Rankiem miłą pobudkę zrobił mi mój ukochany. Czułam pocałunki na szyi i twarzy.
- Śniadanko, Księżniczko. - szept przy uchu sprawił, że otworzyłam oczy. Wtedy zobaczyłam jego cudowne, brązowe źrenice, wytatuowane ciało... Nie mogłam się powstrzymać. Musiałam go pocałować, co skomentował wybuchem śmiechu.
- Co rano, odkąd jesteśmy razem, sprawdzasz, czy ten Chester to TEN Chester. - śmiał się.
- Bardzo zabawne. - przewróciłam oczami i rzuciłam w niego jaśkiem. - To takie śmieszne, że nie mogę uwierzyć w swoje szczęście? - spojrzałam na niego opierając się na łokciach.
- Mała, znamy się w realu już kupę czasu, a Ty ciągle nie możesz uwierzyć, że wkradłaś się do serca temu brzydalowi z plakatu. -wskazał na siebie na grupowym plakacie wiszącym niemalże przy samych drzwiach.
- Jak ja Ci zaraz dam brzydala... - pokiwałam palcem i zaczęlam go lekko ciągnąć za kolczyki . - Maleństwo moje Chesterowate najpiękniejsze. - powiedziałam czule całując go w czoło.
- Najpiękniejsze maleństwo siedzi naprzeciw mnie. - przytulił mnie do siebie.
- Oj Słodzisz Pyśku... - wtuliłam się w niego mocno.
- Twój. - pocałował mnie w głowę. - Myszko jemy. - odgarnął mi kosmyk włosa za ucho. - Jajecznica a'la Chester wystygnie. - zaśmiał się.
Odwróciłam się w stronę tacy z jedzeniem.
- Czegoś mi tu brakuje.. - wzięłam ketchup i " namalowałam " na daniu logo Linkinów. - No teraz to jest danie a' la Bennington.
- Niezupełnie. - zabrał mi ketchup i obok loga " złożył " swój wspaniały autograf.
- Ej, uważaj bo zaraz zamiast jeść, wstawię to żarcie do gablotki. - na moje słowa oboje wybuchliśmy śmiechem.
- Nie żartuj sobie Kochanie, tak się męczyłem, masz to zjeść. - wziął mój widelec, nałożył na niego trochę jajecznicy i wysunął mi przed nos. - Za Chesterka.. - śmiał się. - No otwórz buźkę, Piękna. - rechotał widząc moją minę.
- Ja się tak nie bawię, nie jestem dzieckiem. - oburzyłam się, jednak widząc jego minę uległam i otworzyłam " buźkę ". Udało mu się to śniadanie, faktycznie.
- I jak? - zapytał, kiedy przełknęłam.
- Jest pyszne, ale teraz wymiana. - wzięłam jego widelec i też zaczęłam go karmić.
- Kto to widział, żeby takiego starego byka karmiła dziewczyna. - przewrócił oczami.
- Nie jesteś stary! - krzyknęłam.
- No dobra, już spokojnie. - zatkał uszy .
- No to nie mów tak. - pogłaskałam go po policzku.
Śniadanie minęło nam w spokojnej atmosferze. Kiedy Chaz poszedł posprzątać, ja zajęłam łazienkę, ale nie na długo, bo dzisiaj jakoś nie chciało mi się w niej siedzieć. Wzięłam z pralki przygotowane na dziś ubrania.
* Stylizacja Natt
Założyłam na siebie bieliznę, spodenki i bluzkę. Odsłaniała mi oczywiście brzuch. Wysuszyłam szybko włosy i związałam je w koczek. Nie malowałam się, ponieważ nie planowałam wyjścia. Założyłam na nogi moje nowe buty, które kupiłam specjalnie do tej stylizacji i wyszłam z łazienki. Przy drzwiach wpadłam na mojego chłopaka.
- Wyglądasz.... - zmierzył mnie wzrokiem.
- Wiem . - kopnęłam go lekko w tyłek. - Idź się myć. - rzuciłam nie odwracając się. Skierowałam się do salonu. Zwinnie wskoczyłam na parapet okna i spoglądałam za nie. Kiedy usłyszałam otwierające się drzwi łazienki i kroki na schodach, nie odwracając się zapytałam.
- Gdzie Oli, Spike i Jo?
- Na pizzę poszli. - Chaz usiadł naprzeciw mnie na parapecie i przyciągnął mnie do siebie. Zawiesiłam mu ręce na szyi.
- Mike jej powiedział? - zapytałam.
- Tak. - odpowiedział uśmiechając się w znany tylko sobie zabójczy sposób.
- I co?
- Cieszy się.
- Rozmawiała z rodzicami?
- Wiedzą tyle, ile ona. - przytulił mnie do siebie. - Wiesz, że ja Cię tak bardzo, bardzo Kocham, prawda? - zapytał.
- No pewnie. Oczywiście bezwarunkowo odwzajemniam. - wtuliłam się delikatnie w jego szyję.
- Ładna pogoda jest, może pójdziemy na spacer? - zaproponował, a ja spojrzałam za okno.
- Pada deszcz, ale wiesz co? Masz racje, chodź. - zeskoczyłam z parapetu. - Muszę się cieplej ubrać. - uśmiechnęłam się i poszłam do sypialni. Wyjęłam z szafy
Natt 2
, a z pod szafy wzięłam ukochane glany. Szybko się przebrałam, a kiedy Chester wchodził do sypialni, żeby zrobić to samo, właśnie je wiązałam.
- Mrr, jak ja Kocham, jak z Ciebie jest taka rockówa. - pocałował mnie czule.
- Wiem. - przejechałam mu palcem po ustach, a gdy skończyłam wiązanie, wyjęłam z szafy bluzę Chaza,, którą też na siebie założyłam.
Bluza
- Ej, a to nie moja bluza? - Bennington poruszył brwiami.
- No Twoja, dlatego ją noszę- poprawiłam koczek i założyłam na głowę kaptur. Schowałam swoje dłonie w rękawy i przyłożyłam do twarzy. Pachniała nim. Jak ja to Kocham. Chaz się zaśmiał . Spojrzałam na niego wzrokiem zabójcy. Właśnie zapinał pas z ćwiekami w swoich czarnych jeansach. Podałam mu jego czarną koszulkę na ramiączkach i inną bluzę.
- Dziękuję, że tak o mnie dbasz. - dostałam buziaka w policzek.
- Bo Cię Kocham. - uśmiechnęłam się i przejechałam po rzęsach tuszem, zrobiłam na powiekach staranne, czarne kreski, nałożyłam trochę pudru na twarz i czerwoną szminkę na usta. Założyłam pieszczochy na ręce.
- Wyglądasz zabójczo, mówiłem Ci to już? - zapytał.
- No pewnie, nie raz. - zaśmiałam się. Wrzuciłam telefon i klucze do kieszeni. Przy wyjściu Chazzy założył glany, a ja dodatkowo kurtkę. Jemu też mimo oporów kazałam założyć.
- Mam przecież bluzę. - marudził.
- Cicho. - zapięłam kurtkę pod samą szyję. Owinęłam ją afaratką w fioletowo czarną kratę.
- Nie lubię być pod pantoflem. - fuknął pod nosem.
- Chester! - użyłam scream'u.
- Ej, nie małpuj mnie. - złapał mnie wpół i wyniósł przed dom, który zamknął.
- Nie małpuję. - burknęłam.
- Małpujesz.
- Cicho, bo zobaczysz. - złapałam jego dłoń.
- Co zobaczę? - brązowe oczy przeszywały mnie na wylot.
- Będę mieć focha.
- Tak? Na pięć minut? - wybuchł śmiechem. Nie odezwałam się.
~ 20 minut później.
- Nattie, odfochnij się już. - Ha, wiedziałam, że nie wytrzyma. " Ani mi się śni . " - powiedziałam do siebie w myślach. Wydałam z siebie tylko ciche prychnięcie, chcąc powstrzymać śmiech. Przypomniało mi się, jak kiedyś Rob opowiadał mi scenkę przy której Chaz kłócił się z Mike'm o to, kto ma śpiewać którą zwrotkę w " From The Inside. " W końcu nie wytrzymałam i wybuchnęłam śmiechem.
- Co Ci się przypomniało? - zapytał Benny machając naszymi dłońmi.
- A nic, przypomniało mi się, jak Robby opowiadał mi Waszą sprzeczkę o " From The Inside. " - śmiałam się.
- No wtedy to ja Cię podejrzewałem, że bierzesz. I wciągasz w to Mike'a. - po jego słowach wybuchłam jeszcze gorszym śmiechem, prawie płakałam. Bennington przez cały miesiąc, nieprzerwanie obserwował moje zachowanie, a nasilało się to szczególnie wtedy, gdy wychodziłam na szluga. Oczywiście jego doświadczenia na nic się nie przydały bo okazało się, że dostaliśmy zwykłej głupawki. Biedny Chester Holmes...
~ Retrospekcja ~
Kiedy przerwał śledztwo, a stało się to wraz z rozpoczęciem weekendu nowego miesiąca, jak raz znowu dostałam głupawki za sprawą mojego braciszka. Udawaliśmy, że mamy zwidy. Śmialiśmy się, jakbyśmy na serio coś brali.
- Ej, Twój Krasnoludek ma zieloną czapkę ! - Mike się oburzył. - Mój ma żółtą ! Nie lubię tego koloru! - jęczał.
- Bo widzisz braciszku, mój krasnoludek jest seksowny, a Twój to ciota. - śmiałam się.
- Spierdalaj. - burknął bijąc mnie jaśkiem.
- Ała, Skurwielu, to bolało! - zasłoniłam się.
- Oj no już... - Shi wziął mnie na kolana tak, że siedziałam przodem do niego i przytulił mnie do siebie, a ja udałam, że płaczę wtulając się w niego. - Nie płacz, zerwę Ci cukierka z drzewa szczęścia. - uśmiechnął się do mnie.
- Na prawdę?! - oczka mi się zaświeciły. - Jesteś Kochany, ale ja nie chcę, żebyś tam szedł. Syreny Cię zgwałcą. - przytuliłam go.
- Dla mojej siostruni wszystko. - położył dłoń na sercu.
- Oo, Słodkoo.. - zrobiłam minkę szczeniaka i usiadłam sobie wygodniej na jego kolanach. Chester uważnie obserwował nas zza gazety i kręcił głową. Spojrzałam na Mike'a, on na mnie i oboje w śmiech, a na to Chaz :
- Mają Marysię i nie dadzą nawet maszka. - chciał nas wnerwić.
- Bennington! Nawet o tym nie myśl! - krzyknęliśmy chórem jak na komendę odzyskując zdrowy rozsądek. Teraz to Benny był tym, który łapał się za brzuch ze śmiechu.
- Żartowałem ! - rechotał. Wziął ze stołu paczkę Chesterfieldów i wyszedł na balkon. Patrzyłam jak z uwagą robi kółka z dymu. Wstałam z kanapy i podeszłam do niego po cichutku. Przytuliłam się do jego pleców. Dokończył fajkę, złapał moje ręce i spojrzał mi w oczy.
- Co? - uśmiechnęłam się do niego.
- Nic. - przytulił mnie do siebie . Położyłam mu dłonie na plecach i wtuliłam się w niego mocniej. Dobrze, że harpia tego wtedy nie widziała, bo mielibyśmy przerąbane.
~ Koniec retrospekcji ~
- O czym myślisz? - Chaz się do mnie przytulił
- Wspominam, jak kiedyś mogłeś mnie tylko przytulić i to tylko wtedy, jak Tal nie patrzyła. - powiedziałam.
- Teraz mogę wszystko. - zaczął mnie obcałowywać po potylicy, karku, szyi, czole, nosie, policzkach, a na koniec wpił się w moje wargi. Oddałam czułe pocałunki jeszcze bardziej je pogłębiając. Staliśmy tak z 20 minut. Potem ruszyliśmy dalej trzymając się za ręce.
***
Chodziliśmy po parku już ponad pół godziny śmiejąc się, jak jakieś downy. Byłam z nim taka szczęśliwa. Nie zamieniłabym go na żadnego innego faceta. Nie ma szans. Naszą sielankę przerwał trzask fleszy rozlegający się za nami.
- Czy my kiedyś będziemy mieli chwilę dla siebie? - zapytałam go na ucho.
- Nie wiem, zignorujmy ich. - Chaz kolejny raz dzisiaj połączył nasze usta w czułym pocałunku. Podniósł mnie do góry nie zaprzestając czułości, a trzask fleszy stał się jeszcze wyraźniejszy.
- Co Ty robisz? - zapytałam go na ucho.
- Pokazuję światu, jak bardzo Cię Kocham, Księżniczko. - zaśmiał się .
- Oni to wiedzą. - zaśmiałam się oddając pocałunki. Widzicie, co on ze mną robi? Nawet papruchów mam gdzieś! - Ej, może mi odwala, ale weźmy im zapozujmy. - powiedziałam z powagą.
- Co?! - Chaz spojrzał na mnie takim wzrokiem, jakbym mu powiedziała, że Mike to transwestyta.
- Mówię serio. - uśmiechnęłam się.
- Ktoś Cię chyba podmienił.. - Chazzy się zaśmiał i postawił mnie na ziemi, po czym zaczęliśmy pozować. Nagle podszedł do nas dziennikarz z MTV. Spotkałam się ze znaczącym wzrokiem ukochanego, ale tylko się uśmiechnęłam. Pewnym krokiem zaczęłam zmierzać w jego stronę zostawiając z tyłu mojego najukochańszego gwiazdora.
- No co tak stoisz, chodź ! - krzyknęłam za nim. Od razu odzyskał władzę w nogach i ruszył za mną. Po chwili oboje staliśmy przed Markiem Wallace'm, znanym dziennikarzem, któremu udzielałam wywiadu w trakcie koncertu Linkinów w Polsce w czerwcu.
M : Nattie! Chaz! Witajcie. - uśmiechnął się do nas.
N : Cześć Mark. - odwzajemniłam jego uśmiech i pocałowałam Chaza, który objął mnie w pasie.
M : Miło Was widzieć razem. - reporter zmierzył nas wzrokiem. - Chester, jak się czujesz po koncercie w Polsce? - zwrócił się do mojego ukochanego.
C : Było świetnie, fani z Polski są na prawdę zajebiści. - wyszczerzył się. - Dali nam tyle energii, że do dzisiaj mam jej chyba nadmiar. - zaśmiał się.
N : Oo tak, z tym to się muszę zgodzić. - zaśmiałam się.
M : Co masz na myśli? - spojrzał na mnie.
N : Może lepiej zachowam to dla siebie. - wystawiłam koniuszek języka.
M : Wasi fani z wielkim entuzjazmem przyjęli kilka kawałków z nowej płyty, która niedawno ukazała się w sprzedaży. Zapewne bardzo Was to cieszy? - spojrzał na Chestera.
C : Spodziewaliśmy się tego. Jak już mówiłem, nasi fani, nieważne skąd są zajebiści. Oni nie tylko rozumieją teksty naszych piosenek, ale też potrafią odkryć ich znaczenie, co bardzo im się ceni. - uśmiechnął się .
M : A Ty Natt? Jak przyjmujesz to, że wokół Chazza jest taki tłum?
N : No nie powiem, ciężko mi i boję się, że któregoś dnia nie będę mogła z nimi być. - westchnęłam się .
M : Dlaczego?
N : Nie wiem, czasami mam po prostu takie myśli.
M : Czyżby Twoje relacje z bratem się pogorszyły? - słysząc to pytanie roześmiałam się.
N : Nie, skąd! Owszem, kłócimy się jak to między rodzeństwem bywa. Chodzi po prostu o to, że chciałabym zacząć na siebie zarabiać. - uśmiechnęłam się. Mina Chestera mówiła wszystko. " Zwariowałaś? " To chyba miał na myśli patrząc na mnie tym wzrokiem. - Chaz, Skarbie, nie patrz tak na mnie, nie mam zamiaru żyć na utrzymaniu mojego brata, mam 20 lat. - przewróciłam oczami.
C : Ale niby gdzie chcesz pracować? - spojrzał na mnie.
N : Pogadamy o tym w domu. - ucięłam uśmiechając się do kamery.
M : Nattie, chyba Chesterowi nie za bardzo podoba się Twój pomysł.
N : Trudno, będzie musiał to zaakceptować, ponieważ chcę być niezależna. - powiedziałam.
C : Kochanie, ale przecież jesteś.
N : Ale mi chodzi o niezależność finansową. Skończ już, pogadamy o tym w domu.
M : Zmieniając temat. To prawda, że macie polskie korzenie?
N : Tak, to prawda. Nasza babcia od strony mamy jest w połowie Polką. Kiedyś nawet chcieliśmy z Mike'm zamieszkać we Wrocławiu, gdzie obecnie ma dom. - powiedziałam. - Niestety wypadek rodziców unicestwił nasze plany. - westchnęłam.
C : Nic nie mówiliście. - zdziwił się.
N : No bo nie było o czym, jeju.... - powiedziałam przewracając wymownie oczyma.
M : Nic nie wiedziałeś o tym, że Twoja dziewczyna i przyjaciel chcieli opuścić Phoenix i udać się tak daleko? - zadał pytanie Chazowi.
C : Nie, nie wiedziałem i jestem bardzo zdziwiony. Mike i Natt często odwiedzali babcię. Zatrzymaliśmy się u niej po koncercie. To bardzo miła i ciepła osoba. Pozdrawiam ją serdecznie, jeśli ogląda, jej szarlotka jest najlepsza. Chociaż spróbowałem tylko trzy kawałki, bo Joe i chłopaki opałaszowali resztę. - westchnął
M : A znasz jakieś słowo po polsku? - słysząc pytanie dziennikarza wybuchłam śmiechem. - Powiedziałem coś nie tak? - spojrzał na mnie.
N : Nauczyć Chestera polskiego, to jak rzucić kulą w płot. - wyjaśniłam nie mogąc opanować śmiechu.
C : Bardzo śmieszne! - Wokalista Linkin Park się oburzył. - Właśnie, że umiem słowa po polsku i to aż trzy!!! - powiedział. - Mike mnie nauczył. - dodał z dumą.
N : Oo, aż trzy?! - powstrzymałam śmiech. - Faktycznie się wysilił. - powiedziałam.
C : Kocham Cię, Natalko. - zwrócił się do mnie po polsku. Jak on słodko mówił!!!
N : Ja Ciebie też! - odpowiedziałam również po polsku uśmiechając się w jego kierunku. - Wiesz, co powiedziałam? - zapytałam po angielsku chcąc się upewnić, czy zrozumiał odpowiedź. Otrzymałam potwierdzenie wyrażone skinieniem głowy.
C : " Ja Ciebie też " - przetłumaczył z niewielką trudnością wymawiając " ż ".
N : Brawo!! - biłam mu brawo. - Polscy Żołnierze będą dumni z Ciebie. Oczywiście jak się za Ciebie wezmę. - postanowiłam go już nie męczyć i mówić po angielsku, choć kochałam Polskę i władałam biegle polskim, tak samo Spike.
C : Wiem. - Chaz znowu odpowiedział po polsku. - Muszą poczuć, że są dla mnie tak samo ważni, jak Amerykanie czy Anglicy. - dodał już po angielsku. - Obiecałem im, że tam wrócę, no to będą mieli niespodziankę jak będę z nimi rozmawiał po polsku. - uśmiechnął się.
N : I to wielką. - przyznałam mu rację. - Nawet nie wiesz, jak wielkie to będzie miało dla nich znaczenie. Wiesz ilu Polaków marzy, żeby się z Tobą osobiście spotkać?
C : Domyślam się.
M : Na pewno będziemy transmitować ten wywiad też w Polsce, także usłyszą Cię. - dziennikarz spojrzał na Chaza.
C : O nie, usłyszą jak kaleczę ich narodowy język. - zakrył twarz dłońmi.
N : Na pewno Ci wybaczą. Będą z Ciebie dumni jak już powiedziałam. Poza tym polski jest jednym z najtrudniejszych języków na świecie. Nie dla mnie, bo ja nim władam od małego pypcia, Mike też. - uśmiechnęłam się.
C : Przecież nie raz byliście naszymi tłumaczami. - przewrócił oczyma.
M : Nie będę Was już męczył. Może chcesz pozdrowić Soldiersów z Polski? - spojrzał na Chaza.
C : Nie wiem czy dam radę. - spojrzał na mnie. Złapałam go za rękę .
N : Pomogę Ci. - uśmiechnęłam się.
C : Okej. - uśmiechnął się do kamery i zaczął mówić. - Siemanko, Żołnierze. Tak, ja mówię po Waszemu, wybaczcie, jeśli powiem coś źle, ale nie umiem jeszcze dobrze mówić po polsku. To strasznie trudny język jest.. - trochę się jąkał, ale dobrze mu szło to mówienie. - Chciałbym, żebyście wiedzieli, że ten.. No... No Natt jak to było? - zapytał mnie po angielsku.
N : Co chcesz im powiedzieć? - spojrzałam na niego.
C : Że ich Kocham i są dla mnie bardzo ważni. - szepnął.
N : No to już ja to powiem. - uśmiechnęłam się.
C : Nie, to moje pozdrowienia, ja jestem ich idolem. - oburzył się.
N : No dobrze, dobrze, to spróbuj jeszcze raz.
C : Jak zapewne słyszeliście, Nathalie śmiała się ze mnie, że nie umiem polskiego. Jednak coś tam umiem. - zaśmiał się. - Kocham Was i.. Kurde, znowu się zaciąłem, no ładnie... - mruknął.
N : Chester chce Wam powiedzieć, że Was bardzo Kocha i śle Wam całusy. - uśmiechnęłam się do kamery.
C : Tak, to właśnie chciałem powiedzieć, ale mi się wpieprzyłaś. - powiedział niemalże idealnie po polsku.
N : No patrzcie państwo, klnie bez zająknięcia, ale jakbym mu kazała powiedzieć : " W czasie suszy szosa sucha " to by się męczył z dobrą godzinę, jak nie więcej. - powiedziałam.
C : Że co byś mi kazała powiedzieć? - Chaz albo nie zrozumiał całego zdania, albo udał, że nie zrozumiał. Stawiam na to pierwsze. Moim zdaniem już i tak bardzo dużo umie. Na pewno dużo więcej, niż powiedział wcześniej. W obecności chłopaków często z Mike'm rozmawiam po polsku, może wyłapał. Ekipa się zawsze śmieje, że zachowujemy się jak Holmes i Watson. Polski to taki nasz szyfer. Brad'a wnerwia to najbardziej, ale przed wyjazdem do Polski na koncert mnie zaskoczył. Kiedy przy śniadaniu podałam mu nutellę, odpowiedział " dziękuję " w polskim języku. Uśmiechnęłam się i odpowiedziałam " proszę ", już po angielsku.
N : Nic Kochanie, taki polski łamijęzyk. - uśmiechnęłam się. - Jak już się dobrze nauczysz polskiego to Ci go powiem.
C : Wiem, że coś tam było z drogą chyba. - mruknął zamyślony. Zaczęłam się strasznie śmiać.
N : Szosa. -wydukałam przez śmiech.
C : So. - zaczął.
N : Szo - sa. - przesylabizowałam.
C : Śzio. - zaczął dość komicznie. - Nie będę się kompromitował. - machnął ręką.
M : Dużo już umiesz, ucz się ucz. - uśmiechnął się do niego. - Dzięki za wywiad. - powiedział.
C & N : Nie ma za co. - powiedzieliśmy razem przesyłając Soldierom całusa do kamery i poszliśmy.
***
- Polski jest na prawdę bardzo trudny. - westchnął mój chłopak.
- Wiem Skarbie. - ścisnęłam mocniej jego dłoń. - Ale ja Ci pomogę się go nauczyć. - uśmiechnęłam się ciepło.
- Nie jestem pilnym uczniem. - westchnął.
- Spokojnie, poradzimy sobie. - mimo jego deklaracji nie straciłam wiary, że moje korepetycje przyniosą skutki. - Umiesz dużo więcej, niż myślałam. - pochwaliłam go.
- Dobrze, że mają takie same litery jak my. No prawie. - zakończył drugie zdanie cichym westchnięciem. - Właściwie jakie Ty masz obywatelstwo? - zapytał patrząc na mnie.
- Amerykańsko- polskie. - powiedziałam.
- Mike też? - Chaz wytrzeszczył oczy.
- Tak. Oboje urodziliśmy się tu, w Ameryce, ale nasza mama była w połowie Polką, tak samo jak nasza babcia, jej mama.
- A dlaczego tak?
- No bo nasz pradziadek, tata mojej babci był czystym Polakiem, ale wyemigrował tutaj w 1945, tuż po zakończeniu drugiej wojny światowej. - powiedziałam.
- Nie wiedziałem. Czytałem coś kiedyś w gazecie, ale nie uwierzyłem.
- Co pisali?
- Coś o podwójnym nazwisku. Że kiedyś mieliście się nazywać Shinoda i coś tam na M, ale zatrzymaliście nazwisko ojca.
- To prawda. Powinniśmy się nazywać Shinoda - Markowscy. - uśmiechnęłam się.
- Twoje imię po polsku to Natalia. - spojrzał na mnie. Skinęłam twierdząco głową. - A Mike? - zapytał.
- Co Mike? - niezbyt rozumiałam, ale po chwili mnie oświeciło. - Czy ma jakiś polski odpowiednik? - uśmiechnęłam się.
- Tak. - potwierdził, że o to mu chodziło.
- Ma. - zaśmiałam się. - Michał. - uśmiechnęłam się.
- Michał?
- Tak, Michaś. - spojrzałam na chwilę w niebo.
- Ładny. - mruknął.
- No wiem. - zaśmiałam się.
- W ogóle Polska to bardzo ładny kraj. - powiedział.
- Wiem. - uśmiechnęłam się z dumą.
- Czujesz się bardziej Polką, czy Amerykanką? - tym pytaniem nieco mnie zaskoczył.
