo wypowiedziała wyraźnie, trzymając swoją twarz milimetry od mojej. Roześmiałam się. - Co Cię tak bawi? - zmarszczyła brwi obserwując mnie uważnie.
- Dziecko drogie, jest dziewiąta rano, idź spać. Do szpitala jedziemy dopiero wpół do pierwszej. - przykryłam się kołdrą.
- Oo nie, leniu. Nie pozwolę Ci zasnąć. - przysunęła krzesło do mojego regału z płytami, ściągnęła " Hybrid Theory" i włączyła " One Step Closer. "
- Oliwia! Wyłącz to radio! - jęknęłam. " Shut up! " w wykonaniu Chestera było dziś niczym gwoździe wbijane mi w głowę.
- Wstawaj! - Mała krzyczała w rytm " Shut up. "
- Matko Boska, no już. Chociaż nie wiem po co. - zwlokłam się z łóżka. Dopiero wtedy muzyka ucichła, a płyta wróciła na swoje miejsce. - Ale idę pierwsza do łazienki. - spojrzałam na nią.
- Spoko. - Oli się zgodziła. - Ale potem zrobisz mi kanapki z Nutellą i kakao. - uśmiechnęła się tryumfalnie. Ta mała mnie rozbrajała.
- Dobrze. Sama mam ochotę na wyjątkowo słodkie śniadanie. - poczochrałam jej włosy i kucnęłam przy swojej szafie.
- Ubierz coś ładnego. - poradziła mała Smith.
- Spokojnie, nie martw się o mnie. - wybuchłam śmiechem. Wyjęłam z szafy sukienkę i kopertówkę, spod szafy wzięłam szpilki i ruszyłam do łazienki. Wzięłam z toaletki kosmetyczkę i położyłam wszystko na pralce.
Stylizacja Natt
Zastanawiałam się, jakiego koloru wziąć bandamkę.
- Czerwona będzie się zlewała z włosami... - zagryzłam wargę. - Czarna w białe kropki będzie idealna. - aż podskoczyłam i wyjęłam bandamkę o owym wzorze, po czym położyłam ją na pralkę. Rozebrałam się do naga i weszłam pod prysznic. Gorąca woda rozluźniła mięśnie i zupełnie odgoniła ode mnie sen. Po chwili otarłam włosy i ciało ciepłymi ręcznikami i włożyłam na siebie czerwoną koronkową bieliznę oraz naszykowane ciuchy. Wysuszyłam włosy i zrobiłam sobie kok, który związałam bandamką. Zajęłam się makijażem i pomalowaniem paznokci na czarno, założyłam biżuterię, spryskałam się perfumami po czym wyszłam z łazienki. Skierowałam się do kuchni, gdzie czekała na mnie Oliwia, która ciągle była jeszcze w piżamie.
- Ślicznie wyglądasz. - uśmiechnęła się.
- Dziękuję. - odpowiedziałam jej i nastawiłam mleko na kakao, po czym zajęłam się robieniem kanapek.
- Gniewasz się na mnie za tą pobudkę? - usłyszałam ciche pytanie za plecami. Mały Spider wdrapał się sprytnie na blat, dzięki czemu miałyśmy kontakt wzrokowy.
- Nie, Słoneczko. - pocałowałam ją w czoło. - Nie gniewam się. - uśmiechnęłam się i postawiłam talerz z kanapkami na stół po czym wsypałam kakao do gotującego się już mleka i zamieszałam. - Siadaj do stołu, zaraz będzie kakałko. - znów obdarzyłam dziecko uśmiechem, po czym wyjęłam dwa kubki z szafki. Wlałam do nich gorącą słodką ciecz i postawiłam ją obok kanapek. Usiadłam przy Oliwii i zaczęłyśmy jeść.
- Jeftem taka podeksfytofana fym fyjszczem Chesztera. - mała Smith miała zwyczaj mówienia z pełną buzią. Nikt jej nie mógł od tego odzwyczaić. Nawet Chester.
- Ja też, ale proszę Cię, nie mów z pełną buzią, bo się udławisz. - skarciłam ją biorąc kolejną kanapkę w dłoń.
- Przepraszam. - spuściła głowę.
- Nie przepraszaj, po prostu nie rób tego więcej. - uśmiechnęłam się do niej ciepło głaszcząc ją po rozczochranych czekoladowych włosach.
- Nie uważasz, że powinnyśmy zrobić zakupy na obiad? Chester na pewno ma dość szpitalnego żarcia. Zresztą, kto by nie miał. - wzdrygnęła się.
- Masz rację. - uśmiechnęłam się. - Urządzimy takie małe przyjęcie powitalne! - wykrzyknęłam niczym małe dziecko.
- Zaprosimy najbliższych przyjaciół. - zaproponowała. - Przecież chłopaki na pewno wiedzą, że wychodzi.
- Wiedzą wiedzą, bo im powiedziałam. - spojrzałam na dziewczynkę biorąc jedną z ostatnich kanapek w dłoń.
- Mam nadzieję, że Mike nie wpadnie na pomysł, żeby przynieść wódkę. - mruknęła.
- Chyba bym mu ją rozbiła na tej jego pustej głowie. - uniosłam kącik ust ku górze. - Chester nie może teraz pić, bo bierze lekarstwa. - wyjaśniłam. Po chwili wstałam, żeby pozmywać po śniadaniu.
- Idę pod prysznic. - Oli przytuliła się do moich pleców, po czym pognała do łazienki.
- Pomóc Ci w czymś? - zapytałam na tyle głośno, by mnie usłyszała.
- Pomożesz mi wybrać ubranie i zrobisz mi fryzurkę? - poprosiła z łazienki.
- Jasne! - odpowiedziałam.
Już po 15 minutach siedziałyśmy u niej w pokoju. Robiłam jej koczek. Miała na sobie różowy komplecik. Bluzeczkę i spódniczkę, a do tego balerinki w tym samym kolorze z czarną wstążką. Fryzurka i stylizacja prezentowały się świetnie. Do tego założyłam jej naszyjnik, który kiedyś dostała od Chestera.
Stylizacja Oliwii .
Stanęłyśmy obok siebie w lustrze.
- Lasencje z nas. - Oliv się zaśmiała kładąc rączkę na biodrze. Podałam jej kopertówkę, w którą włożyłam jej chusteczki, gumy do żucia, MP 4 i słuchawki, natomiast do swojej włożyłam kosmetyki, których dziś użyłam, telefon, lusterko, klucze do domu oraz swoją MP 4.
- Okulary. - mruknęłam i wyjęłam z kosmetyczki dwie pary czarnych okularów przeciwsłonecznych i założyłam jedną, a drugą podałam młodej.
- Ech, paparazzi. - mruknęła zakładając je na nos i zajęła się szorowaniem zębów.
- Niestety. - założyłam swoje i także zaczęłam myć zęby.
- Chester ma swoje? - zapytała Oli, gdy skończyła. Kiwnęłam twierdząco głową wypluwając pastę i przepłukałam jamę ustną wodą i płynem miętowym, który do tego służył. Wytarłam pastę z kącików ust i poprawiłam je szminką. Usłyszałam dzwonek do drzwi. - Ja otworzę. - zaoferowała Liv, a ja wyszłam z łazienki i zeszłam na dół.
- Czeeść Słonko! - w oddali usłyszałam głos Phoenix'a, który zapewne witał się z Oliwią. Poszłam w kierunku ich głosów.
- Cześć, Nelsonek. - zwrócił się do mnie, a po chwili mnie przytulił.
- No cześć, cześć. - zaśmiałam się wesoło i odwzajemniłam uścisk.
- Ślicznie wyglądasz. - uśmiechnął się do mnie.
- Dziękuję. - odwzajemniłam uśmiech i zaprosiłam go dalej. - Napijesz się czegoś? - zapytałam.
- Nie dzięki. Ja tylko na chwilę oddać Ci klucze. - wręczył mi moją własność. - Maryse na mnie czeka. - wyjaśnił z delikatnym uśmiechem na twarzy.
- Nie przyjechała z Tobą? - zmartwiłam się trochę.
- Coś źle się czuje. Boli ją głowa. - westchnął. - Martwię się.
- Spokojnie. - usiadłam przy nim. - Wzięła jakąś tabletkę? - spojrzałam na niego.
- Brała. Śpi. - powiedział. - Dzisiaj odbieracie Chazza?
- Tak. - uśmiechnęłam się szeroko. - Mamy w planach zrobić przyjęcie powitalne, ale nie wiem, czy wypali teraz. - westchnęłam.
- Dlaczego? - Phoenix na mnie spojrzał.
- No jak Maryse jest chora, to pewnie Was nie będzie. - posmutniałam.
- Spokojnie, do południa powinno jej przejść. - pogłaskał mnie po plecach.
- Obyś miał rację. Jak jej nie przejdzie, to przełożymy to na następny weekend. - uśmiechnęłam się delikatnie.
- Spoko. - Farrell wstał. - Ja się będę zmywał, nie chcę jej zostawiać samej. - powiedział. Pocałował mnie i młodą w policzki i zmył się.
- To co? Jedziemy na te zakupy? - zapytałam Oliw.
- Jasne. - dziewczynka wzięła na wszelki wypadek ciemnoróżowy letni sweterek. Postanowiłam wziąć swój biały. W razie, gdyby padało. Wyszłyśmy z domu zamykając go. Wsiadłyśmy do auta i pojechałyśmy do sklepu. Postanowiłam zrobić pierś z kurczaka i puree, a na deser sernika. Kiedy wróciłyśmy do domu, od razu zabrałyśmy się do pracy. Zadzwoniłam po JoJo i Mike'a, by dokończyli resztę, gdyż razem z Oliwką musiałyśmy już jechać po Chazza, a chciałam, żeby wszystko było gorące, poza tym to była niespodzianka. Mój brat zadzwonił po resztę ekipy, a my byłyśmy w szpitalu punktualnie. Kiedy weszłyśmy do sali, Chester właśnie zapinał swoją podręczną torbę. Niebo zaczynało się chmurzyć. No i po pogodzie...
- Dziewczyny! Już jesteście! - zawołał wesoło, gdy nas zauważył. Miał na sobie koszulę w czarno- białą kratę, czarne jeansy i glany, a na twarz założył okulary. - Jak ja się za Wami stęskniłem. - obu nam dał po całusie w usta. Małą wziął na ręce, a mnie przytulił do siebie. Oliw pomogła mu włożyć torbę na ramię.
- Moja mała pomocnica. - Bennington przycisnął ją do siebie i podniósł wyżej do góry, by mogła położyć mu głowę na ramieniu. - Jaki Ty masz zabójczy koczek. - bawił się lokami, które jej zostawiłam po obu stronach. Po chwili spojrzał na mnie. - Ty też pięknie wyglądasz. - pocałował mnie w nos i złapał za rękę. Szliśmy korytarzem. Jakieś nastolatki machały Chesterowi.
- Matko Boska, nawet tutaj ani chwili wytchnienia. - mruknęłam wkurzona ściskając dłoń Chazza.
- Kochanie, spokojnie. - Chester na mnie spojrzał z jednym z tych swoich cudnych uśmieszków na twarzy.
- Ja jestem spokojna. - spojrzałam na niego z nieodgadnionym wyrazem twarzy.
- Nattie się wkurza. - mój ukochany zwrócił się do córki mojej siostry ciotecznej i pocałował ją w policzek.
- Bo jest zazdrosna. - wyszeptała mu na ucho dziewczynka chicocząc cicho.
- Ej, ja to słyszałam. - pokiwałam na nią palcem.
- No co? Młoda ma rację. - mój chłopak poparł dziewczynkę. Ech ta ich solidarność! I jak ja mam z tym wytrzymać tyle czasu!? Pomocy!
- Wcale, że nie. - zaprotestowałam.
- Ma.
- Nie.
- Tak.
- Nie.
- Tak.
- Nie.
- Tak.
- Nie.
- Uspokójcie się. Czuję się jak w przedszkolu! - Mała Smith przewróciła oczami. Spojrzeliśmy na siebie z Chazzem i zaczęliśmy się śmiać. Wychodząc na zewnątrz słyszeliśmy dźwięki robionych zdjęć, ale kompletnie to ignorowaliśmy. Oliwka pocałowała Chestera w policzek, a on ją w nos, natomiast ja wtuliłam się w ramię bruneta, który mnie obejmował i uśmiechnęłam się w kierunku dziewczynki.
- Jak Ty to wytrzymujesz?! - Li spojrzała na Chestera, który zajmował miejsce pasażera obok mnie.
- Już się przyzwyczaiłem. - zaśmiał się.
- To jest jakieś nienormalne! Dobrze, że nie zamontowali Ci ukrytych kamer w domu. - prychnęła.
- Nie kracz. - westchnęłam poprawiając okulary. - Już nie mogę się doczekać, aż wyjedziemy stąd pod te namioty. - wyznałam pełnym zmęczenia i irytacji głosem.
- Jak babcia mnie zabierze, to pojedziecie. - Oliwia mnie pocieszyła. - Ja Was tylko męczę. - westchnęła.
- Młoda, przestań. Wcale tak nie jest. Cieszymy się, że z nami jesteś. - powiedziałam. - Poza tym nie męczysz nas. Wyjątkowo grzeczna z Ciebie dziewczynka. Jak Ci się coś powie, to się słuchasz, a dzieci w Twoim wieku robią zazwyczaj na przekór.
- Mama mnie po prostu uczyła, że starszych trzeba słuchać. - uśmiechnęła się.
- Masz mądrą mamę, Kochanie. - Chaz dał jej lizaka. - Trzymaj. - puścił jej oczko.
- Dziękuję, Chestuś. - zrobiła do niego dzióbek wydając odgłosy cmokania. - Mogę go zjeść? - to pytanie skierowane było do mnie.
- No jak go dostałaś, to możesz. - pozwoliłam jej. - Zanim dojedziemy do domu, to zgłodniejesz. - uśmiechnęłam się widząc w lusterku, jak sprytnie uporała się z folią owiniętą dziwacznie wokół różowo - niebieskiego serca sporych rozmiarów. - Tylko się nie oblep. - nakazałam.
- Jasne. - obiecała i po chwili delektowała się smakiem otrzymanego prezentu.
- A jak chłopaki? Grzeczni? - zapytał nagle Chaz przerywając ciszę.
- No w miarę. - zaśmiałam się.
- Słyszałaś, że Sebastian będzie miał proces i będziemy musieli na niego iść? - spojrzał na mnie.
- Wiem, szesnastego sierpnia. - przewróciłam oczami.
- Dasz radę? - zapytał kładąc dłoń na mojej, którą trzymałam na biegach.
- Nie mam wyjścia. Wiem o tej sprawie najwięcej. - westchnęłam. Nie miałam wcale najmniejszej ochoty widzieć nigdy więcej jego twarzy, słyszeć jego głosu.. Okres, w którym byliśmy razem był najgorszy w moim życiu. Choć zdarzały się dobre chwile ich też nie chcę pamiętać.
- Kochanie, stało się coś? - z transu wyrwał mnie głos Chestera.
- Nie. - uśmiechnęłam się. - A co? - chwilę na niego spojrzałam, lecz szybko przeniosłam wzrok na ulicę.
- Nie odzywasz się już od dwudziestu minut, O czym myślisz? - zapytał.
- " Crawling " tak na mnie działa. - zaśmiałam się. - A o niczym. Takie tam refleksje. - ucięłam.
- Seba? - mruknął.
- Po części. - przyznałam.
- Co dokładnie? - dopytywał.
- To, że wcale nie uśmiecha mi się widzenie z nim. - westchnęłam ciężko.
- Dasz radę, jestem przy Tobie. Ja, chłopaki. - nachylił się w moją stronę i pocałował mój policzek. - Kocham Cię strasznie mocno, wiesz? - wyszeptał. Uśmiechnęłam się.
- Wiem. - powiedziałam. - A ja Ciebie. - przesunęłam opuszkami palców po ogniu na jego ręce.
- Cieszę się, że jeszcze Ci się nie znudziłem. - skubnął mnie lekko w udo.
- Puknij się. Kocham Cię i to nie jest chwilowe zauroczenie. - ton mojego głosu był nadzwyczaj poważny.
- Boję się, że to sen. Że zaraz się obudzę i to u boku Talindy. - wyznał cicho.
- Przekonamy się rano, Skarbie. Nie sądzę, żeby ta piękność rodem z Madagaskaru przemalowała włosy na czerwono i zaczęła nosić glany. - dałam mu całusa w nos, kiedy zaparkowaliśmy w garażu.
- Nareszcie w domu. - mój ukochany wciągnął łapczywie świeże powietrze, gdy wysiedliśmy z auta.
- Dawaj buziaka. - nachyliłam się, żeby poczuć jego wargi na swoich. Miał to być tylko buziak, ale Chesterowi było mało i przeobraził to w pocałunek.
- Tęskniłem. - wymruczał przytulając się do mojej szyi na której składał czułe pocałunki powodujące u mnie przyjemne dreszcze.
- Ja za Tobą też. - spojrzałam mu w oczy. Po chwili usłyszałam chrząknięcie małej. Chazzy śmiejąc się wesoło wziął ją na barana. Ja wzięłam jego torbę.
- Mam nadzieję, że Spike oduczył się chrapania. - mój chłopak postawił rozbawioną Oli na ziemi i zdjął kurtkę, oraz glany.
- Nie wiem Kochanie. Zawsze mam na uszach słuchawki. - wybuchłam śmiechem.
- Dobrze, że wziąłem swoją MP4. - zawtórował mi.
- To tylko dwa dni. - pstryknęłam go w ucho.
***
Był już późny wieczór. Gdzieś koło dziewiątej. Oliwka już dawno spała w swoim pokoju. U nas także głośna muzyka już ucichła. Oglądaliśmy horror, który przyniósł Rob. " Klątwa ". Wcale nie był straszny. Poza tym oglądałam go już z Mike'm. Próbował mnie potem straszyć, ale mu nie wyszło. Za to JoJo się strasznie bała.
- Rob, coś Ty za ohydztwo tu przywlókł?! Przez Ciebie nie będę mogła spać! - biadoliła.
- Skarbie, to jest bardzo fajny horror. - Mike ją do siebie przytulał podsuwając jej miskę z popcornem pod nos.
- Fajny to jesteś Ty nago, ale nie to coś! - pisnęła. Wszyscy zaczęliśmy się śmiać.
- Stary, masz aż takie wdzięki? - Phoenix zadławił się chipsami. Aż musiałam go poklepać.
- W porządku? - zapytałam przez śmiech.
- Tak. - rechotał.
- Dobra, już uspokójcie się, fajne momenty teraz będą! - Mike wszystkich uspokoił, gdyż zaczynały się najstraszniejsze według niego sceny. Dave próbował przestraszyć Maryse, za co dostał w łeb.
- Jeszcze raz, a śpisz na dworze. - warknęła strzepując swoje długie blond włosy na prawe ramię.
- Na żartach się nie zna. - mruknął pod nosem Farrell.
- Coś mówiłeś? - Ouellet świdrowała rudzielca wzrokiem.
- Nie . - burknął przysuwając się do mnie. Poklepałam go po ramieniu, a on się do mnie uśmiechnął.
- Potajemne amory? - Chester zmarszczył czoło udając wkurzonego. Wiedziałam, że tak na serio mi ufa. I David'owi na pewno też. W końcu tworzyli zespół i paczkę przyjaciół, więc inaczej być nie mogło.
- No, żebyś wiedział. Od miesiąca umawiamy się na potajemne schadzki. - Phoenix przewrócił oczami. - Kretyn. - objął mnie ramieniem. - Jak Ty z nim wytrzymujesz? - spojrzał na mnie z uznaniem w oczach.
- Kocham go, proste. - wtuliłam się w ramię Chazza, a on pocałował mnie w czoło i obdarzył uśmiechem. - To tak jakby Was zapytać, jakim cudem tworzycie zespół.
- Jesteśmy przyjaciółmi, wszyscy mamy określony talent i korzystamy z tego. - Joe odpowiedział za wszystkich.
- Hahn z filozofii pojechał. - Brad poklepał przyjaciela po plecach.
- A może nie jest tak? - Joe przeniósł wzrok z ekranu na Owcę. - Każdy w Linkin Park robi coś, w czym jest najlepszy. - uśmiechnął się.
- No jest tak jest. - Delson przyznał mu rację.
- No to z czego Ty się nabijasz, skoro wiesz, że też masz w nas swój wkład, Baranie jeden? - Rob podsunął mu pod nos miskę z chipsami.
- Ja się wcale nie nabijam. - Brad zaprzeczył. - To po prostu zabrzmiało tak filozoficznie, ale prawdziwie. - poczochrał Joe'mu włosy.
- Żaden ze mnie Sokrates. Mówię co myślę. - Hahn obdarzył nas wszystkich ciepłym uśmiechem i poczęstował się ode mnie żelkiem. - Nattiś? - szturchnął mnie lekko ramieniem.
- Co Słoneczko? - spojrzałam na niego.
- Masz jeszcze bezy? - zapytał śmiejąc się. Zawtórowałam mu i wzięłam miskę z bezami, którą położyłam na jego kolanach. - Dzięki. - wsadził sobie jedną do ust. - Dobre są. Chcesz? - przysunął mi do ust.
- Wiem, że dobre, bo ja je robiłam. - zaśmiałam się i otworzyłam buzię, by Hahn włożył do niej bezę.
- Ja też chcę! - Chester zrobił słodką minkę.
- Czekaj. - połknęłam tą, którą dał mi Joe i włożyłam sobie drugą, tyle że jej nie pogryzłam. Przybliżyłam się do Chestera i pocałowałam go dzieląc się z nim bezą. - Smakuje? - zapytałam, a mój ukochany rozanielony kiwnął głową.
- Mhm.. - mruknął. - Jeszcze raz. - uśmiechnął się słodko. Powtórzyłam czynność.
- Ej, szwagier, nie przyzwyczajaj się, bo zrobisz z niej hipopotama! - usłyszałam śmiech Mike'a.
- Jo, ucisz go. - poprosiłam przyjaciółkę, która po chwili wpiła się w wargi brata.
- Skarbie, oszalałaś? - Mike na nią spojrzał.
- Nie, po prostu chcę do końca obejrzeć film. - przejechała po jego wargach palcem.
- Dobrze, dobrze. - zaśmiał się.
- Dziękuję. - dałam Offeman całusa w policzek.
- Do usług, żonko. - odwzajemniła gest.
- ŻONKO?! - krzyknęli zszokowani Mike i Chaz.
- My wszystkie dla siebie żony. - Maryse dała mi całusa w czoło.
- Masakra. - Dave wbił głowę w ramię Rob'a.
- Nigdy nie zrozumiem bab. - Bourdon ciężko westchnął.
- Nas nie trzeba Kochanie rozumieć. - Paige pogłaskała go po ramieniu. - Nas wystarczy kochać. - uśmiechnęła się i pocałowała go w policzek.
- I nam ustępować. - April wtuliła się w Joe'go.
- Nie wtedy, kiedy przesadzacie. - Chazzy posadził mnie między swoimi nogami i oparł moje plecy o swój tors, a swoje ręce położył na moim brzuchu.
- Wy też nie jesteście święci. - spojrzałam na niego.
- A czy ja coś mówię? - zaśmiał się i pocałował mnie w czubek nosa, po czym bezkarnie wgryzł się w moją szyję robiąc mi malinkę. - Mmm.. Nowe perfumy? - wymruczał mi do ucha.
- Tak. - uśmiechnęłam się. - I nie gryź mnie, bo potem tego nie zapudruję. - skarciłam go.
- I o to chodzi. Każdy ma wiedzieć, że należysz do Chestera Benningtona. - powiedział dumny.
- Cały świat to wie. - uśmiechnęłam się. - Ale to działa w obie strony. - wyszczerzyłam się.
- Nie zrobisz tego. - spojrzał na mnie. Gdy odwrócił się do Dave'a, by mu coś powiedzieć, wykorzystałam okazję i wgryzłam się w jego szyję. - Nattie! - jęknął.
- Mój. - mruknęłam i wpiłam się w jego wargi.
- To nie ulega wątpliwości, Panno Shinoda. - szepnął mi na ucho, gdy się od siebie oderwaliśmy.
- Kocham Cię. - szepnęłam opierając swoje czoło o jego.
- Ja Ciebie też. - uśmiechnął się do mnie.
- Jak sobie słodzą. - mruknął Dave.
- Kochają się. - Maryse dała całusa ukochanemu. - Jak my, prawda? - zapytała.
- My bardziej. - pocałował ją.
- Wszyscy się całują. - mruknął Rob.
- My mamy być gorsi? - mruknęła Paige i wpiła się w jego wargi. Gdy ja i Chester się od siebie oderwaliśmy, zauważyliśmy, że wszystkie pary się całują.
- Wariaty. - mruknął mój chłopak i wpił się w moje wargi.
- Ale nasi. Nasi przyjaciele. - powiedziałam i znów go pocałowałam.
Po trudach i znojach udało mi się sklecić 21 rozdział. Pełen miłości i przyjaźni. : D No i co się z tym równa sielanki :) Zastanawiam się, jak ją rozwiać, ale planuję to dopiero po ich powrocie z namiotów, a nie wiem, w którym rozdziale zrobić im tą wycieczkę :3 A może Wy macie pomysły, jak im zepsuć to życie? Dzielcie się w wiadomościach, na ask'u, bądź na fejsie . Ciumki lecą do Was :* DZIĘKUJĘ ZA TAK WIELKĄ LICZBĘ WEJŚĆ <3
- Nattie! Wstawaj! - jej pisk przewiercał mi głowę niczym wiertarka dziurę w ścianie. Niechętnie zsunęłam z siebie ciepłą kołderkę i przeciągnęłam się.
- Co się stało, Młoda? - wydukałam pytanie mrucząc rozleniwiona. - Pali się gdzieś, czy jak? - zaśmiałam się cicho.
- Nie mów, że zapomniałaś. - spojrzała na mnie z poważnym wyrazem twarzy.
- O czym? - zgięłam się delikatnie w tył, by ukoić delikatny ból w kręgosłupie.
- Dzisiaj, punkt 13.00 odbieramy Chestera ze szpitala!!! - każde słowo wypowiedziała wyraźnie, trzymając swoją twarz milimetry od mojej. Roześmiałam się. - Co Cię tak bawi? - zmarszczyła brwi obserwując mnie uważnie.
- Dziecko drogie, jest dziewiąta rano, idź spać. Do szpitala jedziemy dopiero wpół do pierwszej. - przykryłam się kołdrą.
- Oo nie, leniu. Nie pozwolę Ci zasnąć. - przysunęła krzesło do mojego regału z płytami, ściągnęła " Hybrid Theory" i włączyła " One Step Closer. "
- Oliwia! Wyłącz to radio! - jęknęłam. " Shut up! " w wykonaniu Chestera było dziś niczym gwoździe wbijane mi w głowę.
- Wstawaj! - Mała krzyczała w rytm " Shut up. "
- Matko Boska, no już. Chociaż nie wiem po co. - zwlokłam się z łóżka. Dopiero wtedy muzyka ucichła, a płyta wróciła na swoje miejsce. - Ale idę pierwsza do łazienki. - spojrzałam na nią.
- Spoko. - Oli się zgodziła. - Ale potem zrobisz mi kanapki z Nutellą i kakao. - uśmiechnęła się tryumfalnie. Ta mała mnie rozbrajała.
- Dobrze. Sama mam ochotę na wyjątkowo słodkie śniadanie. - poczochrałam jej włosy i kucnęłam przy swojej szafie.
- Ubierz coś ładnego. - poradziła mała Smith.
- Spokojnie, nie martw się o mnie. - wybuchłam śmiechem. Wyjęłam z szafy sukienkę i kopertówkę, spod szafy wzięłam szpilki i ruszyłam do łazienki. Wzięłam z toaletki kosmetyczkę i położyłam wszystko na pralce.
Stylizacja Natt
Zastanawiałam się, jakiego koloru wziąć bandamkę.
- Czerwona będzie się zlewała z włosami... - zagryzłam wargę. - Czarna w białe kropki będzie idealna. - aż podskoczyłam i wyjęłam bandamkę o owym wzorze, po czym położyłam ją na pralkę. Rozebrałam się do naga i weszłam pod prysznic. Gorąca woda rozluźniła mięśnie i zupełnie odgoniła ode mnie sen. Po chwili otarłam włosy i ciało ciepłymi ręcznikami i włożyłam na siebie czerwoną koronkową bieliznę oraz naszykowane ciuchy. Wysuszyłam włosy i zrobiłam sobie kok, który związałam bandamką. Zajęłam się makijażem i pomalowaniem paznokci na czarno, założyłam biżuterię, spryskałam się perfumami po czym wyszłam z łazienki. Skierowałam się do kuchni, gdzie czekała na mnie Oliwia, która ciągle była jeszcze w piżamie.
- Ślicznie wyglądasz. - uśmiechnęła się.
- Dziękuję. - odpowiedziałam jej i nastawiłam mleko na kakao, po czym zajęłam się robieniem kanapek.
- Gniewasz się na mnie za tą pobudkę? - usłyszałam ciche pytanie za plecami. Mały Spider wdrapał się sprytnie na blat, dzięki czemu miałyśmy kontakt wzrokowy.
- Nie, Słoneczko. - pocałowałam ją w czoło. - Nie gniewam się. - uśmiechnęłam się i postawiłam talerz z kanapkami na stół po czym wsypałam kakao do gotującego się już mleka i zamieszałam. - Siadaj do stołu, zaraz będzie kakałko. - znów obdarzyłam dziecko uśmiechem, po czym wyjęłam dwa kubki z szafki. Wlałam do nich gorącą słodką ciecz i postawiłam ją obok kanapek. Usiadłam przy Oliwii i zaczęłyśmy jeść.
- Jeftem taka podeksfytofana fym fyjszczem Chesztera. - mała Smith miała zwyczaj mówienia z pełną buzią. Nikt jej nie mógł od tego odzwyczaić. Nawet Chester.
- Ja też, ale proszę Cię, nie mów z pełną buzią, bo się udławisz. - skarciłam ją biorąc kolejną kanapkę w dłoń.
- Przepraszam. - spuściła głowę.
- Nie przepraszaj, po prostu nie rób tego więcej. - uśmiechnęłam się do niej ciepło głaszcząc ją po rozczochranych czekoladowych włosach.
- Nie uważasz, że powinnyśmy zrobić zakupy na obiad? Chester na pewno ma dość szpitalnego żarcia. Zresztą, kto by nie miał. - wzdrygnęła się.
- Masz rację. - uśmiechnęłam się. - Urządzimy takie małe przyjęcie powitalne! - wykrzyknęłam niczym małe dziecko.
- Zaprosimy najbliższych przyjaciół. - zaproponowała. - Przecież chłopaki na pewno wiedzą, że wychodzi.
- Wiedzą wiedzą, bo im powiedziałam. - spojrzałam na dziewczynkę biorąc jedną z ostatnich kanapek w dłoń.
- Mam nadzieję, że Mike nie wpadnie na pomysł, żeby przynieść wódkę. - mruknęła.
- Chyba bym mu ją rozbiła na tej jego pustej głowie. - uniosłam kącik ust ku górze. - Chester nie może teraz pić, bo bierze lekarstwa. - wyjaśniłam. Po chwili wstałam, żeby pozmywać po śniadaniu.
- Idę pod prysznic. - Oli przytuliła się do moich pleców, po czym pognała do łazienki.
- Pomóc Ci w czymś? - zapytałam na tyle głośno, by mnie usłyszała.
- Pomożesz mi wybrać ubranie i zrobisz mi fryzurkę? - poprosiła z łazienki.
- Jasne! - odpowiedziałam.
Już po 15 minutach siedziałyśmy u niej w pokoju. Robiłam jej koczek. Miała na sobie różowy komplecik. Bluzeczkę i spódniczkę, a do tego balerinki w tym samym kolorze z czarną wstążką. Fryzurka i stylizacja prezentowały się świetnie. Do tego założyłam jej naszyjnik, który kiedyś dostała od Chestera.
Stylizacja Oliwii .
Stanęłyśmy obok siebie w lustrze.
- Lasencje z nas. - Oliv się zaśmiała kładąc rączkę na biodrze. Podałam jej kopertówkę, w którą włożyłam jej chusteczki, gumy do żucia, MP 4 i słuchawki, natomiast do swojej włożyłam kosmetyki, których dziś użyłam, telefon, lusterko, klucze do domu oraz swoją MP 4.
- Okulary. - mruknęłam i wyjęłam z kosmetyczki dwie pary czarnych okularów przeciwsłonecznych i założyłam jedną, a drugą podałam młodej.
- Ech, paparazzi. - mruknęła zakładając je na nos i zajęła się szorowaniem zębów.
- Niestety. - założyłam swoje i także zaczęłam myć zęby.
- Chester ma swoje? - zapytała Oli, gdy skończyła. Kiwnęłam twierdząco głową wypluwając pastę i przepłukałam jamę ustną wodą i płynem miętowym, który do tego służył. Wytarłam pastę z kącików ust i poprawiłam je szminką. Usłyszałam dzwonek do drzwi. - Ja otworzę. - zaoferowała Liv, a ja wyszłam z łazienki i zeszłam na dół.
- Czeeść Słonko! - w oddali usłyszałam głos Phoenix'a, który zapewne witał się z Oliwią. Poszłam w kierunku ich głosów.
- Cześć, Nelsonek. - zwrócił się do mnie, a po chwili mnie przytulił.
- No cześć, cześć. - zaśmiałam się wesoło i odwzajemniłam uścisk.
- Ślicznie wyglądasz. - uśmiechnął się do mnie.
- Dziękuję. - odwzajemniłam uśmiech i zaprosiłam go dalej. - Napijesz się czegoś? - zapytałam.
- Nie dzięki. Ja tylko na chwilę oddać Ci klucze. - wręczył mi moją własność. - Maryse na mnie czeka. - wyjaśnił z delikatnym uśmiechem na twarzy.
- Nie przyjechała z Tobą? - zmartwiłam się trochę.
- Coś źle się czuje. Boli ją głowa. - westchnął. - Martwię się.
- Spokojnie. - usiadłam przy nim. - Wzięła jakąś tabletkę? - spojrzałam na niego.
- Brała. Śpi. - powiedział. - Dzisiaj odbieracie Chazza?
- Tak. - uśmiechnęłam się szeroko. - Mamy w planach zrobić przyjęcie powitalne, ale nie wiem, czy wypali teraz. - westchnęłam.
- Dlaczego? - Phoenix na mnie spojrzał.
- No jak Maryse jest chora, to pewnie Was nie będzie. - posmutniałam.
- Spokojnie, do południa powinno jej przejść. - pogłaskał mnie po plecach.
- Obyś miał rację. Jak jej nie przejdzie, to przełożymy to na następny weekend. - uśmiechnęłam się delikatnie.
- Spoko. - Farrell wstał. - Ja się będę zmywał, nie chcę jej zostawiać samej. - powiedział. Pocałował mnie i młodą w policzki i zmył się.
- To co? Jedziemy na te zakupy? - zapytałam Oliw.
- Jasne. - dziewczynka wzięła na wszelki wypadek ciemnoróżowy letni sweterek. Postanowiłam wziąć swój biały. W razie, gdyby padało. Wyszłyśmy z domu zamykając go. Wsiadłyśmy do auta i pojechałyśmy do sklepu. Postanowiłam zrobić pierś z kurczaka i puree, a na deser sernika. Kiedy wróciłyśmy do domu, od razu zabrałyśmy się do pracy. Zadzwoniłam po JoJo i Mike'a, by dokończyli resztę, gdyż razem z Oliwką musiałyśmy już jechać po Chazza, a chciałam, żeby wszystko było gorące, poza tym to była niespodzianka. Mój brat zadzwonił po resztę ekipy, a my byłyśmy w szpitalu punktualnie. Kiedy weszłyśmy do sali, Chester właśnie zapinał swoją podręczną torbę. Niebo zaczynało się chmurzyć. No i po pogodzie...
- Dziewczyny! Już jesteście! - zawołał wesoło, gdy nas zauważył. Miał na sobie koszulę w czarno- białą kratę, czarne jeansy i glany, a na twarz założył okulary. - Jak ja się za Wami stęskniłem. - obu nam dał po całusie w usta. Małą wziął na ręce, a mnie przytulił do siebie. Oliw pomogła mu włożyć torbę na ramię.
- Moja mała pomocnica. - Bennington przycisnął ją do siebie i podniósł wyżej do góry, by mogła położyć mu głowę na ramieniu. - Jaki Ty masz zabójczy koczek. - bawił się lokami, które jej zostawiłam po obu stronach. Po chwili spojrzał na mnie. - Ty też pięknie wyglądasz. - pocałował mnie w nos i złapał za rękę. Szliśmy korytarzem. Jakieś nastolatki machały Chesterowi.
- Matko Boska, nawet tutaj ani chwili wytchnienia. - mruknęłam wkurzona ściskając dłoń Chazza.
- Kochanie, spokojnie. - Chester na mnie spojrzał z jednym z tych swoich cudnych uśmieszków na twarzy.
- Ja jestem spokojna. - spojrzałam na niego z nieodgadnionym wyrazem twarzy.
- Nattie się wkurza. - mój ukochany zwrócił się do córki mojej siostry ciotecznej i pocałował ją w policzek.
- Bo jest zazdrosna. - wyszeptała mu na ucho dziewczynka chicocząc cicho.