- Kocham oba kraje, ale bardziej Polskę. Tam jest strasznie dużo zabytków. Musimy kiedyś pojechać na dłużej do Warszawy, do Krakowa. Wawel jest po prostu cudny. A w ogóle byłeś kiedyś w Łazienkach? - pytałam. - Joe'mu by się w Toruniu spodobało. - zaśmiałam się.
- A dlaczego? - zapytał.
- No bo tam są najlepsze pierniki. - kiedy to powiedziałam oboje wybuchliśmy śmiechem.
- Byłem kiedyś nad Bałtykiem. - pochwalił się. - I o mało nie utopiłem tam Brad'a. - zaśmiał się.
- Serio? A to czemu? - śmiałam się.
- No bo mnie wkurzył. - wyjaśnił. - Pięknie tam jest. - uśmiechnął się.
- Byłeś w Pucku, czy w Gdańsku?
- W Gdańsku.
- To mieliście dalej do morza.
- No trochę musieliśmy się przejechać. - przyznał. - W ogóle właśnie uświadomiłem sobie, że ja strasznie mało o Was wiem.
- Bo nie pytasz.
- To mogę zacząć. - uśmiechnął się.
- No to proszę bardzo. - zaśmiałam się. - Mogę Ci bardzo dużo opowiedzieć o moim życiu w Polsce.
- To opowiadaj. - zamilkł patrząc na mnie.
ROZDZIAŁ 25 NARESZCIE JEST. PRZEPRASZAM, ŻE TAK DŁUGO .
DEDYKACJA DLA SHINODOWEJ, NATALKI D. I ANGELIKI R. <3 Przepraszam Was moje Kochane za tak długie milczenie. Chazzy przysięga poprawę, hihi :D To się kieruje zwłaszcza do Andzi, która mnie omal nie zjada za tą przerwę. xD
sobota, 25 października 2014
piątek, 26 września 2014
24. Ty jesteś dobrym nałogiem
Gdy tylko znalazłam się w pokoju szybko włączyłam laptop i komunikator. Tak jak się spodziewałam, Caro już na mnie czekała, więc szybko rozpoczęłam połączenie. Od razu wyjaśniłam jej całą sprawę. Jej reakcja wcale mnie nie zdziwiła. Dziewczyna złapała się za głowę.
- Co za... - nie dokończyła zdania. Spojrzała na mnie ze współczuciem. Wiedziałam, co ma na myśli. Postanowiłam jej oszczędzić mówienia tego głośno.
- Wiem. Też tak uważam. - krzywo się uśmiechnęłam.
- Ale skąd wiesz, że oni mają na pewno coś wspólnego ze sobą? - blondynka upiła łyk nieznanego mi napoju z trzymanego w dłoniach kubka.
- Widzieliśmy ją dzisiaj, jak przechodziliśmy z Chesterem koło aresztu, a z czego wiem od niego, nikt z jej rodziny tam nie przebywa. - wyjaśniłam.
- Więc musiała pójść do niego.
- Dokładnie.
- Jak myślisz, po co się spotkali? - Bery spojrzała na mnie pytająco.
- Błagam Cię Carly, to jest proste jak dwa razy dwa. - przewróciłam oczami. - Chce pomóc mu zwiać, dlatego chcę być jak najdalej od Phoenix i zabrać stąd Oliwię, ale tak, żeby ona nic nie podejrzewała.
- A ona ma niedługo koniec roku i chcesz jej zafundować wakacje w Disneylandzie? - uśmiechnęła się chytrze. - Sprytne. - powiedziała.
- Pomożesz? - zapytałam patrząc na nią błagalnym wzrokiem.
- A od czego są przyjaciele? Pogadam z chłopakami i dam Ci znać. To będzie najlepszy miesiąc w jej życiu. - puściła mi oczko.
- Dziękuję. - uśmiechnęłam się.
- Jeszcze nie masz za co. - machnęła ręką. - Zadzwonię do Ciebie wieczorem, bo teraz uciekam z chłopakami na próbę.
- Jasne, czekam. Pozdrów ich tam. - zaśmiałam się.
- Ty swoich też. - zawtórowała mi.
- Narka. - pomachałam jej.
- Pa. - odpowiedziała mi tym samym i po chwili połączenie zostało zakończone. Miałam ochotę skakać z radości. Wyłączyłam laptop i zbiegłam na dół. Wcale mnie nie zdziwił widok całej zgrai w salonie. Pewnie Mike albo Chaz po nich zadzwonili i wszystko już wiedzą. Jak na komendę, kiedy tylko przeskoczyłam ostatni schodek wszystkie oczy zwróciły się na mnie, a Chester do mnie podszedł. Widząc radość wymalowaną na mojej twarzy wiedział, że wszystko ułożyło się według planu.
- Ustalone? - zapytał z uśmiechem.
- Po części tak. Caroline ma gadać z chłopakami, ale myślę, że jak im wyjaśni sprawę wszystko będzie git.
- To super. - pocałował mnie w policzek.
- Kocham Cię. - wyszeptał mi do ucha. Uśmiechnęłam się delikatnie i spojrzałam mu w oczy.
- Ja Ciebie też. - delikatnie pocałowałam go w usta.
- Musimy dać radę, ona nie może zniszczyć tego, co zbudowaliśmy. - zacisnął szczękę. Oho, Chester wkurzony...
- Nie zniszczy. - oparłam swoje czoło o jego. - Jestem przy Tobie i nie opuszczę Cię. - złapałam go za dłonie. - Nigdy, rozumiesz? - patrzyłam mu w oczy. - Nigdy. - ścisnęłam lekko jego dłonie.
- Jesteś jak mój własny narkotyk. - uśmiechnął się szczerze.
- Narkotyk? - zmarszczyłam brwi. - Jesteś już uzależniony. - zaśmiałam się.
- Od dawna. - wybuchł śmiechem. - Ale ten nałóg jest nieuleczalny.
- A niby czemu? - spojrzałam na niego z ciekawością wymalowaną na twarzy.
- No bo to jest taki rodzaj nałogu Skarbie, z którym ja nie chcę walczyć. - przytulił mnie mocno do siebie.
- Wow, to ja muszę być bardzo silna, skoro nie masz siły mnie pokonać. - parsknęłam śmiechem.
- Nie to, że nie mam siły. Ja nie chcę. - otarł swój nos o mój.
- Ale skoro jestem nałogiem, to muszę być zła. - drążyłam temat.
- Oj przestań. Ty jesteś dobrym nałogiem.
- Dobry nałóg? - usiadłam na blacie.
- Tak. - złapał mnie za ręce. - Bo jesteś moją definicją szczęścia. - uśmiechnął się.
- Kochany wariat. - wtuliłam się w jego tors. Serce Chaza biło spokojnie. Puk, puk, puk, puk... Uwielbiałam ten dźwięk. Czując jego dłoń na plecach przyciskającą mnie mocniej, ułożyłam ręce na jego klatce piersiowej i stałam tak wtulona jak mała dziewczynka.
- Mam pomysł na nową piosenkę. - głos Mike'a dotarł do moich uszu. Brat cicho chichotał, a za jego plecami stała reszta ekipy.
- Jeśli to ma być znowu temat moich nałogów, to przypominam Ci, że Breaking The Habit zna już cały świat. - Benny objął mnie ramieniem.
- Ale ja mówię o mojej siostrze. Znaczy o piosence o niej. - Shi się zaśmiał.
- Bardzo śmieszne. - przewróciłam oczami. - Piosenka o zwykłej, szarej dziewczynie, w której zakochał się rockman. W sam raz na wasz styl muzyki. Na prawdę. O sole mio lepiej przeróbcie, na to samo wyjdzie. - zaśmiałam się perliście całując ukochanego w policzek.
- No ale to nie jest wcale taki zły pomysł. - Chaz na mnie spojrzał.
- Przestań. - machnęłam ręką. - To nie przejdzie.
- Dlaczego tak uważasz? - znów spotkałam się z oczami Benningtona.
- Bo ma być o mnie, a ja nie jestem tematem wartym piosenki. - uśmiechnęłam się słabo. - Moje nędzne życie, jeśli już coś o nim pisać, to książkę. Podkreślam gatunek - dramat. - przejechałam dłonią po jego ręce i wyszłam z kuchni. Usiadłam na kanapie między przyjaciółkami.
- Ej, obejrzymy coś? - zaproponowała JoJo, gdy chłopaki do nas doszli.
- Mike, włącz coś. - uśmiechnęłam się do brata, a sama wróciłam do kuchni, żeby zająć się przekąskami. Po chwili przyszłam z popcornem, chipsami i szklankami. Postawiłam to na stole, a Chester poszedł po pepsi, którą ponalewał w szklanki. Minoda wybrał komedię " Zemsta frajerów ". Znałam wszystkie części, ale za każdym razem, jak to oglądam rechoczę jak żaba. Tak było teraz. Mojemu męskiemu klonowi, jak to kiedyś mówiła nasza mama, zebrało się nagle na wygłupy i wyrzucił mi na koszulkę całą garść popcornu z masłem.
- Zlizuj to!! - wydarłam się. - Nienormalny jesteś ! - krzyknęłam. Chester zdjął ze mnie bluzkę, rzucił nią w mojego brata i ściągnął z siebie swoją. Podał mi ją z mega wyszczerzem, a ja z nie mniejszym entuzjazmem założyłam ją na siebie. Zapach jego perfum od razu dotarł do moich nozdrzy. Uśmiechnęłam się szeroko i jeździłam palcem po jego tatuażach. Jak ja to uwielbiam. Jego mięśnie od razu się napięły i nie spuszczał ze mnie wzroku.
- Oho, Soldierka się bawi. - rechotał Phoenix.
- Shut up, bo jak Ci.. - uniosłam dłoń, w której trzymałam jaśka wziętego wcześniej od Maryse.
- Lubisz One Step Closer, ha? - śmiał się i rzucił we mnie jedną z małych poduszek leżącą po jego stronie. Dostałam.
- Oo nie! - krzyknęłam. - Jesteś martwy. - spojrzałam na niego. Usiadłam na piętach na kolanach Chazza, żeby mieć większy dostęp do Rudego i zaczęłam go okładać.
- Menda! - darłam się.
- Mencwel! - odgryzł się oddając mi.
- Wiewióra ! - krzyknęłam.
- Oo nie Młoda, przegięłaś. - Farrell po raz kolejny wybuchł śmiechem. Złapał mnie za nadgarstki i podniósł do góry jednocześnie wstając. Wisiałam jak na sznurku. Nogi mi tylko dyndały. Zmięłam usta w wąską linię i patrzyłam na niego z chęcią mordu w oczach.
- David, ja Ci dobrze radzę, puść ją, bo oberwiesz. - Mike od początku przyglądał się naszej wojnie.
- Co takie maleństwo może mi zrobić? Nie uderzy idola. - puścił mi oczko.
- Nie byłabym taka pewna siebie, Phoenix. - moje tęczówki z brązowych stało się czarne, skóra blada, a szczęka samoistnie się zacisnęła. - Farrell. Postaw. Mnie. - wycedziłam przez zęby każde słowo.
- A jak nie, to co? - zapytał wyraźnie rozbawiony całą sytuacją. Jego pewność siebie coraz bardziej działała mi na nerwy.
- Ja Cię proszę, bo na serio się wkurzę. Nie chcę bić idola, masz rację. Do tego jeszcze przyjaciela. Nie każda Soldierka ma takie szczęście. - uśmiechnęłam się.
- Bo nie każda ma mnie. - Spike uśmiechnął się dumnie.
- Gdybym mogła, to bym Ci wysłała buziaka, bo Kocham Cię za to i nie tylko za to najmocniej na świecie, wiesz o tym doskonale. - zwróciłam się do brata.
- No dobra. - Phoenix dał za wygraną i postawił mnie na ziemi. - Nadal kochasz swojego Davidka? - spojrzał na mnie słodkimi oczkami.
Zaśmiałam się i przytuliłam go mocno.
- Debilu, przecież wiesz, że tak. - poklepałam go po plecach.
- A My to co?! - krzyknęła pozostała piątka. Spojrzałam na nich i pokręciłam głową. Rozłożyłam ręce z szerokim uśmiechem na twarzy. Pierwszy podbiegł do mnie nie kto inny jak oczywiście sam Pan Bennington.
- Wiedziałam. - przytuliłam go śmiejąc się. Spojrzał na mnie z wargą wysuniętą naprzód, czym jeszcze bardziej mnie rozbawił.
- Kocham Cię. - dałam mu buziaka w usta.
- Wiem. - poruszył brwiami.
- A Wy co, Lamusy, specjalne zaproszenie? - zaśmiałam się wesoło. Po chwili Mike, Joe, Brad i Rob zostali zamknięci w moich ramionach razem ze swoimi kumplami. Dziewczyny również się dołączyły.
- Moi wariaci. - śmiałam się.
- Ja też chcę buzi. - Mike założył na siebie ręce.
- Jakie życzenia.. - przewróciłam oczami i dałam mu buziaka, kiedy zrobił dzióbek. - Kocham. - uśmiechnęłam się i pstryknęłam go w nos. Nagle Joe podszedł do nas z nowymi słuchawkami w dłoni. Były całe czarne z nazwą zespołu. Podał mi je.
- Żartujesz? - spojrzałam na niego.
- Siódma para do kolekcji Ci się przyda. - uśmiechnął się charakterystycznym dla siebie uśmiechem.
- Kupiłeś nowe?
- Dostałem pięć par na zapas, to pomyśłałem o mojej Kochanej Natt. - powiedział.
- Kochany jesteś. - przytuliłam go. - Dziękuję, Pandziu. - pocałowałam go w policzek.
- Ja też takie dostałam. - April pokazała swój prezent. - Nieźle dają czadu. - zaśmiała się.
- Weź je pod namioty. Jak Chaz będzie chrapał, to nie usłyszysz. - Hahn zaczął się śmiać.
- Udam, że tego nie słyszałem. - ukochany pokiwał palcem w stronę przyjaciela.
- Spokojnie Skarbie i tak bym je wzięła. - wysłałam mu całusa.
- Która bierze płyty? - zapytała Paige.
- Ja. - powiedziałam. - Jako jedyna mam wszystkie, będę Wam pożyczała.
- Spoko. - Knight przybiła mi żółwia.
- Po co Wam płyty? Przecież macie MP 4. - Rob oparł się o poręcz schodów.
- Kochanie, ale przecież MP 4 może nam paść. - Paige uśmiechnęła się do niego słodko.
- No właśni, dlatego zabieramy Discmany. - Maryse stanęła obok mnie. - Ja bez Linkin Park nie wytrzymam, nie wiem, jak Wy laski. - spojrzała na nas.
- My też nie. - powiedziałyśmy chórem.
- Ale przecież z nami będziecie. - Chaz był tak rozbawiony, że musiał się oprzeć o Spike'a.
- Jezus Maria Chester! - Nikki oparła się czołem o ścianę. - O muzę chodzi. - spojrzała na niego. - Ja bez Twojego krzyku nie zasnę. - powiedziała.
- No ja tym bardziej. - złapałam się za biodra.
- No to mogę Wam krzyczeć do snu. - rechotał.
- Bardzo śmieszne. - powiedziałyśmy razem z Nicole.
- W razie jakbyś nie wyrabiał, to masz zmienniczkę. - powiedział Spike patrząc na mnie.
- Bardzo zabawne, braciszku. - uśmiechnęłam się z przesadzoną słodyczą i zrobiłam maślane oczka.
- Gówniarko, bez sarkazmów w moją stronę proszę. - zaśmiał się.
- Bo co? - podeszłam do niego ciągle trzymając się za biodra. - Dasz mi szlabam na grzebanie w Twoich szafkach, czy może zarekwirujesz mi mój różowy domek dla lalek, którym od piętnastu lat się nie bawię? - uśmiechnęłam się chamsko. - Stoi na strychu, proszę bardzo, możesz sobie go zabrać na zawsze. - zaśmiałam się. - Miałam go dać Oliwce, ale jak tak bardzo Ci zależy, żeby się nim pobawić, to nie mogę Ci zabraniać. - usiadłam na kanapie i założyłam nogę na nogę. - To by było takie niepedagogiczne z mojej strony. - schowałam kosmyk włosa za ucho. - Lalki są w tej reklamówce w kwiatki. Torba z ubrankami i akcesoriami też. - wzięłam chipsa i wsunęłam go do ust, a gdy go połknęłam, powiedziałam z uśmiechem. - Udanej zabawy, Skarbie. - wysłałam mu buziaka. Chłopaki i dziewczyny dławili się ze śmiechu. Spike z zaciśniętą szczęką usiadł przy swojej ukochanej.
- Co, nie idziesz? - oparłam głowę na ramieniu mojego chłopaka, lecz nie spuszczałam wzroku z brata.
- Mam ważniejsze rzeczy na głowie. - burknął obejmując swoją dziewczynę.
- Po prostu boisz się przyznać, że kręcą Cię różowe domki z lalkami. - Brad opierał się o mnie dławiąc się śliną ze śmiechu. - Stary, trzeba było powiedzieć, to na urodziny zamiast na nową gitarkę złożylibyśmy się na baby born czy coś w ten deseń. - śmiał się.
- Bradziu, Ty się lepiej zajmij swoją wełną, bo niedługo całkowicie zarośniesz. - odpyskował Shi. Ta sprzeczka zaczęła już wkraczać na niebezpieczne pole, więc postanowiłam ją przerwać.
- Ej, chłopaki, żarty żartami, ale przestańcie już. Mieliśmy oglądać film, a zaraz się pokłócicie i jeszcze przez to spieprzycie nam plany, a chyba nie o to chodzi, prawda? - spojrzałam na nich.
Chester pocałował mnie w policzek.
- Sam bym tego lepiej nie ujął. - przytulił się do mojego policzka, a jego gładka skóra, z której niedawno zniknął zarost o czym mówił mi intensywny zapach wody po goleniu, delikatnie ocierała się o moją. Przeniosłam wzrok na niego.
- Od takich spraw jestem ja. - uśmiechnęłam się.
- I za to właśnie Cię Kocham. - delikatnie przejechał wargami po moim policzku, by złożyć delikatny pocałunek za moim uchem.
- Serio? Nie wiedziałam. - zaśmiałam się odwracając głowę w jego stronę, a gdy dzięki temu nasze usta się styknęły, zagryzłam jego wargę. Mruknął coś pod nosem, a gdy się oderwałam zrobił to samo z moją wargą. Kącik moich ust mimowolnie uniósł się ku górze, kiedy koniuszek jego języka zaznaczył na niej małą strużkę. Kiedy to on się oderwał, zagryzłam wargę uśmiechając się lekko.
- To teraz wiesz. - przyciągnął mnie bliżej. Moja głowa wylądowała na jego nogach, zaś stopy na kolanach Mike'a. Brat uśmiechnął się do mnie lekko. Nie był zły. Połaskotał mnie po pięcie. Zaśmiałam się cicho. Miałam wielka ochotę go przytulić, ale JoJo była wtulona w jego tors. Nie chciałam się jej wpychać. Zamknęłam powieki oddając się dłoniom chłopaka, który był moim życiem. Jego palce z czułością gładziły moje czerwone, gęste włosy. Podniosłam wzrok na jego twarz. Uśmiechnął się delikatnie przykładając swoje czoło do mojego. Romantyczną chwilę przerwały pierwsze dźwięki " Until It's Gone " dochodzące z mojego telefonu. Momentalnie się podniosłam i sięgnęłam po urządzenie. Caro. Wzięłam głęboki wdech i dotknęłam palcem zielonej słuchawki, po czym przyłożyłam telefon do ucha.
- Halo? - odezwałam się.
- Cześć. - wesoły głos mojej przyjaciółki wywołał u mnie jeszcze większe emocje. - Mam dobrą wiadomość. - zaczęła.
Wstrzymałam oddech.
- Jaką? - zapytałam wypuszczając po chwili powietrze.
- Udało się. - zaśmiała się wesoło.
- Na prawdę? - aż pisnęłam ze szczęścia.
- Tak. - odpowiedziała. Możesz powiedzieć Młodej, że jedzie pojutrze do Paryża. - zaśmiała się.
- Jesteś wielka. - powiedziałam.
- Przestań. Czego się nie robi dla przyjaciół. - jej łagodny głos sprawił, że wyobraziłam sobie jej pogodny uśmiech.
- Jestem Ci na prawdę wdzięczna, Kochana. - uśmiechnęłam się.
- Podziękujesz, jak się spotkamy.
- Możesz być tego pewna. - obiecałam. Byłam taka szczęśliwa. To było po prostu nie do opisania. Ostatni raz czułam się tak, kiedy Chester mnie pocałował i wyznał mi miłość.
- Trzymam Cię za słowo. - śmiała się. - Nattie, bateria mi pada, zadzwonię jutro. Całuski. - wysyłała mi całusy.
- To pa. Uściskaj chłopaków. - nakazałam.
- Pa. Ty swoich też. - pożegnała się. Kiedy dźwięk zakończonego połączenia dobiegł do mojego ucha niemal rzuciłam telefon na stół i od razu zawiesiłam się na szyi Chazzowi.
- Udusisz mnie. - śmiał się.
- I tak tym się nie da wyrazić, jak mocno Cię Kocham. - pocałowałam go w policzek.
- Aż tak? - udał zdziwionego.
- Bardziej niż myślisz. - znów go przytuliłam.
- Bardzo mnie to cieszy. - pocałował mnie namiętnie. Odwzajemniłam gest mimo obecności naszych przyjaciół. Położyłam dłonie na jego policzkach i nawet kiedy Phoenix z Mike'm zaczęli chrząkać, nie przerwałam.
- Przestańcie lecieć w ślinę, bo aż mi niedobrze, jak widzę te wasze jęzorki. - Brad zaczął się śmiać. Ignorowanie. To właśnie postanowiliśmy robić.
- Kretynie nie widzisz, że oni się kochają? Ja tam chcę małe Benningtonki. - Joe się uśmiechnął. Dopiero po jego słowach się oderwaliśmy i oboje na niego spojrzeliśmy.
- Powiedziałem coś nie tak? - zapytał.
- Nie stary. Gwarantuję Ci, że kiedyś się doczekasz. - Chester się zaśmiał. Słysząc jego słowa zakrztusiłam się chipsem, który miałam w ustach. Mike zaczął mnie klepać po plecach.
- Siostra! Żyjemy? - zapytał, kiedy przestałam kaszleć. Kiwnęłam twierdząco głową nie mogąc wydusić z siebie słowa. Chester Bennington chce mieć ze mną dzieci? Ze mną?!~
- Kochanie, wszystko okej? - autor słów, które wywołały u mnie wielki szok właśnie kucał przede mną i patrzył mi w oczy.
- Tak . - wydukałam. Na nic więcej nie byłam w stanie się zdobyć. Nie mogłam uwierzyć, że on myślał o mnie tak poważnie. Jednak kiedy dłużej wpatrywałam się w jego oczy dostrzegłam w nich smutek. Myślał, że mnie przestraszył?! Skąd. Jestem najszczęśliwszą Soldierką na ziemi. Niewiele myśląc rzuciłam się na szyję bratu. To jego zasługa.
- Ej, Nattie, co jest? - Shi zaśmiał się wesoło i otoczył mnie ramionami.
- Nawet nie wiesz, jak Cię Kocham, braciszku. Jesteś najlepszy na świecie. - tuliłam go mocząc mu koszulkę łzami.
- Mówiłaś mi to tysiąc razy. - Spike troskliwie głaskał mnie po głowie.
- Za mało. - spojrzałam na niego i znów się popłakałam.
- O co tu chodzi? - Chester nic nie rozumiał.
- Bennington, Ty świrze. - teraz wypłakiwałam łzy szczęścia w ramię ukochanego.
- Aż taką przykrość Ci sprawiłem? - zapytał szeptem.
- Przykrość?! - spojrzałam na niego uśmiechając się przez łzy. - To najlepsze słowa, jakie może usłyszeć kobieta, która myśli na poważnie o swoim związku. - wydukałam.
- To ja też chcę mieć z Tobą Mini Phoenix'y. - Dave spojrzał na Maryse.
- Mini Linkin Park? - Mike objął Jo
- Czemu nie. W ten sposób będziemy nieśmiertelni. - Joe się zaśmiał.
- Wy zawsze będziecie nieśmiertelni. - April się do niego uśmiechnęła.
- Nie o muzykę mi chodzi. Zostawimy po sobie ślady. - Hahn pocałował Mendez w czoło.
- To nie jest wcale takie złe. - Brad podrapał się po czuprynie.
- To za poważne tematy na hop siup. - Rob jak zwykle sprowadził nas na ziemię. - Nikt się za nas nie spakuje. - przypomniał.
- Ma rację. - poparłam go.
- Mamy jeszcze czas, teraz trzeba się wyspać, więc banda za mną, odwiozę Was. - Phoenix zebrał wszystkich. Pożegnaliśmy się i po chwili zostałam w domu tylko ja, Chaz, Mike i Jo oraz Oliwia, która smacznie spała na górze.
- No to co, dobranoc? - Mike na nas spojrzał.
- Dobranoc. - pocałowałam brata i przyjaciółkę w policzki i ruszyłam w stronę łazienki na górze. Wzięłam szybko prysznic i owinięta w ręcznik poszłam do sypialni. Wyjęłam z szafy dół od bielizny i koszulkę Chaza z koncertu, która mimo prania na szczęście zachowała jego zapach. Usiadłam przy toaletce, zmyłam makijaż, nasmarowałam ręce i twarz kremem po czym zaczęłam suszyć włosy. Poszło mi sprawnie, a że jeszcze byłam sama, to postanowiłam z tego skorzystać. Usiadłam na łóżku, włączyłam sobie " Guilty All The Same " na telefonie i nucąc malowałam na czarno paznokcie u nóg. Nawet nie usłyszałam, jak Chester wszedł do pokoju, położył się na łóżku i najzwyczajniej w świecie słuchał, jak masakrycznie mieszam swój okropny głos z jego. Otrząsnęłam się dopiero, kiedy właśnie miałam zamiar się położyć. Jak oparzona zerwałam się z łóżka wyłączając muzykę.