- Ej, ja to słyszałam. - pokiwałam na nią palcem.
- No co? Młoda ma rację. - mój chłopak poparł dziewczynkę. Ech ta ich solidarność! I jak ja mam z tym wytrzymać tyle czasu!? Pomocy!
- Wcale, że nie. - zaprotestowałam.
- Ma.
- Nie.
- Tak.
- Nie.
- Tak.
- Nie.
- Tak.
- Nie.
- Uspokójcie się. Czuję się jak w przedszkolu! - Mała Smith przewróciła oczami. Spojrzeliśmy na siebie z Chazzem i zaczęliśmy się śmiać. Wychodząc na zewnątrz słyszeliśmy dźwięki robionych zdjęć, ale kompletnie to ignorowaliśmy. Oliwka pocałowała Chestera w policzek, a on ją w nos, natomiast ja wtuliłam się w ramię bruneta, który mnie obejmował i uśmiechnęłam się w kierunku dziewczynki.
- Jak Ty to wytrzymujesz?! - Li spojrzała na Chestera, który zajmował miejsce pasażera obok mnie.
- Już się przyzwyczaiłem. - zaśmiał się.
- To jest jakieś nienormalne! Dobrze, że nie zamontowali Ci ukrytych kamer w domu. - prychnęła.
- Nie kracz. - westchnęłam poprawiając okulary. - Już nie mogę się doczekać, aż wyjedziemy stąd pod te namioty. - wyznałam pełnym zmęczenia i irytacji głosem.
- Jak babcia mnie zabierze, to pojedziecie. - Oliwia mnie pocieszyła. - Ja Was tylko męczę. - westchnęła.
- Młoda, przestań. Wcale tak nie jest. Cieszymy się, że z nami jesteś. - powiedziałam. - Poza tym nie męczysz nas. Wyjątkowo grzeczna z Ciebie dziewczynka. Jak Ci się coś powie, to się słuchasz, a dzieci w Twoim wieku robią zazwyczaj na przekór.
- Mama mnie po prostu uczyła, że starszych trzeba słuchać. - uśmiechnęła się.
- Masz mądrą mamę, Kochanie. - Chaz dał jej lizaka. - Trzymaj. - puścił jej oczko.
- Dziękuję, Chestuś. - zrobiła do niego dzióbek wydając odgłosy cmokania. - Mogę go zjeść? - to pytanie skierowane było do mnie.
- No jak go dostałaś, to możesz. - pozwoliłam jej. - Zanim dojedziemy do domu, to zgłodniejesz. - uśmiechnęłam się widząc w lusterku, jak sprytnie uporała się z folią owiniętą dziwacznie wokół różowo - niebieskiego serca sporych rozmiarów. - Tylko się nie oblep. - nakazałam.
- Jasne. - obiecała i po chwili delektowała się smakiem otrzymanego prezentu.
- A jak chłopaki? Grzeczni? - zapytał nagle Chaz przerywając ciszę.
- No w miarę. - zaśmiałam się.
- Słyszałaś, że Sebastian będzie miał proces i będziemy musieli na niego iść? - spojrzał na mnie.
- Wiem, szesnastego sierpnia. - przewróciłam oczami.
- Dasz radę? - zapytał kładąc dłoń na mojej, którą trzymałam na biegach.
- Nie mam wyjścia. Wiem o tej sprawie najwięcej. - westchnęłam. Nie miałam wcale najmniejszej ochoty widzieć nigdy więcej jego twarzy, słyszeć jego głosu.. Okres, w którym byliśmy razem był najgorszy w moim życiu. Choć zdarzały się dobre chwile ich też nie chcę pamiętać.
- Kochanie, stało się coś? - z transu wyrwał mnie głos Chestera.
- Nie. - uśmiechnęłam się. - A co? - chwilę na niego spojrzałam, lecz szybko przeniosłam wzrok na ulicę.
- Nie odzywasz się już od dwudziestu minut, O czym myślisz? - zapytał.
- " Crawling " tak na mnie działa. - zaśmiałam się. - A o niczym. Takie tam refleksje. - ucięłam.
- Seba? - mruknął.
- Po części. - przyznałam.
- Co dokładnie? - dopytywał.
- To, że wcale nie uśmiecha mi się widzenie z nim. - westchnęłam ciężko.
- Dasz radę, jestem przy Tobie. Ja, chłopaki. - nachylił się w moją stronę i pocałował mój policzek. - Kocham Cię strasznie mocno, wiesz? - wyszeptał. Uśmiechnęłam się.
- Wiem. - powiedziałam. - A ja Ciebie. - przesunęłam opuszkami palców po ogniu na jego ręce.
- Cieszę się, że jeszcze Ci się nie znudziłem. - skubnął mnie lekko w udo.
- Puknij się. Kocham Cię i to nie jest chwilowe zauroczenie. - ton mojego głosu był nadzwyczaj poważny.
- Boję się, że to sen. Że zaraz się obudzę i to u boku Talindy. - wyznał cicho.
- Przekonamy się rano, Skarbie. Nie sądzę, żeby ta piękność rodem z Madagaskaru przemalowała włosy na czerwono i zaczęła nosić glany. - dałam mu całusa w nos, kiedy zaparkowaliśmy w garażu.
- Nareszcie w domu. - mój ukochany wciągnął łapczywie świeże powietrze, gdy wysiedliśmy z auta.
- Dawaj buziaka. - nachyliłam się, żeby poczuć jego wargi na swoich. Miał to być tylko buziak, ale Chesterowi było mało i przeobraził to w pocałunek.
- Tęskniłem. - wymruczał przytulając się do mojej szyi na której składał czułe pocałunki powodujące u mnie przyjemne dreszcze.
- Ja za Tobą też. - spojrzałam mu w oczy. Po chwili usłyszałam chrząknięcie małej. Chazzy śmiejąc się wesoło wziął ją na barana. Ja wzięłam jego torbę.
- Mam nadzieję, że Spike oduczył się chrapania. - mój chłopak postawił rozbawioną Oli na ziemi i zdjął kurtkę, oraz glany.
- Nie wiem Kochanie. Zawsze mam na uszach słuchawki. - wybuchłam śmiechem.
- Dobrze, że wziąłem swoją MP4. - zawtórował mi.
- To tylko dwa dni. - pstryknęłam go w ucho.
***
Był już późny wieczór. Gdzieś koło dziewiątej. Oliwka już dawno spała w swoim pokoju. U nas także głośna muzyka już ucichła. Oglądaliśmy horror, który przyniósł Rob. " Klątwa ". Wcale nie był straszny. Poza tym oglądałam go już z Mike'm. Próbował mnie potem straszyć, ale mu nie wyszło. Za to JoJo się strasznie bała.
- Rob, coś Ty za ohydztwo tu przywlókł?! Przez Ciebie nie będę mogła spać! - biadoliła.
- Skarbie, to jest bardzo fajny horror. - Mike ją do siebie przytulał podsuwając jej miskę z popcornem pod nos.
- Fajny to jesteś Ty nago, ale nie to coś! - pisnęła. Wszyscy zaczęliśmy się śmiać.
- Stary, masz aż takie wdzięki? - Phoenix zadławił się chipsami. Aż musiałam go poklepać.
- W porządku? - zapytałam przez śmiech.
- Tak. - rechotał.
- Dobra, już uspokójcie się, fajne momenty teraz będą! - Mike wszystkich uspokoił, gdyż zaczynały się najstraszniejsze według niego sceny. Dave próbował przestraszyć Maryse, za co dostał w łeb.
- Jeszcze raz, a śpisz na dworze. - warknęła strzepując swoje długie blond włosy na prawe ramię.
- Na żartach się nie zna. - mruknął pod nosem Farrell.
- Coś mówiłeś? - Ouellet świdrowała rudzielca wzrokiem.
- Nie . - burknął przysuwając się do mnie. Poklepałam go po ramieniu, a on się do mnie uśmiechnął.
- Potajemne amory? - Chester zmarszczył czoło udając wkurzonego. Wiedziałam, że tak na serio mi ufa. I David'owi na pewno też. W końcu tworzyli zespół i paczkę przyjaciół, więc inaczej być nie mogło.
- No, żebyś wiedział. Od miesiąca umawiamy się na potajemne schadzki. - Phoenix przewrócił oczami. - Kretyn. - objął mnie ramieniem. - Jak Ty z nim wytrzymujesz? - spojrzał na mnie z uznaniem w oczach.
- Kocham go, proste. - wtuliłam się w ramię Chazza, a on pocałował mnie w czoło i obdarzył uśmiechem. - To tak jakby Was zapytać, jakim cudem tworzycie zespół.
- Jesteśmy przyjaciółmi, wszyscy mamy określony talent i korzystamy z tego. - Joe odpowiedział za wszystkich.
- Hahn z filozofii pojechał. - Brad poklepał przyjaciela po plecach.
- A może nie jest tak? - Joe przeniósł wzrok z ekranu na Owcę. - Każdy w Linkin Park robi coś, w czym jest najlepszy. - uśmiechnął się.
- No jest tak jest. - Delson przyznał mu rację.
- No to z czego Ty się nabijasz, skoro wiesz, że też masz w nas swój wkład, Baranie jeden? - Rob podsunął mu pod nos miskę z chipsami.
- Ja się wcale nie nabijam. - Brad zaprzeczył. - To po prostu zabrzmiało tak filozoficznie, ale prawdziwie. - poczochrał Joe'mu włosy.
- Żaden ze mnie Sokrates. Mówię co myślę. - Hahn obdarzył nas wszystkich ciepłym uśmiechem i poczęstował się ode mnie żelkiem. - Nattiś? - szturchnął mnie lekko ramieniem.
- Co Słoneczko? - spojrzałam na niego.
- Masz jeszcze bezy? - zapytał śmiejąc się. Zawtórowałam mu i wzięłam miskę z bezami, którą położyłam na jego kolanach. - Dzięki. - wsadził sobie jedną do ust. - Dobre są. Chcesz? - przysunął mi do ust.
- Wiem, że dobre, bo ja je robiłam. - zaśmiałam się i otworzyłam buzię, by Hahn włożył do niej bezę.
- Ja też chcę! - Chester zrobił słodką minkę.
- Czekaj. - połknęłam tą, którą dał mi Joe i włożyłam sobie drugą, tyle że jej nie pogryzłam. Przybliżyłam się do Chestera i pocałowałam go dzieląc się z nim bezą. - Smakuje? - zapytałam, a mój ukochany rozanielony kiwnął głową.
- Mhm.. - mruknął. - Jeszcze raz. - uśmiechnął się słodko. Powtórzyłam czynność.
- Ej, szwagier, nie przyzwyczajaj się, bo zrobisz z niej hipopotama! - usłyszałam śmiech Mike'a.
- Jo, ucisz go. - poprosiłam przyjaciółkę, która po chwili wpiła się w wargi brata.
- Skarbie, oszalałaś? - Mike na nią spojrzał.
- Nie, po prostu chcę do końca obejrzeć film. - przejechała po jego wargach palcem.
- Dobrze, dobrze. - zaśmiał się.
- Dziękuję. - dałam Offeman całusa w policzek.
- Do usług, żonko. - odwzajemniła gest.
- ŻONKO?! - krzyknęli zszokowani Mike i Chaz.
- My wszystkie dla siebie żony. - Maryse dała mi całusa w czoło.
- Masakra. - Dave wbił głowę w ramię Rob'a.
- Nigdy nie zrozumiem bab. - Bourdon ciężko westchnął.
- Nas nie trzeba Kochanie rozumieć. - Paige pogłaskała go po ramieniu. - Nas wystarczy kochać. - uśmiechnęła się i pocałowała go w policzek.
- I nam ustępować. - April wtuliła się w Joe'go.
- Nie wtedy, kiedy przesadzacie. - Chazzy posadził mnie między swoimi nogami i oparł moje plecy o swój tors, a swoje ręce położył na moim brzuchu.
- Wy też nie jesteście święci. - spojrzałam na niego.
- A czy ja coś mówię? - zaśmiał się i pocałował mnie w czubek nosa, po czym bezkarnie wgryzł się w moją szyję robiąc mi malinkę. - Mmm.. Nowe perfumy? - wymruczał mi do ucha.
- Tak. - uśmiechnęłam się. - I nie gryź mnie, bo potem tego nie zapudruję. - skarciłam go.
- I o to chodzi. Każdy ma wiedzieć, że należysz do Chestera Benningtona. - powiedział dumny.
- Cały świat to wie. - uśmiechnęłam się. - Ale to działa w obie strony. - wyszczerzyłam się.
- Nie zrobisz tego. - spojrzał na mnie. Gdy odwrócił się do Dave'a, by mu coś powiedzieć, wykorzystałam okazję i wgryzłam się w jego szyję. - Nattie! - jęknął.
- Mój. - mruknęłam i wpiłam się w jego wargi.
- To nie ulega wątpliwości, Panno Shinoda. - szepnął mi na ucho, gdy się od siebie oderwaliśmy.
- Kocham Cię. - szepnęłam opierając swoje czoło o jego.
- Ja Ciebie też. - uśmiechnął się do mnie.
- Jak sobie słodzą. - mruknął Dave.
- Kochają się. - Maryse dała całusa ukochanemu. - Jak my, prawda? - zapytała.
- My bardziej. - pocałował ją.
- Wszyscy się całują. - mruknął Rob.
- My mamy być gorsi? - mruknęła Paige i wpiła się w jego wargi. Gdy ja i Chester się od siebie oderwaliśmy, zauważyliśmy, że wszystkie pary się całują.
- Wariaty. - mruknął mój chłopak i wpił się w moje wargi.
- Ale nasi. Nasi przyjaciele. - powiedziałam i znów go pocałowałam.
Po trudach i znojach udało mi się sklecić 21 rozdział. Pełen miłości i przyjaźni. : D No i co się z tym równa sielanki :) Zastanawiam się, jak ją rozwiać, ale planuję to dopiero po ich powrocie z namiotów, a nie wiem, w którym rozdziale zrobić im tą wycieczkę :3 A może Wy macie pomysły, jak im zepsuć to życie? Dzielcie się w wiadomościach, na ask'u, bądź na fejsie . Ciumki lecą do Was :* DZIĘKUJĘ ZA TAK WIELKĄ LICZBĘ WEJŚĆ <3
środa, 2 lipca 2014
20. Dobrze Was widzieć, Mordeczki.
Wbiegliśmy do szpitala jak szaleni. Ja omal nie potrąciłam
sprzątaczki. Posłała mi tylko pełne zrozumienia spojrzenie, kiedy ją
przeprosiłam. Wpadłam na lekarza, który opiekował się Chesterem.
- Witam Panie doktorze. - uśmiechnęłam się do niego. - Jak Chester? - zapytałam.
- Pani Shinoda, tak? - zmierzył mnie wzrokiem.
- Tak. - uśmiechnęłam się.
- Paparazzi tu byli, ochrona ich wyprowadziła. Może Pani wejść do narzeczonego. - powiedział. - Widzę, że przyprowadziła Pani przyjaciół. - spojrzał na naszą paczkę. - Proszę wejść najpierw. Pytał o panią. - uśmiechnął się.
- Ech. Hieny. - mruknęłam. - Dziękuję. - uśmiechnęłam się szeroko. - Zostańcie chwilę, Chester chce się widzieć najpierw ze mną. - rzuciłam do ekipy i już po chwili otworzyłam drzwi do jego sali. Weszłam do środka zamykając je za sobą. Gdy zobaczyłam Chestera, który szeroko się uśmiechnął na mój widok, od razu się poryczałam. Podbiegłam do jego łóżka i usiadłam przy nim. Złapałam go za dłoń.
- Kochanie.. Nie płacz... - wydukał Chazzy uśmiechając się do mnie słabo. Delikatnie pogłaskał mnie po policzku ocierając mi łzy. - Już jestem.. - powiedział.
- Widzę. - wydukałam. - Boże, jak ja się bałam... - znów się popłakałam i przytuliłam się do niego.
- Ciii... - głaskał mnie po plecach. Po chwili ujął moją twarz w dłonie i czule mnie pocałował. Odwzajemniłam pocałunek jeszcze bardziej go pogłębiając. Wrócił mój Chazzy. Mimo, że wyglądał jeszcze na słabego. Oderwaliśmy się od siebie dopiero, kiedy usłyszeliśmy dźwięk robionego zdjęcia. To Mike i ekipa. Zaśmiali się i zaczęli podchodzić do Chazza. Klepać go po ramionach, przytulać. Joe nawet się popłakał!
- Stary. Nareszcie jesteś! - wykrzyknął Phoenix. - Próby bez Ciebie to istny koszmar! Mike nawet rapować nie chciał! - mówił. Chester się tylko śmiał.
- Rap to nic. - Mike się odezwał. - Ty byś wiedział, co ja przechodziłem z Nathalie! - jęczał. - Darła się na mnie gorzej niż Ty w swoich piosenkach!
- Oj cicho, ja jestem grzeczna. - uśmiechnęłam się słodko.
- Taa, jak śpisz. - mruknął. Spojrzałam na niego z tym swoim uśmieszkiem na twarzy.
- Wracaj do domu Chaz, bo ja z nią nie wyrobię. - pokręcił głową. - Wrócę wrócę, nie bój się. - Chess mnie do siebie przycisnął. - Oliwka! Niunia moja! - rozłożył ręce, kiedy zobaczył córkę Melody.
- Chestuś! - mała aż piszczała z radości. - Bałam się, że umrzesz. - przytuliła się do jego torsu. - W gazecie tak pisali. - spojrzała na niego smutno. - Pokazałabym Ci, ale Mike ją spalił. - westchnęła. - I dobrze zrobił. Oni kłamią. - pocałował ją w główkę. - Nawet nie chciałbym tego czytać, wiesz? - spojrzał na nią z uśmiechem.
- Nathalie się strasznie wkurzyła, ale jak Mike chciał tam jechać, to go powstrzymała. - pochwaliła mnie.
- A że do nich tak? - Chaz się uśmiechnął, kiedy mała skinęła główką. - No bo Nattie to bardzo mądra dziewczyna. Między innymi dlatego z nią jestem. - uśmiechnął się do mnie, a ja zrobiłam do niego dzióbek.
- Moi rodzice wczoraj mieli wypadek i są w śpiączce. - wydukała, a po jej policzkach spłynęły łzy.
- Skarbie, nie płakuniaj. - Chester ją pocieszał. - Wyjdą z tego, tak jak ja. - głaskał ją po głowie. - No nie płacz, to jak wrócę, opowiem Ci bajkę. - uśmiechnął się.
- Serio? - Oliwia spojrzała na niego z nadzieją w oczach.
- No pewnie. - mój ukochany pocałował dziewczynkę w jej zgrabny nosek.
- Rockman opowiadający bajki. - Phoenix się uśmiechnął. - Słodkie.