- Co Ty tutaj robisz? - zagryzłam speszona wargę.
- Tymczasowo mieszkam. - powiedział.
- Dobrze wiesz, że nie o to mi chodzi. - położyłam się obok niego. - Słyszałeś? - spojrzałam mu w oczy.
- Co nieco. - przyznał.
- Boże. Jaka siara. - wbiłam głowę w poduszkę.
- Wcale że nie. Masz zajebisty głos. - ujął mnie za podbródek bym spojrzała mu w oczy.
- Mówisz tak bo nie chcesz mnie urazić. - powiedziałam. - Ze mną masz być szczery, nienawidzę kłamstwa.
- Ja też nie.
- To dlaczego kłamiesz? - zapytałam.
- Nie kłamię, Kochanie. Masz talent, to u Was chyba rodzinne bo Oliwia też wymiata. - uśmiechnął się. - Poza tym nie pierwszy raz Cię słyszę.
- What?! - byłam zszokowana. - Jak to nie pierwszy raz?! - zakryłam twarz dłońmi. - Wdech, wydech, wdech, wydech. - nabierałam powietrza i wypuszczałam je. - Ile razy?
- Nie liczyłem, ale kilkadziesiąt na pewno.
- Kiedy?
- Teraz, w Londynie, w kuchni nie raz jak śpiewałaś. Ostatnio na przykład masz chyba fazę na " In Pieces ". - zaśmiał się.
- Jest świetna. Jak każda.
- Bo jak każda wyraża moje uczucia. Już dawno czułem, że Tal nie jest ze mną szczera. - wyznał nagle.
- To dlaczego się z nią męczyłeś? - zapytałam kładąc mu głowę na ramieniu.
- Nie wiesz, jak to jest? Kochałem ją. Byłem ślepy jak dziecko we mgle. - westchnął. Widząc, że to dla niego trudny temat postanowiłam go nie drążyć. Przytuliłam go mocno i pogłaskałam po plecach. Dla mnie słuchanie, że darzył ją uczuciem również było trudne, choć doskonale wiedziałam, że już dawno zajęłam jej miejsce w jego sercu. Jak to on mówi, wypełniłam dziurę.
Teraz ona znowu chciała go niszczyć...... Ale oo nie. Tak łatwo jej nie pójdzie. Będziemy walczyć o Chaza i spokój.
- Teraz mam Ciebie. I niczego więcej nie chcę. - mój ukochany przerwał panującą między nami ciszę. - Oprócz małych Benningtonków. - dodał przez śmiech
- Tak bardzo Cię Kocham. - wyszeptałam łapiąc jego dłoń.
- Ja Ciebie też. - usłyszałam w odpowiedzi.
- Wiem o tym bardzo dobrze, Chester. - pocałowałam go czule. Nagle poczułam, jak chłopak wsuwa dłoń pod moją koszulkę i gładzi moje plecy. Po kręgosłupie przeszły mi ciarki.
- Oliwia. - wymruczałam.
- Śpi. - nie zdążyłam odpowiedzieć, bo znów wpił się w moje wargi.
- Kotku... - zrobił minę szczeniaka.
- Chazzy jedziemy niedługo pod namioty. - uśmiechnęłam się cwanie.
- Mhm... - wymruczał . - I co w związku z tym? - całował mnie dalej po szyi. Natknął się na czarny sznurek od wisiorka, który miałam ukryty pod koszulką. Spojrzał na mnie i delikatnie go wyjął. Uśmiechnął się widząc srebrne logo jego zespołu.
- Skąd to masz? - zapytał.
- Sama zrobiłam. - odpowiedziałam zgodnie z prawdą.
- Oj, to Ty bardzo zdolna jesteś. - pogłaskał mnie po włosach. - Dużo jeszcze masz takich gadżetów? - patrzył mi w oczy.
- Są w moim sekretnym pudełku. - uśmiechnęłam się.
- A mogę je zobaczyć? - nie tracił ze mną kontaktu wzrokowego.
- Nie wiem, czy chcesz. - uniosłam kącik ust ku górze.
- No pewnie, że chcę. - wyszczerzył się.
Słysząc jego odpowiedź wstałam z łóżka i ruszyłam w stronę regału. Kucnęłam przy najniższej półce by wziąć z niej białe pudełko oblepione czarnymi logami Linkin Park. Na górze oprócz nazwy także były loga.
- Też sama je zrobiłaś? - Chester oglądał moje dzieło z uwagą.
- Tak. - uśmiechnęłam się. Wstrzymałam oddech , gdy otworzył " skrzynkę " i wyjął z niej zrobiony w ramce w serduszka kolaż ze swoimi zdjęciami.
- Kiedy go zrobiłaś? - zapytał szeptem.
- Dawno. Jeszcze byłeś z Talindą. - westchnęłam.
- Czyli Ty.. - nie dokończył.
- Tak. - zacisnęłam zęby, gdyż przed oczami stanął mi Chester śmiejący się z Talindą w altance u Rob'a na imprezie. Zauważył mnie....
~ Retrospekcja ~
- Natt ! - krzyczał za mną, lecz nie słyszałam niczego. W głowie mi szumiało, a łzy, które błyszczały w oczach, paliły jak ogień powodując, że obraz stał się niewyraźny. Odwróciłam się na pięcie i zaczęłam biec, mimo, że byłam w szpilkach. Gdy znalazłam się przed domem Bourdona, zauważyłam na schodach Phoenix'a palącego papierosa. Rudowłosy odwrócił na mnie wzrok. Bez słowa usiadłam obok niego. Kiedy poczęstował mnie papierosem, bez słowa wyjęłam go z paczki i wsunęłam do ust i odpaliłam zapalniczką Farrell'a.
- Nie ma go. Pewnie mizia się z tą dziwką. - burknął. Łzy znowu zapiekły i mimo moich starań wypłynęły na policzki.
- Nattie przestań. - przytulił mnie do siebie.
- Ja już nie mogę. - zaciągnęłam się fajką.
- Wiem. - pogłaskał mnie po plecach i pocałował w czoło. - Musimy go uratować. - powiedział i zaciągnął się papierosem.
- Niby jak? - zrobiłam to samo. Wypuściłam dym z ust robiąc kółka.
- Idź popraw makijaż. I poczekaj na mnie - powiedział, gdy spaliliśmy fajki.
- " Co on kombinuje? " pytałam się w myślach. Nie powiedziałam tego jednak na głos. Wykonałam jego polecenie i czekałam w domu. Po chwili pojawił się Chaz z Talindą. Nie spojrzałam na nich nawet. Patrzyłam w stronę korytarza. Po chwili usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi i wstrzymałam oddech. W salonie pojawił się Dave z wielkim bukietem róż .
- Nathalie. - wymówił moje imię.
Wszyscy na niego spojrzeli, a mnie po prostu wmurowało w ziemię. Nie powstrzymałam się jednak od uśmiechu.
- Jesteś niemożliwy, ja nie mam dziś urodzin. - zaśmiałam się biorąc od niego kwiaty.
- Czerwone jak Twe włosy, ogniste jak Twa dusza i ostre jak moja basówka. - śmiał się.
- Em, dzięki. - pocałowałam go w policzek. Puścił do mnie oczko i wyszeptał mi na ucho :
- Część pierwsza planu.
- Zwariowałeś ! - powiedziałam na głos rozbawiona.
- Dave " Phoenix " Zwariowany Farrell. - ukłonił się. - Do usług Madam. - zaśmiał się.
- Kretyn. - rzuciłam przez śmiech.
- Też Cię Kocham. - zaśmiał się. - Idziemy tańczyć. - powiedział i zaczął mnie ciągnąć na parkiet. Z uśmiechem podałam kwiaty zdziwionej JoJo i ścisnęłam dłoń Farrell'a. Gdy znaleźliśmy się na parkiecie zaczęliśmy wolny taniec przytuleni do siebie.
- Patrzy na nas. - usłyszałam szept mojego partnera przy uchu. Z trudem powstrzymałam się, by tam nie spojrzeć, tylko jeszcze bliżej przylgnąć do Phoenix'a, który po chwili przechylił mnie do tyłu. Mimowolnie się zaśmiałam, gdy znów znalazłam się w jego ramionach.
- Część druga. Idziemy na fajkę. - powiedział i podeszliśmy do mojego brata, który stał z Robe'm może dwa metry od " zakochanych "
- Słuchaj stary, jesteśmy na dworze, gdyby ktoś nas szukał. To nie za bardzo nasze towarzystwo. - rzucił patrząc nienawistnie na Bentley. Kiedy ich spojrzenia się spotkały objął mnie ramieniem. Odwróciłam wzrok, gdy moje źrenice spotykając się z oczami Benningtona znów się zaszkliły. Phoeni widząc to przytulił mnie jak małą dziewczynkę do piersi i patrzył na Chaza kręcąc głową z politowaniem.
- Słabo mi. - powiedziałam cicho do Rudego. Na prawdę źle się poczułam, a po drugie nie miałam ochoty tu być.
- Odwieźć Cię? - zapytał z troską basista podtrzymując mnie.
- Jakbyś mógł. - wydukałam biorąc kurtkę, którą Phoenix pomógł mi założyć. Nagle podszedł do nas Chester.
- Może lepiej ja ją odwiozę, piłeś. - przysunął mnie do siebie. Nieznacznie kiwnęłam głową w stronę Davida. Zrozumiał.
- Trzymaj się Kochanie i zadzwoń do mnie, jak już będziesz w piżamce pod kołderką, powiem Ci dobranoc. - zaśmiał się całując mnie w czoło.
- Zadzwonię. - obiecałam składając delikatny pocałunek na jego policzku i biorąc bukiet róż w rękę. - Dziękuję za kwiaty.
- Przyjemność po mojej stronie. - złapał moją dłoń i lekko ściskał patrząc mi w oczy. Zrozumiałam, co chciał mi przekazać. To było nieme : " Bądź dzielna . " Puścił ją, a gdy już otwierałam drzwi, ponownie złapał. Odwróciłam się ignorując poirytowanie mojego obecnego chłopaka.
- Pod żadnym pozorem tego nie rób. - powiedział na głos. " To " w skrócie mówiąc znaczy : " Z daleka od żyletek ".
- Mike mi wszystkie pochował, spokojnie. - pogłaskałam go po policzku. - Miło wiedzieć, że komuś jeszcze zależy. - byłam świadoma, czyja dłoń spoczywa na moim ramieniu.
- No wiesz, ja jeszcze nie mam zamiaru odwiedzać Cię na cmentarzu, tak samo jak pozostała piątka. - specjalnie nie powiedział szóstka.
- Ja też bym nie chciał, żeby coś Ci się stało. - brunet rozumiejąc aluzję włączył się do dyskusji broniąc swojego imienia.
- Tobie ta wywłoka by nawet na pogrzeb przyjść nie pozwoliła, żeby jej zapalić znicz. - rzucił Phoenix patrząc pogardliwie na Chaza. Bennington już miał coś odpyskować, ale powstrzymałam go gestem.
- Dosyć. - podniosłam lekko głos. - Ja jeszcze żyję i nie mam powodów, żeby to zmieniać. - powiedziałam. - Przynajmniej na razie. - dodałam po chwili.
- To dobrze. - Chester przysunął mnie jeszcze bliżej siebie. Nie potrafiłam powiedzieć: " Zostaw, nie chcę, żebyś mnie dotykał. Chciałam tego. Nawet więcej niż tylko tego, ale niestety na nic więcej w tym czasie liczyć nie mogłam. Jak dobrze, że teraz jest inaczej!
Kiedy siedzieliśmy już w jego aucie żadne z nas nie miało odwagi na choćby spojrzenie. Ja wpatrywałam się ponuro w szybę, na której padający właśnie deszcz zostawiał wąskie strużki, a Chester skupił się na drodze. Wydawało mi się, że jestem zupełnie gdzie indziej. Jakaś inna galaktyka, czy coś w tym stylu. Obudziło mnie delikatne szarpnięcie. Mrugnęłam kilkakrotnie powiekami. Widząc, że jestem pod domem, od razu wysiadłam nie chcąc się nawet żegnać. Gdy byłam już na ganku i otwierałam dom, poczułam uścisk zimnej dłoni na nadgarstku. Odwróciłam głowę. Nasze oczy znów się spotkały. Przekręciłam klucz w zamku. Pchnęłam drzwi, a kiedy się otworzyły weszłam do środka. Ruchem dłoni pozwoliłam brunetowi wejść za mną i zamknęłam je za nami. Zdjęłam kurtkę, powiesiłam ją na wieszak, a ściągnięte potem szpilki kopnęłam pod ścianę. Nie miałam siły na nic. Ani psychicznej, ani fizycznej. Ruszyłam do łazienki, skąd wzięłam opakowanie tabletek przeciwbólowych i przeciwgorączkowych zarazem. Rzuciłam je na stół w salonie i poszłam do kuchni po szklanki. Wzięłam też z lodówki wodę i sok pomarańczowy.
- Chcesz? - zapytałam biorąc sok. Kiedy kiwnął głową nalałam mu pomarańczowej cieczy, a sobie wody. Wzięłam z opakowania trzy tabletki. Spojrzałam mu w oczy i szybko połknęłam lek popijając go wodą.
- Nie za dużo wzięłaś? - zapytał. - Uzależnisz się. - dodał żartem.
- O to się nie martw, nie jestem narkomanką, poza tym nawet jeśli by tak było, obeszłoby Cię to? - zaśmiałam się drwiąco. - Oj Chester. - pogłaskałam go po policzku. Ku mojemu zdziwieniu przytrzymał moją dłoń, gdy chciałam ją zabrać.
- Nathalie, błagam, nawet mnie nie strasz. - zaczął trzymając moją kończynę górną w swojej. - Sam wiem, jakie to gówno i jak trudno jest z niego wybrnąć. - mówił.
- Przestań gadać jak mój ojciec, bo mi się słabo robi. - wyrwałam swoją dłoń z jego uścisku. - Masz swoją jebniętą kurewkę u boku, to się lepiej nią zajmij bo masz rogi jak stąd na Karaiby, albo i dalej. - przewróciłam oczami. - Wszyscy próbujemy Ci otworzyć oczy, a Ty kurwa nic, tylko zapatrzony w ten botoks na osiemdziesięciocentymetrowych szpilkach w tak krótkiej miniówie, że aż jej dupę widać. Nic kurwa nie widzisz ! - wrzasnęłam. - A najgorsze jest to, że nie zobaczysz, choćbym nie wiem co robiła! - w moich oczach stanęły łzy, które pojawiły się na policzkach zostawiając czarne strużki. - Zabieraj sobie te wszystkie płyty ! - pobiegłam na górę i zwaliłam je z półek na ziemię. Uderzyłam ręką w ścianę, na której był plakat. Jego plakat bez koszulki. Oczy mówiły " Kocham " a ręce " Nienawidzę ". Dobrze, że się nie rozdarł . Osunęłam się na ziemię między porozrzucaną kolekcję i schowałam twarz w dłoniach. Chester słysząc huk przybiegł do mnie. Złapał mnie za nadgarstki i podniósł z ziemi.
- Nienawidzę Cię, rozumiesz?!?! Nienawidzę ! - wrzeszczałam wyrywając ręce z jego uścisku. - Nienawidzę !!! - biłam go po torsie. - NIE CIERPIĘ ! - darłam się.
- Nathalie.. - usłyszałam jego szept.
- Shut up !!!!!! - krzyknęłam. - Ja teraz mówię, Ty masz słuchać, jasne?!
- Dobrze, ale nie krzycz ! - tym razem to on podniósł głos. Zaczęłam się śmiać. - Natt! - wrzasnął, a ja śmiałam się jeszcze głośniej bijąc mu brawo.
- Krzycz głośniej, ja to Kocham, zresztą jak Ciebie całego, tylko Ty tego nie widzisz idioto ! - wykrzyczałam przez śmiech i łzy pokazując na niego palcem. Alkohol rozwiązał mi język, ale Chaz chyba nie uwierzył w moje wyznania. Wziął mnie na ręce i położył na łóżku.
- Mówiłem, że się naćpasz. - powiedział zbierając płyty i układając je na półkach. Usiadł przy mnie, kiedy skończył. - Zobaczysz jutro, jakie będą skutki, raz na zawsze Ci się odechce, chyba, że moje obawy są słuszne. - przyjrzał mi się.
- Idiota. - prychnęłam odwracając głowę.
- Dobrze, mogę być, ale przytul się do mnie. - poprosił.
- Co?! - spojrzałam na niego marszcząc brwi. - No dobra, ale to i tak gówno da. - burknęłam i położyłam głowę na jego torsie. Nawet nie wiedziałam, kiedy zasnęłam.
~ Koniec retrospekcji ~
- Kochanie? Kochanie! - Chester przytulał mnie mocno do siebie. Zamglony obraz. Dotknęłam palcem policzka. Nosz cholera jasna, musiałam się rozpłakać! - Dlaczego płaczesz? Stało się coś? - pytał zmartwiony. Spojrzałam w jego brązowe oczy i położyłam dłonie na jego ciepłych policzkach.
- Nie pozwolę Ci odejść, nigdy więcej. - wyszeptałam i wpiłam się w jego wargi. Oczywiście odwzajemnił go na tyle, że stał się niemal zachłanny. Wsunął dłonie pod moje plecy i unosząc mnie do góry posadził na sobie. Jemu się nie da odmówić. To Chester. Jego oczy hipnotyzują, a ręce odbierają logikę...
MAMY ROZDZIAŁ PO BARDZO DŁUGIEJ PRZERWIE. KOCHAM WAS ! NASTĘPNY JUŻ NIEBAWEM, JEŚLI ZNAJDĘ CZAS. TERAZ MAM KUPĘ NAUKI.. KOCHAM WAS <3
- Co za... - nie dokończyła zdania. Spojrzała na mnie ze współczuciem. Wiedziałam, co ma na myśli. Postanowiłam jej oszczędzić mówienia tego głośno.
- Wiem. Też tak uważam. - krzywo się uśmiechnęłam.
- Ale skąd wiesz, że oni mają na pewno coś wspólnego ze sobą? - blondynka upiła łyk nieznanego mi napoju z trzymanego w dłoniach kubka.
- Widzieliśmy ją dzisiaj, jak przechodziliśmy z Chesterem koło aresztu, a z czego wiem od niego, nikt z jej rodziny tam nie przebywa. - wyjaśniłam.
- Więc musiała pójść do niego.
- Dokładnie.
- Jak myślisz, po co się spotkali? - Bery spojrzała na mnie pytająco.
- Błagam Cię Carly, to jest proste jak dwa razy dwa. - przewróciłam oczami. - Chce pomóc mu zwiać, dlatego chcę być jak najdalej od Phoenix i zabrać stąd Oliwię, ale tak, żeby ona nic nie podejrzewała.
- A ona ma niedługo koniec roku i chcesz jej zafundować wakacje w Disneylandzie? - uśmiechnęła się chytrze. - Sprytne. - powiedziała.
- Pomożesz? - zapytałam patrząc na nią błagalnym wzrokiem.
- A od czego są przyjaciele? Pogadam z chłopakami i dam Ci znać. To będzie najlepszy miesiąc w jej życiu. - puściła mi oczko.
- Dziękuję. - uśmiechnęłam się.
- Jeszcze nie masz za co. - machnęła ręką. - Zadzwonię do Ciebie wieczorem, bo teraz uciekam z chłopakami na próbę.
- Jasne, czekam. Pozdrów ich tam. - zaśmiałam się.
- Ty swoich też. - zawtórowała mi.
- Narka. - pomachałam jej.
- Pa. - odpowiedziała mi tym samym i po chwili połączenie zostało zakończone. Miałam ochotę skakać z radości. Wyłączyłam laptop i zbiegłam na dół. Wcale mnie nie zdziwił widok całej zgrai w salonie. Pewnie Mike albo Chaz po nich zadzwonili i wszystko już wiedzą. Jak na komendę, kiedy tylko przeskoczyłam ostatni schodek wszystkie oczy zwróciły się na mnie, a Chester do mnie podszedł. Widząc radość wymalowaną na mojej twarzy wiedział, że wszystko ułożyło się według planu.
- Ustalone? - zapytał z uśmiechem.
- Po części tak. Caroline ma gadać z chłopakami, ale myślę, że jak im wyjaśni sprawę wszystko będzie git.
- To super. - pocałował mnie w policzek.
- Kocham Cię. - wyszeptał mi do ucha. Uśmiechnęłam się delikatnie i spojrzałam mu w oczy.
- Ja Ciebie też. - delikatnie pocałowałam go w usta.
- Musimy dać radę, ona nie może zniszczyć tego, co zbudowaliśmy. - zacisnął szczękę. Oho, Chester wkurzony...
- Nie zniszczy. - oparłam swoje czoło o jego. - Jestem przy Tobie i nie opuszczę Cię. - złapałam go za dłonie. - Nigdy, rozumiesz? - patrzyłam mu w oczy. - Nigdy. - ścisnęłam lekko jego dłonie.
- Jesteś jak mój własny narkotyk. - uśmiechnął się szczerze.
- Narkotyk? - zmarszczyłam brwi. - Jesteś już uzależniony. - zaśmiałam się.
- Od dawna. - wybuchł śmiechem. - Ale ten nałóg jest nieuleczalny.
- A niby czemu? - spojrzałam na niego z ciekawością wymalowaną na twarzy.
- No bo to jest taki rodzaj nałogu Skarbie, z którym ja nie chcę walczyć. - przytulił mnie mocno do siebie.
- Wow, to ja muszę być bardzo silna, skoro nie masz siły mnie pokonać. - parsknęłam śmiechem.
- Nie to, że nie mam siły. Ja nie chcę. - otarł swój nos o mój.
- Ale skoro jestem nałogiem, to muszę być zła. - drążyłam temat.
- Oj przestań. Ty jesteś dobrym nałogiem.
- Dobry nałóg? - usiadłam na blacie.
- Tak. - złapał mnie za ręce. - Bo jesteś moją definicją szczęścia. - uśmiechnął się.
- Kochany wariat. - wtuliłam się w jego tors. Serce Chaza biło spokojnie. Puk, puk, puk, puk... Uwielbiałam ten dźwięk. Czując jego dłoń na plecach przyciskającą mnie mocniej, ułożyłam ręce na jego klatce piersiowej i stałam tak wtulona jak mała dziewczynka.
- Mam pomysł na nową piosenkę. - głos Mike'a dotarł do moich uszu. Brat cicho chichotał, a za jego plecami stała reszta ekipy.
- Jeśli to ma być znowu temat moich nałogów, to przypominam Ci, że Breaking The Habit zna już cały świat. - Benny objął mnie ramieniem.
- Ale ja mówię o mojej siostrze. Znaczy o piosence o niej. - Shi się zaśmiał.
- Bardzo śmieszne. - przewróciłam oczami. - Piosenka o zwykłej, szarej dziewczynie, w której zakochał się rockman. W sam raz na wasz styl muzyki. Na prawdę. O sole mio lepiej przeróbcie, na to samo wyjdzie. - zaśmiałam się perliście całując ukochanego w policzek.
- No ale to nie jest wcale taki zły pomysł. - Chaz na mnie spojrzał.
- Przestań. - machnęłam ręką. - To nie przejdzie.
- Dlaczego tak uważasz? - znów spotkałam się z oczami Benningtona.
- Bo ma być o mnie, a ja nie jestem tematem wartym piosenki. - uśmiechnęłam się słabo. - Moje nędzne życie, jeśli już coś o nim pisać, to książkę. Podkreślam gatunek - dramat. - przejechałam dłonią po jego ręce i wyszłam z kuchni. Usiadłam na kanapie między przyjaciółkami.
- Ej, obejrzymy coś? - zaproponowała JoJo, gdy chłopaki do nas doszli.
- Mike, włącz coś. - uśmiechnęłam się do brata, a sama wróciłam do kuchni, żeby zająć się przekąskami. Po chwili przyszłam z popcornem, chipsami i szklankami. Postawiłam to na stole, a Chester poszedł po pepsi, którą ponalewał w szklanki. Minoda wybrał komedię " Zemsta frajerów ". Znałam wszystkie części, ale za każdym razem, jak to oglądam rechoczę jak żaba. Tak było teraz. Mojemu męskiemu klonowi, jak to kiedyś mówiła nasza mama, zebrało się nagle na wygłupy i wyrzucił mi na koszulkę całą garść popcornu z masłem.
- Zlizuj to!! - wydarłam się. - Nienormalny jesteś ! - krzyknęłam. Chester zdjął ze mnie bluzkę, rzucił nią w mojego brata i ściągnął z siebie swoją. Podał mi ją z mega wyszczerzem, a ja z nie mniejszym entuzjazmem założyłam ją na siebie. Zapach jego perfum od razu dotarł do moich nozdrzy. Uśmiechnęłam się szeroko i jeździłam palcem po jego tatuażach. Jak ja to uwielbiam. Jego mięśnie od razu się napięły i nie spuszczał ze mnie wzroku.
- Oho, Soldierka się bawi. - rechotał Phoenix.
- Shut up, bo jak Ci.. - uniosłam dłoń, w której trzymałam jaśka wziętego wcześniej od Maryse.
- Lubisz One Step Closer, ha? - śmiał się i rzucił we mnie jedną z małych poduszek leżącą po jego stronie. Dostałam.
- Oo nie! - krzyknęłam. - Jesteś martwy. - spojrzałam na niego. Usiadłam na piętach na kolanach Chazza, żeby mieć większy dostęp do Rudego i zaczęłam go okładać.
- Menda! - darłam się.
- Mencwel! - odgryzł się oddając mi.
- Wiewióra ! - krzyknęłam.
- Oo nie Młoda, przegięłaś. - Farrell po raz kolejny wybuchł śmiechem. Złapał mnie za nadgarstki i podniósł do góry jednocześnie wstając. Wisiałam jak na sznurku. Nogi mi tylko dyndały. Zmięłam usta w wąską linię i patrzyłam na niego z chęcią mordu w oczach.
- David, ja Ci dobrze radzę, puść ją, bo oberwiesz. - Mike od początku przyglądał się naszej wojnie.
- Co takie maleństwo może mi zrobić? Nie uderzy idola. - puścił mi oczko.
- Nie byłabym taka pewna siebie, Phoenix. - moje tęczówki z brązowych stało się czarne, skóra blada, a szczęka samoistnie się zacisnęła. - Farrell. Postaw. Mnie. - wycedziłam przez zęby każde słowo.
- A jak nie, to co? - zapytał wyraźnie rozbawiony całą sytuacją. Jego pewność siebie coraz bardziej działała mi na nerwy.
- Ja Cię proszę, bo na serio się wkurzę. Nie chcę bić idola, masz rację. Do tego jeszcze przyjaciela. Nie każda Soldierka ma takie szczęście. - uśmiechnęłam się.
- Bo nie każda ma mnie. - Spike uśmiechnął się dumnie.
- Gdybym mogła, to bym Ci wysłała buziaka, bo Kocham Cię za to i nie tylko za to najmocniej na świecie, wiesz o tym doskonale. - zwróciłam się do brata.
- No dobra. - Phoenix dał za wygraną i postawił mnie na ziemi. - Nadal kochasz swojego Davidka? - spojrzał na mnie słodkimi oczkami.
Zaśmiałam się i przytuliłam go mocno.
- Debilu, przecież wiesz, że tak. - poklepałam go po plecach.
- A My to co?! - krzyknęła pozostała piątka. Spojrzałam na nich i pokręciłam głową. Rozłożyłam ręce z szerokim uśmiechem na twarzy. Pierwszy podbiegł do mnie nie kto inny jak oczywiście sam Pan Bennington.
- Wiedziałam. - przytuliłam go śmiejąc się. Spojrzał na mnie z wargą wysuniętą naprzód, czym jeszcze bardziej mnie rozbawił.
- Kocham Cię. - dałam mu buziaka w usta.
- Wiem. - poruszył brwiami.
- A Wy co, Lamusy, specjalne zaproszenie? - zaśmiałam się wesoło. Po chwili Mike, Joe, Brad i Rob zostali zamknięci w moich ramionach razem ze swoimi kumplami. Dziewczyny również się dołączyły.
- Moi wariaci. - śmiałam się.
- Ja też chcę buzi. - Mike założył na siebie ręce.
- Jakie życzenia.. - przewróciłam oczami i dałam mu buziaka, kiedy zrobił dzióbek. - Kocham. - uśmiechnęłam się i pstryknęłam go w nos. Nagle Joe podszedł do nas z nowymi słuchawkami w dłoni. Były całe czarne z nazwą zespołu. Podał mi je.
- Żartujesz? - spojrzałam na niego.
- Siódma para do kolekcji Ci się przyda. - uśmiechnął się charakterystycznym dla siebie uśmiechem.
- Kupiłeś nowe?
- Dostałem pięć par na zapas, to pomyśłałem o mojej Kochanej Natt. - powiedział.
- Kochany jesteś. - przytuliłam go. - Dziękuję, Pandziu. - pocałowałam go w policzek.
- Ja też takie dostałam. - April pokazała swój prezent. - Nieźle dają czadu. - zaśmiała się.
- Weź je pod namioty. Jak Chaz będzie chrapał, to nie usłyszysz. - Hahn zaczął się śmiać.
- Udam, że tego nie słyszałem. - ukochany pokiwał palcem w stronę przyjaciela.
- Spokojnie Skarbie i tak bym je wzięła. - wysłałam mu całusa.
- Która bierze płyty? - zapytała Paige.
- Ja. - powiedziałam. - Jako jedyna mam wszystkie, będę Wam pożyczała.
- Spoko. - Knight przybiła mi żółwia.
- Po co Wam płyty? Przecież macie MP 4. - Rob oparł się o poręcz schodów.
- Kochanie, ale przecież MP 4 może nam paść. - Paige uśmiechnęła się do niego słodko.
- No właśni, dlatego zabieramy Discmany. - Maryse stanęła obok mnie. - Ja bez Linkin Park nie wytrzymam, nie wiem, jak Wy laski. - spojrzała na nas.
- My też nie. - powiedziałyśmy chórem.
- Ale przecież z nami będziecie. - Chaz był tak rozbawiony, że musiał się oprzeć o Spike'a.
- Jezus Maria Chester! - Nikki oparła się czołem o ścianę. - O muzę chodzi. - spojrzała na niego. - Ja bez Twojego krzyku nie zasnę. - powiedziała.
- No ja tym bardziej. - złapałam się za biodra.
- No to mogę Wam krzyczeć do snu. - rechotał.
- Bardzo śmieszne. - powiedziałyśmy razem z Nicole.
- W razie jakbyś nie wyrabiał, to masz zmienniczkę. - powiedział Spike patrząc na mnie.
- Bardzo zabawne, braciszku. - uśmiechnęłam się z przesadzoną słodyczą i zrobiłam maślane oczka.
- Gówniarko, bez sarkazmów w moją stronę proszę. - zaśmiał się.
- Bo co? - podeszłam do niego ciągle trzymając się za biodra. - Dasz mi szlabam na grzebanie w Twoich szafkach, czy może zarekwirujesz mi mój różowy domek dla lalek, którym od piętnastu lat się nie bawię? - uśmiechnęłam się chamsko. - Stoi na strychu, proszę bardzo, możesz sobie go zabrać na zawsze. - zaśmiałam się. - Miałam go dać Oliwce, ale jak tak bardzo Ci zależy, żeby się nim pobawić, to nie mogę Ci zabraniać. - usiadłam na kanapie i założyłam nogę na nogę. - To by było takie niepedagogiczne z mojej strony. - schowałam kosmyk włosa za ucho. - Lalki są w tej reklamówce w kwiatki. Torba z ubrankami i akcesoriami też. - wzięłam chipsa i wsunęłam go do ust, a gdy go połknęłam, powiedziałam z uśmiechem. - Udanej zabawy, Skarbie. - wysłałam mu buziaka. Chłopaki i dziewczyny dławili się ze śmiechu. Spike z zaciśniętą szczęką usiadł przy swojej ukochanej.
- Co, nie idziesz? - oparłam głowę na ramieniu mojego chłopaka, lecz nie spuszczałam wzroku z brata.
- Mam ważniejsze rzeczy na głowie. - burknął obejmując swoją dziewczynę.
- Po prostu boisz się przyznać, że kręcą Cię różowe domki z lalkami. - Brad opierał się o mnie dławiąc się śliną ze śmiechu. - Stary, trzeba było powiedzieć, to na urodziny zamiast na nową gitarkę złożylibyśmy się na baby born czy coś w ten deseń. - śmiał się.
- Bradziu, Ty się lepiej zajmij swoją wełną, bo niedługo całkowicie zarośniesz. - odpyskował Shi. Ta sprzeczka zaczęła już wkraczać na niebezpieczne pole, więc postanowiłam ją przerwać.
- Ej, chłopaki, żarty żartami, ale przestańcie już. Mieliśmy oglądać film, a zaraz się pokłócicie i jeszcze przez to spieprzycie nam plany, a chyba nie o to chodzi, prawda? - spojrzałam na nich.
Chester pocałował mnie w policzek.
- Sam bym tego lepiej nie ujął. - przytulił się do mojego policzka, a jego gładka skóra, z której niedawno zniknął zarost o czym mówił mi intensywny zapach wody po goleniu, delikatnie ocierała się o moją. Przeniosłam wzrok na niego.
- Od takich spraw jestem ja. - uśmiechnęłam się.
- I za to właśnie Cię Kocham. - delikatnie przejechał wargami po moim policzku, by złożyć delikatny pocałunek za moim uchem.
- Serio? Nie wiedziałam. - zaśmiałam się odwracając głowę w jego stronę, a gdy dzięki temu nasze usta się styknęły, zagryzłam jego wargę. Mruknął coś pod nosem, a gdy się oderwałam zrobił to samo z moją wargą. Kącik moich ust mimowolnie uniósł się ku górze, kiedy koniuszek jego języka zaznaczył na niej małą strużkę. Kiedy to on się oderwał, zagryzłam wargę uśmiechając się lekko.
- To teraz wiesz. - przyciągnął mnie bliżej. Moja głowa wylądowała na jego nogach, zaś stopy na kolanach Mike'a. Brat uśmiechnął się do mnie lekko. Nie był zły. Połaskotał mnie po pięcie. Zaśmiałam się cicho. Miałam wielka ochotę go przytulić, ale JoJo była wtulona w jego tors. Nie chciałam się jej wpychać. Zamknęłam powieki oddając się dłoniom chłopaka, który był moim życiem. Jego palce z czułością gładziły moje czerwone, gęste włosy. Podniosłam wzrok na jego twarz. Uśmiechnął się delikatnie przykładając swoje czoło do mojego. Romantyczną chwilę przerwały pierwsze dźwięki " Until It's Gone " dochodzące z mojego telefonu. Momentalnie się podniosłam i sięgnęłam po urządzenie. Caro. Wzięłam głęboki wdech i dotknęłam palcem zielonej słuchawki, po czym przyłożyłam telefon do ucha.
- Halo? - odezwałam się.
- Cześć. - wesoły głos mojej przyjaciółki wywołał u mnie jeszcze większe emocje. - Mam dobrą wiadomość. - zaczęła.
Wstrzymałam oddech.
- Jaką? - zapytałam wypuszczając po chwili powietrze.
- Udało się. - zaśmiała się wesoło.
- Na prawdę? - aż pisnęłam ze szczęścia.
- Tak. - odpowiedziała. Możesz powiedzieć Młodej, że jedzie pojutrze do Paryża. - zaśmiała się.
- Jesteś wielka. - powiedziałam.
- Przestań. Czego się nie robi dla przyjaciół. - jej łagodny głos sprawił, że wyobraziłam sobie jej pogodny uśmiech.
- Jestem Ci na prawdę wdzięczna, Kochana. - uśmiechnęłam się.
- Podziękujesz, jak się spotkamy.
- Możesz być tego pewna. - obiecałam. Byłam taka szczęśliwa. To było po prostu nie do opisania. Ostatni raz czułam się tak, kiedy Chester mnie pocałował i wyznał mi miłość.
- Trzymam Cię za słowo. - śmiała się. - Nattie, bateria mi pada, zadzwonię jutro. Całuski. - wysyłała mi całusy.
- To pa. Uściskaj chłopaków. - nakazałam.
- Pa. Ty swoich też. - pożegnała się. Kiedy dźwięk zakończonego połączenia dobiegł do mojego ucha niemal rzuciłam telefon na stół i od razu zawiesiłam się na szyi Chazzowi.
- Udusisz mnie. - śmiał się.
- I tak tym się nie da wyrazić, jak mocno Cię Kocham. - pocałowałam go w policzek.
- Aż tak? - udał zdziwionego.
- Bardziej niż myślisz. - znów go przytuliłam.
- Bardzo mnie to cieszy. - pocałował mnie namiętnie. Odwzajemniłam gest mimo obecności naszych przyjaciół. Położyłam dłonie na jego policzkach i nawet kiedy Phoenix z Mike'm zaczęli chrząkać, nie przerwałam.
- Przestańcie lecieć w ślinę, bo aż mi niedobrze, jak widzę te wasze jęzorki. - Brad zaczął się śmiać. Ignorowanie. To właśnie postanowiliśmy robić.
- Kretynie nie widzisz, że oni się kochają? Ja tam chcę małe Benningtonki. - Joe się uśmiechnął. Dopiero po jego słowach się oderwaliśmy i oboje na niego spojrzeliśmy.
- Powiedziałem coś nie tak? - zapytał.
- Nie stary. Gwarantuję Ci, że kiedyś się doczekasz. - Chester się zaśmiał. Słysząc jego słowa zakrztusiłam się chipsem, który miałam w ustach. Mike zaczął mnie klepać po plecach.
- Siostra! Żyjemy? - zapytał, kiedy przestałam kaszleć. Kiwnęłam twierdząco głową nie mogąc wydusić z siebie słowa. Chester Bennington chce mieć ze mną dzieci? Ze mną?!~
- Kochanie, wszystko okej? - autor słów, które wywołały u mnie wielki szok właśnie kucał przede mną i patrzył mi w oczy.
- Tak . - wydukałam. Na nic więcej nie byłam w stanie się zdobyć. Nie mogłam uwierzyć, że on myślał o mnie tak poważnie. Jednak kiedy dłużej wpatrywałam się w jego oczy dostrzegłam w nich smutek. Myślał, że mnie przestraszył?! Skąd. Jestem najszczęśliwszą Soldierką na ziemi. Niewiele myśląc rzuciłam się na szyję bratu. To jego zasługa.
- Ej, Nattie, co jest? - Shi zaśmiał się wesoło i otoczył mnie ramionami.
- Nawet nie wiesz, jak Cię Kocham, braciszku. Jesteś najlepszy na świecie. - tuliłam go mocząc mu koszulkę łzami.
- Mówiłaś mi to tysiąc razy. - Spike troskliwie głaskał mnie po głowie.
- Za mało. - spojrzałam na niego i znów się popłakałam.
- O co tu chodzi? - Chester nic nie rozumiał.
- Bennington, Ty świrze. - teraz wypłakiwałam łzy szczęścia w ramię ukochanego.
- Aż taką przykrość Ci sprawiłem? - zapytał szeptem.
- Przykrość?! - spojrzałam na niego uśmiechając się przez łzy. - To najlepsze słowa, jakie może usłyszeć kobieta, która myśli na poważnie o swoim związku. - wydukałam.
- To ja też chcę mieć z Tobą Mini Phoenix'y. - Dave spojrzał na Maryse.
- Mini Linkin Park? - Mike objął Jo
- Czemu nie. W ten sposób będziemy nieśmiertelni. - Joe się zaśmiał.
- Wy zawsze będziecie nieśmiertelni. - April się do niego uśmiechnęła.
- Nie o muzykę mi chodzi. Zostawimy po sobie ślady. - Hahn pocałował Mendez w czoło.
- To nie jest wcale takie złe. - Brad podrapał się po czuprynie.
- To za poważne tematy na hop siup. - Rob jak zwykle sprowadził nas na ziemię. - Nikt się za nas nie spakuje. - przypomniał.
- Ma rację. - poparłam go.
- Mamy jeszcze czas, teraz trzeba się wyspać, więc banda za mną, odwiozę Was. - Phoenix zebrał wszystkich. Pożegnaliśmy się i po chwili zostałam w domu tylko ja, Chaz, Mike i Jo oraz Oliwia, która smacznie spała na górze.
- No to co, dobranoc? - Mike na nas spojrzał.
- Dobranoc. - pocałowałam brata i przyjaciółkę w policzki i ruszyłam w stronę łazienki na górze. Wzięłam szybko prysznic i owinięta w ręcznik poszłam do sypialni. Wyjęłam z szafy dół od bielizny i koszulkę Chaza z koncertu, która mimo prania na szczęście zachowała jego zapach. Usiadłam przy toaletce, zmyłam makijaż, nasmarowałam ręce i twarz kremem po czym zaczęłam suszyć włosy. Poszło mi sprawnie, a że jeszcze byłam sama, to postanowiłam z tego skorzystać. Usiadłam na łóżku, włączyłam sobie " Guilty All The Same " na telefonie i nucąc malowałam na czarno paznokcie u nóg. Nawet nie usłyszałam, jak Chester wszedł do pokoju, położył się na łóżku i najzwyczajniej w świecie słuchał, jak masakrycznie mieszam swój okropny głos z jego. Otrząsnęłam się dopiero, kiedy właśnie miałam zamiar się położyć. Jak oparzona zerwałam się z łóżka wyłączając muzykę.
- Co Ty tutaj robisz? - zagryzłam speszona wargę.
- Tymczasowo mieszkam. - powiedział.
- Dobrze wiesz, że nie o to mi chodzi. - położyłam się obok niego. - Słyszałeś? - spojrzałam mu w oczy.
- Co nieco. - przyznał.
- Boże. Jaka siara. - wbiłam głowę w poduszkę.
- Wcale że nie. Masz zajebisty głos. - ujął mnie za podbródek bym spojrzała mu w oczy.
- Mówisz tak bo nie chcesz mnie urazić. - powiedziałam. - Ze mną masz być szczery, nienawidzę kłamstwa.
- Ja też nie.
- To dlaczego kłamiesz? - zapytałam.
- Nie kłamię, Kochanie. Masz talent, to u Was chyba rodzinne bo Oliwia też wymiata. - uśmiechnął się. - Poza tym nie pierwszy raz Cię słyszę.
- What?! - byłam zszokowana. - Jak to nie pierwszy raz?! - zakryłam twarz dłońmi. - Wdech, wydech, wdech, wydech. - nabierałam powietrza i wypuszczałam je. - Ile razy?
- Nie liczyłem, ale kilkadziesiąt na pewno.
- Kiedy?
- Teraz, w Londynie, w kuchni nie raz jak śpiewałaś. Ostatnio na przykład masz chyba fazę na " In Pieces ". - zaśmiał się.
- Jest świetna. Jak każda.
- Bo jak każda wyraża moje uczucia. Już dawno czułem, że Tal nie jest ze mną szczera. - wyznał nagle.
- To dlaczego się z nią męczyłeś? - zapytałam kładąc mu głowę na ramieniu.
- Nie wiesz, jak to jest? Kochałem ją. Byłem ślepy jak dziecko we mgle. - westchnął. Widząc, że to dla niego trudny temat postanowiłam go nie drążyć. Przytuliłam go mocno i pogłaskałam po plecach. Dla mnie słuchanie, że darzył ją uczuciem również było trudne, choć doskonale wiedziałam, że już dawno zajęłam jej miejsce w jego sercu. Jak to on mówi, wypełniłam dziurę.
Teraz ona znowu chciała go niszczyć...... Ale oo nie. Tak łatwo jej nie pójdzie. Będziemy walczyć o Chaza i spokój.
- Teraz mam Ciebie. I niczego więcej nie chcę. - mój ukochany przerwał panującą między nami ciszę. - Oprócz małych Benningtonków. - dodał przez śmiech
- Tak bardzo Cię Kocham. - wyszeptałam łapiąc jego dłoń.
- Ja Ciebie też. - usłyszałam w odpowiedzi.
- Wiem o tym bardzo dobrze, Chester. - pocałowałam go czule. Nagle poczułam, jak chłopak wsuwa dłoń pod moją koszulkę i gładzi moje plecy. Po kręgosłupie przeszły mi ciarki.
- Oliwia. - wymruczałam.
- Śpi. - nie zdążyłam odpowiedzieć, bo znów wpił się w moje wargi.
- Kotku... - zrobił minę szczeniaka.
- Chazzy jedziemy niedługo pod namioty. - uśmiechnęłam się cwanie.
- Mhm... - wymruczał . - I co w związku z tym? - całował mnie dalej po szyi. Natknął się na czarny sznurek od wisiorka, który miałam ukryty pod koszulką. Spojrzał na mnie i delikatnie go wyjął. Uśmiechnął się widząc srebrne logo jego zespołu.
- Skąd to masz? - zapytał.
- Sama zrobiłam. - odpowiedziałam zgodnie z prawdą.
- Oj, to Ty bardzo zdolna jesteś. - pogłaskał mnie po włosach. - Dużo jeszcze masz takich gadżetów? - patrzył mi w oczy.
- Są w moim sekretnym pudełku. - uśmiechnęłam się.
- A mogę je zobaczyć? - nie tracił ze mną kontaktu wzrokowego.
- Nie wiem, czy chcesz. - uniosłam kącik ust ku górze.
- No pewnie, że chcę. - wyszczerzył się.
Słysząc jego odpowiedź wstałam z łóżka i ruszyłam w stronę regału. Kucnęłam przy najniższej półce by wziąć z niej białe pudełko oblepione czarnymi logami Linkin Park. Na górze oprócz nazwy także były loga.
- Też sama je zrobiłaś? - Chester oglądał moje dzieło z uwagą.
- Tak. - uśmiechnęłam się. Wstrzymałam oddech , gdy otworzył " skrzynkę " i wyjął z niej zrobiony w ramce w serduszka kolaż ze swoimi zdjęciami.
- Kiedy go zrobiłaś? - zapytał szeptem.
- Dawno. Jeszcze byłeś z Talindą. - westchnęłam.
- Czyli Ty.. - nie dokończył.
- Tak. - zacisnęłam zęby, gdyż przed oczami stanął mi Chester śmiejący się z Talindą w altance u Rob'a na imprezie. Zauważył mnie....
~ Retrospekcja ~
- Natt ! - krzyczał za mną, lecz nie słyszałam niczego. W głowie mi szumiało, a łzy, które błyszczały w oczach, paliły jak ogień powodując, że obraz stał się niewyraźny. Odwróciłam się na pięcie i zaczęłam biec, mimo, że byłam w szpilkach. Gdy znalazłam się przed domem Bourdona, zauważyłam na schodach Phoenix'a palącego papierosa. Rudowłosy odwrócił na mnie wzrok. Bez słowa usiadłam obok niego. Kiedy poczęstował mnie papierosem, bez słowa wyjęłam go z paczki i wsunęłam do ust i odpaliłam zapalniczką Farrell'a.
- Nie ma go. Pewnie mizia się z tą dziwką. - burknął. Łzy znowu zapiekły i mimo moich starań wypłynęły na policzki.
- Nattie przestań. - przytulił mnie do siebie.
- Ja już nie mogę. - zaciągnęłam się fajką.
- Wiem. - pogłaskał mnie po plecach i pocałował w czoło. - Musimy go uratować. - powiedział i zaciągnął się papierosem.
- Niby jak? - zrobiłam to samo. Wypuściłam dym z ust robiąc kółka.
- Idź popraw makijaż. I poczekaj na mnie - powiedział, gdy spaliliśmy fajki.
- " Co on kombinuje? " pytałam się w myślach. Nie powiedziałam tego jednak na głos. Wykonałam jego polecenie i czekałam w domu. Po chwili pojawił się Chaz z Talindą. Nie spojrzałam na nich nawet. Patrzyłam w stronę korytarza. Po chwili usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi i wstrzymałam oddech. W salonie pojawił się Dave z wielkim bukietem róż .
- Nathalie. - wymówił moje imię.
Wszyscy na niego spojrzeli, a mnie po prostu wmurowało w ziemię. Nie powstrzymałam się jednak od uśmiechu.
- Jesteś niemożliwy, ja nie mam dziś urodzin. - zaśmiałam się biorąc od niego kwiaty.
- Czerwone jak Twe włosy, ogniste jak Twa dusza i ostre jak moja basówka. - śmiał się.
- Em, dzięki. - pocałowałam go w policzek. Puścił do mnie oczko i wyszeptał mi na ucho :
- Część pierwsza planu.
- Zwariowałeś ! - powiedziałam na głos rozbawiona.
- Dave " Phoenix " Zwariowany Farrell. - ukłonił się. - Do usług Madam. - zaśmiał się.
- Kretyn. - rzuciłam przez śmiech.
- Też Cię Kocham. - zaśmiał się. - Idziemy tańczyć. - powiedział i zaczął mnie ciągnąć na parkiet. Z uśmiechem podałam kwiaty zdziwionej JoJo i ścisnęłam dłoń Farrell'a. Gdy znaleźliśmy się na parkiecie zaczęliśmy wolny taniec przytuleni do siebie.
- Patrzy na nas. - usłyszałam szept mojego partnera przy uchu. Z trudem powstrzymałam się, by tam nie spojrzeć, tylko jeszcze bliżej przylgnąć do Phoenix'a, który po chwili przechylił mnie do tyłu. Mimowolnie się zaśmiałam, gdy znów znalazłam się w jego ramionach.
- Część druga. Idziemy na fajkę. - powiedział i podeszliśmy do mojego brata, który stał z Robe'm może dwa metry od " zakochanych "
- Słuchaj stary, jesteśmy na dworze, gdyby ktoś nas szukał. To nie za bardzo nasze towarzystwo. - rzucił patrząc nienawistnie na Bentley. Kiedy ich spojrzenia się spotkały objął mnie ramieniem. Odwróciłam wzrok, gdy moje źrenice spotykając się z oczami Benningtona znów się zaszkliły. Phoeni widząc to przytulił mnie jak małą dziewczynkę do piersi i patrzył na Chaza kręcąc głową z politowaniem.
- Słabo mi. - powiedziałam cicho do Rudego. Na prawdę źle się poczułam, a po drugie nie miałam ochoty tu być.
- Odwieźć Cię? - zapytał z troską basista podtrzymując mnie.
- Jakbyś mógł. - wydukałam biorąc kurtkę, którą Phoenix pomógł mi założyć. Nagle podszedł do nas Chester.
- Może lepiej ja ją odwiozę, piłeś. - przysunął mnie do siebie. Nieznacznie kiwnęłam głową w stronę Davida. Zrozumiał.
- Trzymaj się Kochanie i zadzwoń do mnie, jak już będziesz w piżamce pod kołderką, powiem Ci dobranoc. - zaśmiał się całując mnie w czoło.
- Zadzwonię. - obiecałam składając delikatny pocałunek na jego policzku i biorąc bukiet róż w rękę. - Dziękuję za kwiaty.
- Przyjemność po mojej stronie. - złapał moją dłoń i lekko ściskał patrząc mi w oczy. Zrozumiałam, co chciał mi przekazać. To było nieme : " Bądź dzielna . " Puścił ją, a gdy już otwierałam drzwi, ponownie złapał. Odwróciłam się ignorując poirytowanie mojego obecnego chłopaka.
- Pod żadnym pozorem tego nie rób. - powiedział na głos. " To " w skrócie mówiąc znaczy : " Z daleka od żyletek ".
- Mike mi wszystkie pochował, spokojnie. - pogłaskałam go po policzku. - Miło wiedzieć, że komuś jeszcze zależy. - byłam świadoma, czyja dłoń spoczywa na moim ramieniu.