- Rockman też był kiedyś dzieckiem, Dave. I miał rodziców, którzy mu te bajki opowiadali. - uśmiechnął się na wspomnienie o swoich rodzicach i pogłaskał Oli po głowie.
- A co chciałeś robić, jak byłeś w moim wieku? - Mała zawiesiła mu ręce na szyi i spojrzała w oczy.
- Zawsze chciałem być gwiazdą rocka. Rozdawać autografy, mieć rzesze fanek. - tu puścił do mnie oczko, bo przewróciłam oczami. - I sama widzisz, do czego doszedłem. - uśmiechnął się do niej. - Było ciężko, w życiu miałem pod górkę, często miałem dosyć. I nadal mam. Ale kocham to, co robię. Kocham tych debili. - skinął głową na zespół. - Moich fanów... - spojrzał na mnie. Miałam na sobie bluzę z Linkin Park, którą założyłam w biegu. - A mam ich sporo na całym świecie i doskonale o tym wiem. - poprawił młodej kaptur od bluzy. Również miała logo Linkin Park na przodzie. Połaskotał ją i zaczął się śmiać.
- Z Ciebie też jest mała Soldierka. - dał jej całusa w usta.
- I dopiero to zauważyłeś?! - prychnęła oburzona.
- No co Ty Słoneczko moje. Wiedziałem to odkąd nauczyłaś się na pamięć Given Up. - uśmiechnął się do niej słodko. - Chodź tu, urwisie. - przytulił ją do siebie. Wyglądali tak słodko. Aż mi łezka poleciała. I Hahnowi też
. - Kiedy do nas wracasz? - zaczęła go głaskać po głowie.
- Postaram się niedługo, ale lekarze chcą mi zrobić jeszcze jakieś badania. - westchnął.
- A potem będziesz musiał odpoczywać. - powiedziała. - I będziesz siedział z nami w domu przez jakiś czas.
- Myszko, ja zaraz po wyjściu stąd na próbę lecę. - zaśmiał się
. - Oo nie. - zaprotestowałam. - O nie nie nie. Nie ma takiej opcji. Ty masz opatrunki, jesteś słaby i nie będziesz się przemęczał. - spojrzałam na niego.
- Nattie. - spojrzał na mnie.
- Chester. - też na niego spojrzałam.
- Skarbie... - uśmiechnął się uwodzicielsko myśląc, że coś tym zdziała.
- Nie. - powiedziałam stanowczo.
- Ale... Ja nie wytrzymam. - jęknął.
- Wytrzymasz. Będziesz miał mnie i Oliwię. Chłopaki będą przychodzili. - uśmiechnęłam się głaszcząc go po głowie. - Ale ja chcę śpiewać. - zrobił słodkie oczka.
- Będziesz sobie śpiewał, ja Ci tego nie zabronię. - pocałowałam go w czoło
. - Chłopaki, powiedzcie jej coś. - spojrzał na przyjaciół.
- Ona ma rację. - Dave mnie poparł. - Masz opatrunki, jak biegasz, skaczesz i krzyczysz to się czasami zginasz wpół, a wtedy kołnierz Ci się wbija w ranę.
- No to się nie będę zginał, jejkuś! - znów rozpaczliwie jęknął.
- Przestań się mazgaić Bennington. - warknął Rob. - Nathalie się martwi, troszczy o Ciebie i ma rację z tym przemęczaniem. Wytrzymasz chociaż dwa tygodnie. Na razie i tak nie mamy koncertów. I nie zanosi się na to. Jedziemy pod namioty jak tylko wydobrzejesz. - uśmiechnął się.
- Pod namioty? Że do lasu? - zaświeciły mu się oczy.
- Tak. Jedziemy pod namioty. - uśmiechnęłam się.
- Ale zajebiście. Nareszcie sobie odpocznę. - mruknął.
- Tylko bądź grzeczny. Bo się rozmyślę. - zaszantażowałam go.
- Już dobrze, dobrze. - westchnął.
- I nie będziesz mi się sprzeciwiał. - uśmiechnęłam się.
- Okej. - obiecał.
- Jesteś tego pewien? - uniosłam brew.
- Tak. - podsunął się lekko do pozycji siedzącej.
- W takim razie przeprowadzasz się do mnie na czas rekonwalescencji. Ja do Ciebie nie mogę, bo mam Oli pod opieką. - uśmiechnęłam się.
- Co? Mam mieszkać u Ciebie? - jęknął. - A nie możesz zabrać Oliwii do mnie? - mruknął.
- Nie, nie mogę, bo ode mnie ma bliżej do szkoły. - odgarnęłam włosy za uszy.
- No to będziemy ją wozili. - uśmiechnął się.
- Chester błagam Cię. Jest lato i mamy się tłuc autem? - westchnęłam.
- I tak ma tylko dwa dni do szkoły i zaczyna wakacje. - westchnął. - No dobra. - uległam. - Ale za dwa dni, po końcu roku. - powiedziałam.
- Dobrze. - pocałował mnie delikatnie w policzek.
- No i super. - pocałowałam go w kącik ust.
- Chester, Kocham Cię. - mój braciszek podskoczył do góry. - Zabierasz ją ode mnie! - klasnął w ręce. - Wezmę sobie JoJo. - spojrzał na ukochaną.
- Aż taka zła jestem? Zawsze masz posprzątane, uprane, ugotowane i jeszcze Ci źle. - prychnęłam.
- Ze mną tak dobrze nie będzie. Już ja go wyszkolę. - Offeman pokiwała palcem na Spike'a. - Jak wrócisz, będzie chodził jak w zegarku. - obiecała.
- Trzymam Cię za słowo. - przytuliłam ją.
- Masz mi wziąć auto z naprawy i podrzucić je do Chazza. - nakazałam bratu.
- I co jeszcze? Może frytki? - zapytał słodkim głosem. Pacnęłam go w tył głowy.
- Nie wkurzaj mnie. - warknęłam.
- Od kiedy to młodszy dyryguje starszym, Kicia? - zapytał cwanie się uśmiechając.
- Od kiedy to ja w tym domu mam cycki. - powiedziałam strzepując włosy w tył.
- A ja mam jaja i nie będę Cię słuchał, o. - założył na siebie ręce.
- Okej, ale sam wiesz, że nie wyjdzie Ci to na dobre. - powiedziałam. - Phoenix, odbierzesz mi tą furkę? - zapytałam.
- Nie ma sprawy. - Dave pocałował mnie w policzek.
- Dzięki. - uśmiechnęłam się do niego.
- Ale ja tylko żartowałem. - mój brat zaprotestował.
- A ja nie. - nawet na niego nie spojrzałam.
- Nie wiem, jak ja wytrzymam bez prób. - Chaz co minutę wtrącał to zdanie do naszych rozmów.
- Chazzy, przestaniesz wreszcie? - zgromiłam go wzrokiem.
- Ciągle mam nadzieję, że zmienisz zdanie. - westchnął.
- Człowieku, przestań się łudzić. - Mike zaczął się śmiać. - Ona jest uparta, jak stado dzikich oślic. - zaczął naśladować osła.
- Shinoda, zamknij się. - spojrzałam na brata.
- Mówiłaś do siebie, czy do mnie, Kochanie? - zapytał z przesadzoną grzecznością.
- MIKE! - krzyknęłam i tak zbyt cicho, jak na niego. Poskutkowało. Zatkał uszy.
- Już dobra, dobra Pani Bennington! Błagam, nie drzyj się! - jęknął.
- Dlaczego akurat Pani Bennington? - zapytał rozbawiony Chester.
- Nie słyszałeś? - Joe trzymał się za brzuch.
- To było 25 na 40. - Mike przewrócił oczami.
- Nie denerwuj mnie, to nie będę narażała Twoich wrażliwych uszek, Kotecku. - dałam mu całusa w czoło.
- Postaram się, Mysecko. - przytulił się do mnie.
- No już już. - głaskałam go po głowie przewracając z rozbawieniem oczami.
- Ona aż tak krzyczy? - Chester nie mógł przestać się śmiać.
- Ja się wolę nie wypowiadać. - Spike się ciągle do mnie tulił.
- Ja też nie. - powiedzieli chórem Joe, Rob i Brad.
- A tam pieprzycie głupoty. - Phoenix machnął ręką. - Damska wersja Chestera jest zajebista. - wyszczerzył się do mnie. - Przynajmniej się nie odzwyczaiłeś od krzyku. - spojrzał na Mike'a.
- DAAVE!! - krzyknęłam wesoło przytulając się do niego.
- Cooo? - poczochrał mi włosy.
- Penis! - krzyknęłam. - Nie niszcz mi fryzu! - spojrzałam na niego udając wściekłą, ale po chwili się roześmiałam.
- Zboczona wariatka. - Phoenix dusił się ze śmiechu. - Dobrze, że Oli poszła z dziewczynami do rodziców. - powiedział przez śmiech.
- Jak damska wersja Benningtona, to na całego. - spojrzałam na Chazza nie przestając się śmiać.
- Sugerujesz, że jestem zboczony, Kochanie? - Chester przybrał poważny wyraz twarzy.
- Nie, skąd. - oparłam się o Davida ze śmiechu. - W końcu każdy zapytany o plany na Walentynki powie, że ma zamiar się... Ekhem. - rechotałam. - Nie powiem tego.
- Teraz Ty się martw o jego Walentynki siostra. Od takich rzeczy ma teraz Ciebie. - Mike poklepał mnie po ramieniu rechocząc. Od razu schował się za Phoenix'a.
- Ja go jednak zabiję. - przeskoczyłam przez jego "tarczę" robiąc szpagat w powietrzu i złapałam za sznurki jego kaptura.
- Chester! Ratuj! - jęczał rozpaczliwie Shi, gdy nosiłam go w powietrzu po sali.
- Trzeba było mnie nie zapisywać na karate, ju - jitsu, kickboxing, judo i boks. No i jeszcze krahmagi. - podniosłam go wyżej, prawie pod sufit. - Trzeba mi było zamknąć siłownię na klucz. A przede wszystkim zatkać swoją niewyparzoną mordkę. - patrzyłam na niego. Wszyscy rechotali. Nawet Chaz. A Mike na prawdę myślał, że go uderzę! Miał taką zajebistą, przerażoną minkę! Chciało mi się śmiać, więc postawiłam moją "ofiarę" na ziemi, usiadłam na łóżku przy Chesterze i wybuchłam śmiechem.
- Nattie, Skarbie. - mój ukochany nie mógł wydusić słowa ze śmiechu. Stał się aż czerwony.
- Wiem. Ja Ciebie też. - wtuliłam się w jego tors, a on czołem w moją głowę i rechotaliśmy jak żaby w czasie okresu godowego.
- Filmik już jest u mnie na fejsie! - Farrell był z siebie bardzo dumny.
- Dave! Zabiję Cię! - Spike już się na niego rzucał, ale stanęłam między nimi.
- Zostaw go. - objęłam Rudego w pasie. - Ten filmik zrobi furorę. - przybiłam mu piątkę.
- Zobaczysz, zemszczę się. - Misio sam zaczął się śmiać i przytulił się do nas, a za nim Offcza, Joe i Rob.
- I tak Cię Kocham. - Spike pokazał mi język.
- Ja Ciebie też, Glizdo. - poczochrałam mu włosy.
- A wiecie, co ja Wam powiem? - wszyscy momentalnie spojrzeliśmy na mojego chłopaka, ponieważ to on się odezwał. - Dobrze Was widzieć, Mordeczki. - uśmiechnął się. Chłopaki podeszli do jego łóżka, żeby zrobić grupowego miśka, a ja cyknęłam im zdjęcie, które przez tablet Dave'a wstawiłam na facebook'a Chestera. Oparłam się o ścianę i patrzyłam, jak brunet obejmuje swoich przyjaciół. Gdyby ktoś mnie zapytał, czy znam najbardziej zgrany zespół, bez wahania wskazałabym właśnie Linkin Park.
Tamdadadam! Mamy dwudziestkę! Aż nie wierzę :o. Jeszcze te wejścia.. Dziękuję, że ktoś tu zagląda mimo, że nie zostawia komentarzy :* Ja Was do niczego nie zmuszam, ale fajnie by było, gdybyście się ujawnili :3 Całuski :*
PS : W zakładce SPAM możecie zostawiać linki do swoich blogów, a w zakładce KONTAKT zostawiłam Wam linki, dzięki którym możecie się więcej dowiedzieć o blogu, kiedy będą notki itd. <3
- Witam Panie doktorze. - uśmiechnęłam się do niego. - Jak Chester? - zapytałam.
- Pani Shinoda, tak? - zmierzył mnie wzrokiem.
- Tak. - uśmiechnęłam się.
- Paparazzi tu byli, ochrona ich wyprowadziła. Może Pani wejść do narzeczonego. - powiedział. - Widzę, że przyprowadziła Pani przyjaciół. - spojrzał na naszą paczkę. - Proszę wejść najpierw. Pytał o panią. - uśmiechnął się.
- Ech. Hieny. - mruknęłam. - Dziękuję. - uśmiechnęłam się szeroko. - Zostańcie chwilę, Chester chce się widzieć najpierw ze mną. - rzuciłam do ekipy i już po chwili otworzyłam drzwi do jego sali. Weszłam do środka zamykając je za sobą. Gdy zobaczyłam Chestera, który szeroko się uśmiechnął na mój widok, od razu się poryczałam. Podbiegłam do jego łóżka i usiadłam przy nim. Złapałam go za dłoń.
- Kochanie.. Nie płacz... - wydukał Chazzy uśmiechając się do mnie słabo. Delikatnie pogłaskał mnie po policzku ocierając mi łzy. - Już jestem.. - powiedział.
- Widzę. - wydukałam. - Boże, jak ja się bałam... - znów się popłakałam i przytuliłam się do niego.
- Ciii... - głaskał mnie po plecach. Po chwili ujął moją twarz w dłonie i czule mnie pocałował. Odwzajemniłam pocałunek jeszcze bardziej go pogłębiając. Wrócił mój Chazzy. Mimo, że wyglądał jeszcze na słabego. Oderwaliśmy się od siebie dopiero, kiedy usłyszeliśmy dźwięk robionego zdjęcia. To Mike i ekipa. Zaśmiali się i zaczęli podchodzić do Chazza. Klepać go po ramionach, przytulać. Joe nawet się popłakał!
- Stary. Nareszcie jesteś! - wykrzyknął Phoenix. - Próby bez Ciebie to istny koszmar! Mike nawet rapować nie chciał! - mówił. Chester się tylko śmiał.
- Rap to nic. - Mike się odezwał. - Ty byś wiedział, co ja przechodziłem z Nathalie! - jęczał. - Darła się na mnie gorzej niż Ty w swoich piosenkach!
- Oj cicho, ja jestem grzeczna. - uśmiechnęłam się słodko.
- Taa, jak śpisz. - mruknął. Spojrzałam na niego z tym swoim uśmieszkiem na twarzy.
- Wracaj do domu Chaz, bo ja z nią nie wyrobię. - pokręcił głową. - Wrócę wrócę, nie bój się. - Chess mnie do siebie przycisnął. - Oliwka! Niunia moja! - rozłożył ręce, kiedy zobaczył córkę Melody.
- Chestuś! - mała aż piszczała z radości. - Bałam się, że umrzesz. - przytuliła się do jego torsu. - W gazecie tak pisali. - spojrzała na niego smutno. - Pokazałabym Ci, ale Mike ją spalił. - westchnęła. - I dobrze zrobił. Oni kłamią. - pocałował ją w główkę. - Nawet nie chciałbym tego czytać, wiesz? - spojrzał na nią z uśmiechem.
- Nathalie się strasznie wkurzyła, ale jak Mike chciał tam jechać, to go powstrzymała. - pochwaliła mnie.
- A że do nich tak? - Chaz się uśmiechnął, kiedy mała skinęła główką. - No bo Nattie to bardzo mądra dziewczyna. Między innymi dlatego z nią jestem. - uśmiechnął się do mnie, a ja zrobiłam do niego dzióbek.
- Moi rodzice wczoraj mieli wypadek i są w śpiączce. - wydukała, a po jej policzkach spłynęły łzy.
- Skarbie, nie płakuniaj. - Chester ją pocieszał. - Wyjdą z tego, tak jak ja. - głaskał ją po głowie. - No nie płacz, to jak wrócę, opowiem Ci bajkę. - uśmiechnął się.
- Serio? - Oliwia spojrzała na niego z nadzieją w oczach.
- No pewnie. - mój ukochany pocałował dziewczynkę w jej zgrabny nosek.
- Rockman opowiadający bajki. - Phoenix się uśmiechnął. - Słodkie.
- Rockman też był kiedyś dzieckiem, Dave. I miał rodziców, którzy mu te bajki opowiadali. - uśmiechnął się na wspomnienie o swoich rodzicach i pogłaskał Oli po głowie.
- A co chciałeś robić, jak byłeś w moim wieku? - Mała zawiesiła mu ręce na szyi i spojrzała w oczy.
- Zawsze chciałem być gwiazdą rocka. Rozdawać autografy, mieć rzesze fanek. - tu puścił do mnie oczko, bo przewróciłam oczami. - I sama widzisz, do czego doszedłem. - uśmiechnął się do niej. - Było ciężko, w życiu miałem pod górkę, często miałem dosyć. I nadal mam. Ale kocham to, co robię. Kocham tych debili. - skinął głową na zespół. - Moich fanów... - spojrzał na mnie. Miałam na sobie bluzę z Linkin Park, którą założyłam w biegu. - A mam ich sporo na całym świecie i doskonale o tym wiem. - poprawił młodej kaptur od bluzy. Również miała logo Linkin Park na przodzie. Połaskotał ją i zaczął się śmiać.
- Z Ciebie też jest mała Soldierka. - dał jej całusa w usta.
- I dopiero to zauważyłeś?! - prychnęła oburzona.
- No co Ty Słoneczko moje. Wiedziałem to odkąd nauczyłaś się na pamięć Given Up. - uśmiechnął się do niej słodko. - Chodź tu, urwisie. - przytulił ją do siebie. Wyglądali tak słodko. Aż mi łezka poleciała. I Hahnowi też
. - Kiedy do nas wracasz? - zaczęła go głaskać po głowie.
- Postaram się niedługo, ale lekarze chcą mi zrobić jeszcze jakieś badania. - westchnął.
- A potem będziesz musiał odpoczywać. - powiedziała. - I będziesz siedział z nami w domu przez jakiś czas.
- Myszko, ja zaraz po wyjściu stąd na próbę lecę. - zaśmiał się
. - Oo nie. - zaprotestowałam. - O nie nie nie. Nie ma takiej opcji. Ty masz opatrunki, jesteś słaby i nie będziesz się przemęczał. - spojrzałam na niego.
- Nattie. - spojrzał na mnie.
- Chester. - też na niego spojrzałam.
- Skarbie... - uśmiechnął się uwodzicielsko myśląc, że coś tym zdziała.