- No wiesz, ja jeszcze nie mam zamiaru odwiedzać Cię na cmentarzu, tak samo jak pozostała piątka. - specjalnie nie powiedział szóstka.
- Ja też bym nie chciał, żeby coś Ci się stało. - brunet rozumiejąc aluzję włączył się do dyskusji broniąc swojego imienia.
- Tobie ta wywłoka by nawet na pogrzeb przyjść nie pozwoliła, żeby jej zapalić znicz. - rzucił Phoenix patrząc pogardliwie na Chaza. Bennington już miał coś odpyskować, ale powstrzymałam go gestem.
- Dosyć. - podniosłam lekko głos. - Ja jeszcze żyję i nie mam powodów, żeby to zmieniać. - powiedziałam. - Przynajmniej na razie. - dodałam po chwili.
- To dobrze. - Chester przysunął mnie jeszcze bliżej siebie. Nie potrafiłam powiedzieć: " Zostaw, nie chcę, żebyś mnie dotykał. Chciałam tego. Nawet więcej niż tylko tego, ale niestety na nic więcej w tym czasie liczyć nie mogłam. Jak dobrze, że teraz jest inaczej!
Kiedy siedzieliśmy już w jego aucie żadne z nas nie miało odwagi na choćby spojrzenie. Ja wpatrywałam się ponuro w szybę, na której padający właśnie deszcz zostawiał wąskie strużki, a Chester skupił się na drodze. Wydawało mi się, że jestem zupełnie gdzie indziej. Jakaś inna galaktyka, czy coś w tym stylu. Obudziło mnie delikatne szarpnięcie. Mrugnęłam kilkakrotnie powiekami. Widząc, że jestem pod domem, od razu wysiadłam nie chcąc się nawet żegnać. Gdy byłam już na ganku i otwierałam dom, poczułam uścisk zimnej dłoni na nadgarstku. Odwróciłam głowę. Nasze oczy znów się spotkały. Przekręciłam klucz w zamku. Pchnęłam drzwi, a kiedy się otworzyły weszłam do środka. Ruchem dłoni pozwoliłam brunetowi wejść za mną i zamknęłam je za nami. Zdjęłam kurtkę, powiesiłam ją na wieszak, a ściągnięte potem szpilki kopnęłam pod ścianę. Nie miałam siły na nic. Ani psychicznej, ani fizycznej. Ruszyłam do łazienki, skąd wzięłam opakowanie tabletek przeciwbólowych i przeciwgorączkowych zarazem. Rzuciłam je na stół w salonie i poszłam do kuchni po szklanki. Wzięłam też z lodówki wodę i sok pomarańczowy.
- Chcesz? - zapytałam biorąc sok. Kiedy kiwnął głową nalałam mu pomarańczowej cieczy, a sobie wody. Wzięłam z opakowania trzy tabletki. Spojrzałam mu w oczy i szybko połknęłam lek popijając go wodą.
- Nie za dużo wzięłaś? - zapytał. - Uzależnisz się. - dodał żartem.
- O to się nie martw, nie jestem narkomanką, poza tym nawet jeśli by tak było, obeszłoby Cię to? - zaśmiałam się drwiąco. - Oj Chester. - pogłaskałam go po policzku. Ku mojemu zdziwieniu przytrzymał moją dłoń, gdy chciałam ją zabrać.
- Nathalie, błagam, nawet mnie nie strasz. - zaczął trzymając moją kończynę górną w swojej. - Sam wiem, jakie to gówno i jak trudno jest z niego wybrnąć. - mówił.
- Przestań gadać jak mój ojciec, bo mi się słabo robi. - wyrwałam swoją dłoń z jego uścisku. - Masz swoją jebniętą kurewkę u boku, to się lepiej nią zajmij bo masz rogi jak stąd na Karaiby, albo i dalej. - przewróciłam oczami. - Wszyscy próbujemy Ci otworzyć oczy, a Ty kurwa nic, tylko zapatrzony w ten botoks na osiemdziesięciocentymetrowych szpilkach w tak krótkiej miniówie, że aż jej dupę widać. Nic kurwa nie widzisz ! - wrzasnęłam. - A najgorsze jest to, że nie zobaczysz, choćbym nie wiem co robiła! - w moich oczach stanęły łzy, które pojawiły się na policzkach zostawiając czarne strużki. - Zabieraj sobie te wszystkie płyty ! - pobiegłam na górę i zwaliłam je z półek na ziemię. Uderzyłam ręką w ścianę, na której był plakat. Jego plakat bez koszulki. Oczy mówiły " Kocham " a ręce " Nienawidzę ". Dobrze, że się nie rozdarł . Osunęłam się na ziemię między porozrzucaną kolekcję i schowałam twarz w dłoniach. Chester słysząc huk przybiegł do mnie. Złapał mnie za nadgarstki i podniósł z ziemi.
- Nienawidzę Cię, rozumiesz?!?! Nienawidzę ! - wrzeszczałam wyrywając ręce z jego uścisku. - Nienawidzę !!! - biłam go po torsie. - NIE CIERPIĘ ! - darłam się.
- Nathalie.. - usłyszałam jego szept.
- Shut up !!!!!! - krzyknęłam. - Ja teraz mówię, Ty masz słuchać, jasne?!
- Dobrze, ale nie krzycz ! - tym razem to on podniósł głos. Zaczęłam się śmiać. - Natt! - wrzasnął, a ja śmiałam się jeszcze głośniej bijąc mu brawo.
- Krzycz głośniej, ja to Kocham, zresztą jak Ciebie całego, tylko Ty tego nie widzisz idioto ! - wykrzyczałam przez śmiech i łzy pokazując na niego palcem. Alkohol rozwiązał mi język, ale Chaz chyba nie uwierzył w moje wyznania. Wziął mnie na ręce i położył na łóżku.
- Mówiłem, że się naćpasz. - powiedział zbierając płyty i układając je na półkach. Usiadł przy mnie, kiedy skończył. - Zobaczysz jutro, jakie będą skutki, raz na zawsze Ci się odechce, chyba, że moje obawy są słuszne. - przyjrzał mi się.
- Idiota. - prychnęłam odwracając głowę.
- Dobrze, mogę być, ale przytul się do mnie. - poprosił.
- Co?! - spojrzałam na niego marszcząc brwi. - No dobra, ale to i tak gówno da. - burknęłam i położyłam głowę na jego torsie. Nawet nie wiedziałam, kiedy zasnęłam.
~ Koniec retrospekcji ~
- Kochanie? Kochanie! - Chester przytulał mnie mocno do siebie. Zamglony obraz. Dotknęłam palcem policzka. Nosz cholera jasna, musiałam się rozpłakać! - Dlaczego płaczesz? Stało się coś? - pytał zmartwiony. Spojrzałam w jego brązowe oczy i położyłam dłonie na jego ciepłych policzkach.
- Nie pozwolę Ci odejść, nigdy więcej. - wyszeptałam i wpiłam się w jego wargi. Oczywiście odwzajemnił go na tyle, że stał się niemal zachłanny. Wsunął dłonie pod moje plecy i unosząc mnie do góry posadził na sobie. Jemu się nie da odmówić. To Chester. Jego oczy hipnotyzują, a ręce odbierają logikę...
MAMY ROZDZIAŁ PO BARDZO DŁUGIEJ PRZERWIE. KOCHAM WAS ! NASTĘPNY JUŻ NIEBAWEM, JEŚLI ZNAJDĘ CZAS. TERAZ MAM KUPĘ NAUKI.. KOCHAM WAS <3
czwartek, 25 września 2014
~ Welcome back !
Wróciłam ! Nawet nie wiecie, jak się stęskniłam za Wami. Powodem mojego niepisania było to, że miałam " małe " spiny z siostrą w tej sprawie.. Uważała, że na blogspocie są wirusy... :/ Mniejsza, ważne, że zmądrzała. Mam nadzieję, że ktoś tu jeszcze zagląda. CZEKAJCIE CIERPLIWIE NA NOWY ROZDZIAŁ ! :*
piątek, 18 lipca 2014
23. Wolę być przygotowana
Kiedy tylko dotarliśmy do domu od razu zabrałam się za robienie
naleśników. Śniadanie to podstawa, potem załatwia się resztę.
Postanowiliśmy z Chesterem, że powiemy Mike'owi o wyjeździe pod namioty
jak najszybciej się da. Problem był tylko z Oliwią. Gdzie my ją
ulokujemy na ten czas? Jej rodzice już się obudzili, ale nadal są w
szpitalu. Trzeba było coś wymyślić i to szybko.
- No to mówcie, co się stało, że kazaliście się nam pojawić natychmiast w domu? - Spike uważnie nas obserwował.
- Talinda. - zaczęłam. Sądząc po minie mojego bracholka, zadowolony nie był. Zresztą ja też się wcale nie cieszyłam, wręcz przeciwnie.
- Co zaś wykombinował Dracula w spódnicy? - zaczął się śmiać. Miałam ochotę go w tej chwili porządnie jebnąć, ale Chester trzymał mój nadgarstek.
- Przestań Spike. - warknął. - To poważna sprawa. - zacisnął zęby.
- No to mówcie szybko, co się stało. - spoważniał natychmiast.
- To ja lepiej pójdę poukładać puzzle od Chestera. - mała rozumiejąc, że to nie tematy dla niej chciała się ulotnić. - Przyjdziesz do mnie później? - zawiesiła się na szyi Chaza rączkami. Mój ukochany pocałował ją w czółko i skinął twierdząco głową uśmiechając się do niej. Pobiegła na górę.
- Była w areszcie u Sebastiana. - Chazzy cicho westchnął. - Podejrzewamy z Natt, że ma z nim coś wspólnego. - przeniósł swój uścisk z nadgarstka na moją dłoń.
- What?! - mój brat nie mógł uwierzyć. Aż wstał. - Robicie sobie jaja, prawda? - spojrzał na nas.
- A czy ja wyglądam, jakbym robiła sobie z Ciebie jaja?! - wybuchłam.
- Nathalie, uspokój się. - Chester pociągnął mnie na swoje kolana i żelazny uścisk przeniósł na moją talię. Chyba się bał, że rzucę się na Mike'a.
- Nie mogę uwierzyć, że ta żmija posunęła się aż tak daleko. - czarnowłosy spojrzał w sufit.
- Ja też nie mogłam uwierzyć. Ani ja, ani Chester. - oparłam się plecami o ukochanego.
- Suka.. - warknął.
- Ja to od zawsze wiedziałam. - spojrzałam wymownie na Chestera.
- Nie patrz tak na mnie, ja teraz też o tym wiem. - oparł swoje czoło o moje. - Kocham Cię. - powiedział. - Moja Ty Królewno w glanach. - pocałował mnie w szyję. Powieki same mi się zamknęły, kiedy ponowił czynność.
- Lepsza w glanach, niż tleniona. - odburknęłam.
- I za to Cię Kocham. Za to, że jesteś sobą. - bujał mną lekko na boki.
- A kim miałabym być? Paris Hilton? - zaczęłam się śmiać. - Jestem Nathalie Shinoda. Wersja limitowana. - wysłałam buziaka bratu.
- Moja krew. - Shi uniósł kciuk do góry.
- No pewnie. - uśmiechnęłam się do niego.
- Z kim ja żyję. - Benny przewrócił oczami.
- Nie podoba się, to won. - przeniosłam się na kolana brata, a ten od razu przyssał się do mojego policzka.
- Moje maleństwo. - przytulił się do mojego policzka swoim, przez co delikatnie mnie drapał zarostem.
- No rzeczywiście maleństwo. - zaśmiałam się. - Tylko metr siedemdziesiąt trzy wzrostu i 57 kg wagi. - śmiałam się.
- Względem mnie jesteś mała. - powiedział. - Ja mam metr osiemdziesiąt trzy. - śmiał się.
- Jaraj się, olbrzymie. - pstryknęłam go w nos.
- Żebyś wiedziała. - połaskotał mnie. - Moja mała siostrzyczka. - zrobił mi noski.
- Ja już nie mam pięciu latek, Spike. - uśmiechnęłam się do niego.
- A ja ciągle Cię Kocham tak samo mocno. - wsunął mi kosmyk włosa za ucho. Nie mogłam nic powiedzieć. Uśmiechnęłam się do niego szerzej niż wcześniej, a w moich oczach pojawiły się łzy.
- Ja Ciebie też. - przytuliłam się do niego.
- I na nerwy też mi tak samo działasz. - zaśmiał się.
- Vice Versa, Trollu. - pocałowałam go w czoło.
- A czasy Xero pamiętasz? - uśmiechnął się.
- Mark.. - przewróciłam oczami.
- Aż tak Cię wkurzał? - zaśmiał się.
- Mało powiedziane człowieku. Na sam jego widok dostawałam białej gorączki. - spojrzałam na niego.
- Nigdy nie zapomnę, co mu powiedziałaś, jak odchodził. - uśmiechnął się cwanie.
- Co mu powiedziała? - Chester włączył się do rozmowy.
- Stary, mnie aż wryło. - śmiał się. - Piętnastoletnia gówniara i takie gadany. - poklepał mnie lekko po plecach.
- No co?! - widziałam, jak Chazza żżera ciekawość.
- Powiedziała mu, że jest totalnym zerem, bo zostawia zespół w trudnych chwilach, że jest podłym, szowinistycznym gorylem... - wyliczał. - No i wylała mu wodę na głowę. - zakończył.
- I wrzuciłam go w błoto. Znaczy wepchnęłam. Bo mnie pocałować chciał. - wzdrygnęłam się.
- Podobałaś mu się. - Chester się delikatnie uśmiechnął.
- Co się dziwić. Czarne, długie włosy, brązowe oczy, figura jak u modelki.. - Mike poklepał mnie po płaskim brzuchu. - Kolczyk.. - bawił się moim kolczykiem w pępku.
- Faktycznie ślicznie Ci było w czarnych. - Chaz puścił mi oczko. - Ale w czerwonych też jest pięknie. Zresztą w każdych by Ci było pięknie. - uśmiechnął się czule. Włosy przemalowałam dopiero rok temu. Jak ten czas szybko leci... Wysłałam Chessowi całuska w podziękowaniu za komplement. Poszłam na górę po album i usiedliśmy wszyscy w salonie i otworzyłam go. Pojawiło się zdjęcie z Sebą.
1
- Ugh. - wyjęłam je i podarłam po czym poszłam wywalić do kosza. Wsadziłam za nie zdjęcie z Chesterem. - No. Teraz ładnie. - uśmiechnęłam się do ukochanego.
- A co to za sexy laska? - Chaz pokazał na moje zdjęcie.
2.
- To ja. - zaśmiałam się. - To robota Mike'a aparatu. - mrugnęłam do brata. - O i tu. - pokazałam palcem.
3
- Ty powinnaś zostać modelką, Kiciu. - dostałam buziaka w policzek.
- Nie przesadzaj. - machnęłam rozbawiona ręką i przewróciłam kartkę. -
- To sprzed wyjazdu do Londynu z Wami. - uśmiechnęłam się.
4
- A to? - Chaz pokazał na dwie fotki.
5 i 6
- To robota Spike'a. - zaśmiałam się.
7
. Spojrzałam na to zdjęcie i od razu je podarłam . Podzieliło losy pierwszego. Kolejne zastąpione Chesterem.
- A to stare. - powiedziałam.
8
- Mój Jezu. - Chester wbił wzrok w moje zdjęcie.
9
- To z ukrycia, jak się opalała. - Mike dumny wypiął pierś do przodu.
- Jesteś totalnym kretynem, podglądaczu, ale ładnie Ci wyszło. - zaśmiałam się. - Prawda, Chazzie? - spojrzałam na ukochanego. Wyglądał jak posąg z oczami, niczym dwie kule ziemskie. - Chester! - potrząsnęłam nim.
- Co? - spojrzał na mnie wzrokiem wybudzonego z transu.
- Zapatrzył się na Twoje.. ekhem. Wdzięki. - mój brat rechotał jak żaba. Spadł z kanapy ciągnąc mnie za sobą. - Kurwa.. - krztusił się.
- Mike! Debilu!! - śmiałam się razem z nim. - Wstawaj! - próbowałam się podnieść, ale z marnym skutkiem. - Kurwa mać, ja chcę wstać! - uderzyłam pięścią w podłogę.
- Ej, ja Ci nie chcę przeszkadzać, ale coś mi miażdżysz kolanem i to jest coś bardzo cennego. - śmiał się.
- No to trzeba było mnie kurwa nie macać po cyckach Głąbie, to bym się nie przesunęła! -śmiałam się. - Kochanie, pomóż. - wyciągnęłam rękę w stronę Chaza. Podał mi swoją dłoń, ale sam znalazł się obok nas i wyszło tak, że leżałam między dwoma wariatami ciągle krztusząc się ze śmiechu.
- Ej, ludziska, ja Was wyślę do psychiatry. - brunet leżący obok mnie łapał spazmatyczne oddechy między kolejnymi atakami głupawki.
- O nie, co to to nie. Idziemy we trójkę. - zaprotestował Shi opierając się czołem o moje ramię.
- Albo od razu całą ekipę weźmy. Dadzą nam coś na tą naszą głupotę. - Chaz się podniósł.
- Ona jest nieuleczalna. - powiedziałam i pocałowałam go w usta.
- No Niunia, wstawaj, trzeba powiedzieć Spike'owi o naszym planie. - podniósł mnie.
- Sam jesteś Niunia, Mośku. - zaczepnie szturchnęłam go biodrem w biodro i zanim zdążył zareagować usadowiłam się na kanapie, a zaraz obok mnie usiadł mój brat.
- To jaki macie plan?
- Musimy przyśpieszyć nasz wyjazd pod namioty. - złapałam Chestera za rękę.
- Ale jak? Przecież jest Oliwia.
- Zaraz mam dzwonić do Caroline, może ona mi pomoże.
- Bery? Myślisz, że zajmie się Młodą?
- Zawsze mi pomagała, więc liczę na to, że teraz też mi nie odmówi.
- Obyś miała rację. - Mike spojrzał w dal.
- Dobra, idę na tego Skype'a, bo pewnie już czeka. - niechętnie wstałam z miejsca.
- Ale wiesz, że to tylko nasze przypuszczenia? - Chaz spojrzał mi w oczy.
- Wolę być przygotowana. - powiedziałam. Ostatni raz przesunęłam wzrokiem po salonie zatrzymując go na Chazzie i ruszyłam na górę. Oby się udało.....
Witam Was :3 Wiem, że nudny rozdział, ale weny brak totalny :c . Byłam na wakacjach nad Bałtykiem. Było na prawdę zajebiście :3. Zjechałam całą Polskę na ukos. Zadek mnie nieźle boli i mam odcisk na nodze.. :// Ale warto było :* Całusy.
- No to mówcie, co się stało, że kazaliście się nam pojawić natychmiast w domu? - Spike uważnie nas obserwował.
- Talinda. - zaczęłam. Sądząc po minie mojego bracholka, zadowolony nie był. Zresztą ja też się wcale nie cieszyłam, wręcz przeciwnie.
- Co zaś wykombinował Dracula w spódnicy? - zaczął się śmiać. Miałam ochotę go w tej chwili porządnie jebnąć, ale Chester trzymał mój nadgarstek.
- Przestań Spike. - warknął. - To poważna sprawa. - zacisnął zęby.
- No to mówcie szybko, co się stało. - spoważniał natychmiast.
- To ja lepiej pójdę poukładać puzzle od Chestera. - mała rozumiejąc, że to nie tematy dla niej chciała się ulotnić. - Przyjdziesz do mnie później? - zawiesiła się na szyi Chaza rączkami. Mój ukochany pocałował ją w czółko i skinął twierdząco głową uśmiechając się do niej. Pobiegła na górę.
- Była w areszcie u Sebastiana. - Chazzy cicho westchnął. - Podejrzewamy z Natt, że ma z nim coś wspólnego. - przeniósł swój uścisk z nadgarstka na moją dłoń.
- What?! - mój brat nie mógł uwierzyć. Aż wstał. - Robicie sobie jaja, prawda? - spojrzał na nas.
- A czy ja wyglądam, jakbym robiła sobie z Ciebie jaja?! - wybuchłam.
- Nathalie, uspokój się. - Chester pociągnął mnie na swoje kolana i żelazny uścisk przeniósł na moją talię. Chyba się bał, że rzucę się na Mike'a.
- Nie mogę uwierzyć, że ta żmija posunęła się aż tak daleko. - czarnowłosy spojrzał w sufit.
- Ja też nie mogłam uwierzyć. Ani ja, ani Chester. - oparłam się plecami o ukochanego.
- Suka.. - warknął.
- Ja to od zawsze wiedziałam. - spojrzałam wymownie na Chestera.
- Nie patrz tak na mnie, ja teraz też o tym wiem. - oparł swoje czoło o moje. - Kocham Cię. - powiedział. - Moja Ty Królewno w glanach. - pocałował mnie w szyję. Powieki same mi się zamknęły, kiedy ponowił czynność.
- Lepsza w glanach, niż tleniona. - odburknęłam.
- I za to Cię Kocham. Za to, że jesteś sobą. - bujał mną lekko na boki.
- A kim miałabym być? Paris Hilton? - zaczęłam się śmiać. - Jestem Nathalie Shinoda. Wersja limitowana. - wysłałam buziaka bratu.
- Moja krew. - Shi uniósł kciuk do góry.
- No pewnie. - uśmiechnęłam się do niego.
- Z kim ja żyję. - Benny przewrócił oczami.
- Nie podoba się, to won. - przeniosłam się na kolana brata, a ten od razu przyssał się do mojego policzka.
- Moje maleństwo. - przytulił się do mojego policzka swoim, przez co delikatnie mnie drapał zarostem.
- No rzeczywiście maleństwo. - zaśmiałam się. - Tylko metr siedemdziesiąt trzy wzrostu i 57 kg wagi. - śmiałam się.
- Względem mnie jesteś mała. - powiedział. - Ja mam metr osiemdziesiąt trzy. - śmiał się.
- Jaraj się, olbrzymie. - pstryknęłam go w nos.
- Żebyś wiedziała. - połaskotał mnie. - Moja mała siostrzyczka. - zrobił mi noski.
- Ja już nie mam pięciu latek, Spike. - uśmiechnęłam się do niego.
- A ja ciągle Cię Kocham tak samo mocno. - wsunął mi kosmyk włosa za ucho. Nie mogłam nic powiedzieć. Uśmiechnęłam się do niego szerzej niż wcześniej, a w moich oczach pojawiły się łzy.
- Ja Ciebie też. - przytuliłam się do niego.
- I na nerwy też mi tak samo działasz. - zaśmiał się.
- Vice Versa, Trollu. - pocałowałam go w czoło.
- A czasy Xero pamiętasz? - uśmiechnął się.
- Mark.. - przewróciłam oczami.
- Aż tak Cię wkurzał? - zaśmiał się.
- Mało powiedziane człowieku. Na sam jego widok dostawałam białej gorączki. - spojrzałam na niego.
- Nigdy nie zapomnę, co mu powiedziałaś, jak odchodził. - uśmiechnął się cwanie.
- Co mu powiedziała? - Chester włączył się do rozmowy.
- Stary, mnie aż wryło. - śmiał się. - Piętnastoletnia gówniara i takie gadany. - poklepał mnie lekko po plecach.
- No co?! - widziałam, jak Chazza żżera ciekawość.
- Powiedziała mu, że jest totalnym zerem, bo zostawia zespół w trudnych chwilach, że jest podłym, szowinistycznym gorylem... - wyliczał. - No i wylała mu wodę na głowę. - zakończył.
- I wrzuciłam go w błoto. Znaczy wepchnęłam. Bo mnie pocałować chciał. - wzdrygnęłam się.
- Podobałaś mu się. - Chester się delikatnie uśmiechnął.
- Co się dziwić. Czarne, długie włosy, brązowe oczy, figura jak u modelki.. - Mike poklepał mnie po płaskim brzuchu. - Kolczyk.. - bawił się moim kolczykiem w pępku.
- Faktycznie ślicznie Ci było w czarnych. - Chaz puścił mi oczko. - Ale w czerwonych też jest pięknie. Zresztą w każdych by Ci było pięknie. - uśmiechnął się czule. Włosy przemalowałam dopiero rok temu. Jak ten czas szybko leci... Wysłałam Chessowi całuska w podziękowaniu za komplement. Poszłam na górę po album i usiedliśmy wszyscy w salonie i otworzyłam go. Pojawiło się zdjęcie z Sebą.
1
- Ugh. - wyjęłam je i podarłam po czym poszłam wywalić do kosza. Wsadziłam za nie zdjęcie z Chesterem. - No. Teraz ładnie. - uśmiechnęłam się do ukochanego.
- A co to za sexy laska? - Chaz pokazał na moje zdjęcie.
2.
- To ja. - zaśmiałam się. - To robota Mike'a aparatu. - mrugnęłam do brata. - O i tu. - pokazałam palcem.
3
- Ty powinnaś zostać modelką, Kiciu. - dostałam buziaka w policzek.
- Nie przesadzaj. - machnęłam rozbawiona ręką i przewróciłam kartkę. -
- To sprzed wyjazdu do Londynu z Wami. - uśmiechnęłam się.
4
- A to? - Chaz pokazał na dwie fotki.
5 i 6
- To robota Spike'a. - zaśmiałam się.
7
. Spojrzałam na to zdjęcie i od razu je podarłam . Podzieliło losy pierwszego. Kolejne zastąpione Chesterem.
- A to stare. - powiedziałam.
8
- Mój Jezu. - Chester wbił wzrok w moje zdjęcie.
9
- To z ukrycia, jak się opalała. - Mike dumny wypiął pierś do przodu.
- Jesteś totalnym kretynem, podglądaczu, ale ładnie Ci wyszło. - zaśmiałam się. - Prawda, Chazzie? - spojrzałam na ukochanego. Wyglądał jak posąg z oczami, niczym dwie kule ziemskie. - Chester! - potrząsnęłam nim.
- Co? - spojrzał na mnie wzrokiem wybudzonego z transu.