- Nie. - powiedziałam stanowczo.
- Ale... Ja nie wytrzymam. - jęknął.
- Wytrzymasz. Będziesz miał mnie i Oliwię. Chłopaki będą przychodzili. - uśmiechnęłam się głaszcząc go po głowie. - Ale ja chcę śpiewać. - zrobił słodkie oczka.
- Będziesz sobie śpiewał, ja Ci tego nie zabronię. - pocałowałam go w czoło
. - Chłopaki, powiedzcie jej coś. - spojrzał na przyjaciół.
- Ona ma rację. - Dave mnie poparł. - Masz opatrunki, jak biegasz, skaczesz i krzyczysz to się czasami zginasz wpół, a wtedy kołnierz Ci się wbija w ranę.
- No to się nie będę zginał, jejkuś! - znów rozpaczliwie jęknął.
- Przestań się mazgaić Bennington. - warknął Rob. - Nathalie się martwi, troszczy o Ciebie i ma rację z tym przemęczaniem. Wytrzymasz chociaż dwa tygodnie. Na razie i tak nie mamy koncertów. I nie zanosi się na to. Jedziemy pod namioty jak tylko wydobrzejesz. - uśmiechnął się.
- Pod namioty? Że do lasu? - zaświeciły mu się oczy.
- Tak. Jedziemy pod namioty. - uśmiechnęłam się.
- Ale zajebiście. Nareszcie sobie odpocznę. - mruknął.
- Tylko bądź grzeczny. Bo się rozmyślę. - zaszantażowałam go.
- Już dobrze, dobrze. - westchnął.
- I nie będziesz mi się sprzeciwiał. - uśmiechnęłam się.
- Okej. - obiecał.
- Jesteś tego pewien? - uniosłam brew.
- Tak. - podsunął się lekko do pozycji siedzącej.
- W takim razie przeprowadzasz się do mnie na czas rekonwalescencji. Ja do Ciebie nie mogę, bo mam Oli pod opieką. - uśmiechnęłam się.
- Co? Mam mieszkać u Ciebie? - jęknął. - A nie możesz zabrać Oliwii do mnie? - mruknął.
- Nie, nie mogę, bo ode mnie ma bliżej do szkoły. - odgarnęłam włosy za uszy.
- No to będziemy ją wozili. - uśmiechnął się.
- Chester błagam Cię. Jest lato i mamy się tłuc autem? - westchnęłam.
- I tak ma tylko dwa dni do szkoły i zaczyna wakacje. - westchnął. - No dobra. - uległam. - Ale za dwa dni, po końcu roku. - powiedziałam.
- Dobrze. - pocałował mnie delikatnie w policzek.
- No i super. - pocałowałam go w kącik ust.
- Chester, Kocham Cię. - mój braciszek podskoczył do góry. - Zabierasz ją ode mnie! - klasnął w ręce. - Wezmę sobie JoJo. - spojrzał na ukochaną.
- Aż taka zła jestem? Zawsze masz posprzątane, uprane, ugotowane i jeszcze Ci źle. - prychnęłam.
- Ze mną tak dobrze nie będzie. Już ja go wyszkolę. - Offeman pokiwała palcem na Spike'a. - Jak wrócisz, będzie chodził jak w zegarku. - obiecała.
- Trzymam Cię za słowo. - przytuliłam ją.
- Masz mi wziąć auto z naprawy i podrzucić je do Chazza. - nakazałam bratu.
- I co jeszcze? Może frytki? - zapytał słodkim głosem. Pacnęłam go w tył głowy.
- Nie wkurzaj mnie. - warknęłam.
- Od kiedy to młodszy dyryguje starszym, Kicia? - zapytał cwanie się uśmiechając.
- Od kiedy to ja w tym domu mam cycki. - powiedziałam strzepując włosy w tył.
- A ja mam jaja i nie będę Cię słuchał, o. - założył na siebie ręce.
- Okej, ale sam wiesz, że nie wyjdzie Ci to na dobre. - powiedziałam. - Phoenix, odbierzesz mi tą furkę? - zapytałam.
- Nie ma sprawy. - Dave pocałował mnie w policzek.
- Dzięki. - uśmiechnęłam się do niego.
- Ale ja tylko żartowałem. - mój brat zaprotestował.
- A ja nie. - nawet na niego nie spojrzałam.
- Nie wiem, jak ja wytrzymam bez prób. - Chaz co minutę wtrącał to zdanie do naszych rozmów.
- Chazzy, przestaniesz wreszcie? - zgromiłam go wzrokiem.
- Ciągle mam nadzieję, że zmienisz zdanie. - westchnął.
- Człowieku, przestań się łudzić. - Mike zaczął się śmiać. - Ona jest uparta, jak stado dzikich oślic. - zaczął naśladować osła.
- Shinoda, zamknij się. - spojrzałam na brata.
- Mówiłaś do siebie, czy do mnie, Kochanie? - zapytał z przesadzoną grzecznością.
- MIKE! - krzyknęłam i tak zbyt cicho, jak na niego. Poskutkowało. Zatkał uszy.
- Już dobra, dobra Pani Bennington! Błagam, nie drzyj się! - jęknął.
- Dlaczego akurat Pani Bennington? - zapytał rozbawiony Chester.
- Nie słyszałeś? - Joe trzymał się za brzuch.
- To było 25 na 40. - Mike przewrócił oczami.
- Nie denerwuj mnie, to nie będę narażała Twoich wrażliwych uszek, Kotecku. - dałam mu całusa w czoło.
- Postaram się, Mysecko. - przytulił się do mnie.
- No już już. - głaskałam go po głowie przewracając z rozbawieniem oczami.
- Ona aż tak krzyczy? - Chester nie mógł przestać się śmiać.
- Ja się wolę nie wypowiadać. - Spike się ciągle do mnie tulił.
- Ja też nie. - powiedzieli chórem Joe, Rob i Brad.
- A tam pieprzycie głupoty. - Phoenix machnął ręką. - Damska wersja Chestera jest zajebista. - wyszczerzył się do mnie. - Przynajmniej się nie odzwyczaiłeś od krzyku. - spojrzał na Mike'a.
- DAAVE!! - krzyknęłam wesoło przytulając się do niego.
- Cooo? - poczochrał mi włosy.
- Penis! - krzyknęłam. - Nie niszcz mi fryzu! - spojrzałam na niego udając wściekłą, ale po chwili się roześmiałam.
- Zboczona wariatka. - Phoenix dusił się ze śmiechu. - Dobrze, że Oli poszła z dziewczynami do rodziców. - powiedział przez śmiech.
- Jak damska wersja Benningtona, to na całego. - spojrzałam na Chazza nie przestając się śmiać.
- Sugerujesz, że jestem zboczony, Kochanie? - Chester przybrał poważny wyraz twarzy.
- Nie, skąd. - oparłam się o Davida ze śmiechu. - W końcu każdy zapytany o plany na Walentynki powie, że ma zamiar się... Ekhem. - rechotałam. - Nie powiem tego.
- Teraz Ty się martw o jego Walentynki siostra. Od takich rzeczy ma teraz Ciebie. - Mike poklepał mnie po ramieniu rechocząc. Od razu schował się za Phoenix'a.
- Ja go jednak zabiję. - przeskoczyłam przez jego "tarczę" robiąc szpagat w powietrzu i złapałam za sznurki jego kaptura.
- Chester! Ratuj! - jęczał rozpaczliwie Shi, gdy nosiłam go w powietrzu po sali.
- Trzeba było mnie nie zapisywać na karate, ju - jitsu, kickboxing, judo i boks. No i jeszcze krahmagi. - podniosłam go wyżej, prawie pod sufit. - Trzeba mi było zamknąć siłownię na klucz. A przede wszystkim zatkać swoją niewyparzoną mordkę. - patrzyłam na niego. Wszyscy rechotali. Nawet Chaz. A Mike na prawdę myślał, że go uderzę! Miał taką zajebistą, przerażoną minkę! Chciało mi się śmiać, więc postawiłam moją "ofiarę" na ziemi, usiadłam na łóżku przy Chesterze i wybuchłam śmiechem.
- Nattie, Skarbie. - mój ukochany nie mógł wydusić słowa ze śmiechu. Stał się aż czerwony.
- Wiem. Ja Ciebie też. - wtuliłam się w jego tors, a on czołem w moją głowę i rechotaliśmy jak żaby w czasie okresu godowego.
- Filmik już jest u mnie na fejsie! - Farrell był z siebie bardzo dumny.
- Dave! Zabiję Cię! - Spike już się na niego rzucał, ale stanęłam między nimi.
- Zostaw go. - objęłam Rudego w pasie. - Ten filmik zrobi furorę. - przybiłam mu piątkę.
- Zobaczysz, zemszczę się. - Misio sam zaczął się śmiać i przytulił się do nas, a za nim Offcza, Joe i Rob.
- I tak Cię Kocham. - Spike pokazał mi język.
- Ja Ciebie też, Glizdo. - poczochrałam mu włosy.
- A wiecie, co ja Wam powiem? - wszyscy momentalnie spojrzeliśmy na mojego chłopaka, ponieważ to on się odezwał. - Dobrze Was widzieć, Mordeczki. - uśmiechnął się. Chłopaki podeszli do jego łóżka, żeby zrobić grupowego miśka, a ja cyknęłam im zdjęcie, które przez tablet Dave'a wstawiłam na facebook'a Chestera. Oparłam się o ścianę i patrzyłam, jak brunet obejmuje swoich przyjaciół. Gdyby ktoś mnie zapytał, czy znam najbardziej zgrany zespół, bez wahania wskazałabym właśnie Linkin Park.
Tamdadadam! Mamy dwudziestkę! Aż nie wierzę :o. Jeszcze te wejścia.. Dziękuję, że ktoś tu zagląda mimo, że nie zostawia komentarzy :* Ja Was do niczego nie zmuszam, ale fajnie by było, gdybyście się ujawnili :3 Całuski :*
PS : W zakładce SPAM możecie zostawiać linki do swoich blogów, a w zakładce KONTAKT zostawiłam Wam linki, dzięki którym możecie się więcej dowiedzieć o blogu, kiedy będą notki itd. <3
wtorek, 1 lipca 2014
19. Co z nim?!
Kiedy wróciliśmy do domu, Mike dał znać Phoenix'owi, że już mogą
przyjeżdżać. W tym czasie ja zrobiłam kolację. Podobno dziewczyny jadą z
nimi. Fajnie. Nie będę sama. Chociaż jedynym moim marzeniem teraz jest
usłyszenie od Chestera " Kocham Cię". Mija kolejny wieczór bez niego.
Mam już dość. Usycham. Niech on się wreszcie obudzi! Dlaczego teraz?
Dlaczego, jak już byłam szczęśliwa, wszystko musiało pęknąć jak bańka
mydlana? Ech to moje " szczęście "... Kiedy już rozkładałam sztućce,
usłyszałam dzwonek do drzwi. Pognałam otworzyć, bo Mike'owi jak zwykle
nie chciało się ruszyć dupy sprzed telewizora! Jakby był Chaz, już by
siedział nad nowym tekstem, albo mieliby próbę.
- Mike! Rusz ten tyłek! Ktoś dzwoni do drzwi! - krzyknęłam najgłośniej, jak umiałam.
- Nie drzyj się tak, Pani Bennington! Zajebiste momenty są! - odkrzyknął.
- Jak Ci zaraz kurwa pokażę Panią Bennington to zatęsknisz za Chazzem! - rzuciłam w niego poduszką ruszając do drzwi. - Ja jestem gorsza, nie zapominaj o tym, Szczurze. - rzuciłam w jego stronę.
- Down. - mruknął.
- Udam, że tego nie słyszałam, Kotku. - uśmiechnęłam się słodko i otworzyłam drzwi.
- Co to za krzyki? - zapytał Phoenix śmiejąc się i przytulając mnie. - Cześć, Kochanie. - pocałował mnie w czoło. - Jak się trzymasz? - zapytał.
- Jak słyszałeś, znakomicie zastępuje Chestera. Aż mnie uszy bolą. - Spike odpowiedział za mnie witając się z kumplem.
- To dobrze. Jak wróci Benny to nie będziesz miał problemów. - Rob się zaśmiał po czym wylądowałam w jego ramionach.
- Lizus. - burknął Shi.
- Udam, że tego nie słyszałem. - Bourdon zwężył swoje tęczówki i zaśmiał się do mnie.
- I prawidłowo. - poklepałam go po ramieniu i skinęłam głową zapraszając ich do salonu, gdzie czekał poczęstunek. Donośny śmiech małej upewnił mnie, że ta kolacja będzie udana.
- Przyniosłem żelki i popcorn! - wykrzyknął Joe i przytulił mnie do siebie.
- Moja Pandzia. - pocałowałam go w policzek. - Refleks Owieczka! - rzuciłam się Bradowi na ręce. - Hej. - pocałowałam go w policzek i zeskoczyłam na podłogę.
- Cześć, Pani Bennington. - Delson wesoło się zaśmiał. - Mam fajny horror, obejrzymy sobie jak mała padnie. - poruszył brwiami.
- Jasne. - zaśmiałam się i zaprosiłam go ruchem dłoni do salonu, po czym rzuciłam się na dziewczyny ściskając je i całując.
- Jak się trzymasz? - zapytała Maryse.
- Nie jest łatwo, ale mam Młodą pod opieką, więc jakoś muszę. - westchnęłam.
- Tęsknisz za nim, co? - Paige i April mnie przytuliły.
- Lekarze mówią, ze jest coraz lepiej. Niedługo się wybudzi. - uśmiechnęłam się. - Taką mam nadzieję. Jutro chcę iść do niego z małą. - powiedziałam, gdy byliśmy wszyscy w salonie i zaczęliśmy kolację. - Wczoraj byłyśmy w sklepie na zakupach i Oliwia znalazła najnowszy numer " Bravo ". Tam było zdjęcie Chestera... - nie dokończyłam. - Oli, przynieś tą gazetę Skarbie. - zwróciłam się do dziewczynki siedzącej na kolanach Phoenix'a. Mała posłusznie popędziła do swojego pokoju i gazeta znalazła się na stole. Pierwszy wziął ją Phoenix, który z wściekłości zaczął strzelać z kostek u palców. Pisemko przechodziło z rąk do rąk. Ostatni dostał je mój brat, który bez słowa rozdarł je na strzępy, rzucił na podłogę, zdeptał i wrzucił do kominka.
- Jaki umierający do jasnej cholery? - wybuchł Spike. - On żyje! I obudzi się. - spojrzał na nas. - Jadę tam. - warknął.
- Gdzie?! - wstałam.
- Do tej jebanej redakcji! Najebać tym, którzy nie wiadomo jakim prawem weszli do jego sali, po pierwsze, a po drugie napisali takie bzdury! - krzyknął. JoJo złapała go za rękę.
- Mike, to nie ma sensu.. - szepnęła. - Nie zamkniesz im ust. - dodała.
- Właśnie. - poparłam przyjaciółkę i podeszłam do brata. - Myślisz, że mnie nie boli to, że już pakują go do trumny? My tu horror przeżywamy, a pomyśl, co myślą fani, którzy to czytali i na dodatek uwierzyli? - spojrzałam mu w oczy. - Będę musiała to zaraz sprostować. Pewnie mam zawaloną skrzynkę. - już miałam wstawać, kiedy zadzwonił mój telefon. Wzięłam go z sofy. - Ze szpitala! - krzyknęłam i odebrałam. - Halo? - głos mi się łamał z podekscytowania.
- Dzień dobry, czy rozmawiam z panią Nathalie Shinodą? - męski głos w słuchawce sprawił, że nieco się zdenerwowałam.
- Mówi doktor Stewart. Opiekuję się Pani partnerem. - wyjaśnił. - Chester Bennington. Ten sławny wokalista. Moja córka go uwielbia.
- Co z nim?! - niemal krzyknęłam do słuchawki.
- Obudził się. - te słowa sprawiły, że upuściłam telefon na dywan. Wypadła z niego bateria. Mike natychmiast naprawił usterkę, a ja stałam jak słup soli.
- Co z Chazzem?! - zapytał Phoenix. Popłakałam się. - No nie mów, że.. - nie dokończył.
- Obudził się! - wydarłam się. - Obudził się!! - krzyczałam.
- Obudził się?! - Phoenix nie mógł uwierzyć.
- Tak! - krzyknęłam i w tym momencie znalazłam się na rękach Dave'a. Objęłam go nogami w pasie, a ręce zawiesiłam na jego szyi. Do przytulasa dołączyli się wszyscy obecni. Nawet Oliwka, którą Joe wziął na ręce.
- Jedziemy tam. - zarządził Mike i już po chwili jechaliśmy do szpitala w wyśmienitych nastrojach.
Hej Soldiers :*! Już niedługo 20 rozdział! Aż nie mogę uwierzyć. Myślałam, że po prologu nie będę miała czytelników, a tu takie " : O "... Kocham Was za to :*
- Mike! Rusz ten tyłek! Ktoś dzwoni do drzwi! - krzyknęłam najgłośniej, jak umiałam.
- Nie drzyj się tak, Pani Bennington! Zajebiste momenty są! - odkrzyknął.
- Jak Ci zaraz kurwa pokażę Panią Bennington to zatęsknisz za Chazzem! - rzuciłam w niego poduszką ruszając do drzwi. - Ja jestem gorsza, nie zapominaj o tym, Szczurze. - rzuciłam w jego stronę.
- Down. - mruknął.
- Udam, że tego nie słyszałam, Kotku. - uśmiechnęłam się słodko i otworzyłam drzwi.
- Co to za krzyki? - zapytał Phoenix śmiejąc się i przytulając mnie. - Cześć, Kochanie. - pocałował mnie w czoło. - Jak się trzymasz? - zapytał.
- Jak słyszałeś, znakomicie zastępuje Chestera. Aż mnie uszy bolą. - Spike odpowiedział za mnie witając się z kumplem.
- To dobrze. Jak wróci Benny to nie będziesz miał problemów. - Rob się zaśmiał po czym wylądowałam w jego ramionach.
- Lizus. - burknął Shi.
- Udam, że tego nie słyszałem. - Bourdon zwężył swoje tęczówki i zaśmiał się do mnie.
- I prawidłowo. - poklepałam go po ramieniu i skinęłam głową zapraszając ich do salonu, gdzie czekał poczęstunek. Donośny śmiech małej upewnił mnie, że ta kolacja będzie udana.
- Przyniosłem żelki i popcorn! - wykrzyknął Joe i przytulił mnie do siebie.
- Moja Pandzia. - pocałowałam go w policzek. - Refleks Owieczka! - rzuciłam się Bradowi na ręce. - Hej. - pocałowałam go w policzek i zeskoczyłam na podłogę.
- Cześć, Pani Bennington. - Delson wesoło się zaśmiał. - Mam fajny horror, obejrzymy sobie jak mała padnie. - poruszył brwiami.
- Jasne. - zaśmiałam się i zaprosiłam go ruchem dłoni do salonu, po czym rzuciłam się na dziewczyny ściskając je i całując.
- Jak się trzymasz? - zapytała Maryse.
- Nie jest łatwo, ale mam Młodą pod opieką, więc jakoś muszę. - westchnęłam.
- Tęsknisz za nim, co? - Paige i April mnie przytuliły.
- Lekarze mówią, ze jest coraz lepiej. Niedługo się wybudzi. - uśmiechnęłam się. - Taką mam nadzieję. Jutro chcę iść do niego z małą. - powiedziałam, gdy byliśmy wszyscy w salonie i zaczęliśmy kolację. - Wczoraj byłyśmy w sklepie na zakupach i Oliwia znalazła najnowszy numer " Bravo ". Tam było zdjęcie Chestera... - nie dokończyłam. - Oli, przynieś tą gazetę Skarbie. - zwróciłam się do dziewczynki siedzącej na kolanach Phoenix'a. Mała posłusznie popędziła do swojego pokoju i gazeta znalazła się na stole. Pierwszy wziął ją Phoenix, który z wściekłości zaczął strzelać z kostek u palców. Pisemko przechodziło z rąk do rąk. Ostatni dostał je mój brat, który bez słowa rozdarł je na strzępy, rzucił na podłogę, zdeptał i wrzucił do kominka.
- Jaki umierający do jasnej cholery? - wybuchł Spike. - On żyje! I obudzi się. - spojrzał na nas. - Jadę tam. - warknął.
- Gdzie?! - wstałam.
- Do tej jebanej redakcji! Najebać tym, którzy nie wiadomo jakim prawem weszli do jego sali, po pierwsze, a po drugie napisali takie bzdury! - krzyknął. JoJo złapała go za rękę.
- Mike, to nie ma sensu.. - szepnęła. - Nie zamkniesz im ust. - dodała.
- Właśnie. - poparłam przyjaciółkę i podeszłam do brata. - Myślisz, że mnie nie boli to, że już pakują go do trumny? My tu horror przeżywamy, a pomyśl, co myślą fani, którzy to czytali i na dodatek uwierzyli? - spojrzałam mu w oczy. - Będę musiała to zaraz sprostować. Pewnie mam zawaloną skrzynkę. - już miałam wstawać, kiedy zadzwonił mój telefon. Wzięłam go z sofy. - Ze szpitala! - krzyknęłam i odebrałam. - Halo? - głos mi się łamał z podekscytowania.
- Dzień dobry, czy rozmawiam z panią Nathalie Shinodą? - męski głos w słuchawce sprawił, że nieco się zdenerwowałam.
- Mówi doktor Stewart. Opiekuję się Pani partnerem. - wyjaśnił. - Chester Bennington. Ten sławny wokalista. Moja córka go uwielbia.
- Co z nim?! - niemal krzyknęłam do słuchawki.
- Obudził się. - te słowa sprawiły, że upuściłam telefon na dywan. Wypadła z niego bateria. Mike natychmiast naprawił usterkę, a ja stałam jak słup soli.
- Co z Chazzem?! - zapytał Phoenix. Popłakałam się. - No nie mów, że.. - nie dokończył.
- Obudził się! - wydarłam się. - Obudził się!! - krzyczałam.
- Obudził się?! - Phoenix nie mógł uwierzyć.
- Tak! - krzyknęłam i w tym momencie znalazłam się na rękach Dave'a. Objęłam go nogami w pasie, a ręce zawiesiłam na jego szyi. Do przytulasa dołączyli się wszyscy obecni. Nawet Oliwka, którą Joe wziął na ręce.
- Jedziemy tam. - zarządził Mike i już po chwili jechaliśmy do szpitala w wyśmienitych nastrojach.
Hej Soldiers :*! Już niedługo 20 rozdział! Aż nie mogę uwierzyć. Myślałam, że po prologu nie będę miała czytelników, a tu takie " : O "... Kocham Was za to :*
poniedziałek, 30 czerwca 2014
18. Problem za problemem. I za co ja mam kochać świat?
Kolejny raz tej nocy spojrzałam na wyświetlacz mojego
i'phona. Zegarek wskazywał 2:30. Westchnęłam cicho patrząc na tapetę.
Moje zdjęcie z Chazzem zrobione nad Tamizą. Znów zebrało mi się na te
jebane łzy. Nathalie, do cholery jasnej. Ogarnij się dziewczyno. Płaczem mu nie pomożesz. Skarciłam
się w myślach patrząc na bladą sylwetkę Chestera spoczywającą na
łóżku.. Jego tatuaże nabrały jeszcze żywszych kolorów. Podłączony do
pikających aparatur spał. Miałam nadzieję, że któregoś dnia wejdę do tej
sali, a on przywita mnie donośnym " Cześć Kochanie, jak Ci minął dzień?
" i pocałuje mnie w usta na dzień dobry. Co ranek przez ten cholerny
tydzień przekraczając próg tego miejsca wyobrażałam sobie, że spojrzy na
mnie tymi swoimi brązowymi tęczówkami, uśmiechnie się i powie : " Już
wszystko dobrze, wracamy niedługo do domu. " Ale to tylko wyobraźnia. On
ciągle jest w śpiączce. Już siedem dni. Podobno jego stan się
ustabilizował. Podobno. Praktycznie cały czas chodzą koło niego lekarze.
I paparazzi ciągle czatują pod szpitalem, z czego wiem od Dave'a. Ja
się stąd nie ruszam, odkąd Chaz tu trafił. Z mojej winy. Nigdy sobie nie
wybaczę, jeśli coś mu się stanie. Nigdy. Ani sobie, ani swojemu byłemu.
Zanim zrobię coś sobie, on za to zapłaci. Ale moment. Co ja tak
czarnowidzę? Chazzy musi wstać. On musi się obudzić. Przecież co dzień
oddaję mu krew. Ja, chłopaki, JoJo... I fani zasypujący mnie na fejsie
pytaniami o jego stan. Niektórzy też tu byli oddać mu krew. Jak się
obudzi, od razu mu powiem, jakich ma oddanych Soldiersów wokół siebie.
Jedna dziewczyna płakała nawet ze mną. Bodajże Sally miała na imię, nie
pamiętam. Ja nie żyję tym światem. W sumie to nawet nie wiem zbytnio, co
się wokół mnie dzieje, nic mnie nie obchodzi. Mike już kilkakrotnie
błagał mnie, żebym wróciła do domu. Ogarnęła się, odpoczęła.. Ale ja nie
chcę stąd iść. Jeśli się obudzi, jak mnie nie będzie? Nie mam zamiaru
tego przegapić. Chcę zobaczyć jego uśmiech po przebudzeniu, kiedy mnie
zobaczy. To będzie najpiękniejszy widok w moim życiu. Poryczę się jak
bóbr, wiem to. Boli mnie głowa, szpitalne krzesło nie jest zbyt wygodnym
łóżkiem, ale da się żyć. Ważne, że z nim. Położę głowę na jego tors i
będzie mi wygodnie. Przez całą noc będę uważnie słuchała bicia jego
serca. Moje postanowienie, dopóki nie otworzy oczu. Wołami mnie stąd nie
wyciągną. - Zawsze przy Tobie, Skarbie. - pogłaskałam go po ogniu
widniejącym na jego dłoni. Przytuliłam się do jego piersi i zasnęłam.
- Nattie.. Nattie pobudka. - usłyszałam cichy szept przy swoim uchu. Mruknęłam coś pod nosem. - Siostra, obudź się. - głos Mike'a przeszył od środka moją czaszkę sprawiając mi niewyobrażalny ból. Jęknęłam podnosząc się z trudem.
- Co jest? - spojrzałam na niego.
- Musisz wrócić do domu. - spojrzał na mnie błagalnie,
- Co? - spojrzałam na niego jak na kretyna. - Nie ma opcji, ja nigdzie nie wracam. - zaprotestowałam.
- Ale musisz. - kucnął przy mnie.
- Ja nic nie muszę. - powiedziałam i ujęłam dłoń Chazza głaszcząc go od wemflona po czubki palców.
- Wróć do domu, proszę. - Spike miał łzy w oczach. - Melody miała wypadek. - szepnął. - Z Danielem. - wychrypiał. Byłam w totalnym szoku. Melody Smith to moja siostra cioteczna. Niedawno spotkałyśmy się po trzech miesiącach rozłąki. Ma męża - Daniela. Są już 8 lat małżeństwem. Mają 30- stkę na karku. Są rodzicami 6 letniej Oliwii. - Jaki wypadek? - wydukałam. - Zderzyli się z ciężarówką. - spojrzał mi w oczy.
- Żyją? - zapytałam.
- Tak, ale są w śpiączce. - wyszeptał. - Mała jest u nas. - dodał.
- Jedziemy tam. - bez zastanowienia wstałam . Pocałowałam Chestera w czoło i wyszłam. Przez szybę widziałam, jak Spike szepcze mu coś na ucho i klepie go po ramieniu. W moich oczach zaszkliły się łzy, ale je powstrzymałam i kiedy tylko brat opuścił salę ruszyliśmy szybko do domu. Jo zabrała Liv na pizzę. Miałam czas, żeby się ogarnąć. Młoda nie może zobaczyć mnie w takim stanie. Pewnie jest załamana, nie chcę jej dobić. Pognałam szybko pod prysznic. Gorąca woda ukoiła ból, zmęczenie i dodała mi pewnego rodzaju energii. . - Kubek gorącej kawy się przyda. - mruknęłam wycierając ciało i włosy. Założyłam na siebie bieliznę, a na nogi wsunęłam japonki w czarno- białe paski i stanęłam przed lustrem. Brak makijażu, opuchlizna wokół oczu, nieobecny zamglony wzrok, blada skóra, kołtuny we włosach. - Jezus Maria... - jęknęłam. - Do czego ja się doprowadziłam... - westchnęłam i przemyłam twarz zimną wodą. Wysuszyłam starannie włosy. Z rozczesaniem ich było znacznie trudniej, ale jakoś poszło. Założyłam na siebie :
Ubranie Natt
Buty, które miałam kupione specjalnie do tej kreacji, zastąpiłam japonkami. Za fryzurę służył mi koczek. Delikatny makijaż zamaskował zmęczenie. - Witamy z powrotem, Natt. - powiedziałam dumna z siebie i od razu ruszyłam do kuchni, gdzie zrobiłam sobie mocną, czarną kawę. Usiadłam na krześle i upijałam małe łyki delektując się smakiem gorącego napoju. Senność opuściła mnie niemalże natychmiast wraz z potwornym bólem przeszywającym wzdłuż i wszerz moje ciało. Został jedynie ból psychiczny, ale na niego nawet milion wypitych kaw nie pomoże. Ból psychiczny jest jak ostry kolec wbijający się w Twój mózg, który z każdym dniem pogłębia Twoje rany, a Ty nic nie możesz na to poradzić. Jest jak kat, który trawi Twoje życie niczym ogień zapisane kartki ze starego kalendarza. Boli. Boli dużo bardziej niż świeża blizna na palcu po okaleczeniu nożem w czasie krojenia warzyw na sałatkę. Jedynym lekarstwem na to jest walka. Walka ze sobą i własnymi słabościami. A wiecie, co jest największym zwycięstwem? Powiedzenie sobie, że dam radę. Że potrafię. Że mogę. I do kurwy nędzy nikt mi tego nie zburzy. Bo to mój świat. I moje zwycięstwo. Moje bagno, z którego wyjdę sama, lub z pomocą osób, które podadzą mi rękę. Ale wyjdę. Nie utonę. Dzięki tym, którzy są ze mną i dzięki własnej determinacji. Nie mogę się załamać. Nie mogę powiedzieć, że życie bez niego nie ma sensu. Prawda, nie ma. Ale on żyje. Jego serce bije. On potrzebuje mojego wsparcia. I nie tylko on. Chłopaki no i Oliwka. Ta mała ma dopiero sześć lat, a już przeżyła taką tragedię. Jej rodzice są w szpitalu, dziadkowie parę tysięcy kilometrów stąd... Nie ma nikogo poza mną i Spike'm. Odpowiedzialność za jej wychowanie do czasu wybudzenia jej rodziców i zapewne kilka dni i miesięcy po nim spoczywa na mnie. I muszę temu podołać. Zrobię to choćby nie wiem co, bo Livka.. Ta mała istotka jest dla mnie jak młodsza siostrzyczka. Uwielbiam ją. Z wzajemnością. Tak samo Chester, chłopaki i Jo. Pamiętam, jak niedawno zadzwoniła do mnie z telefonu ojca, żeby mnie niewidzialnie przytulić i powiedzieć, że Chester na pewno się wybudzi. Potakiwałam, że też w to wierzę, że na pewno tak będzie, a kiedy zaśpiewała mi " Leave out all the rest" śmiałam się przez łzy i śpiewałam razem z nią. A teraz? Jesteśmy w tej samej sytuacji. Najważniejsze dla nas osoby leżą w śpiączce, ich życie wisi na bardzo cienkim włosku i nie wiadomo, czy jeszcze kiedykolwiek usłyszymy ich głosy. Westchnęłam biorąc ostatni łyk cieczy z gorącego jeszcze kubka, który po chwili wylądował w zmywarce. Mike powiedział, że ulokował małą w pokoju gościnnym obok mnie. Pewnie zamiast u siebie, będę spała z nią. Nie dlatego, że u mnie praktycznie wszędzie wisi Chester. Po prostu zawsze spałam z Oli, kiedy była u mnie. Podniosłam się z krzesła i ruszyłam na górę do swojego pokoju. Zmierzyłam wzrokiem ściany. - Cześć, Kochanie. - uśmiechnęłam się do jednego z plakatów. Zacisnęłam zęby. - Nie bój się, nie rozpłaczę się, wiem, że tego nie chcesz. Kurwa, gadam z plakatami. Psychol. - mruknęłam do siebie. - Nie patrz tak na mnie no. Nie jestem normalna. - zaczęłam się śmiać. - Dobra, trzeba tu wreszcie posprzątać i się rozpakować. - ruszyłam do łazienki po szmaty i mopy, oraz do kuchni po odkurzacz. Najpierw zajęłam się swoim gniazdkiem. Starannie wytrzepałam dywan, a następnie wyprałam go odkurzaczem. Powycierałam szafę, regał na płyty, nawet płyty. Wyciągnęłam z walizki The Hunting Party i znalazła się obok swojej koleżanki Meteory. Oczywiście została wytarta, choć jej okładka wcale brudna nie była. Widniały na niej autografy chłopaków napisane czarnymi markerami. Uśmiechnęłam się do siebie. Zaścieliłam starannie łóżko i zajęłam się resztą domu. Zgadnijcie, czyj pokój ogarniałam najdłużej? Bingo. Mojego braciszka. Nawet gitarę mu wypolerowałam! Ale się będzie cieszył, że jego siostrzyczka się ogarnęła. Zresztą ja też się cieszę. Gdy posprzątałam hall, który był ostatnim pomieszczeniem w naszym domu zmęczona opadłam na kanapę. Poczułam głód. I to duży. W końcu nie jadłam cały tydzień, nie wiem, jakim cudem nie jestem w szpitalu. Zrobiłam sobie zupkę chińską. Aby coś wrzucić na ząb. Gdy zaczynałam swoją ucztę w salonie oglądając telewizję, usłyszałam wiadomości o moim ukochanym. Obejrzałam nawet wywiad z Phoenix'em. Mówił, że cały czas są przy Chazzie, że jest bez zmian, że najwięcej czasu przy nim spędzam ja, potwierdził informację o naszym związku.... Najlepszym jego zdaniem było : " Linkin Park istnieje i istnieć będzie. Chester się obudzi. Wszyscy w to wierzymy. " Normalnie jakbym mogła, pojechałabym do niego tylko po to, żeby go przytulić. Ledwo powstrzymałam łzy. Po niecałych piętnastu minutach wywiad się skończył i wtedy usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi. Wyłączyłam telewizor i postawiłam miskę na stole.
- Nattie! - wesoły głos małej dziewczynki dotarł do moich uszu. Od razu wstałam i pobiegłam za jego dźwiękiem. Moim oczom ukazała się niewysoka dziewczynka o kasztanowatych długich włosach i brązowych oczach. Miała na sobie czarną skórę, białą bluzę z logiem i nazwą LINKIN PARK na przodzie, która była czarna. Do tego miała czarne rurki i białe conversy.
- Oliwka! Skarbie! - podbiegłam do niej, wzięłam ją na ręce i zaczęłam obcałowywać po twarzy. - Typowy Soldier. - zmierzyłam ją wzrokiem.
- A jak. - powiedziała dumna robiąc znak rock'a. - Jak Chestuś? - zapytała zatroskana. Chestuś. Tylko ona tak mówiła na Chestera. To najczęściej używane przez nią zdrobnienie. Jak mówi, chciała być oryginalna
- Bez zmian. - westchnęłam.
- Rodzice też. - powiedziała wtulając się we mnie i rozpłakała się. - Dlaczego oni? - spojrzała na mnie, jakby ode mnie oczekiwała odpowiedzi.
- Nie wiem, Kochanie. Też tego nie rozumiem. - otarłam jej łezki. Widok zapłakanej sześciolatki rozrywał mi serce, Ale musiałam być silna dla niej. Ona potrzebowała podpory. - Ale wiem, że musimy teraz być silne właśnie dla nich. - wysiliłam się na uśmiech.
- Ja też to wiem, ale to strasznie trudne.. - chlipnęła.
- Wiem Perełko. - przytuliłam ją. - Damy radę. Musimy. - pocałowałam ją w czółko i spojrzałam na JoJo.
- Ja Was zostawiam. - powiedziała Offeman. - Jakby coś daj znać. - uśmiechnęła się lekko, a ja kiwnęłam głową na znak, że rozumiem. - Trzymajcie się. - przytuliła się do nas, a my odwzajemniłyśmy uścisk. Murzynka zniknęła za drzwiami.
- To co robimy? - spojrzałam na małą kruszynkę kurczowo trzymającą się mojego ramienia.
- Idziemy na spacer? - zaproponowała. - Chyba, że boisz się popaprańców z aparatami, jak to mówi Chestuś. - zaśmiała się.
- Ich? - zaśmiałam się. - W życiu. - uśmiechnęłam się. - Idziemy się ubrać. - dałam jej całusa w policzek i poszłyśmy na górę.
Ubranie Natt i Olivki - ubrałyśmy się tak samo. Włosy związałyśmy w koczki i schowałyśmy pod czapkami. Zrobiłam sobie lekki makijaż, założyłam torbę podając małej klucze. Oli zbiegła na dół. Przyjrzałam się chwilę sobie i poszłam jej śladem. Kiedy wyszłyśmy na zewnątrz odebrałam od niej klucze i zamknęłam mieszkanie, po czym schowałam je do torby.