- Zapatrzył się na Twoje.. ekhem. Wdzięki. - mój brat rechotał jak żaba. Spadł z kanapy ciągnąc mnie za sobą. - Kurwa.. - krztusił się.
- Mike! Debilu!! - śmiałam się razem z nim. - Wstawaj! - próbowałam się podnieść, ale z marnym skutkiem. - Kurwa mać, ja chcę wstać! - uderzyłam pięścią w podłogę.
- Ej, ja Ci nie chcę przeszkadzać, ale coś mi miażdżysz kolanem i to jest coś bardzo cennego. - śmiał się.
- No to trzeba było mnie kurwa nie macać po cyckach Głąbie, to bym się nie przesunęła! -śmiałam się. - Kochanie, pomóż. - wyciągnęłam rękę w stronę Chaza. Podał mi swoją dłoń, ale sam znalazł się obok nas i wyszło tak, że leżałam między dwoma wariatami ciągle krztusząc się ze śmiechu.
- Ej, ludziska, ja Was wyślę do psychiatry. - brunet leżący obok mnie łapał spazmatyczne oddechy między kolejnymi atakami głupawki.
- O nie, co to to nie. Idziemy we trójkę. - zaprotestował Shi opierając się czołem o moje ramię.
- Albo od razu całą ekipę weźmy. Dadzą nam coś na tą naszą głupotę. - Chaz się podniósł.
- Ona jest nieuleczalna. - powiedziałam i pocałowałam go w usta.
- No Niunia, wstawaj, trzeba powiedzieć Spike'owi o naszym planie. - podniósł mnie.
- Sam jesteś Niunia, Mośku. - zaczepnie szturchnęłam go biodrem w biodro i zanim zdążył zareagować usadowiłam się na kanapie, a zaraz obok mnie usiadł mój brat.
- To jaki macie plan?
- Musimy przyśpieszyć nasz wyjazd pod namioty. - złapałam Chestera za rękę.
- Ale jak? Przecież jest Oliwia.
- Zaraz mam dzwonić do Caroline, może ona mi pomoże.
- Bery? Myślisz, że zajmie się Młodą?
- Zawsze mi pomagała, więc liczę na to, że teraz też mi nie odmówi.
- Obyś miała rację. - Mike spojrzał w dal.
- Dobra, idę na tego Skype'a, bo pewnie już czeka. - niechętnie wstałam z miejsca.
- Ale wiesz, że to tylko nasze przypuszczenia? - Chaz spojrzał mi w oczy.
- Wolę być przygotowana. - powiedziałam. Ostatni raz przesunęłam wzrokiem po salonie zatrzymując go na Chazzie i ruszyłam na górę. Oby się udało.....
Witam Was :3 Wiem, że nudny rozdział, ale weny brak totalny :c . Byłam na wakacjach nad Bałtykiem. Było na prawdę zajebiście :3. Zjechałam całą Polskę na ukos. Zadek mnie nieźle boli i mam odcisk na nodze.. :// Ale warto było :* Całusy.
czwartek, 10 lipca 2014
~ Uwaga !
Planuję rozpocząć pisanie nowego bloga. Oczywiście o Linkin Park i dopiero, jak skończę ten. Planuję ok. 50 rozdziałów, jak będę miała pomysły to więcej, albo mniej :). Tak się zastanawiam, z którym z członków jako głównym bohaterem zrobić nowe opowiadanie. Myślałam o Chesterze, bo fabuła, nad jaką myślę pasuje właśnie do niego. Oczywiście fakty będą pomieszane i uprzedzam, że LP będą młodsi, niż w rzeczywistości :> . Co myślicie? :)
22. To wróży kłopoty.
Obudził mnie stukot deszczu o dach i rynny. Przetarłam oczy i
zerknęłam na drugą połowę łóżka. Chester spał spokojnie odwrócony do
mnie twarzą. Uśmiechnęłam się delikatnie i pocałowałam go w czoło. Mój
uśmiech natychmiast znikł, kiedy spojrzałam na wyświetlacz budzika. I
nie znikł dlatego, że urządzenie wskazywało 6:30 i raptem 15 stopni na
dworze. Ta data. 30 czerwca Dzisiaj mija 4 lata od śmierci rodziców.
Wciąż mam przed oczami ten dzień.
~ Retrospekcja ~
Mama i tata już kolejny dzień leżą w szpitalu. Przychodzimy do nich z Mike'm kiedy tylko się da. Lekarze pocieszają nas, że wszystko będzie dobrze, jak zwykle. Mike do końca się łudził, ja jednak wiedziałam, że to już koniec... Że mama i tata zamkną oczy, ich serca przestaną bić i już nigdy więcej ich nie zobaczymy. Nigdy nie przytulę się do mamy, nigdy nie usłyszę z jej ust " Kocham Cię, córeczko".... Każdego dnia budząc się czułam, że ten koszmarny dzień nastąpi właśnie dziś. I tak było właśnie wtedy, trzydziestego czerwca. Siedząc na sali przy śpiącej matce miałam wrażenie, że ona już się nie obudzi, choć aparatury wciąż dawały mi znak, że jest jeszcze cień nadziei.
- Córeczko.. - usłyszałam cichy głos. Zerwałam się z krzesła i usiadłam na łóżku, w którym leżała czarnowłosa 46-latka. Miała mało zmarszczek, a w czarnej gęstwinie dało się zobaczyć trochę siwizny. Jej brązowe źrenice obserwowały mnie. Dostrzegłam w nich ciepło, troskę i.. smutek?
- Tak, mamo? - zapytałam szeptem. W moich oczach momentalnie pojawiły się łzy, kiedy tylko poczułam, jak łapie mnie za dłoń i delikatnie ją ściska.
- Wiesz, że musisz być teraz silna? - zapytała.
- Tak wiem. - pogłaskałam ją po ręce. - Jestem. - wysiliłam się na uśmiech.
- Obiecasz mi coś? - uniosła lekko brew.
- Co tylko chcesz, mamusiu. - ucałowałam z szacunkiem jej drobną dłoń zamkniętą w mojej.
- Zaopiekuj się Spike'm, kiedy mnie już nie będzie, dobrze? - wyszeptała.
- Mamo, co Ty mówisz?! - wykrzyknęłam. W tym momencie zamknęła oczy, a po sali rozległ się jednostajny pisk. Mama zmarła. - Mamo nie! - krzyknęłam. - Mamo! Mamusiu nie!! - łkałam jak dziecko tuląc się do brzucha rodzicielki. Nie reagowała na moje krzyki. Nagle do sali wszedł Mike. Spojrzałam na niego.
- Ona... - nie dokończył zdania. Przytulił mnie, a ja się rozpłakałam.- Ojciec też. - wyszeptał. Odeszli razem. Nie mogłam przestać płakać. Lekarzy zaalarmował pisk respiratora, niestety już nic nie mogli zrobić.... Straciliśmy rodziców...
~ Koniec retrospekcji ~
- Kochanie... - z zamyślenia wyrwał mnie głos Chestera. - Nie płacz. - ukochany pocałował mnie w policzek. - Jestem przy Tobie. - zaczął delikatnie mną bujać na boki.
- Ale ich już nie ma. - spojrzałam na niego. - Dzisiaj mija cztery lata. - wydukałam. - Cholerna pustka.. - wtuliłam się w niego.
- To samo czułem, kiedy 7 lat temu zmarł ojciec. - wyznał. - Nawet napisanie piosenki mi nie pomogło. Nadal nienawidzę Walentynek. - pocałował mnie w głowę.
- Ja nigdy ich nie lubiłam. Te pieprzone zakochane pary liżące się na mostach. - wzdrygnęłam się z obrzydzeniem. - Wiesz, co zawsze robiłam w ten dzień? - spojrzałam na niego.
- Co? - zapytał.
- Ubierałam się na czarno. Legginsy lub rurki, jakaś bluzka, skóra i glany. Wychodziłam z domu i chodziłam ulicami klnąc cicho na zakochane pary wokół. - zaśmiałam się. - Chodziłam do kwiaciarni, kupowałam czerwoną różę i kładłam ją na grób rodziców. Zawsze wtedy był zasypany śniegiem, więc musiałam go posprzątać. Zawsze tak było. Każdego czternastego lutego. - oparłam głowę na jego ramieniu. - A Ty? Co robiłeś? - pogłaskałam go po policzku.
- Ja? Zazwyczaj pół dnia przesiadywałem przed grobem taty. - powiedział. - Później jechałem na próbę z chłopakami i byłem w studiu do wieczora. - uśmiechnął się lekko. - Byłem tak zmęczony, że zasypiałem z piwem przed telewizorem. - powiedział.
- Biedactwo.. - przytuliłam go. - Ciekawe, jak teraz będziemy je spędzać. - spojrzałam mu w oczy.
- Też jestem tego ciekaw, wiesz? - pogłaskał mnie po włosach.
- Zastanowimy się nad tym potem. Teraz się muszę ubrać. Iść spokojnie na zakupy, a potem na cmentarz. - westchnęłam .
- Pójdę z Tobą. Przy okazji wstąpię do ojca. - uśmiechnął się.
- Oki. - uśmiechnęłam się i wstałam. Podeszłam do szafy, wyjęłam z niej czarną tunikę z LP, czarne legginsy i czarną skórę, spod szafy wzięłam glany, a z szuflady kosmetyczkę. Wzięłam wszystko w dłoń. - Idę pod prysznic. - powiedziałam i skierowałam się do łazienki. Wzięłam szybki prysznic, wytarłam się i ubrałam w naszykowane ciuchy:
Stylizacja Natt
. Z kosmetyczki wyjęłam czarne pieszczoszki i założyłam je sobie na nadgarstki. Włosy wysuszyłam i związałam w wysoki kucyk, zrobiłam sobie mocny makijaż, pomalowałam na czarno paznokcie i wymachiwałam przez 15 minut rękoma, żeby lakier wysechł. Gdy się upewniłam, wzięłam skórę w dłoń i wyszłam z łazienki kierując się do sypialni, gdzie siedział Chaz. Wyszczerzył się mierząc mnie z góry na dół i z dołu do góry.
- No co?! - spojrzałam na niego.
- Nic. Świetnie wyglądasz. - pocałował mnie w niepomalowane usta. - Nie nałożyłaś błyszczyku, ani szminki. - mruknął.
- Po co mi szminka na cmentarz? - mruknęłam.
- A no tak. To teraz ja idę. - powiedział i poszedł do łazienki. Po dwudziestu minutach wrócił. Miał na sobie czarną koszulę, spodnie i glany, a w dłoni trzymał skórę. - Będziemy wyglądać prawie tak samo. - zaśmiał się.
- Nom. - uśmiechnęłam się do niego. - Widziałeś gdzieś Spike'a i Małą? - zapytałam.
- Nie. Jakaś cisza na dole. - mruknął.
- Zadzwonię do niego. Chyba nie jest aż takim idiotą, żeby zapomnieć, jaki dzisiaj dzień. - rzuciłam się na łóżko trzymając telefon w ręce. Wykręciłam numer do brata i po kilku sygnałach usłyszałam po drugiej stronie głos brata.
- Halo?
- Cześć. - przywitałam się. - No gdzie Wy się podziewacie? - zapytałam.
- Na zakupach, przecież lodówka pustkami świeci! - powiedział.
- Przecież umówiliśmy się wczoraj, że to ja miałam jechać. - przewróciłam oczami. - Kiedy będziecie? - przytuliłam się do Chestera, który przysłuchiwał się naszej rozmowie.
- Za jakąś godzinkę, zrobiłem sporą listę zakupów. Jak wrócę pojedziemy na cmentarz. - powiedział.
- Okej. - westchnęłam.
- Trudno uwierzyć, że to już czwarty rok, nie? - zapytał.
- Ja ciągle w to nie wierzę. - zamknęłam na chwilę oczy.
- Jestem z Ciebie dumny, wiesz? - dałabym głowę, że się uśmiecha.
- Ze mnie? - zdziwiłam się. - Dlaczego?
- Byłaś w totalnej rozsypce. Już Cię chciałem wysłać do psychologa. - wyznał.
- Wiesz, że i tak bym tam nie poszła. - zamknęłam na chwilę oczy.
- Wiem i dlatego Ci nic nie mówiłem. Chciałem jakiś czas poczekać. Miałem nadzieję, że sama sobie z tym poradzisz i nie zawiodłem się. - powiedział.
- No niekoniecznie byłam sama. Miałam Ciebie i przyjaciół . I dziękuję, że nie straciłeś we mnie wiary. - uśmiechnęłam się delikatnie.
- We własną siostrunię? Kochanie, w życiu! - wykrzyknął wesoło. - Kocham. - wysyłał mi cmoki.
- Ja też . - odsyłałam mu je. - Wracajcie szybko. - ponagliłam ich. - Pa. - nie czekając na odpowiedź rozłączyłam się i wstałam. - Idziemy się przejść? - wyciągnęłam dłoń w stronę Chestera.
- No chodź. - wziął moją rękę i podniosłam go. Pomógł założyć mi skórę i sam założył swoją. Wyszliśmy z domu. Nie padało już, ale było zimno. Wzdrygnęłam się lekko. Chazz to zauważył i objął mnie przyciskając delikatnie do siebie. Szliśmy w milczeniu, nie potrzebowaliśmy słów, wystarczyła obecność. Szliśmy sobie spokojnie, kiedy nagle Benny przerwał ciszę.
- Nattie, patrz. - szturchnął mnie lekko.
- Co? - spojrzałam na niego, a potem w stronę, którą mi wskazał. Wryło mnie w ziemię. Talinda. Ale co ona robi pod aresztem?!
- Myślisz, że do niego poszła? - zapytał Chester, gdy poszliśmy dalej.
- Ja jestem tego pewna. - powiedziałam.
- To wróży kłopoty.
- Wiem o tym. - złapałam go za dłoń. Była zimna, zupełnie jak moja, ale nie przeszkadzało mi to. - Boję się. - wyznałam.
- Musimy stąd wyjechać jak najszybciej. - spojrzał na mnie. - Pod namioty. Mi jutro zdejmują opatrunki.
- Masz rację, trzeba się stąd na razie wynieść. - przyznałam. - Pogadajmy o tym z ekipą.
- Co by się nie działo, pamiętaj, że Cię Kocham. - usłyszałam. Spojrzałam na autora tych słów i pocałowałam go czule.
- Wiem. A ja Ciebie. - powiedziałam.
UDAŁO SIĘ. UDAŁO! Może nie jest świetny, ale jest <3 Przepraszam za tak długą przerwę, ale nie miałam ani weny, ani czasu. Mam nadzieję, że zrozumiecie <3 KOCHAM WAS <3
~ Retrospekcja ~
Mama i tata już kolejny dzień leżą w szpitalu. Przychodzimy do nich z Mike'm kiedy tylko się da. Lekarze pocieszają nas, że wszystko będzie dobrze, jak zwykle. Mike do końca się łudził, ja jednak wiedziałam, że to już koniec... Że mama i tata zamkną oczy, ich serca przestaną bić i już nigdy więcej ich nie zobaczymy. Nigdy nie przytulę się do mamy, nigdy nie usłyszę z jej ust " Kocham Cię, córeczko".... Każdego dnia budząc się czułam, że ten koszmarny dzień nastąpi właśnie dziś. I tak było właśnie wtedy, trzydziestego czerwca. Siedząc na sali przy śpiącej matce miałam wrażenie, że ona już się nie obudzi, choć aparatury wciąż dawały mi znak, że jest jeszcze cień nadziei.
- Córeczko.. - usłyszałam cichy głos. Zerwałam się z krzesła i usiadłam na łóżku, w którym leżała czarnowłosa 46-latka. Miała mało zmarszczek, a w czarnej gęstwinie dało się zobaczyć trochę siwizny. Jej brązowe źrenice obserwowały mnie. Dostrzegłam w nich ciepło, troskę i.. smutek?
- Tak, mamo? - zapytałam szeptem. W moich oczach momentalnie pojawiły się łzy, kiedy tylko poczułam, jak łapie mnie za dłoń i delikatnie ją ściska.
- Wiesz, że musisz być teraz silna? - zapytała.
- Tak wiem. - pogłaskałam ją po ręce. - Jestem. - wysiliłam się na uśmiech.
- Obiecasz mi coś? - uniosła lekko brew.
- Co tylko chcesz, mamusiu. - ucałowałam z szacunkiem jej drobną dłoń zamkniętą w mojej.
- Zaopiekuj się Spike'm, kiedy mnie już nie będzie, dobrze? - wyszeptała.
- Mamo, co Ty mówisz?! - wykrzyknęłam. W tym momencie zamknęła oczy, a po sali rozległ się jednostajny pisk. Mama zmarła. - Mamo nie! - krzyknęłam. - Mamo! Mamusiu nie!! - łkałam jak dziecko tuląc się do brzucha rodzicielki. Nie reagowała na moje krzyki. Nagle do sali wszedł Mike. Spojrzałam na niego.
- Ona... - nie dokończył zdania. Przytulił mnie, a ja się rozpłakałam.- Ojciec też. - wyszeptał. Odeszli razem. Nie mogłam przestać płakać. Lekarzy zaalarmował pisk respiratora, niestety już nic nie mogli zrobić.... Straciliśmy rodziców...
~ Koniec retrospekcji ~
- Kochanie... - z zamyślenia wyrwał mnie głos Chestera. - Nie płacz. - ukochany pocałował mnie w policzek. - Jestem przy Tobie. - zaczął delikatnie mną bujać na boki.
- Ale ich już nie ma. - spojrzałam na niego. - Dzisiaj mija cztery lata. - wydukałam. - Cholerna pustka.. - wtuliłam się w niego.
- To samo czułem, kiedy 7 lat temu zmarł ojciec. - wyznał. - Nawet napisanie piosenki mi nie pomogło. Nadal nienawidzę Walentynek. - pocałował mnie w głowę.
- Ja nigdy ich nie lubiłam. Te pieprzone zakochane pary liżące się na mostach. - wzdrygnęłam się z obrzydzeniem. - Wiesz, co zawsze robiłam w ten dzień? - spojrzałam na niego.
- Co? - zapytał.
- Ubierałam się na czarno. Legginsy lub rurki, jakaś bluzka, skóra i glany. Wychodziłam z domu i chodziłam ulicami klnąc cicho na zakochane pary wokół. - zaśmiałam się. - Chodziłam do kwiaciarni, kupowałam czerwoną różę i kładłam ją na grób rodziców. Zawsze wtedy był zasypany śniegiem, więc musiałam go posprzątać. Zawsze tak było. Każdego czternastego lutego. - oparłam głowę na jego ramieniu. - A Ty? Co robiłeś? - pogłaskałam go po policzku.
- Ja? Zazwyczaj pół dnia przesiadywałem przed grobem taty. - powiedział. - Później jechałem na próbę z chłopakami i byłem w studiu do wieczora. - uśmiechnął się lekko. - Byłem tak zmęczony, że zasypiałem z piwem przed telewizorem. - powiedział.
- Biedactwo.. - przytuliłam go. - Ciekawe, jak teraz będziemy je spędzać. - spojrzałam mu w oczy.
- Też jestem tego ciekaw, wiesz? - pogłaskał mnie po włosach.
- Zastanowimy się nad tym potem. Teraz się muszę ubrać. Iść spokojnie na zakupy, a potem na cmentarz. - westchnęłam .
- Pójdę z Tobą. Przy okazji wstąpię do ojca. - uśmiechnął się.
- Oki. - uśmiechnęłam się i wstałam. Podeszłam do szafy, wyjęłam z niej czarną tunikę z LP, czarne legginsy i czarną skórę, spod szafy wzięłam glany, a z szuflady kosmetyczkę. Wzięłam wszystko w dłoń. - Idę pod prysznic. - powiedziałam i skierowałam się do łazienki. Wzięłam szybki prysznic, wytarłam się i ubrałam w naszykowane ciuchy:
Stylizacja Natt
. Z kosmetyczki wyjęłam czarne pieszczoszki i założyłam je sobie na nadgarstki. Włosy wysuszyłam i związałam w wysoki kucyk, zrobiłam sobie mocny makijaż, pomalowałam na czarno paznokcie i wymachiwałam przez 15 minut rękoma, żeby lakier wysechł. Gdy się upewniłam, wzięłam skórę w dłoń i wyszłam z łazienki kierując się do sypialni, gdzie siedział Chaz. Wyszczerzył się mierząc mnie z góry na dół i z dołu do góry.
- No co?! - spojrzałam na niego.
- Nic. Świetnie wyglądasz. - pocałował mnie w niepomalowane usta. - Nie nałożyłaś błyszczyku, ani szminki. - mruknął.
- Po co mi szminka na cmentarz? - mruknęłam.
- A no tak. To teraz ja idę. - powiedział i poszedł do łazienki. Po dwudziestu minutach wrócił. Miał na sobie czarną koszulę, spodnie i glany, a w dłoni trzymał skórę. - Będziemy wyglądać prawie tak samo. - zaśmiał się.
- Nom. - uśmiechnęłam się do niego. - Widziałeś gdzieś Spike'a i Małą? - zapytałam.
- Nie. Jakaś cisza na dole. - mruknął.
- Zadzwonię do niego. Chyba nie jest aż takim idiotą, żeby zapomnieć, jaki dzisiaj dzień. - rzuciłam się na łóżko trzymając telefon w ręce. Wykręciłam numer do brata i po kilku sygnałach usłyszałam po drugiej stronie głos brata.
- Halo?
- Cześć. - przywitałam się. - No gdzie Wy się podziewacie? - zapytałam.
- Na zakupach, przecież lodówka pustkami świeci! - powiedział.
- Przecież umówiliśmy się wczoraj, że to ja miałam jechać. - przewróciłam oczami. - Kiedy będziecie? - przytuliłam się do Chestera, który przysłuchiwał się naszej rozmowie.
- Za jakąś godzinkę, zrobiłem sporą listę zakupów. Jak wrócę pojedziemy na cmentarz. - powiedział.
- Okej. - westchnęłam.
- Trudno uwierzyć, że to już czwarty rok, nie? - zapytał.
- Ja ciągle w to nie wierzę. - zamknęłam na chwilę oczy.
- Jestem z Ciebie dumny, wiesz? - dałabym głowę, że się uśmiecha.
- Ze mnie? - zdziwiłam się. - Dlaczego?
- Byłaś w totalnej rozsypce. Już Cię chciałem wysłać do psychologa. - wyznał.
- Wiesz, że i tak bym tam nie poszła. - zamknęłam na chwilę oczy.
- Wiem i dlatego Ci nic nie mówiłem. Chciałem jakiś czas poczekać. Miałem nadzieję, że sama sobie z tym poradzisz i nie zawiodłem się. - powiedział.
- No niekoniecznie byłam sama. Miałam Ciebie i przyjaciół . I dziękuję, że nie straciłeś we mnie wiary. - uśmiechnęłam się delikatnie.
- We własną siostrunię? Kochanie, w życiu! - wykrzyknął wesoło. - Kocham. - wysyłał mi cmoki.
- Ja też . - odsyłałam mu je. - Wracajcie szybko. - ponagliłam ich. - Pa. - nie czekając na odpowiedź rozłączyłam się i wstałam. - Idziemy się przejść? - wyciągnęłam dłoń w stronę Chestera.
- No chodź. - wziął moją rękę i podniosłam go. Pomógł założyć mi skórę i sam założył swoją. Wyszliśmy z domu. Nie padało już, ale było zimno. Wzdrygnęłam się lekko. Chazz to zauważył i objął mnie przyciskając delikatnie do siebie. Szliśmy w milczeniu, nie potrzebowaliśmy słów, wystarczyła obecność. Szliśmy sobie spokojnie, kiedy nagle Benny przerwał ciszę.
- Nattie, patrz. - szturchnął mnie lekko.
- Co? - spojrzałam na niego, a potem w stronę, którą mi wskazał. Wryło mnie w ziemię. Talinda. Ale co ona robi pod aresztem?!
- Myślisz, że do niego poszła? - zapytał Chester, gdy poszliśmy dalej.
- Ja jestem tego pewna. - powiedziałam.
- To wróży kłopoty.
- Wiem o tym. - złapałam go za dłoń. Była zimna, zupełnie jak moja, ale nie przeszkadzało mi to. - Boję się. - wyznałam.
- Musimy stąd wyjechać jak najszybciej. - spojrzał na mnie. - Pod namioty. Mi jutro zdejmują opatrunki.
- Masz rację, trzeba się stąd na razie wynieść. - przyznałam. - Pogadajmy o tym z ekipą.
- Co by się nie działo, pamiętaj, że Cię Kocham. - usłyszałam. Spojrzałam na autora tych słów i pocałowałam go czule.
- Wiem. A ja Ciebie. - powiedziałam.
UDAŁO SIĘ. UDAŁO! Może nie jest świetny, ale jest <3 Przepraszam za tak długą przerwę, ale nie miałam ani weny, ani czasu. Mam nadzieję, że zrozumiecie <3 KOCHAM WAS <3
piątek, 4 lipca 2014
21. Nie skarb jest przyjacielem, lecz przyjaciel Skarbem.
Byłam leniuchem. W weekend uwielbiałam długo spać. Ogólnie
uwielbiałam długo spać, ale weekend to czas, kiedy pozwalałam sobie na
maximum. Tak też było tej niedzieli. Przebudziłam się punkt 9.00, ale
gdy tylko spojrzałam na budzik, natychmiast schowałam głowę pod kołdrę.
Jeszcze chwila, a bym zasnęła. No właśnie. Zasnęłabym, ale uniemożliwił
mi to pewien mały Ktoś, skaczący jak kangur po łóżku, na którym obie
spałyśmy.
- Nattie! Wstawaj! - jej pisk przewiercał mi głowę niczym wiertarka dziurę w ścianie. Niechętnie zsunęłam z siebie ciepłą kołderkę i przeciągnęłam się.
- Co się stało, Młoda? - wydukałam pytanie mrucząc rozleniwiona. - Pali się gdzieś, czy jak? - zaśmiałam się cicho.