- Może pójdziemy na zakupy? Znając życie Spike ich nie zrobił. - Ol przewróciła oczami śmiejąc się.
- Masz rację. - złapałam ją za rękę. - Co byś zjadła na kolację? - zapytałam, gdy wyszłyśmy za bramę i szłyśmy chodnikiem.
- Ummm... - zastanowiła się. - Może smażony ryż z oliwkami? Ten przepis co Ci kiedyś mama dała. Pamiętasz? - spojrzała na mnie.
- Ten co Mike nie chciał go na początku jeść, a potem zjadł i mówił, że dobre? - zapytałam.
- Nom. - uśmiechnęła się. - Tam trzeba czarne i zielone oliwki hiszpańskie, ryż,marchewkę, cukinię. - wyliczała.
- krewetki, sos sojowy, cytryna, kolendra sól i pieprz. - dokończyłam.
- Plus niezbędne rzeczy do domu typu mleko, chleb, bułki czy masło. - przypomniała.
- No wiem, wiem. Chyba będziemy musiały po Mike'a zadzwonić, żeby po nas przyjechał pod sklep, bo auto sknera zabrał, a moje jest w warsztacie. - przewróciłam oczami.
- Pewnie u Chestera siedzi. - westchnęła.
- Na pewno. Phoenix mi pisał, że byli na próbie i wpadli do niego. - uśmiechnęłam się.
- Próby bez wokalu? Jak oni sobie radzą? - jęknęła Oliwka.
- Tylko grają. Nikt nie śpiewa. - powiedziałam.
- Nawet Spike?
- Powiedział, że bez Chazza gęby nie otworzy. - spojrzałam w dal.
- Smutno mu pewnie, no nie? - ścisnęła moją dłoń.
- Jak nam wszystkim. - westchnęłam.
- Ale musi być dobrze. - młoda obdarzyła mnie uśmiechem.
- Na pewno będzie. - odwzajemniłam gest i weszłyśmy do sklepu. Oliwka wzięła koszyk i zapełniała go wszystkim, co potrzebne do dzisiejszej kolacji, po drodze ja zgarniałam produkty, które są niezbędne w domu. Rozglądałam się właśnie za ładnymi jabłkami, za którymi Oliwka, ja i Spike przepadamy, gdy nagle usłyszałam donośny głos dziewczynki.
- Natt! Nathalie, chodź tu! Szybko. - zawołała mnie. Zgarnęłam najładniejsze jabłka jakie znalazłam i szybkim krokiem ruszyłam w stronę stoiska z gazetami. Po chwili trzymałam w ręku najnowszy numer " BRAVO ".
CHESTER BENNINGTON UMIERAJĄCY. - przeczytałam wielki tytuł na pierwszej stronie. Pod nim widniało zdjęcie Chestera na szpitalnym łóżku. Jakim prawem do jasnej cholery oni weszli do jego sali!? Zabiję skurwieli. Zdepczę glizdy i spalę je w ognisku! Wrzuciłam gazetę do koszyka.
- Oliwia. Wracamy do domu. - powiedziałam.
- Nattie, Chazzy na prawdę umrze? - zapytała, a po jej policzkach spłynęły łzy. No kurwa. Biedne dziecko teraz płacze przez jakieś plotki!!! Przez jakąś farsę medialną. Kucnęłam przy niej.
- Nie. Chester nie umrze. - powiedziałam patrząc jej w brązowe, zaszklone tęczówki. - Jutro możemy do niego pójść, chcesz? - zapytałam ocierając jej łzy.
- Taak! - wykrzyknęła zadowolona i rzuciła mi się na szyję. - Muszę mu wszystko powiedzieć jak te obrzydliwe pismaki kłamią. - oburzyła się. - Myślisz, że usłyszy? - zapytała z nadzieją.
- Na pewno. - pocałowałam ją w czoło. - Trzeba zadzwonić do Mike'a i chłopaków. Pokażemy im to. - powiedziałam.
- Oni jeszcze coś tam na pewno napisali. - Oliv przewróciła oczami.
- Poczytamy sobie te bzdety, ale w domu. - uniosłam kącik ust ku górze. - Teraz dzwonimy do Spike'a. - wyjęłam telefon i wykręciłam numer do brata. Po kilku sygnałach usłyszałam jego głos.
- Co jest, siorka? - zapytał.
- Gdzie jesteś? - oparłam się o wózek.
- No już jadę do domku, a co?
- To podjedź pod supermarket. Byłyśmy z młodą na zakupach. Poza tym mam newsa. Daj znać chłopakom, żeby przyjechali.
- Co się stało?
- To nie na telefon.
- Coś poważnego? - zdenerwował się lekko.
- Tak, ale mówię Ci, że to nie jest na mobila. Dawaj szybko po nas. - powiedziałam i nie czekając na odpowiedź rozłączyłam się, po czym wrzuciłam telefon do torby.
- Jestem na nich taka wściekła, że szok. - Oliwia chodziła w tą i z powrotem.
- Ja też. - mruknęłam. - Załatwimy to. Już nie mogę się doczekać, aż Chester się obudzi i zamknie im ryje.
- On będzie potrzebował odpoczynku.
- Wiem Skarbie. Coraz częściej się zastanawiam, czy Mike nie miał racji. - usiadłam na ławce.
- Z czym? - usiadła obok mnie.
- Z tym, że powinniśmy zostać w Londynie. - spojrzałam w dal.
- Ale to i tak by nic nie zmieniło. Wokół Linkin Park zawsze będzie szum. - dziewczynka się do mnie przytuliła.
- Wiem. Ale nowe życie w nowym miejscu by nam się przydało. Mam już dosyć Phoenix. - przewróciłam oczami. - Poza tym tam nie mielibyśmy tylu wrogów co tu. Wręcz przeciwnie. Tam mamy przyjaciół. - uśmiechnęłam się. - Rob, Phoenix, Joe i Brad mają tam dziewczyny.. - dodałam.
- No to może powinniście się na serio przeprowadzić? - brązowe oczy dziewczynki przeszyły mnie na wylot.
- Jak tylko Chester się obudzi i wróci do zdrowia, poruszę z chłopakami ten temat. - obiecałam bardziej sobie, niż jej. Miałam dość życia tutaj.
- A co z grobem Waszych rodziców? - zapytała nagle. No właśnie. O tym nie pomyślałam.
- Nie wiem Kotku. Muszę o tym pogadać z Mike'm. Na pewno nie będziemy ich przenosić. Tu się wychowali, tu żyli. I tutaj zostaną. - uśmiechnęłam się.
Kiedy dziewczynka miała już coś powiedzieć, pod sklep podjechało czarne BMW mojego brata, a po chwili wysiadł z niego Michael.
- Cześć dziewczyny. - pocałował nas obie w policzki. - Powiedz mi, co się stało. - spojrzał na mnie.
- Powiem Ci w domu. - pomogłam mu wpakować zakupy do bagażnika, a po chwili, gdy wszyscy znaleźliśmy się w aucie, Spike ruszył do domu. Byłam tak wściekła, że ledwo się powstrzymałam, żeby nie dać mu tego szmatławca w aucie. Ale mocnym argumentem przemawiającym przeciw mojemu zamiarowi było to, że Mike był gorzej wybuchowy niż ja. A nie miałam zamiaru wylądować obok Chestera. Ech. Problem za problemem. I za co ja mam kochać świat?
Witam z nowym rozdziałem Kochani :**** Przepraszam za opóźnienie, ale teraz często muszę robić za niańkę -,- Lubię dzieci, ale wakacje są do odpoczynku! Matko Boska.... Ugh. Do następnego :*
- Nattie.. Nattie pobudka. - usłyszałam cichy szept przy swoim uchu. Mruknęłam coś pod nosem. - Siostra, obudź się. - głos Mike'a przeszył od środka moją czaszkę sprawiając mi niewyobrażalny ból. Jęknęłam podnosząc się z trudem.
- Co jest? - spojrzałam na niego.
- Musisz wrócić do domu. - spojrzał na mnie błagalnie,
- Co? - spojrzałam na niego jak na kretyna. - Nie ma opcji, ja nigdzie nie wracam. - zaprotestowałam.
- Ale musisz. - kucnął przy mnie.
- Ja nic nie muszę. - powiedziałam i ujęłam dłoń Chazza głaszcząc go od wemflona po czubki palców.
- Wróć do domu, proszę. - Spike miał łzy w oczach. - Melody miała wypadek. - szepnął. - Z Danielem. - wychrypiał. Byłam w totalnym szoku. Melody Smith to moja siostra cioteczna. Niedawno spotkałyśmy się po trzech miesiącach rozłąki. Ma męża - Daniela. Są już 8 lat małżeństwem. Mają 30- stkę na karku. Są rodzicami 6 letniej Oliwii. - Jaki wypadek? - wydukałam. - Zderzyli się z ciężarówką. - spojrzał mi w oczy.
- Żyją? - zapytałam.
- Tak, ale są w śpiączce. - wyszeptał. - Mała jest u nas. - dodał.
- Jedziemy tam. - bez zastanowienia wstałam . Pocałowałam Chestera w czoło i wyszłam. Przez szybę widziałam, jak Spike szepcze mu coś na ucho i klepie go po ramieniu. W moich oczach zaszkliły się łzy, ale je powstrzymałam i kiedy tylko brat opuścił salę ruszyliśmy szybko do domu. Jo zabrała Liv na pizzę. Miałam czas, żeby się ogarnąć. Młoda nie może zobaczyć mnie w takim stanie. Pewnie jest załamana, nie chcę jej dobić. Pognałam szybko pod prysznic. Gorąca woda ukoiła ból, zmęczenie i dodała mi pewnego rodzaju energii. . - Kubek gorącej kawy się przyda. - mruknęłam wycierając ciało i włosy. Założyłam na siebie bieliznę, a na nogi wsunęłam japonki w czarno- białe paski i stanęłam przed lustrem. Brak makijażu, opuchlizna wokół oczu, nieobecny zamglony wzrok, blada skóra, kołtuny we włosach. - Jezus Maria... - jęknęłam. - Do czego ja się doprowadziłam... - westchnęłam i przemyłam twarz zimną wodą. Wysuszyłam starannie włosy. Z rozczesaniem ich było znacznie trudniej, ale jakoś poszło. Założyłam na siebie :
Ubranie Natt
Buty, które miałam kupione specjalnie do tej kreacji, zastąpiłam japonkami. Za fryzurę służył mi koczek. Delikatny makijaż zamaskował zmęczenie. - Witamy z powrotem, Natt. - powiedziałam dumna z siebie i od razu ruszyłam do kuchni, gdzie zrobiłam sobie mocną, czarną kawę. Usiadłam na krześle i upijałam małe łyki delektując się smakiem gorącego napoju. Senność opuściła mnie niemalże natychmiast wraz z potwornym bólem przeszywającym wzdłuż i wszerz moje ciało. Został jedynie ból psychiczny, ale na niego nawet milion wypitych kaw nie pomoże. Ból psychiczny jest jak ostry kolec wbijający się w Twój mózg, który z każdym dniem pogłębia Twoje rany, a Ty nic nie możesz na to poradzić. Jest jak kat, który trawi Twoje życie niczym ogień zapisane kartki ze starego kalendarza. Boli. Boli dużo bardziej niż świeża blizna na palcu po okaleczeniu nożem w czasie krojenia warzyw na sałatkę. Jedynym lekarstwem na to jest walka. Walka ze sobą i własnymi słabościami. A wiecie, co jest największym zwycięstwem? Powiedzenie sobie, że dam radę. Że potrafię. Że mogę. I do kurwy nędzy nikt mi tego nie zburzy. Bo to mój świat. I moje zwycięstwo. Moje bagno, z którego wyjdę sama, lub z pomocą osób, które podadzą mi rękę. Ale wyjdę. Nie utonę. Dzięki tym, którzy są ze mną i dzięki własnej determinacji. Nie mogę się załamać. Nie mogę powiedzieć, że życie bez niego nie ma sensu. Prawda, nie ma. Ale on żyje. Jego serce bije. On potrzebuje mojego wsparcia. I nie tylko on. Chłopaki no i Oliwka. Ta mała ma dopiero sześć lat, a już przeżyła taką tragedię. Jej rodzice są w szpitalu, dziadkowie parę tysięcy kilometrów stąd... Nie ma nikogo poza mną i Spike'm. Odpowiedzialność za jej wychowanie do czasu wybudzenia jej rodziców i zapewne kilka dni i miesięcy po nim spoczywa na mnie. I muszę temu podołać. Zrobię to choćby nie wiem co, bo Livka.. Ta mała istotka jest dla mnie jak młodsza siostrzyczka. Uwielbiam ją. Z wzajemnością. Tak samo Chester, chłopaki i Jo. Pamiętam, jak niedawno zadzwoniła do mnie z telefonu ojca, żeby mnie niewidzialnie przytulić i powiedzieć, że Chester na pewno się wybudzi. Potakiwałam, że też w to wierzę, że na pewno tak będzie, a kiedy zaśpiewała mi " Leave out all the rest" śmiałam się przez łzy i śpiewałam razem z nią. A teraz? Jesteśmy w tej samej sytuacji. Najważniejsze dla nas osoby leżą w śpiączce, ich życie wisi na bardzo cienkim włosku i nie wiadomo, czy jeszcze kiedykolwiek usłyszymy ich głosy. Westchnęłam biorąc ostatni łyk cieczy z gorącego jeszcze kubka, który po chwili wylądował w zmywarce. Mike powiedział, że ulokował małą w pokoju gościnnym obok mnie. Pewnie zamiast u siebie, będę spała z nią. Nie dlatego, że u mnie praktycznie wszędzie wisi Chester. Po prostu zawsze spałam z Oli, kiedy była u mnie. Podniosłam się z krzesła i ruszyłam na górę do swojego pokoju. Zmierzyłam wzrokiem ściany. - Cześć, Kochanie. - uśmiechnęłam się do jednego z plakatów. Zacisnęłam zęby. - Nie bój się, nie rozpłaczę się, wiem, że tego nie chcesz. Kurwa, gadam z plakatami. Psychol. - mruknęłam do siebie. - Nie patrz tak na mnie no. Nie jestem normalna. - zaczęłam się śmiać. - Dobra, trzeba tu wreszcie posprzątać i się rozpakować. - ruszyłam do łazienki po szmaty i mopy, oraz do kuchni po odkurzacz. Najpierw zajęłam się swoim gniazdkiem. Starannie wytrzepałam dywan, a następnie wyprałam go odkurzaczem. Powycierałam szafę, regał na płyty, nawet płyty. Wyciągnęłam z walizki The Hunting Party i znalazła się obok swojej koleżanki Meteory. Oczywiście została wytarta, choć jej okładka wcale brudna nie była. Widniały na niej autografy chłopaków napisane czarnymi markerami. Uśmiechnęłam się do siebie. Zaścieliłam starannie łóżko i zajęłam się resztą domu. Zgadnijcie, czyj pokój ogarniałam najdłużej? Bingo. Mojego braciszka. Nawet gitarę mu wypolerowałam! Ale się będzie cieszył, że jego siostrzyczka się ogarnęła. Zresztą ja też się cieszę. Gdy posprzątałam hall, który był ostatnim pomieszczeniem w naszym domu zmęczona opadłam na kanapę. Poczułam głód. I to duży. W końcu nie jadłam cały tydzień, nie wiem, jakim cudem nie jestem w szpitalu. Zrobiłam sobie zupkę chińską. Aby coś wrzucić na ząb. Gdy zaczynałam swoją ucztę w salonie oglądając telewizję, usłyszałam wiadomości o moim ukochanym. Obejrzałam nawet wywiad z Phoenix'em. Mówił, że cały czas są przy Chazzie, że jest bez zmian, że najwięcej czasu przy nim spędzam ja, potwierdził informację o naszym związku.... Najlepszym jego zdaniem było : " Linkin Park istnieje i istnieć będzie. Chester się obudzi. Wszyscy w to wierzymy. " Normalnie jakbym mogła, pojechałabym do niego tylko po to, żeby go przytulić. Ledwo powstrzymałam łzy. Po niecałych piętnastu minutach wywiad się skończył i wtedy usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi. Wyłączyłam telewizor i postawiłam miskę na stole.
- Nattie! - wesoły głos małej dziewczynki dotarł do moich uszu. Od razu wstałam i pobiegłam za jego dźwiękiem. Moim oczom ukazała się niewysoka dziewczynka o kasztanowatych długich włosach i brązowych oczach. Miała na sobie czarną skórę, białą bluzę z logiem i nazwą LINKIN PARK na przodzie, która była czarna. Do tego miała czarne rurki i białe conversy.
- Oliwka! Skarbie! - podbiegłam do niej, wzięłam ją na ręce i zaczęłam obcałowywać po twarzy. - Typowy Soldier. - zmierzyłam ją wzrokiem.
- A jak. - powiedziała dumna robiąc znak rock'a. - Jak Chestuś? - zapytała zatroskana. Chestuś. Tylko ona tak mówiła na Chestera. To najczęściej używane przez nią zdrobnienie. Jak mówi, chciała być oryginalna
- Bez zmian. - westchnęłam.
- Rodzice też. - powiedziała wtulając się we mnie i rozpłakała się. - Dlaczego oni? - spojrzała na mnie, jakby ode mnie oczekiwała odpowiedzi.
- Nie wiem, Kochanie. Też tego nie rozumiem. - otarłam jej łezki. Widok zapłakanej sześciolatki rozrywał mi serce, Ale musiałam być silna dla niej. Ona potrzebowała podpory. - Ale wiem, że musimy teraz być silne właśnie dla nich. - wysiliłam się na uśmiech.
- Ja też to wiem, ale to strasznie trudne.. - chlipnęła.
- Wiem Perełko. - przytuliłam ją. - Damy radę. Musimy. - pocałowałam ją w czółko i spojrzałam na JoJo.
- Ja Was zostawiam. - powiedziała Offeman. - Jakby coś daj znać. - uśmiechnęła się lekko, a ja kiwnęłam głową na znak, że rozumiem. - Trzymajcie się. - przytuliła się do nas, a my odwzajemniłyśmy uścisk. Murzynka zniknęła za drzwiami.
- To co robimy? - spojrzałam na małą kruszynkę kurczowo trzymającą się mojego ramienia.
- Idziemy na spacer? - zaproponowała. - Chyba, że boisz się popaprańców z aparatami, jak to mówi Chestuś. - zaśmiała się.
- Ich? - zaśmiałam się. - W życiu. - uśmiechnęłam się. - Idziemy się ubrać. - dałam jej całusa w policzek i poszłyśmy na górę.
Ubranie Natt i Olivki - ubrałyśmy się tak samo. Włosy związałyśmy w koczki i schowałyśmy pod czapkami. Zrobiłam sobie lekki makijaż, założyłam torbę podając małej klucze. Oli zbiegła na dół. Przyjrzałam się chwilę sobie i poszłam jej śladem. Kiedy wyszłyśmy na zewnątrz odebrałam od niej klucze i zamknęłam mieszkanie, po czym schowałam je do torby.
- Może pójdziemy na zakupy? Znając życie Spike ich nie zrobił. - Ol przewróciła oczami śmiejąc się.
- Masz rację. - złapałam ją za rękę. - Co byś zjadła na kolację? - zapytałam, gdy wyszłyśmy za bramę i szłyśmy chodnikiem.
- Ummm... - zastanowiła się. - Może smażony ryż z oliwkami? Ten przepis co Ci kiedyś mama dała. Pamiętasz? - spojrzała na mnie.
- Ten co Mike nie chciał go na początku jeść, a potem zjadł i mówił, że dobre? - zapytałam.
- Nom. - uśmiechnęła się. - Tam trzeba czarne i zielone oliwki hiszpańskie, ryż,marchewkę, cukinię. - wyliczała.
- krewetki, sos sojowy, cytryna, kolendra sól i pieprz. - dokończyłam.
- Plus niezbędne rzeczy do domu typu mleko, chleb, bułki czy masło. - przypomniała.
- No wiem, wiem. Chyba będziemy musiały po Mike'a zadzwonić, żeby po nas przyjechał pod sklep, bo auto sknera zabrał, a moje jest w warsztacie. - przewróciłam oczami.
- Pewnie u Chestera siedzi. - westchnęła.
- Na pewno. Phoenix mi pisał, że byli na próbie i wpadli do niego. - uśmiechnęłam się.
- Próby bez wokalu? Jak oni sobie radzą? - jęknęła Oliwka.
- Tylko grają. Nikt nie śpiewa. - powiedziałam.
- Nawet Spike?
- Powiedział, że bez Chazza gęby nie otworzy. - spojrzałam w dal.
- Smutno mu pewnie, no nie? - ścisnęła moją dłoń.
- Jak nam wszystkim. - westchnęłam.
- Ale musi być dobrze. - młoda obdarzyła mnie uśmiechem.
- Na pewno będzie. - odwzajemniłam gest i weszłyśmy do sklepu. Oliwka wzięła koszyk i zapełniała go wszystkim, co potrzebne do dzisiejszej kolacji, po drodze ja zgarniałam produkty, które są niezbędne w domu. Rozglądałam się właśnie za ładnymi jabłkami, za którymi Oliwka, ja i Spike przepadamy, gdy nagle usłyszałam donośny głos dziewczynki.
- Natt! Nathalie, chodź tu! Szybko. - zawołała mnie. Zgarnęłam najładniejsze jabłka jakie znalazłam i szybkim krokiem ruszyłam w stronę stoiska z gazetami. Po chwili trzymałam w ręku najnowszy numer " BRAVO ".
CHESTER BENNINGTON UMIERAJĄCY. - przeczytałam wielki tytuł na pierwszej stronie. Pod nim widniało zdjęcie Chestera na szpitalnym łóżku. Jakim prawem do jasnej cholery oni weszli do jego sali!? Zabiję skurwieli. Zdepczę glizdy i spalę je w ognisku! Wrzuciłam gazetę do koszyka.
- Oliwia. Wracamy do domu. - powiedziałam.
- Nattie, Chazzy na prawdę umrze? - zapytała, a po jej policzkach spłynęły łzy. No kurwa. Biedne dziecko teraz płacze przez jakieś plotki!!! Przez jakąś farsę medialną. Kucnęłam przy niej.
- Nie. Chester nie umrze. - powiedziałam patrząc jej w brązowe, zaszklone tęczówki. - Jutro możemy do niego pójść, chcesz? - zapytałam ocierając jej łzy.
- Taak! - wykrzyknęła zadowolona i rzuciła mi się na szyję. - Muszę mu wszystko powiedzieć jak te obrzydliwe pismaki kłamią. - oburzyła się. - Myślisz, że usłyszy? - zapytała z nadzieją.
- Na pewno. - pocałowałam ją w czoło. - Trzeba zadzwonić do Mike'a i chłopaków. Pokażemy im to. - powiedziałam.
- Oni jeszcze coś tam na pewno napisali. - Oliv przewróciła oczami.
- Poczytamy sobie te bzdety, ale w domu. - uniosłam kącik ust ku górze. - Teraz dzwonimy do Spike'a. - wyjęłam telefon i wykręciłam numer do brata. Po kilku sygnałach usłyszałam jego głos.
- Co jest, siorka? - zapytał.
- Gdzie jesteś? - oparłam się o wózek.
- No już jadę do domku, a co?
- To podjedź pod supermarket. Byłyśmy z młodą na zakupach. Poza tym mam newsa. Daj znać chłopakom, żeby przyjechali.
- Co się stało?
- To nie na telefon.
- Coś poważnego? - zdenerwował się lekko.
- Tak, ale mówię Ci, że to nie jest na mobila. Dawaj szybko po nas. - powiedziałam i nie czekając na odpowiedź rozłączyłam się, po czym wrzuciłam telefon do torby.
- Jestem na nich taka wściekła, że szok. - Oliwia chodziła w tą i z powrotem.
- Ja też. - mruknęłam. - Załatwimy to. Już nie mogę się doczekać, aż Chester się obudzi i zamknie im ryje.
- On będzie potrzebował odpoczynku.
- Wiem Skarbie. Coraz częściej się zastanawiam, czy Mike nie miał racji. - usiadłam na ławce.
- Z czym? - usiadła obok mnie.
- Z tym, że powinniśmy zostać w Londynie. - spojrzałam w dal.
- Ale to i tak by nic nie zmieniło. Wokół Linkin Park zawsze będzie szum. - dziewczynka się do mnie przytuliła.
- Wiem. Ale nowe życie w nowym miejscu by nam się przydało. Mam już dosyć Phoenix. - przewróciłam oczami. - Poza tym tam nie mielibyśmy tylu wrogów co tu. Wręcz przeciwnie. Tam mamy przyjaciół. - uśmiechnęłam się. - Rob, Phoenix, Joe i Brad mają tam dziewczyny.. - dodałam.
- No to może powinniście się na serio przeprowadzić? - brązowe oczy dziewczynki przeszyły mnie na wylot.
- Jak tylko Chester się obudzi i wróci do zdrowia, poruszę z chłopakami ten temat. - obiecałam bardziej sobie, niż jej. Miałam dość życia tutaj.
- A co z grobem Waszych rodziców? - zapytała nagle. No właśnie. O tym nie pomyślałam.
- Nie wiem Kotku. Muszę o tym pogadać z Mike'm. Na pewno nie będziemy ich przenosić. Tu się wychowali, tu żyli. I tutaj zostaną. - uśmiechnęłam się.
Kiedy dziewczynka miała już coś powiedzieć, pod sklep podjechało czarne BMW mojego brata, a po chwili wysiadł z niego Michael.
- Cześć dziewczyny. - pocałował nas obie w policzki. - Powiedz mi, co się stało. - spojrzał na mnie.
- Powiem Ci w domu. - pomogłam mu wpakować zakupy do bagażnika, a po chwili, gdy wszyscy znaleźliśmy się w aucie, Spike ruszył do domu. Byłam tak wściekła, że ledwo się powstrzymałam, żeby nie dać mu tego szmatławca w aucie. Ale mocnym argumentem przemawiającym przeciw mojemu zamiarowi było to, że Mike był gorzej wybuchowy niż ja. A nie miałam zamiaru wylądować obok Chestera. Ech. Problem za problemem. I za co ja mam kochać świat?
Witam z nowym rozdziałem Kochani :**** Przepraszam za opóźnienie, ale teraz często muszę robić za niańkę -,- Lubię dzieci, ale wakacje są do odpoczynku! Matko Boska.... Ugh. Do następnego :*
sobota, 28 czerwca 2014
17. Proszę, nie zostawiaj mnie.
~ Three weeks later ~
Po
wygranym meczu i genialnym koncercie przyszedł czas na powrót do
Phoenix. Wcale mi się nie chciało wracać. Chłopakom też. Poznali tu
swoje miłości. Dave Maryse, Rob Paige, Joe April, a Brad Nicole.- Ej, ludzie, po co my mamy wracać do Stanów? - zapytał Mike, gdy jedliśmy ostatnie śniadanie w luksusowym hotelu, do którego zdążyłam się przywiązać. - Nie możemy tutaj zamieszkać? - spojrzał na nas.
- A dom? Co my z nim zrobimy? - wsunęłam łyżkę z porcją musli do ust.
- Sprzeda się go. - Spike się uśmiechnął.
- A chłopaki? Ich dobytek? Nie pomieścimy się w jednym domu razem. - przewróciłam oczami.
- A dlaczego by nie? Ty śpisz z Chazzem, ja z Jo, Maryse z Phoenix'em i tak dalej. No chyba na razie nie planujecie powiększenia rodziny, prawda? - poruszył brwiami patrząc na mnie. - No, chyba, że małe Benningtonki są już w drodze. - zaśmiał się.
- Wiesz co, Spike? Lecz się. - puknęłam się w głowę.
- No co? - mój braciszek zrobił minę typu " Co ja takiego powiedziałem? ". - Fajnie by było zostać wujkiem. - uśmiechnął się.
- Po dwóch miesiącach związku już dziecko? Psychiatra się kłania. - Chazy mnie poparł. - Puk puk. - dodał pukając się w czoło.
- Spakowaliście się już? - zapytał nagle Joe, żeby zmienić temat.
- Nom. - uśmiechnęłam się do niego.
- No to teraz tylko trzeba odwieźć autko do wypożyczalni i do busika. - Brad się zaśmiał.
- Będę za Tobą tęskniła, Skarbie. - Nikki się do niego przytuliła.
- Przyjedziesz do mnie kiedyś. - Delson pocałował ukochaną w czoło.
- Ej, a co Wy na to, żeby na wakacje pojechać pod namioty? Czerwiec zmierza ku końcowi, chyba nie zamierzacie siedzieć w domu? - zapytałam.
- Ja zawsze mówiłem, że moja siostra ma łeb na karku! - wykrzyknął Spike. - Widać, że te same geny, no nie? - poruszył brwiami. Przewróciłam oczami i zaczęłam się śmiać.
- No mi by się przydał odpoczynek od tych fleszy, wywiadów.. Tego zgiełku. - westchnął zmęczony Chazzy kładąc mi głowę na ramieniu. Pogłaskałam go.
- Jakaś gitna polanka gdzieś za miastem i balanga. - Joe się rozmarzył. - Ech, pianki pieczone na ognisku. - oblizał się.
- A ten tylko o żarciu - Phoenix położył rękę na czole.
- Oj odczep się od niego, sama bym zszamała takie. - Maryse stanęła w obronie Hahn'a.
- Brak fleszy, pismaków. - Chazz zamknął oczy.
- Psychofanek proszących o moją bieliznę. - Brad oparł się o moje drugie ramię.
- No co Ty, Brad. - spojrzałam na niego. - Miałeś taką sytuację? - zapytałam.
- Baa i to nie raz. - machnął ręką. - Nie chcę o tym gadać. - spojrzał na Nikki i odgarnął jej włosy z twarzy.
- Ładne chociaż były? - Chester powstrzymywał śmiech.
- Chaz. - skarciłam go wzrokiem.
- Już nic nie mówię.. - przewrócił oczami.
- Ja myślę. - zmięłam wargi w wąską linię.
- Wiadomo, że jesteś najpiękniejsza. - wymruczał mi do ucha.
- Pieprzony lizmen. - prychnęłam odwracając wzrok.
- No Natt.. - bawił się moimi włosami.
- Shut up. - warknęłam.
- Słońcee. - wyśpiewał.
- Księżyyyc.. - uśmiechnęłam się.
- I love you. - mruczał.
- I hate you. - spojrzałam na niego.
- Aha, super. - odwrócił głowę ode mnie.
- Taa, zajebiście. - prychnęłam. - Idę zapalić. - rzuciłam w stronę towarzyszy wstając.
- Pierwsza kłótnia. - Mike na mnie spojrzał.
- Spierdalaj. - przeklęłam w jego stronę wychodząc z restauracji. Zaczęłam samodzielnie wynosić swoje walizki i zanosić je do busa, który stał już przed hotelem. Gdy już wszystko poznosiłam, sprawdziłam, czy nic nie zapomniałam. Kiedy okazało się, że mam wszystko usiadłam na swoim siedzeniu, wyjęłam MP 4 z torebki i założyłam słuchawki na uszy. Zasnęłam.
Nagle poczułam, jak ktoś mnie szturcha. Otworzyłam oczy. Obraz był zamglony, więc musiałam je przetrzeć. Ujrzałam nad sobą Mike'a.
- Siostra, my już na lotnisku. - powiedział. - Samolot czeka. - wysunął dłoń w moją stronę. Nic nie mówiąc ujęłam ją i już po krótkiej chwili siedziałam w samolocie podziwiając niebo. Podróż nie była jakąś tam atrakcją. Nie raz latałam samolotami. Poza tym zwykle przesypiałam loty. Na miejscu, już w Phoenix obudził mnie Brad. Wysiadając z samolotu poczułam, jak ktoś mnie łapie za ramię. Odwróciłam głowę.
- Zaś Ty. - burknęłam widząc Sebę. - Czego? - zapytałam oschle.
- Ciebie. - usłyszałam odpowiedź.
- Mnie? Muszę Cię zmartwić Kotku, jestem zajęta. - uśmiechnęłam się do niego fałszywie. - Śpieszę się do domu, jestem zmęczona, więc mnie puść. - szarpnęłam się.
- Co, już lecisz do niego? - zaśmiał się. - No to nie dolecisz. - wyciągnął broń. Przestraszyłam się i to nie na żarty.
- Człowieku odłóż to. - wydukałam. - Co Ty wyprawiasz? - zaczęłam się cofać.
- Nie chcesz być moja, to on też nie będzie Cię miał. - warknął celując we mnie.
- Co tu się dzieje?! - usłyszałam przerażony głos Chazza, który natychmiast zasłonił mnie sobą.
- O, Bennington. Jak dobrze Cię widzieć. - Seba zaśmiał się szyderczo.
- Mi Ciebie nie. - Chazzy był blady, bał się jak ja. Jestem tego pewna.
- Zabrałeś mi wszystko, co najcenniejsze. Teraz za to odpowiesz. - strzelił.
- Niee!!!! - krzyknęłam klękając. Chester upadł mi na ręce. - Chester! Błagam nie! Nie możesz!!! - krzyczałam potrząsając ukochanym. - Obudź się! - wrzeszczałam. Otworzył oczy. - Chester.. - wydukałam płacząc.
- Kocham Cię.. - ostatkiem sił wypowiedział te słowa i znów zamknął oczy.
- Chester proszę Cię... - płakałam trzymając go na rękach. Dopiero teraz zauważyłam, że chłopaki klęczą przy nas. - Chazzy, nie zostawiaj mnie. Już nigdy nie powiem, że Cię nienawidzę. Kocham Cię całym sercem słyszysz?! Obudź się, proszę... - łkałam. Kiedy ochrona zabierała sprawcę całego zdarzenia spojrzałam mu prosto w oczy.
- Nienawidzę Cię. - wycharczałam. - Jeśli on umrze, zabiję Cię. Rozumiesz?! Zabiję! - krzyknęłam mu w twarz. Już po chwili podbiegło do nas czterech facetów z noszami. Zabrali mi go. Zabrali mi go... Moje życie... On mnie zasłonił. On mnie... Mój Boże. Przez mgłę widziałam, jak Phoenix gada z jakąś lekarką, która po chwili wsiada do karetki i odjeżdża. Poczułam na ramieniu czyjąś dłoń. Odwróciłam się. Mike.
- Błagam Cię. Powiedz mi, że to, co się teraz dzieje, jest tylko koszmarem. - spojrzałam mu w oczy, a po chwili przeniosłam wzrok na swoje zakrwawione ręce. Miałam na nich jego krew. - Mike... - płakałam. Spojrzałam w oczy brata. Były puste. Ukląkł przy mnie, zmył mi krew chusteczką nawilżającą, a po chwili moczyłam mu bluzę łzami.
- Mike, zabierz mnie stąd. Do niego. - wychrypiałam.
- Jesteś tego pewna? - zapytał cicho.
- Zabierz. mnie. stąd. - powiedziałam każde słowo oddzielnie.
~ W szpitalu ~
Siedziałam na szpitalnym krześle obok Spike'a i chłopaków już piątą godzinę. Operują go. Stracił dużo krwi, kula przeleciała obok nerki, płuc i serca. Utknęła między prawym, a lewym płucem. Lekarz powiedział, że ta operacja i najbliższe czterdzieści osiem godzin będą decydujące. Phoenix dał znać Maryse. Miałam już z dwadzieścia parę telefonów od dziewczyn z zapytaniem, jak się trzymam. Przylatują wszystkie jutro. Dobrze, że mam przy sobie chłopaków i JoJo.
- On się musi obudzić do jasnej cholery. - Phoenix nerwowo bawił się swoimi palcami. - Nie może nas tak zostawić. - powiedział.
- To wszystko moja wina. - oparłam się o ścianę zamykając oczy.
- Natt, co Ty pieprzysz?! - Rob złapał mnie za ramiona.
- Gdyby mnie nie zasłonił, byłby teraz z Wami. - łkałam.
- Może i by był z nami, ale jeśli Ciebie by nie było, tak czy siak by sobie zrobił krzywdę. - powiedział Joe pociągając nosem.
- Jeszcze nie daj Boże by wrócił do ćpania. - dodał cicho Mike.
- Ale wyciągnęlibyście go z tego. Znalazłby sobie inną i żyłby dalej. - otarłam łzy.
- Nelson, Ciebie chyba coś pierdolnęło. - Phoenix przede mną kucnął. - Bennington Cię Kocha. I to nie tak jak Talindę, czy Samanthę. Bardziej. Dużo dużo bardziej. - spojrzał mi w oczy.
- Właśnie mi to udowodnił. - spojrzałam w stronę drzwi z wielkim czerwonym napisem BLOK OPERACYJNY.
- Musisz być teraz silna. A Chazz się obudzi zobaczysz. - wysilił się na uśmiech.
- Sam się boisz, więc po chuja jasnego mnie pocieszasz? Nic nie gadaj, tylko mnie przytul. - powiedziałam i przytuliłam się do niego.
- Masz rację. Jestem pojebany. Wszyscy się boimy. Co dalej? - spojrzał na wszystkich. - Co dalej z Linkin Park? - zapytał szeptem.
- To nie może być koniec. - Mike zacisnął zęby.
- On się musi obudzić. - Rob mnie objął.
On się musi obudzić. Po prostu musi. Nie ma innej opcji.
No i mamy nowy rozdział Kochani <3 W życiu nie zawsze jest kolorowo....
Subskrybuj:
Posty (Atom)