- Nie mów, że zapomniałaś. - spojrzała na mnie z poważnym wyrazem twarzy.
- O czym? - zgięłam się delikatnie w tył, by ukoić delikatny ból w kręgosłupie.
- Dzisiaj, punkt 13.00 odbieramy Chestera ze szpitala!!! - każde słowo wypowiedziała wyraźnie, trzymając swoją twarz milimetry od mojej. Roześmiałam się. - Co Cię tak bawi? - zmarszczyła brwi obserwując mnie uważnie.
- Dziecko drogie, jest dziewiąta rano, idź spać. Do szpitala jedziemy dopiero wpół do pierwszej. - przykryłam się kołdrą.
- Oo nie, leniu. Nie pozwolę Ci zasnąć. - przysunęła krzesło do mojego regału z płytami, ściągnęła " Hybrid Theory" i włączyła " One Step Closer. "
- Oliwia! Wyłącz to radio! - jęknęłam. " Shut up! " w wykonaniu Chestera było dziś niczym gwoździe wbijane mi w głowę.
- Wstawaj! - Mała krzyczała w rytm " Shut up. "
- Matko Boska, no już. Chociaż nie wiem po co. - zwlokłam się z łóżka. Dopiero wtedy muzyka ucichła, a płyta wróciła na swoje miejsce. - Ale idę pierwsza do łazienki. - spojrzałam na nią.
- Spoko. - Oli się zgodziła. - Ale potem zrobisz mi kanapki z Nutellą i kakao. - uśmiechnęła się tryumfalnie. Ta mała mnie rozbrajała.
- Dobrze. Sama mam ochotę na wyjątkowo słodkie śniadanie. - poczochrałam jej włosy i kucnęłam przy swojej szafie.
- Ubierz coś ładnego. - poradziła mała Smith.
- Spokojnie, nie martw się o mnie. - wybuchłam śmiechem. Wyjęłam z szafy sukienkę i kopertówkę, spod szafy wzięłam szpilki i ruszyłam do łazienki. Wzięłam z toaletki kosmetyczkę i położyłam wszystko na pralce.
Stylizacja Natt
Zastanawiałam się, jakiego koloru wziąć bandamkę.
- Czerwona będzie się zlewała z włosami... - zagryzłam wargę. - Czarna w białe kropki będzie idealna. - aż podskoczyłam i wyjęłam bandamkę o owym wzorze, po czym położyłam ją na pralkę. Rozebrałam się do naga i weszłam pod prysznic. Gorąca woda rozluźniła mięśnie i zupełnie odgoniła ode mnie sen. Po chwili otarłam włosy i ciało ciepłymi ręcznikami i włożyłam na siebie czerwoną koronkową bieliznę oraz naszykowane ciuchy. Wysuszyłam włosy i zrobiłam sobie kok, który związałam bandamką. Zajęłam się makijażem i pomalowaniem paznokci na czarno, założyłam biżuterię, spryskałam się perfumami po czym wyszłam z łazienki. Skierowałam się do kuchni, gdzie czekała na mnie Oliwia, która ciągle była jeszcze w piżamie.
- Ślicznie wyglądasz. - uśmiechnęła się.
- Dziękuję. - odpowiedziałam jej i nastawiłam mleko na kakao, po czym zajęłam się robieniem kanapek.
- Gniewasz się na mnie za tą pobudkę? - usłyszałam ciche pytanie za plecami. Mały Spider wdrapał się sprytnie na blat, dzięki czemu miałyśmy kontakt wzrokowy.
- Nie, Słoneczko. - pocałowałam ją w czoło. - Nie gniewam się. - uśmiechnęłam się i postawiłam talerz z kanapkami na stół po czym wsypałam kakao do gotującego się już mleka i zamieszałam. - Siadaj do stołu, zaraz będzie kakałko. - znów obdarzyłam dziecko uśmiechem, po czym wyjęłam dwa kubki z szafki. Wlałam do nich gorącą słodką ciecz i postawiłam ją obok kanapek. Usiadłam przy Oliwii i zaczęłyśmy jeść.
- Jeftem taka podeksfytofana fym fyjszczem Chesztera. - mała Smith miała zwyczaj mówienia z pełną buzią. Nikt jej nie mógł od tego odzwyczaić. Nawet Chester.
- Ja też, ale proszę Cię, nie mów z pełną buzią, bo się udławisz. - skarciłam ją biorąc kolejną kanapkę w dłoń.
- Przepraszam. - spuściła głowę.
- Nie przepraszaj, po prostu nie rób tego więcej. - uśmiechnęłam się do niej ciepło głaszcząc ją po rozczochranych czekoladowych włosach.
- Nie uważasz, że powinnyśmy zrobić zakupy na obiad? Chester na pewno ma dość szpitalnego żarcia. Zresztą, kto by nie miał. - wzdrygnęła się.
- Masz rację. - uśmiechnęłam się. - Urządzimy takie małe przyjęcie powitalne! - wykrzyknęłam niczym małe dziecko.
- Zaprosimy najbliższych przyjaciół. - zaproponowała. - Przecież chłopaki na pewno wiedzą, że wychodzi.
- Wiedzą wiedzą, bo im powiedziałam. - spojrzałam na dziewczynkę biorąc jedną z ostatnich kanapek w dłoń.
- Mam nadzieję, że Mike nie wpadnie na pomysł, żeby przynieść wódkę. - mruknęła.
- Chyba bym mu ją rozbiła na tej jego pustej głowie. - uniosłam kącik ust ku górze. - Chester nie może teraz pić, bo bierze lekarstwa. - wyjaśniłam. Po chwili wstałam, żeby pozmywać po śniadaniu.
- Idę pod prysznic. - Oli przytuliła się do moich pleców, po czym pognała do łazienki.
- Pomóc Ci w czymś? - zapytałam na tyle głośno, by mnie usłyszała.
- Pomożesz mi wybrać ubranie i zrobisz mi fryzurkę? - poprosiła z łazienki.
- Jasne! - odpowiedziałam.
Już po 15 minutach siedziałyśmy u niej w pokoju. Robiłam jej koczek. Miała na sobie różowy komplecik. Bluzeczkę i spódniczkę, a do tego balerinki w tym samym kolorze z czarną wstążką. Fryzurka i stylizacja prezentowały się świetnie. Do tego założyłam jej naszyjnik, który kiedyś dostała od Chestera.
Stylizacja Oliwii .
Stanęłyśmy obok siebie w lustrze.
- Lasencje z nas. - Oliv się zaśmiała kładąc rączkę na biodrze. Podałam jej kopertówkę, w którą włożyłam jej chusteczki, gumy do żucia, MP 4 i słuchawki, natomiast do swojej włożyłam kosmetyki, których dziś użyłam, telefon, lusterko, klucze do domu oraz swoją MP 4.
- Okulary. - mruknęłam i wyjęłam z kosmetyczki dwie pary czarnych okularów przeciwsłonecznych i założyłam jedną, a drugą podałam młodej.
- Ech, paparazzi. - mruknęła zakładając je na nos i zajęła się szorowaniem zębów.
- Niestety. - założyłam swoje i także zaczęłam myć zęby.
- Chester ma swoje? - zapytała Oli, gdy skończyła. Kiwnęłam twierdząco głową wypluwając pastę i przepłukałam jamę ustną wodą i płynem miętowym, który do tego służył. Wytarłam pastę z kącików ust i poprawiłam je szminką. Usłyszałam dzwonek do drzwi. - Ja otworzę. - zaoferowała Liv, a ja wyszłam z łazienki i zeszłam na dół.
- Czeeść Słonko! - w oddali usłyszałam głos Phoenix'a, który zapewne witał się z Oliwią. Poszłam w kierunku ich głosów.
- Cześć, Nelsonek. - zwrócił się do mnie, a po chwili mnie przytulił.
- No cześć, cześć. - zaśmiałam się wesoło i odwzajemniłam uścisk.
- Ślicznie wyglądasz. - uśmiechnął się do mnie.
- Dziękuję. - odwzajemniłam uśmiech i zaprosiłam go dalej. - Napijesz się czegoś? - zapytałam.
- Nie dzięki. Ja tylko na chwilę oddać Ci klucze. - wręczył mi moją własność. - Maryse na mnie czeka. - wyjaśnił z delikatnym uśmiechem na twarzy.
- Nie przyjechała z Tobą? - zmartwiłam się trochę.
- Coś źle się czuje. Boli ją głowa. - westchnął. - Martwię się.
- Spokojnie. - usiadłam przy nim. - Wzięła jakąś tabletkę? - spojrzałam na niego.
- Brała. Śpi. - powiedział. - Dzisiaj odbieracie Chazza?
- Tak. - uśmiechnęłam się szeroko. - Mamy w planach zrobić przyjęcie powitalne, ale nie wiem, czy wypali teraz. - westchnęłam.
- Dlaczego? - Phoenix na mnie spojrzał.
- No jak Maryse jest chora, to pewnie Was nie będzie. - posmutniałam.
- Spokojnie, do południa powinno jej przejść. - pogłaskał mnie po plecach.
- Obyś miał rację. Jak jej nie przejdzie, to przełożymy to na następny weekend. - uśmiechnęłam się delikatnie.
- Spoko. - Farrell wstał. - Ja się będę zmywał, nie chcę jej zostawiać samej. - powiedział. Pocałował mnie i młodą w policzki i zmył się.
- To co? Jedziemy na te zakupy? - zapytałam Oliw.
- Jasne. - dziewczynka wzięła na wszelki wypadek ciemnoróżowy letni sweterek. Postanowiłam wziąć swój biały. W razie, gdyby padało. Wyszłyśmy z domu zamykając go. Wsiadłyśmy do auta i pojechałyśmy do sklepu. Postanowiłam zrobić pierś z kurczaka i puree, a na deser sernika. Kiedy wróciłyśmy do domu, od razu zabrałyśmy się do pracy. Zadzwoniłam po JoJo i Mike'a, by dokończyli resztę, gdyż razem z Oliwką musiałyśmy już jechać po Chazza, a chciałam, żeby wszystko było gorące, poza tym to była niespodzianka. Mój brat zadzwonił po resztę ekipy, a my byłyśmy w szpitalu punktualnie. Kiedy weszłyśmy do sali, Chester właśnie zapinał swoją podręczną torbę. Niebo zaczynało się chmurzyć. No i po pogodzie...
- Dziewczyny! Już jesteście! - zawołał wesoło, gdy nas zauważył. Miał na sobie koszulę w czarno- białą kratę, czarne jeansy i glany, a na twarz założył okulary. - Jak ja się za Wami stęskniłem. - obu nam dał po całusie w usta. Małą wziął na ręce, a mnie przytulił do siebie. Oliw pomogła mu włożyć torbę na ramię.
- Moja mała pomocnica. - Bennington przycisnął ją do siebie i podniósł wyżej do góry, by mogła położyć mu głowę na ramieniu. - Jaki Ty masz zabójczy koczek. - bawił się lokami, które jej zostawiłam po obu stronach. Po chwili spojrzał na mnie. - Ty też pięknie wyglądasz. - pocałował mnie w nos i złapał za rękę. Szliśmy korytarzem. Jakieś nastolatki machały Chesterowi.
- Matko Boska, nawet tutaj ani chwili wytchnienia. - mruknęłam wkurzona ściskając dłoń Chazza.
- Kochanie, spokojnie. - Chester na mnie spojrzał z jednym z tych swoich cudnych uśmieszków na twarzy.
- Ja jestem spokojna. - spojrzałam na niego z nieodgadnionym wyrazem twarzy.
- Nattie się wkurza. - mój ukochany zwrócił się do córki mojej siostry ciotecznej i pocałował ją w policzek.
- Bo jest zazdrosna. - wyszeptała mu na ucho dziewczynka chicocząc cicho.
- Ej, ja to słyszałam. - pokiwałam na nią palcem.
- No co? Młoda ma rację. - mój chłopak poparł dziewczynkę. Ech ta ich solidarność! I jak ja mam z tym wytrzymać tyle czasu!? Pomocy!
- Wcale, że nie. - zaprotestowałam.
- Ma.
- Nie.
- Tak.
- Nie.
- Tak.
- Nie.
- Tak.
- Nie.
- Uspokójcie się. Czuję się jak w przedszkolu! - Mała Smith przewróciła oczami. Spojrzeliśmy na siebie z Chazzem i zaczęliśmy się śmiać. Wychodząc na zewnątrz słyszeliśmy dźwięki robionych zdjęć, ale kompletnie to ignorowaliśmy. Oliwka pocałowała Chestera w policzek, a on ją w nos, natomiast ja wtuliłam się w ramię bruneta, który mnie obejmował i uśmiechnęłam się w kierunku dziewczynki.
- Jak Ty to wytrzymujesz?! - Li spojrzała na Chestera, który zajmował miejsce pasażera obok mnie.
- Już się przyzwyczaiłem. - zaśmiał się.
- To jest jakieś nienormalne! Dobrze, że nie zamontowali Ci ukrytych kamer w domu. - prychnęła.
- Nie kracz. - westchnęłam poprawiając okulary. - Już nie mogę się doczekać, aż wyjedziemy stąd pod te namioty. - wyznałam pełnym zmęczenia i irytacji głosem.
- Jak babcia mnie zabierze, to pojedziecie. - Oliwia mnie pocieszyła. - Ja Was tylko męczę. - westchnęła.
- Młoda, przestań. Wcale tak nie jest. Cieszymy się, że z nami jesteś. - powiedziałam. - Poza tym nie męczysz nas. Wyjątkowo grzeczna z Ciebie dziewczynka. Jak Ci się coś powie, to się słuchasz, a dzieci w Twoim wieku robią zazwyczaj na przekór.
- Mama mnie po prostu uczyła, że starszych trzeba słuchać. - uśmiechnęła się.
- Masz mądrą mamę, Kochanie. - Chaz dał jej lizaka. - Trzymaj. - puścił jej oczko.
- Dziękuję, Chestuś. - zrobiła do niego dzióbek wydając odgłosy cmokania. - Mogę go zjeść? - to pytanie skierowane było do mnie.
- No jak go dostałaś, to możesz. - pozwoliłam jej. - Zanim dojedziemy do domu, to zgłodniejesz. - uśmiechnęłam się widząc w lusterku, jak sprytnie uporała się z folią owiniętą dziwacznie wokół różowo - niebieskiego serca sporych rozmiarów. - Tylko się nie oblep. - nakazałam.
- Jasne. - obiecała i po chwili delektowała się smakiem otrzymanego prezentu.
- A jak chłopaki? Grzeczni? - zapytał nagle Chaz przerywając ciszę.
- No w miarę. - zaśmiałam się.
- Słyszałaś, że Sebastian będzie miał proces i będziemy musieli na niego iść? - spojrzał na mnie.
- Wiem, szesnastego sierpnia. - przewróciłam oczami.
- Dasz radę? - zapytał kładąc dłoń na mojej, którą trzymałam na biegach.
- Nie mam wyjścia. Wiem o tej sprawie najwięcej. - westchnęłam. Nie miałam wcale najmniejszej ochoty widzieć nigdy więcej jego twarzy, słyszeć jego głosu.. Okres, w którym byliśmy razem był najgorszy w moim życiu. Choć zdarzały się dobre chwile ich też nie chcę pamiętać.
- Kochanie, stało się coś? - z transu wyrwał mnie głos Chestera.
- Nie. - uśmiechnęłam się. - A co? - chwilę na niego spojrzałam, lecz szybko przeniosłam wzrok na ulicę.
- Nie odzywasz się już od dwudziestu minut, O czym myślisz? - zapytał.
- " Crawling " tak na mnie działa. - zaśmiałam się. - A o niczym. Takie tam refleksje. - ucięłam.
- Seba? - mruknął.
- Po części. - przyznałam.
- Co dokładnie? - dopytywał.
- To, że wcale nie uśmiecha mi się widzenie z nim. - westchnęłam ciężko.
- Dasz radę, jestem przy Tobie. Ja, chłopaki. - nachylił się w moją stronę i pocałował mój policzek. - Kocham Cię strasznie mocno, wiesz? - wyszeptał. Uśmiechnęłam się.
- Wiem. - powiedziałam. - A ja Ciebie. - przesunęłam opuszkami palców po ogniu na jego ręce.
- Cieszę się, że jeszcze Ci się nie znudziłem. - skubnął mnie lekko w udo.
- Puknij się. Kocham Cię i to nie jest chwilowe zauroczenie. - ton mojego głosu był nadzwyczaj poważny.
- Boję się, że to sen. Że zaraz się obudzę i to u boku Talindy. - wyznał cicho.
- Przekonamy się rano, Skarbie. Nie sądzę, żeby ta piękność rodem z Madagaskaru przemalowała włosy na czerwono i zaczęła nosić glany. - dałam mu całusa w nos, kiedy zaparkowaliśmy w garażu.
- Nareszcie w domu. - mój ukochany wciągnął łapczywie świeże powietrze, gdy wysiedliśmy z auta.
- Dawaj buziaka. - nachyliłam się, żeby poczuć jego wargi na swoich. Miał to być tylko buziak, ale Chesterowi było mało i przeobraził to w pocałunek.
- Tęskniłem. - wymruczał przytulając się do mojej szyi na której składał czułe pocałunki powodujące u mnie przyjemne dreszcze.
- Ja za Tobą też. - spojrzałam mu w oczy. Po chwili usłyszałam chrząknięcie małej. Chazzy śmiejąc się wesoło wziął ją na barana. Ja wzięłam jego torbę.
- Mam nadzieję, że Spike oduczył się chrapania. - mój chłopak postawił rozbawioną Oli na ziemi i zdjął kurtkę, oraz glany.
- Nie wiem Kochanie. Zawsze mam na uszach słuchawki. - wybuchłam śmiechem.
- Dobrze, że wziąłem swoją MP4. - zawtórował mi.
- To tylko dwa dni. - pstryknęłam go w ucho.
***
Był już późny wieczór. Gdzieś koło dziewiątej. Oliwka już dawno spała w swoim pokoju. U nas także głośna muzyka już ucichła. Oglądaliśmy horror, który przyniósł Rob. " Klątwa ". Wcale nie był straszny. Poza tym oglądałam go już z Mike'm. Próbował mnie potem straszyć, ale mu nie wyszło. Za to JoJo się strasznie bała.
- Rob, coś Ty za ohydztwo tu przywlókł?! Przez Ciebie nie będę mogła spać! - biadoliła.
- Skarbie, to jest bardzo fajny horror. - Mike ją do siebie przytulał podsuwając jej miskę z popcornem pod nos.
- Fajny to jesteś Ty nago, ale nie to coś! - pisnęła. Wszyscy zaczęliśmy się śmiać.
- Stary, masz aż takie wdzięki? - Phoenix zadławił się chipsami. Aż musiałam go poklepać.
- W porządku? - zapytałam przez śmiech.
- Tak. - rechotał.
- Dobra, już uspokójcie się, fajne momenty teraz będą! - Mike wszystkich uspokoił, gdyż zaczynały się najstraszniejsze według niego sceny. Dave próbował przestraszyć Maryse, za co dostał w łeb.
- Jeszcze raz, a śpisz na dworze. - warknęła strzepując swoje długie blond włosy na prawe ramię.
- Na żartach się nie zna. - mruknął pod nosem Farrell.
- Coś mówiłeś? - Ouellet świdrowała rudzielca wzrokiem.
- Nie . - burknął przysuwając się do mnie. Poklepałam go po ramieniu, a on się do mnie uśmiechnął.
- Potajemne amory? - Chester zmarszczył czoło udając wkurzonego. Wiedziałam, że tak na serio mi ufa. I David'owi na pewno też. W końcu tworzyli zespół i paczkę przyjaciół, więc inaczej być nie mogło.
- No, żebyś wiedział. Od miesiąca umawiamy się na potajemne schadzki. - Phoenix przewrócił oczami. - Kretyn. - objął mnie ramieniem. - Jak Ty z nim wytrzymujesz? - spojrzał na mnie z uznaniem w oczach.
- Kocham go, proste. - wtuliłam się w ramię Chazza, a on pocałował mnie w czoło i obdarzył uśmiechem. - To tak jakby Was zapytać, jakim cudem tworzycie zespół.
- Jesteśmy przyjaciółmi, wszyscy mamy określony talent i korzystamy z tego. - Joe odpowiedział za wszystkich.
- Hahn z filozofii pojechał. - Brad poklepał przyjaciela po plecach.
- A może nie jest tak? - Joe przeniósł wzrok z ekranu na Owcę. - Każdy w Linkin Park robi coś, w czym jest najlepszy. - uśmiechnął się.
- No jest tak jest. - Delson przyznał mu rację.
- No to z czego Ty się nabijasz, skoro wiesz, że też masz w nas swój wkład, Baranie jeden? - Rob podsunął mu pod nos miskę z chipsami.
- Ja się wcale nie nabijam. - Brad zaprzeczył. - To po prostu zabrzmiało tak filozoficznie, ale prawdziwie. - poczochrał Joe'mu włosy.
- Żaden ze mnie Sokrates. Mówię co myślę. - Hahn obdarzył nas wszystkich ciepłym uśmiechem i poczęstował się ode mnie żelkiem. - Nattiś? - szturchnął mnie lekko ramieniem.
- Co Słoneczko? - spojrzałam na niego.
- Masz jeszcze bezy? - zapytał śmiejąc się. Zawtórowałam mu i wzięłam miskę z bezami, którą położyłam na jego kolanach. - Dzięki. - wsadził sobie jedną do ust. - Dobre są. Chcesz? - przysunął mi do ust.
- Wiem, że dobre, bo ja je robiłam. - zaśmiałam się i otworzyłam buzię, by Hahn włożył do niej bezę.
- Ja też chcę! - Chester zrobił słodką minkę.
- Czekaj. - połknęłam tą, którą dał mi Joe i włożyłam sobie drugą, tyle że jej nie pogryzłam. Przybliżyłam się do Chestera i pocałowałam go dzieląc się z nim bezą. - Smakuje? - zapytałam, a mój ukochany rozanielony kiwnął głową.
- Mhm.. - mruknął. - Jeszcze raz. - uśmiechnął się słodko. Powtórzyłam czynność.
- Ej, szwagier, nie przyzwyczajaj się, bo zrobisz z niej hipopotama! - usłyszałam śmiech Mike'a.
- Jo, ucisz go. - poprosiłam przyjaciółkę, która po chwili wpiła się w wargi brata.
- Skarbie, oszalałaś? - Mike na nią spojrzał.
- Nie, po prostu chcę do końca obejrzeć film. - przejechała po jego wargach palcem.
- Dobrze, dobrze. - zaśmiał się.
- Dziękuję. - dałam Offeman całusa w policzek.
- Do usług, żonko. - odwzajemniła gest.
- ŻONKO?! - krzyknęli zszokowani Mike i Chaz.
- My wszystkie dla siebie żony. - Maryse dała mi całusa w czoło.
- Masakra. - Dave wbił głowę w ramię Rob'a.
- Nigdy nie zrozumiem bab. - Bourdon ciężko westchnął.
- Nas nie trzeba Kochanie rozumieć. - Paige pogłaskała go po ramieniu. - Nas wystarczy kochać. - uśmiechnęła się i pocałowała go w policzek.
- I nam ustępować. - April wtuliła się w Joe'go.
- Nie wtedy, kiedy przesadzacie. - Chazzy posadził mnie między swoimi nogami i oparł moje plecy o swój tors, a swoje ręce położył na moim brzuchu.
- Wy też nie jesteście święci. - spojrzałam na niego.
- A czy ja coś mówię? - zaśmiał się i pocałował mnie w czubek nosa, po czym bezkarnie wgryzł się w moją szyję robiąc mi malinkę. - Mmm.. Nowe perfumy? - wymruczał mi do ucha.
- Tak. - uśmiechnęłam się. - I nie gryź mnie, bo potem tego nie zapudruję. - skarciłam go.
- I o to chodzi. Każdy ma wiedzieć, że należysz do Chestera Benningtona. - powiedział dumny.
- Cały świat to wie. - uśmiechnęłam się. - Ale to działa w obie strony. - wyszczerzyłam się.
- Nie zrobisz tego. - spojrzał na mnie. Gdy odwrócił się do Dave'a, by mu coś powiedzieć, wykorzystałam okazję i wgryzłam się w jego szyję. - Nattie! - jęknął.
- Mój. - mruknęłam i wpiłam się w jego wargi.
- To nie ulega wątpliwości, Panno Shinoda. - szepnął mi na ucho, gdy się od siebie oderwaliśmy.
- Kocham Cię. - szepnęłam opierając swoje czoło o jego.
- Ja Ciebie też. - uśmiechnął się do mnie.
- Jak sobie słodzą. - mruknął Dave.
- Kochają się. - Maryse dała całusa ukochanemu. - Jak my, prawda? - zapytała.
- My bardziej. - pocałował ją.
- Wszyscy się całują. - mruknął Rob.
- My mamy być gorsi? - mruknęła Paige i wpiła się w jego wargi. Gdy ja i Chester się od siebie oderwaliśmy, zauważyliśmy, że wszystkie pary się całują.
- Wariaty. - mruknął mój chłopak i wpił się w moje wargi.
- Ale nasi. Nasi przyjaciele. - powiedziałam i znów go pocałowałam.
Po trudach i znojach udało mi się sklecić 21 rozdział. Pełen miłości i przyjaźni. : D No i co się z tym równa sielanki :) Zastanawiam się, jak ją rozwiać, ale planuję to dopiero po ich powrocie z namiotów, a nie wiem, w którym rozdziale zrobić im tą wycieczkę :3 A może Wy macie pomysły, jak im zepsuć to życie? Dzielcie się w wiadomościach, na ask'u, bądź na fejsie . Ciumki lecą do Was :* DZIĘKUJĘ ZA TAK WIELKĄ LICZBĘ WEJŚĆ <3
- Nattie! Wstawaj! - jej pisk przewiercał mi głowę niczym wiertarka dziurę w ścianie. Niechętnie zsunęłam z siebie ciepłą kołderkę i przeciągnęłam się.
- Co się stało, Młoda? - wydukałam pytanie mrucząc rozleniwiona. - Pali się gdzieś, czy jak? - zaśmiałam się cicho.
- Nie mów, że zapomniałaś. - spojrzała na mnie z poważnym wyrazem twarzy.
- O czym? - zgięłam się delikatnie w tył, by ukoić delikatny ból w kręgosłupie.
- Dzisiaj, punkt 13.00 odbieramy Chestera ze szpitala!!! - każde słowo wypowiedziała wyraźnie, trzymając swoją twarz milimetry od mojej. Roześmiałam się. - Co Cię tak bawi? - zmarszczyła brwi obserwując mnie uważnie.
- Dziecko drogie, jest dziewiąta rano, idź spać. Do szpitala jedziemy dopiero wpół do pierwszej. - przykryłam się kołdrą.
- Oo nie, leniu. Nie pozwolę Ci zasnąć. - przysunęła krzesło do mojego regału z płytami, ściągnęła " Hybrid Theory" i włączyła " One Step Closer. "
- Oliwia! Wyłącz to radio! - jęknęłam. " Shut up! " w wykonaniu Chestera było dziś niczym gwoździe wbijane mi w głowę.
- Wstawaj! - Mała krzyczała w rytm " Shut up. "
- Matko Boska, no już. Chociaż nie wiem po co. - zwlokłam się z łóżka. Dopiero wtedy muzyka ucichła, a płyta wróciła na swoje miejsce. - Ale idę pierwsza do łazienki. - spojrzałam na nią.
- Spoko. - Oli się zgodziła. - Ale potem zrobisz mi kanapki z Nutellą i kakao. - uśmiechnęła się tryumfalnie. Ta mała mnie rozbrajała.
- Dobrze. Sama mam ochotę na wyjątkowo słodkie śniadanie. - poczochrałam jej włosy i kucnęłam przy swojej szafie.
- Ubierz coś ładnego. - poradziła mała Smith.
- Spokojnie, nie martw się o mnie. - wybuchłam śmiechem. Wyjęłam z szafy sukienkę i kopertówkę, spod szafy wzięłam szpilki i ruszyłam do łazienki. Wzięłam z toaletki kosmetyczkę i położyłam wszystko na pralce.
Stylizacja Natt
Zastanawiałam się, jakiego koloru wziąć bandamkę.
- Czerwona będzie się zlewała z włosami... - zagryzłam wargę. - Czarna w białe kropki będzie idealna. - aż podskoczyłam i wyjęłam bandamkę o owym wzorze, po czym położyłam ją na pralkę. Rozebrałam się do naga i weszłam pod prysznic. Gorąca woda rozluźniła mięśnie i zupełnie odgoniła ode mnie sen. Po chwili otarłam włosy i ciało ciepłymi ręcznikami i włożyłam na siebie czerwoną koronkową bieliznę oraz naszykowane ciuchy. Wysuszyłam włosy i zrobiłam sobie kok, który związałam bandamką. Zajęłam się makijażem i pomalowaniem paznokci na czarno, założyłam biżuterię, spryskałam się perfumami po czym wyszłam z łazienki. Skierowałam się do kuchni, gdzie czekała na mnie Oliwia, która ciągle była jeszcze w piżamie.
- Ślicznie wyglądasz. - uśmiechnęła się.
- Dziękuję. - odpowiedziałam jej i nastawiłam mleko na kakao, po czym zajęłam się robieniem kanapek.
- Gniewasz się na mnie za tą pobudkę? - usłyszałam ciche pytanie za plecami. Mały Spider wdrapał się sprytnie na blat, dzięki czemu miałyśmy kontakt wzrokowy.
- Nie, Słoneczko. - pocałowałam ją w czoło. - Nie gniewam się. - uśmiechnęłam się i postawiłam talerz z kanapkami na stół po czym wsypałam kakao do gotującego się już mleka i zamieszałam. - Siadaj do stołu, zaraz będzie kakałko. - znów obdarzyłam dziecko uśmiechem, po czym wyjęłam dwa kubki z szafki. Wlałam do nich gorącą słodką ciecz i postawiłam ją obok kanapek. Usiadłam przy Oliwii i zaczęłyśmy jeść.
- Jeftem taka podeksfytofana fym fyjszczem Chesztera. - mała Smith miała zwyczaj mówienia z pełną buzią. Nikt jej nie mógł od tego odzwyczaić. Nawet Chester.
- Ja też, ale proszę Cię, nie mów z pełną buzią, bo się udławisz. - skarciłam ją biorąc kolejną kanapkę w dłoń.
- Przepraszam. - spuściła głowę.
- Nie przepraszaj, po prostu nie rób tego więcej. - uśmiechnęłam się do niej ciepło głaszcząc ją po rozczochranych czekoladowych włosach.
- Nie uważasz, że powinnyśmy zrobić zakupy na obiad? Chester na pewno ma dość szpitalnego żarcia. Zresztą, kto by nie miał. - wzdrygnęła się.
- Masz rację. - uśmiechnęłam się. - Urządzimy takie małe przyjęcie powitalne! - wykrzyknęłam niczym małe dziecko.
- Zaprosimy najbliższych przyjaciół. - zaproponowała. - Przecież chłopaki na pewno wiedzą, że wychodzi.
- Wiedzą wiedzą, bo im powiedziałam. - spojrzałam na dziewczynkę biorąc jedną z ostatnich kanapek w dłoń.
- Mam nadzieję, że Mike nie wpadnie na pomysł, żeby przynieść wódkę. - mruknęła.
- Chyba bym mu ją rozbiła na tej jego pustej głowie. - uniosłam kącik ust ku górze. - Chester nie może teraz pić, bo bierze lekarstwa. - wyjaśniłam. Po chwili wstałam, żeby pozmywać po śniadaniu.
- Idę pod prysznic. - Oli przytuliła się do moich pleców, po czym pognała do łazienki.
- Pomóc Ci w czymś? - zapytałam na tyle głośno, by mnie usłyszała.
- Pomożesz mi wybrać ubranie i zrobisz mi fryzurkę? - poprosiła z łazienki.
- Jasne! - odpowiedziałam.
Już po 15 minutach siedziałyśmy u niej w pokoju. Robiłam jej koczek. Miała na sobie różowy komplecik. Bluzeczkę i spódniczkę, a do tego balerinki w tym samym kolorze z czarną wstążką. Fryzurka i stylizacja prezentowały się świetnie. Do tego założyłam jej naszyjnik, który kiedyś dostała od Chestera.
Stylizacja Oliwii .
Stanęłyśmy obok siebie w lustrze.
- Lasencje z nas. - Oliv się zaśmiała kładąc rączkę na biodrze. Podałam jej kopertówkę, w którą włożyłam jej chusteczki, gumy do żucia, MP 4 i słuchawki, natomiast do swojej włożyłam kosmetyki, których dziś użyłam, telefon, lusterko, klucze do domu oraz swoją MP 4.
- Okulary. - mruknęłam i wyjęłam z kosmetyczki dwie pary czarnych okularów przeciwsłonecznych i założyłam jedną, a drugą podałam młodej.
- Ech, paparazzi. - mruknęła zakładając je na nos i zajęła się szorowaniem zębów.
- Niestety. - założyłam swoje i także zaczęłam myć zęby.
- Chester ma swoje? - zapytała Oli, gdy skończyła. Kiwnęłam twierdząco głową wypluwając pastę i przepłukałam jamę ustną wodą i płynem miętowym, który do tego służył. Wytarłam pastę z kącików ust i poprawiłam je szminką. Usłyszałam dzwonek do drzwi. - Ja otworzę. - zaoferowała Liv, a ja wyszłam z łazienki i zeszłam na dół.
- Czeeść Słonko! - w oddali usłyszałam głos Phoenix'a, który zapewne witał się z Oliwią. Poszłam w kierunku ich głosów.
- Cześć, Nelsonek. - zwrócił się do mnie, a po chwili mnie przytulił.
- No cześć, cześć. - zaśmiałam się wesoło i odwzajemniłam uścisk.
- Ślicznie wyglądasz. - uśmiechnął się do mnie.
- Dziękuję. - odwzajemniłam uśmiech i zaprosiłam go dalej. - Napijesz się czegoś? - zapytałam.
- Nie dzięki. Ja tylko na chwilę oddać Ci klucze. - wręczył mi moją własność. - Maryse na mnie czeka. - wyjaśnił z delikatnym uśmiechem na twarzy.
- Nie przyjechała z Tobą? - zmartwiłam się trochę.
- Coś źle się czuje. Boli ją głowa. - westchnął. - Martwię się.
- Spokojnie. - usiadłam przy nim. - Wzięła jakąś tabletkę? - spojrzałam na niego.
- Brała. Śpi. - powiedział. - Dzisiaj odbieracie Chazza?
- Tak. - uśmiechnęłam się szeroko. - Mamy w planach zrobić przyjęcie powitalne, ale nie wiem, czy wypali teraz. - westchnęłam.
- Dlaczego? - Phoenix na mnie spojrzał.
- No jak Maryse jest chora, to pewnie Was nie będzie. - posmutniałam.
- Spokojnie, do południa powinno jej przejść. - pogłaskał mnie po plecach.
- Obyś miał rację. Jak jej nie przejdzie, to przełożymy to na następny weekend. - uśmiechnęłam się delikatnie.
- Spoko. - Farrell wstał. - Ja się będę zmywał, nie chcę jej zostawiać samej. - powiedział. Pocałował mnie i młodą w policzki i zmył się.
- To co? Jedziemy na te zakupy? - zapytałam Oliw.
- Jasne. - dziewczynka wzięła na wszelki wypadek ciemnoróżowy letni sweterek. Postanowiłam wziąć swój biały. W razie, gdyby padało. Wyszłyśmy z domu zamykając go. Wsiadłyśmy do auta i pojechałyśmy do sklepu. Postanowiłam zrobić pierś z kurczaka i puree, a na deser sernika. Kiedy wróciłyśmy do domu, od razu zabrałyśmy się do pracy. Zadzwoniłam po JoJo i Mike'a, by dokończyli resztę, gdyż razem z Oliwką musiałyśmy już jechać po Chazza, a chciałam, żeby wszystko było gorące, poza tym to była niespodzianka. Mój brat zadzwonił po resztę ekipy, a my byłyśmy w szpitalu punktualnie. Kiedy weszłyśmy do sali, Chester właśnie zapinał swoją podręczną torbę. Niebo zaczynało się chmurzyć. No i po pogodzie...
- Dziewczyny! Już jesteście! - zawołał wesoło, gdy nas zauważył. Miał na sobie koszulę w czarno- białą kratę, czarne jeansy i glany, a na twarz założył okulary. - Jak ja się za Wami stęskniłem. - obu nam dał po całusie w usta. Małą wziął na ręce, a mnie przytulił do siebie. Oliw pomogła mu włożyć torbę na ramię.
- Moja mała pomocnica. - Bennington przycisnął ją do siebie i podniósł wyżej do góry, by mogła położyć mu głowę na ramieniu. - Jaki Ty masz zabójczy koczek. - bawił się lokami, które jej zostawiłam po obu stronach. Po chwili spojrzał na mnie. - Ty też pięknie wyglądasz. - pocałował mnie w nos i złapał za rękę. Szliśmy korytarzem. Jakieś nastolatki machały Chesterowi.
- Matko Boska, nawet tutaj ani chwili wytchnienia. - mruknęłam wkurzona ściskając dłoń Chazza.
- Kochanie, spokojnie. - Chester na mnie spojrzał z jednym z tych swoich cudnych uśmieszków na twarzy.
- Ja jestem spokojna. - spojrzałam na niego z nieodgadnionym wyrazem twarzy.
- Nattie się wkurza. - mój ukochany zwrócił się do córki mojej siostry ciotecznej i pocałował ją w policzek.
- Bo jest zazdrosna. - wyszeptała mu na ucho dziewczynka chicocząc cicho.
- Ej, ja to słyszałam. - pokiwałam na nią palcem.
- No co? Młoda ma rację. - mój chłopak poparł dziewczynkę. Ech ta ich solidarność! I jak ja mam z tym wytrzymać tyle czasu!? Pomocy!
- Wcale, że nie. - zaprotestowałam.
- Ma.
- Nie.
- Tak.
- Nie.
- Tak.
- Nie.
- Tak.
- Nie.
- Uspokójcie się. Czuję się jak w przedszkolu! - Mała Smith przewróciła oczami. Spojrzeliśmy na siebie z Chazzem i zaczęliśmy się śmiać. Wychodząc na zewnątrz słyszeliśmy dźwięki robionych zdjęć, ale kompletnie to ignorowaliśmy. Oliwka pocałowała Chestera w policzek, a on ją w nos, natomiast ja wtuliłam się w ramię bruneta, który mnie obejmował i uśmiechnęłam się w kierunku dziewczynki.
- Jak Ty to wytrzymujesz?! - Li spojrzała na Chestera, który zajmował miejsce pasażera obok mnie.
- Już się przyzwyczaiłem. - zaśmiał się.
- To jest jakieś nienormalne! Dobrze, że nie zamontowali Ci ukrytych kamer w domu. - prychnęła.
- Nie kracz. - westchnęłam poprawiając okulary. - Już nie mogę się doczekać, aż wyjedziemy stąd pod te namioty. - wyznałam pełnym zmęczenia i irytacji głosem.
- Jak babcia mnie zabierze, to pojedziecie. - Oliwia mnie pocieszyła. - Ja Was tylko męczę. - westchnęła.
- Młoda, przestań. Wcale tak nie jest. Cieszymy się, że z nami jesteś. - powiedziałam. - Poza tym nie męczysz nas. Wyjątkowo grzeczna z Ciebie dziewczynka. Jak Ci się coś powie, to się słuchasz, a dzieci w Twoim wieku robią zazwyczaj na przekór.
- Mama mnie po prostu uczyła, że starszych trzeba słuchać. - uśmiechnęła się.
- Masz mądrą mamę, Kochanie. - Chaz dał jej lizaka. - Trzymaj. - puścił jej oczko.
- Dziękuję, Chestuś. - zrobiła do niego dzióbek wydając odgłosy cmokania. - Mogę go zjeść? - to pytanie skierowane było do mnie.
- No jak go dostałaś, to możesz. - pozwoliłam jej. - Zanim dojedziemy do domu, to zgłodniejesz. - uśmiechnęłam się widząc w lusterku, jak sprytnie uporała się z folią owiniętą dziwacznie wokół różowo - niebieskiego serca sporych rozmiarów. - Tylko się nie oblep. - nakazałam.
- Jasne. - obiecała i po chwili delektowała się smakiem otrzymanego prezentu.
- A jak chłopaki? Grzeczni? - zapytał nagle Chaz przerywając ciszę.
- No w miarę. - zaśmiałam się.
- Słyszałaś, że Sebastian będzie miał proces i będziemy musieli na niego iść? - spojrzał na mnie.
- Wiem, szesnastego sierpnia. - przewróciłam oczami.
- Dasz radę? - zapytał kładąc dłoń na mojej, którą trzymałam na biegach.
- Nie mam wyjścia. Wiem o tej sprawie najwięcej. - westchnęłam. Nie miałam wcale najmniejszej ochoty widzieć nigdy więcej jego twarzy, słyszeć jego głosu.. Okres, w którym byliśmy razem był najgorszy w moim życiu. Choć zdarzały się dobre chwile ich też nie chcę pamiętać.
- Kochanie, stało się coś? - z transu wyrwał mnie głos Chestera.
- Nie. - uśmiechnęłam się. - A co? - chwilę na niego spojrzałam, lecz szybko przeniosłam wzrok na ulicę.
- Nie odzywasz się już od dwudziestu minut, O czym myślisz? - zapytał.
- " Crawling " tak na mnie działa. - zaśmiałam się. - A o niczym. Takie tam refleksje. - ucięłam.
- Seba? - mruknął.
- Po części. - przyznałam.
- Co dokładnie? - dopytywał.
- To, że wcale nie uśmiecha mi się widzenie z nim. - westchnęłam ciężko.
- Dasz radę, jestem przy Tobie. Ja, chłopaki. - nachylił się w moją stronę i pocałował mój policzek. - Kocham Cię strasznie mocno, wiesz? - wyszeptał. Uśmiechnęłam się.
- Wiem. - powiedziałam. - A ja Ciebie. - przesunęłam opuszkami palców po ogniu na jego ręce.
- Cieszę się, że jeszcze Ci się nie znudziłem. - skubnął mnie lekko w udo.
- Puknij się. Kocham Cię i to nie jest chwilowe zauroczenie. - ton mojego głosu był nadzwyczaj poważny.
- Boję się, że to sen. Że zaraz się obudzę i to u boku Talindy. - wyznał cicho.
- Przekonamy się rano, Skarbie. Nie sądzę, żeby ta piękność rodem z Madagaskaru przemalowała włosy na czerwono i zaczęła nosić glany. - dałam mu całusa w nos, kiedy zaparkowaliśmy w garażu.
- Nareszcie w domu. - mój ukochany wciągnął łapczywie świeże powietrze, gdy wysiedliśmy z auta.
- Dawaj buziaka. - nachyliłam się, żeby poczuć jego wargi na swoich. Miał to być tylko buziak, ale Chesterowi było mało i przeobraził to w pocałunek.
- Tęskniłem. - wymruczał przytulając się do mojej szyi na której składał czułe pocałunki powodujące u mnie przyjemne dreszcze.
- Ja za Tobą też. - spojrzałam mu w oczy. Po chwili usłyszałam chrząknięcie małej. Chazzy śmiejąc się wesoło wziął ją na barana. Ja wzięłam jego torbę.
- Mam nadzieję, że Spike oduczył się chrapania. - mój chłopak postawił rozbawioną Oli na ziemi i zdjął kurtkę, oraz glany.
- Nie wiem Kochanie. Zawsze mam na uszach słuchawki. - wybuchłam śmiechem.
- Dobrze, że wziąłem swoją MP4. - zawtórował mi.
- To tylko dwa dni. - pstryknęłam go w ucho.
***
Był już późny wieczór. Gdzieś koło dziewiątej. Oliwka już dawno spała w swoim pokoju. U nas także głośna muzyka już ucichła. Oglądaliśmy horror, który przyniósł Rob. " Klątwa ". Wcale nie był straszny. Poza tym oglądałam go już z Mike'm. Próbował mnie potem straszyć, ale mu nie wyszło. Za to JoJo się strasznie bała.
- Rob, coś Ty za ohydztwo tu przywlókł?! Przez Ciebie nie będę mogła spać! - biadoliła.
- Skarbie, to jest bardzo fajny horror. - Mike ją do siebie przytulał podsuwając jej miskę z popcornem pod nos.
- Fajny to jesteś Ty nago, ale nie to coś! - pisnęła. Wszyscy zaczęliśmy się śmiać.
- Stary, masz aż takie wdzięki? - Phoenix zadławił się chipsami. Aż musiałam go poklepać.
- W porządku? - zapytałam przez śmiech.
- Tak. - rechotał.
- Dobra, już uspokójcie się, fajne momenty teraz będą! - Mike wszystkich uspokoił, gdyż zaczynały się najstraszniejsze według niego sceny. Dave próbował przestraszyć Maryse, za co dostał w łeb.
- Jeszcze raz, a śpisz na dworze. - warknęła strzepując swoje długie blond włosy na prawe ramię.
- Na żartach się nie zna. - mruknął pod nosem Farrell.
- Coś mówiłeś? - Ouellet świdrowała rudzielca wzrokiem.
- Nie . - burknął przysuwając się do mnie. Poklepałam go po ramieniu, a on się do mnie uśmiechnął.
- Potajemne amory? - Chester zmarszczył czoło udając wkurzonego. Wiedziałam, że tak na serio mi ufa. I David'owi na pewno też. W końcu tworzyli zespół i paczkę przyjaciół, więc inaczej być nie mogło.
- No, żebyś wiedział. Od miesiąca umawiamy się na potajemne schadzki. - Phoenix przewrócił oczami. - Kretyn. - objął mnie ramieniem. - Jak Ty z nim wytrzymujesz? - spojrzał na mnie z uznaniem w oczach.
- Kocham go, proste. - wtuliłam się w ramię Chazza, a on pocałował mnie w czoło i obdarzył uśmiechem. - To tak jakby Was zapytać, jakim cudem tworzycie zespół.
- Jesteśmy przyjaciółmi, wszyscy mamy określony talent i korzystamy z tego. - Joe odpowiedział za wszystkich.
- Hahn z filozofii pojechał. - Brad poklepał przyjaciela po plecach.
- A może nie jest tak? - Joe przeniósł wzrok z ekranu na Owcę. - Każdy w Linkin Park robi coś, w czym jest najlepszy. - uśmiechnął się.
- No jest tak jest. - Delson przyznał mu rację.
- No to z czego Ty się nabijasz, skoro wiesz, że też masz w nas swój wkład, Baranie jeden? - Rob podsunął mu pod nos miskę z chipsami.
- Ja się wcale nie nabijam. - Brad zaprzeczył. - To po prostu zabrzmiało tak filozoficznie, ale prawdziwie. - poczochrał Joe'mu włosy.
- Żaden ze mnie Sokrates. Mówię co myślę. - Hahn obdarzył nas wszystkich ciepłym uśmiechem i poczęstował się ode mnie żelkiem. - Nattiś? - szturchnął mnie lekko ramieniem.
- Co Słoneczko? - spojrzałam na niego.
- Masz jeszcze bezy? - zapytał śmiejąc się. Zawtórowałam mu i wzięłam miskę z bezami, którą położyłam na jego kolanach. - Dzięki. - wsadził sobie jedną do ust. - Dobre są. Chcesz? - przysunął mi do ust.
- Wiem, że dobre, bo ja je robiłam. - zaśmiałam się i otworzyłam buzię, by Hahn włożył do niej bezę.
- Ja też chcę! - Chester zrobił słodką minkę.
- Czekaj. - połknęłam tą, którą dał mi Joe i włożyłam sobie drugą, tyle że jej nie pogryzłam. Przybliżyłam się do Chestera i pocałowałam go dzieląc się z nim bezą. - Smakuje? - zapytałam, a mój ukochany rozanielony kiwnął głową.
- Mhm.. - mruknął. - Jeszcze raz. - uśmiechnął się słodko. Powtórzyłam czynność.
- Ej, szwagier, nie przyzwyczajaj się, bo zrobisz z niej hipopotama! - usłyszałam śmiech Mike'a.
- Jo, ucisz go. - poprosiłam przyjaciółkę, która po chwili wpiła się w wargi brata.
- Skarbie, oszalałaś? - Mike na nią spojrzał.
- Nie, po prostu chcę do końca obejrzeć film. - przejechała po jego wargach palcem.
- Dobrze, dobrze. - zaśmiał się.
- Dziękuję. - dałam Offeman całusa w policzek.
- Do usług, żonko. - odwzajemniła gest.
- ŻONKO?! - krzyknęli zszokowani Mike i Chaz.
- My wszystkie dla siebie żony. - Maryse dała mi całusa w czoło.
- Masakra. - Dave wbił głowę w ramię Rob'a.
- Nigdy nie zrozumiem bab. - Bourdon ciężko westchnął.
- Nas nie trzeba Kochanie rozumieć. - Paige pogłaskała go po ramieniu. - Nas wystarczy kochać. - uśmiechnęła się i pocałowała go w policzek.
- I nam ustępować. - April wtuliła się w Joe'go.
- Nie wtedy, kiedy przesadzacie. - Chazzy posadził mnie między swoimi nogami i oparł moje plecy o swój tors, a swoje ręce położył na moim brzuchu.
- Wy też nie jesteście święci. - spojrzałam na niego.
- A czy ja coś mówię? - zaśmiał się i pocałował mnie w czubek nosa, po czym bezkarnie wgryzł się w moją szyję robiąc mi malinkę. - Mmm.. Nowe perfumy? - wymruczał mi do ucha.
- Tak. - uśmiechnęłam się. - I nie gryź mnie, bo potem tego nie zapudruję. - skarciłam go.
- I o to chodzi. Każdy ma wiedzieć, że należysz do Chestera Benningtona. - powiedział dumny.
- Cały świat to wie. - uśmiechnęłam się. - Ale to działa w obie strony. - wyszczerzyłam się.
- Nie zrobisz tego. - spojrzał na mnie. Gdy odwrócił się do Dave'a, by mu coś powiedzieć, wykorzystałam okazję i wgryzłam się w jego szyję. - Nattie! - jęknął.
- Mój. - mruknęłam i wpiłam się w jego wargi.
- To nie ulega wątpliwości, Panno Shinoda. - szepnął mi na ucho, gdy się od siebie oderwaliśmy.
- Kocham Cię. - szepnęłam opierając swoje czoło o jego.
- Ja Ciebie też. - uśmiechnął się do mnie.
- Jak sobie słodzą. - mruknął Dave.
- Kochają się. - Maryse dała całusa ukochanemu. - Jak my, prawda? - zapytała.
- My bardziej. - pocałował ją.
- Wszyscy się całują. - mruknął Rob.
- My mamy być gorsi? - mruknęła Paige i wpiła się w jego wargi. Gdy ja i Chester się od siebie oderwaliśmy, zauważyliśmy, że wszystkie pary się całują.
- Wariaty. - mruknął mój chłopak i wpił się w moje wargi.
- Ale nasi. Nasi przyjaciele. - powiedziałam i znów go pocałowałam.
Po trudach i znojach udało mi się sklecić 21 rozdział. Pełen miłości i przyjaźni. : D No i co się z tym równa sielanki :) Zastanawiam się, jak ją rozwiać, ale planuję to dopiero po ich powrocie z namiotów, a nie wiem, w którym rozdziale zrobić im tą wycieczkę :3 A może Wy macie pomysły, jak im zepsuć to życie? Dzielcie się w wiadomościach, na ask'u, bądź na fejsie . Ciumki lecą do Was :* DZIĘKUJĘ ZA TAK WIELKĄ LICZBĘ WEJŚĆ <3
Subskrybuj:
Posty (Atom)